Archiwa tagu: Marios

7

cze

COCOON

Jak ja ich kocham! Z każdym sezonem coraz bardziej. Za pomysłowość, konsekwencję, poziom i element zaskoczenia. Korzystają z własnego dorobku, ale też dopisują nowe historie. W połowie po polsku, w połowie po grecku, realizując pomysły we Włoszech. Tym razem powstrzymam się od wspominania, zebrało się tego sporo przy poprzednich okazjach. Tyle tylko, że markę poznałam, zanim jeszcze postawiłam pierwszą literę jako Harel, a choć w owych czasach fascynowały mnie przede wszystkim niedostępne w Polsce sieciówki (jak H&M czy Topshop), wyobrażałam sobie samą siebie za wiele wiele lat, gdy będzie mnie już stać na awangardową modę, właśnie w tych ciuchach. No dobrze, wspomnę więc jeszcze butik Fashion By założony przez Kasię Piątek, gdzie można było ich kupić. To nieduże miejsce w bramie na Brackiej w Warszawie w pewnym stopniu przyczyniło się do mojej decyzji, by wreszcie zacząć pisać o modzie. Ech, i załóż sobie, człowieku, że nie będziesz ruszać przeszłości. Czy już zgadliście, o jakiej marce mowa?

MARIOS COCOON  (33)

Czytaj dalej

12

sty

After the Rain

„Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie” – tymi słowami kończy się opowieść o miłości w wierszu Wisławy Szymborskiej, a zaczyna jesienno zimowa historia marki Marios. „After the Rain” – rzecz wyrazista i przewrotna. Nowa, ale uzasadniona całkiem już długą przeszłością. W kolorach rybackich sztormiaków i wieczornego nieba, zapięta pod szyję, lecz ilustrowana nagimi sylwetkami, obszerna, ale mająca na oku talię. Styl Marios to już klasyka. Drugie dno, teksty z przesłaniem, współprace z artystami – płótnem dla wielorakich działań wciąż pozostają nieskomplikowane fasony w ultra nowoczesnym klimacie. Jak przedstawia się ciąg dalszy w tym sezonie?

MARIOS AFTER THE RAIN (8)

Czytaj dalej

5

sie

All you need is Love

Już piałam z zachwytu nad Mariosami przy okazji ich zeszłorocznej jesiennej kolekcji (a także kilka razy wcześniej), popadając w tym samym momencie w uczucie skrajne, nazwijmy je żalem, że nie można tych genialnych ubrań kupić w Polsce. Otóż… Ale o tym pod koniec. Dobra wiadomość może poczekać jeszcze parę akapitów.

Mamy tu swoiste „the best of Marios” – tuniki w formie kaftana, obszerne kroje, lejące dzianiny, plisy, pęknięcia – ale też element nowości i zaskoczenia. Na tapetę wciągnięta została twarz, a dokładniej profil (ciekawe czyj). Nie sposób przemilczeć skojarzenia z kolekcją Yves Saint Laurenta z 1966 roku „Tribute to Sam Wesselmann”. To jednak tylko dalekie echa, miłe dla oka, przypominające, że moda potrafi być fascynująca. Zupełnie inaczej pomysł ten ugryziony. Tam graficzny, jednowymiarowy, tu nakładany, dosłownie wycięty. Symetryczny jako klapy płaszcza lub solo – w roli nieregularnego brzegu spódnicy. Kontrastujący lub wpisany w ten sam kolor, jakby zamaskowany. Przyznam, że dopiero po chwili oglądania zarysował mi się kształt nosa, ust i czoła, a potem ułożył w całość.

Po gigantycznych różach i peoniach oraz wyrazistych szachownicach z „Super girls for romantic boys” (niestety o niej nie napisałam) przyszła pora na kolekcję nad wyraz spokojną, kojącą, ale też zmysłową. „Love” – może właśnie tak powinna wyglądać miłość? Wzorów niewiele, za to faktur – od groma. Lekko i ciężko, przeźroczyście i siermiężnie – równowagę projektanci osiągają za pomocą kolorów. Wełniane tkaniny przybierają odcienie jasne, pastelowe, z kolei wszelkie przejrzystości (z niewielkim wyjątkiem) pociągnięte są w stronę czerni, grafitu i granatu. Dołączam sentymentalny plus za kapelusz z podziurawionym rondem. Jeśli sięgniecie pamięcią do pewnego filmu Luca Bessona i jego niepokornej bohaterki, z pewnością przypomnicie sobie scenę, w której zamawia czekoladę i ciastko. Niech to będzie moja zagadka dla kinomanów, ok?

A teraz dobre wieści. Od niedawna wreszcie można kupować Marios w Polsce. Wszystko dzięki nieocenionej Mariannie Grzywaczewskiej, właścicielce internetowego sklepu Cloudmine. Wraz z nową odsłoną butiku pojawiły się nowe twarze, w tym Mayo Loizou i Leszek Chmielewski (w skrócie Marios – dla niezorientowanych). Na razie jest skromniutko, ale lepsze cztery propozycje niż żadna (była i piąta w postaci torby, ale sprzedała się w pierwszych dniach obecności marki). Liczę wcale nie po cichu, że „Love” pojawi się w pełniejszej wersji (a może nawet w pełnej?). Tymczasem pozostaje lookbook i przyjemne marzenia.

marios love (9)

marios love (5)

marios love

marios love (6)

marios love (11)

marios love (2)

marios love (7)

 

marios love (10)

 

marios love (3)

marios love (8)

marios love (4)

Buty: Licia Florio
Fot. Nadia Moro
Modelka: Karley Parker
Stylizacja: Lori Girgenti
Włosy i makijaż: Fabio D’Onofrio

16

gru

Marios per Lorenzini

Nieoczywiste współprace zawsze mnie intrygują. Począwszy od znanych projektantów dla sieciówek, na mieszaniu się w nieswoje branże skończywszy. Bo dlaczego nie? Zwłaszcza gdy efekt zachwyca. Markę Marios znamy i kochamy (przynajmniej niektórzy). W połowie polska, w Polsce niestety obecna rzadko (aktualnie na X AYS w Warszawie), intrygująca, konceptualna. Z kolei Lorenzini to włoska firma z tradycjami sięgającymi lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Od niemal stu lat oferuje koszule wykonane z najwyższej jakości bawełny. Nieprzerwanie używa też guzików z macicy perłowej. Koszulowi eksperci z pewnością mieliby do powiedzenia znacznie więcej. Ja delikatnie nakreślam profil.

I oto te dwie kompletnie różne marki z dwóch, można by rzec, biegunów mody, tworzą coś wspólnego. Wykorzystując tradycyjne tkaniny oraz podstawy kroju Marios wykonuje szereg wariacji na temat koszuli. Prywatne fascynacje zachowane. Kolorystyka, geometryczne i fotograficzne nadruki, zabawa proporcjami, tekstowe wiadomości. Przy okazji mamy w kolekcji jeszcze mini kolaboracje z dwiema artystkami. Zdjęcie przedstawia miasto Aleppo w Syrii, autorką jest Giovanna Silva. Z kolei napisy na koszulach zaprojektowała Sabine Delafon. Efekt? Przy takiej różnorodności prac można by się spodziewać chaosu, tymczasem mamy kolejny projekt, z którego Marios wychodzi obronną ręką. A marka Lorenzini ma okazję pokazać się publiczności, która dotychczas nie miała o niej pojęcia.

MARIOS PER LORENZINI (15)

MARIOS PER LORENZINI

MARIOS PER LORENZINI (3)

MARIOS PER LORENZINI (2)

MARIOS PER LORENZINI (4)

MARIOS PER LORENZINI (5)

MARIOS PER LORENZINI (6)

MARIOS PER LORENZINI (7)

MARIOS PER LORENZINI (8)

MARIOS PER LORENZINI (9)

MARIOS PER LORENZINI (10)

MARIOS PER LORENZINI (11)

MARIOS PER LORENZINI (12)

MARIOS PER LORENZINI (13)

MARIOS PER LORENZINI (14)

Fot: Yosuke Demukai
Stylizacja: Magdalena Nawrocka
Modelka: Ala Keller / D’Vision
Makijaż: Gosia Sulima
Włosy: Grzegorz Smoderek

2

wrz

Red Carpet

Gdyby istniał jedyny słuszny polski tydzień mody, na którym pokazywaliby się wszyscy słuszni projektanci, nie mogłoby zabraknąć tam marki Marios. Oczywiście tygodnie mody, jak już wczoraj wspominałam, raczej się mnożą niż krystalizują, a projektanci wolą organizować własne imprezy z obowiązkowymi opóźnieniami i całą otoczką, której próżno podczas tygodni mody z prawdziwego zdarzenia szukać. Jednakże… gdyby… Spójrzcie tylko na kolekcję „Red Carpet” – jesienną odsłonę pomysłów Mayo Loizou i Leszka Chmielewskiego. Sfotografowana w warszawskiej Królikarni w niczym nie ustępuje tym, które co miesiąc podziwiamy w wydawnictwach typu Vogue, wzdychając pod nosem: „A u nas ciągle to samo…”.

Od typowo ulicznych (zwanych „streetowymi”) rozwiązań Marios płynnie przeszli w stronę konceptualną. Nie dziś, nie wczoraj, tylko już kilka sezonów temu. Ale konsekwencja, z którą się rozwijają, jest godna podziwu. Tym razem w charakterystyczne „mariosowskie” kroje zostały wplecione gobeliny autorstwa Ewy Chacianowskiej. Fakturą przypominają przeskalowane dywany. Ja mam swoją interpretację takiego przesadzonego czerwonego dywanu. Nie mam pojęcia, na ile zgadza się z zamysłem projektantów. To, co widzę, idealnie dopełnia ostatnie przemyślenia, którymi nie dalej jak wczoraj się z Wami dzieliłam (i zapewne jeszcze dzielić będę, dopóki kompletnie nie przestaną mnie obchodzić).

marios red carpet

marios red carpet (2)

marios red carpet (3)

marios red carpet (4)

marios red carpet (5)

marios red carpet (6)

marios red carpet (8)

marios red carpet (9)

marios red carpet (7)

marios red carpet (10)

marios red carpet (11)

marios red carpet (12)

marios red carpet (13)

marios red carpet (14)

marios red carpet (15)

marios red carpet (16)

marios red carpet (17)

marios red carpet (18)

marios red carpet (19)

marios red carpet (20)

Sukienki gobelinowe wykonane ręcznie przez Ewę Chacianowską
Fot: Yosuke Demukai
Stylizacja: Magdalena Nawrocka (Storygiver)
Włosy: Kacper Raczkowski (D’Vision Art)
Makijaż: Paula Dzwigała
Modelka: Joanna Stachniak (Mango Models)
Lokalizacja: Królikarnia – Warszawa

26

lut

Cover to uncover

O samej historii marki Marios pisałam już jakiś czas temu. Nie będę się powtarzać, tym bardziej, że szykuje się za parę miesięcy kolejny tekst, tym razem o kolekcji na jesień i przyszłoroczną zimę. Na razie jednak i sobie, i Wam myśli o zimie oszczędzę. „Cover to uncover” to wiosenno letnia odsłona marki. Z przymrużeniem oka interpretuje typowo wakacyjne elementy (marynarskie paski, neonowe kolory, przeźroczystości). Tu coś powiększy, tam zabawi w dekonstrukcję. Nie sposób przegapić greckich nawiązań. I to takich, można by rzec, łopatologicznych. Błękit nieba i okiennic, biel rozświetlonych słońcem ścian… Nawet jeśli to przypadek, będę wietrzyć spisek, pamiętając o greckiej połówce duetu. Z kolei plisowane konstrukcje przywodzą na myśl mistrza gatunku, pana Miyake. Chciałabym podkreślić, że nie widzę w tym nic złego. Z historycznych dokonań można korzystać w etyczny sposób – oto najlepszy przykład.

Z przyjemnością obserwuję, jak „Mariosi” budują coraz lepsze kolekcje. Jest to moda coraz trudniejsza. Coraz bardziej wybiegowa, więc w pewien sposób oddalająca się od skromnych, momentami dość mocno sportowych początków. Nie wątpię, że zawsze te prace były przemyślane. Po prostu teraz widać myśl na pierwszy rzut oka. Nie chcę być jedną z tych osób, które będą się mądrzyć, że takie ubrania w Polsce nie mają szans. Jeśli nie mają, to tylko i wyłącznie ze względu na ceny (zresztą niestety w Polsce są niedostępne). Cudownie by było zobaczyć sobie całość z bliska choćby na Tygodniu Mody w Łodzi. I w ogóle oglądać kolekcje utrzymane na takim poziomie częściej niż obecnie.

Całość można obejrzeć na stronie marki.

Marios

Marios

Marios

Marios

Marios

Marios

Zdjęcia: Marios
Fot. Yosuke Demukai