Archiwa tagu: Małgorzata Turczyńska

9

lis

Wiola Wołczyńska Essential

Dziś z ogromną przyjemnością przedstawiam czy może raczej przypominam projektantkę, która ceni czas zarówno swój, jak i swoich odbiorczyń. Dbając o jakość i każdy szczegół, przygotowuje nieduże kolekcje wymykające się sezonowym modom. Bo jeśli kupujesz coś u Wioli Wołczyńskiej, masz pewność, że nie zestarzeje się to ani z powodu błyskawicznych zmian w trendach, ani upływających miesięcy. Od lat projektantka stawia na wysokogatunkowe materiały i uniwersalne kroje, co nagle zaczęło się wpisywać w ideę „slow fashion”. Pomysł ten realizuje praktycznie od samego początku, wyprzedzając światowy trend na świadomą modę. Te rzeczy będą towarzyszyć kobiecie zdecydowanie dłużej również dlatego, że po prostu nie mogą się znudzić.

essential-2

Czytaj dalej

3

lis

ROOTS

Dziś jest idealny dzień na LOUS. Wczoraj rwana szponami konsumpcjonizmu lawirowałam pośród wieszaków z pewną kolekcją (zresztą dziś też jeden szpon mnie zahaczył i niestety złamałam się potwornie, podejmując decyzję tragiczną dla portfela), a teraz analizuję własne zmęczenie i po raz enty zastanawiam nad fenomenem tychże wydarzeń. Oraz nad tym, któż taki im ten fenomen nadaje, jeśli nie my sami. Prędko, prędzej, bo zaraz się skończy, dla wszystkich nie starczy, choć przecież z tym, co mamy aktualnie w szafie, dalibyśmy radę żyć bez zakupów przynajmniej przez pięć lat. I tak sobie myślę, że choć bez zakupów sobie życia nie wyobrażam (co to moda robi z ludzi…), to jednak lubię kupować tak, by potem rzeczywiście tych kilka lat do przodu sobie zorganizować. Zaglądam do szafy i nie widzę zbyt wielu pamiątek po współpracach projektanckich, staniu w kolejkach czy pełnym emocji rzucaniu się na limitowany towar. Te rzeczy dały trochę radości, lecz niewiele z nich zostało ze mną do dziś. Część z Was powie, że bez sensu tak racjonalnie podchodzić do spraw, które przede wszystkim mają sprawiać przyjemność. A jednak żal mi tych wszystkich ubrań, z którymi życie miało być piękne, lecz koniec końców razem nam nie wyszło. Rzecz to marginalna na szczęście, bo istnieją takie marki, z którymi zawsze mi po drodze. I towarzyszą mi znacznie dłużej niż jeden sezon.

14409521_1088543794548039_2661577567212462053_o

Czytaj dalej

28

kwi

Lights

To się dzieje naprawdę. Wstaję rano i już jestem spóźniona, biegnę na trzy spotkania ustawione co godzinę, błogosławiąc brak prawa jazdy i możliwość pracowania w autobusie. Pochylona nad komórką z wyładowującą się tempie rekordowym baterią odpisuję na maile, przegapiam właściwy przystanek i piszę do wszystkich trzech osób o możliwości półgodzinnego poślizgu. Na trzecim spotkaniu wyobrażam sobie czekającego na mnie w domu psa, którego muszę wyprowadzić. Pies nie chce iść, a ja mam do zrobienia jeszcze tyle, że musiałabym wydłużyć dobę do czterdziestu ośmiu godzin, żeby zdążyć choć z połową. Przypominam sobie porady w którymś z magazynów o tzw. stylu życia, jak to nie należy się poddawać stresowi i presji czasu, że podczas pracy przy komputerze należy jak najczęściej wyglądać przez okno i uspokajać oczy widokiem roślin. A najlepiej to wyjechać na urlop i wszystko zostawić, bo przecież jesteśmy tego warte. I szlag mnie trafia. Kocham, to co robię i nie zmieniłabym absolutnie nic. Mam swoją codzienną pracę plus ten blog, którego jestem redaktor naczelną, dziennikarką, researcherką (brzydkie słowo) i korektorką (a czasem modelką, choć na szczęście rzadko). W sumie zasuwam na pięć etatów. Ale czasem marzy mi się chwila spokoju. Nie więcej. W zeszłym roku wpadłam na pomysł, by taki wakacyjny kącik zorganizować sobie w mieszkaniu. Naznosiłam różnych roślin, kupiłam poduszki w egzotyczne wzory, a na półce postawiłam książki i magazyny, które będę w chwilach relaksu czytać. Zgadnijcie, ile razy przez ostatni rok tam byłam? Nie liczę przechodzenia obok. Dwa. Ale za to pies bywa tam regularnie i bardzo się cieszy. Do czego dążę? Ano do tego, że są wokół mnie osoby, które potrafią osiągnąć to, co zabieganej Harel przychodzi z ogromnym trudem. I nie dość, że osiągają, to jeszcze znajdują w tym inspirację do dalszej pracy. Konkretny przykład? Sylwia Antoszkiewicz i jej marka LOUS.

LOUS_kolekcja Lights_SS2016 (24)

Czytaj dalej

21

paź

Le Brand

Wyzwanie. Stworzyć markę na tyle blisko klasyki, by zachwycała panie w słusznym wieku, lecz jednocześnie na tyle nowoczesną, by młode towarzystwo pragnęło uruchomić instytucję świnki skarbonki, by kupić choć jeden porządny wełniany płaszcz. Sztuczka udała się Paulinie Pyszkiewicz. Rok temu ruszyła z Le Brand – śmiało można stwierdzić, że marką minimalistyczną (a wiecie, że nie nadużywam tego słowa, ba, pojawia się tu prawdopodobnie drugi, jeśli nie pierwszy raz w tym roku), przywodzącą na myśl swoje francuskie odpowiedniki z grupy SMCP (Sandro, Maje, Claudie Pierlot). Nie wspominam o Francji z wyrzutem. Wręcz przeciwnie, skojarzenie ma być komplementem. Mało która osoba w wieku Pauliny może się pochwalić tak świetnym wyczuciem kobiecych potrzeb, świadomą rezygnacją z infantylizmu czy oczywistych, komercyjnych trendów. Niedawno w sprzedaży pojawiła się trzecia kolekcja, na obecną jesień i nadchodzącą zimę. Le Brand pnie się w górę, aż miło.

FW15 3

Czytaj dalej

9

lut

Uproszczenia

Marka Solar młodnieje w oczach. I dobrze. Bo nie ma tu nic z odmładzania się na siłę i za wszelką cenę, pogoni za świeżością uzyskiwaną przy pomocy jadu kiełbasianego czy innych wybuchowych specyfików. Rdzeń – ku uldze stałych klientek – pozostaje ten sam, natomiast obudowywany jest lekkością i swobodną interpretacją niedawnych trendów. Nie piszę „najnowszych”, bo akurat tego w kolekcji nie widać. Zresztą Solar nigdy nie należał do marek, które narzucają. Raczej odzwierciedla pewne zdarzenia z niedalekiej przeszłości, sprawdzone przez bardziej zasobną konkurencję.

Co się dzieje? Pojawia się dżins – w wersji niedosłownej, lekkiej, idealnej na lato. Sporo też coraz odważniejszych deseni. Niektóre ryzykownie zapożyczone (miękkie pociągnięcia pędzlem z zeszłorocznej kolekcji Celine – entuzjastycznie kopiowanej przez wszystkie możliwe sieciówki z Zarą na czele), ale też przyjemnie nowatorskie (kurtce w deseń kolorowych pikseli wróżę spore powodzenie). Podnosi się jakość akcesoriów. Obok tych ze sztucznego tworzywa stają skórzane – odpowiednio droższe, ale też odpowiednio przyjemniejsze dla oka. Rozkręca zabawa fakturą: żakardy, ażury, tłoczenia znalazły znacznie więcej miejsca niż dotychczas. Paradoksalnie projekty konsekwentnie podążają w stronę prostoty. Nie ma już przeładowania informacji, co się w Solarze niestety zdarzało. Wiosna i lato zostały świetnie podzielone na konkretne tematy. Mam nadzieję, że w butikach stacjonarnych idea będzie kontynuowana.

Poniższa sesja wizerunkowa – wystylizowana przez Roberta Kiełba, który już drugi sezon współpracuje z marką – cytując klasyka, „otwiera oczy niedowiarkom”. Prowadzi za rękę kobiety nieco zagubione między tym, do czego się przyzwyczaiły, a tym, czego chciałyby spróbować, ale nie wiedzą, jak zacząć. Okazuje się, że nowoczesności nie muszą szukać gdzie indziej. A mnie, jako wieloletniej obserwatorce, miło widzieć, jak z sukcesem Solar podejmuje kompromis i nie tracąc dawnego ducha, powoli otwiera się na nowe.

6

10

1

11

2

3

12

4  7

20141206_GTurczynska_Solar_0144

20141206_GTurczynska_Solar_0232

20141206_GTurczynska_Solar_0339_2

20141206_GTurczynska_Solar_0396

20141206_GTurczynska_Solar_0434

20141206_GTurczynska_Solar_0524

Fot. David Vasiljevic (plener), Małgorzata Turczyńska (studio)
Modelki: Myrthe de Poel (plener), Julia Banaś (sturio)
Stylizacja: Robert Kiełb

15

wrz

Challenge

Tak. To one chcą stworzyć markę na miarę & Other Stories. Odkąd przyznały się do tego na łamach Elle, nie sądzę, bym dłużej musiała trzymać to w tajemnicy. Zadebiutowały tkaninami w kolorze fuksji, miodu i mięty. Potem przyszła kolej na uniwersalne bawełniane dzianiny, co sezon jednak uparcie zaznaczają, że szarej dresówki u nich nie uświadczymy. Po gładkich powierzchniach przyszła kolej na niebanalne faktury, a po fakturach – wzory. Na razie nieśmiałe w formie klasycznej pepitki i delikatnych czerwonych pęknięć na ciemnoszarej wełnie.

Challenge – to tytuł kolekcji jesiennej marki LOUS, tworzonej przez Sylwię Antoszkiewicz i Renatę Miklewską. To one same stawiają przed sobą największe wyzwania. Choć to, co produkowały do tej pory, sprzedawało się świetnie, nie zamierzają osiadać na laurach. Z powodzeniem zaliczają kolejne etapy. Aktualnie na warsztat trafiła wełniana tkanina. Gruba i mięsista, obowiązkowo na podszewce. Dekolt V pozostaje z nimi zawsze, bez względu na porę roku. To ich szczęśliwy fason – od niego wszystko się zaczęło. No i ja – osobiście i całkiem stronniczo – zawsze do nich wracam po kolejne rzeczy w tej formie, bo jest mi ona pisana przez przeznaczenie, profesjonalistów, a nawet samozwańcze stylistki, a z tajemniczych powodów wcale niełatwa do zdobycia.

I znów możemy sobie skomponować całą garderobę, odwiedzając tylko jedno miejsce. Swetry, płaszcze, sukienki, trochę elementów bazowych w podstawowych kolorach, a także uwielbianej przez projektantki soczystej czerwieni. Do łączenia z elementami poprzednich kolekcji, rzecz jasna.

LOUS CHALLENGE (7)

LOUS CHALLENGE (8)

LOUS CHALLENGE (9)

LOUS CHALLENGE (10)

LOUS CHALLENGE

LOUS CHALLENGE (2)

LOUS CHALLENGE (3)

LOUS CHALLENGE (4)

LOUS CHALLENGE (5)

LOUS CHALLENGE (6)

Fot. Małgorzata Turczyńska