Archiwa tagu: Marek Makowski

13

Mar

MMC wiosna/lato 2018

MMC – jedna z najlepszych naszych marek – na wiosnę i lato powraca do Łodzi, miejsca swojego powstania. W Łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego wszystko się zaczęło. Ile lat temu? Na tyle dawno, że nie było ani blogów, ani Facebooka. Pamiętam projekty marki ze zdjęć w Elle i Twoim Stylu, robiły niesamowite wrażenie, na tle innych były niezwykle nowoczesne, coś jak Joanna Klimas w latach dziewięćdziesiątych. Nowe podejście, świeżość, zaskoczenie – te cechy towarzyszą im do dziś, choć przez tak długi czas istnienia nie da się czasem uniknąć powtórek czy nawiązań do przeszłości. Dziś to nie zarzut, a bardzo częsta praktyka (spójrzmy na sprytne retrospektywy u Driesa van Notena czy Miucci Prady). Dlatego powrót do studenckich czasów to dla Ilony Majer i Rafała Michalaka wizerunkowy strzał w dziesiątkę.

mmc_zestawy_02

Czytaj dalej

19

Gru

Ars gratia artis. Michał Szulc SS18

Mówi się w mojej rodzinie pół żartem, pół serio, że mieć rację w towarzystwie to największe faux pas. W piątek Michał Szulc miał rację. Niestety był w towarzystwie. Co takiego wykonał? Ośmielił się rozpocząć swój pokaz z zaledwie czterdziestominutowym opóźnieniem, skupiając się na modzie oraz szanując czas tych gości, którzy pojawili się punktualnie. Podejrzewam, że dostanie się mu za to tu i ówdzie, choć mam również nadzieję, że wydarzenie skłoni do refleksji nad priorytetami w naszej maleńkiej branży. Ostatnio coraz rzadziej bywam na pokazach, bo szkoda mi czasu. Po prostu. Czasu na dojazd, na powrót oraz standardowe półtoragodzinne czekanie. Wolę umówić się z projektantem na spokojnie i wszystko obejrzeć bez stresu. Organizatorzy często mają związane ręce. Bo jeśli nie pojawi się ta czy tamta osoba, publikacji o wydarzeniu będzie o połowę mniej. Przy czym pisząc „publikacji”, mam na myśli teksty w stylu: „Nogi celebrytki X na pokazie Y. Seksowne?”. Gorzka prawda internetowych czasów. Trzeba czekać. Czy na pewno? Pada decyzja: „Zaczynamy”. Zespół White Noise usadza zagubionych w nagłej punktualności, gasną światła, rozpoczyna się perkusyjny występ piętnastoletniego Igora Faleckiego i dzieje to, co najważniejsze.

Michal-Szulc_0532

Czytaj dalej

24

Kwi

Michał Szulc – GASH SS17

Czy wiecie, że dziesięć lat temu mogliście nosić Michała Szulca i nawet o tym nie wiedzieć? Pracował wówczas jako projektant kolekcji męskich w Tatuum. Potem skupił się na własnej marce, w międzyczasie tworząc drugą, SOLD, by dać losowi zatoczyć koło i powrócić do firmy matki. Zazwyczaj nie mówi się o tym głośno, że dany projektant tworzy zewnętrznie, np. dla koncernów odzieżowych. Bywa, że obowiązuje go umowa, zdarza się też, że sam nie chce z różnych względów użyczać swojego nazwiska w kontekście innej marki. W przypadku tej współpracy wilk pozostał syty, a owca cała. Na pokazie swojej regularnej kolekcji Michał Szulc zaprezentował też swoją pierwszą linię damską zaprojektowaną dla łódzkiej firmy. Tym razem podpisuje się pod nią imieniem i nazwiskiem (nieprzekreślonym – co zdarzyło się w przypadku SOLD), a tytułuje ją uroczo: „Naturally Together”.

Michał Szulc Gash fot. Marek Makowski_0827

Czytaj dalej

21

Wrz

Michał Szulc – Galene

Czego nie wiemy, oglądając „Galene”? Czego nie widzimy? Nie możemy dostrzec, że na potrzeby kolekcji nie został zakupiony żaden nowy materiał. Że całość składa się z wieloletnich zapasów projektanta. Oraz że zapasy to polska produkcja, której źródeł Michał Szulc nie zdradza, nawet brany podstępem. Dzięki temu nie mają miejsca sytuacje tak znamienne dla naszej ciasnej branży mody, gdy z tej samej tkaniny korzysta kilka różnych marek. „Galene” porusza zapomniane skutecznie rejony przeszłości, gdy alternatyw po prostu nie było. Korzystało się z tego, co dostępne, uruchamiając własną kreatywność, zwaną w owym czasie zaradnością lub sprytem. Przyszła mi na myśl scena z Polskiej Kroniki Filmowej, w której pewien mistrz krawiectwa ciężkiego prezentuje opracowany przez siebie wykrój garnituru, mieszczący się na niewielkim kuponie wełny. Zmarnowany materiał da się policzyć w kilku dosłownie centymetrach kwadratowych. Nie każdy miał tyle szczęścia (lub wyobraźni przestrzennej), czasem więc bywało krócej niż powinno, mniej i skromniej. Przemilczane wady Michał postanowił przekuć w zalety, a niedostatki zamienić w ciekawostki. Niech będzie mniej użytkowo, bardziej na pokaz.

michal-szulc_1283

Czytaj dalej

31

Mar

Sirtet

Tetris. Nigdy jej nie zapomnę. Na szarym ekranie obracały się czarne figury, a w decydującej chwili bateria potrafiła znienacka i wbrew fizyce odmówić posłuszeństwa. Moja rodzina zaopatrzona była w dwie identyczne gry kupione podczas wakacji nad Wigrami na rosyjskim bazarze w Suwałkach (z tego samego źródła pochodził słynny wilk łapiący jajka do koszyczka oraz iście minimalistyczne wyścigi samochodowe). Żadna tam kontemplacja przyrody czy zachodów słońca nad jeziorem. Od rana do wieczora potrafiłyśmy z siostrą wpatrywać się w ekranik i ekscytować każdą kolejną coraz szybszą rundą. To był początek lat dziewięćdziesiątych. Gra powstała w 1984, a rok wcześniej urodził się… Michał Szulc. Przypadek? Nie sądzę. Tym bardziej, że wraz z wiosną i latem projektant sentymentalnie przenosi się w czasie i przekłada Tetris na… język mody. Tak, brzmi nieprawdopodobnie, a jednak udało się doskonale. Aby zbyt dosłownym nie być, za to przewrotnym jak najbardziej, Michał odwraca kolejność liter. Nie był pierwszy, „Sirtet” to również gra, bardzo podobna do oryginalnej, tytułem próbująca zapewne ominąć oskarżenia o plagiat. Nieważne. Co zabawne, sam projektant w informacji prasowej dał w nawiasie podpowiedź, jak czytać tytuł (czyt. wspak). Niestety, gdzie nie spojrzę, „sirtet” zyskało nowe znaczenie, jeden portal za drugim powtarza, że słowo to oznacza… „wspak”. Naprawdę! Ciekawe, w jakim języku. Ponieważ uwielbiam łamigłówki, jakie co sezon Szulc serwuje, z prawdziwą przyjemnością odkryłam prawdziwy sens. No nic, nie będę się pastwić nad pokoleniem „kopiuj – wklej”, chętniej powspominam pokolenie Tetris.

MICHAŁ SZULC SIRTET 3

Czytaj dalej

16

Lis

Hold The Rivers

Dziesięciolecie swojej pracy Michał Szulc świętował bez fajerwerków. Po prostu przygotował kolejną świetną kolekcję. Tak mogłabym rozpocząć i zakończyć ten tekst, zostawiając Was ze zdjęciami nieocenionego Marka Makowskiego. Choć pokaz odbył się w maju, nie pisałam o nim, czekałam na jesień. Jesień przyszła, a dziś wieczorem Michał zaprezentuje projekty na kolejny sezon. Nie ma zatem lepszego dnia na przypomnienie tego, co siedziało w jego głowie pewien czas temu. Co więcej, będzie można to za moment porównać z najnowszymi pomysłami. Michał Szulc słynie z tego, że do samego końca trzyma kolekcję w ścisłej tajemnicy. Nie przepada też za mówieniem o inspiracjach, woli zostawić pole do popisu odbiorcom. Pewnego dnia przychodzi zaproszenie z tytułem danego sezonu i pozostaje czekać z niecierpliwością, ewentualnie próbować odszyfrować lakoniczne słowa. „Hold The Rivers”, czyli zadanie z góry skazane na niepowodzenie. Żadnej rzeki się nie zatrzyma, do żadnej też nie wejdzie dwa razy (jak mawiał słynny myśliciel Panta Rhei – tak, wiem, żart starszy ode mnie). Co tym razem autor miał na myśli?

Michał Szulc HOLD THE RIVERS foto Marek Makowski (147)

Czytaj dalej