Archiwa tagu: Mariusz Brzozowski

11

kwi

Dyplomy MSKPU 2016

Na mało wydarzeń czekam tak niecierpliwie, jak na pokazy dyplomantów szkół projektowania. Dlaczego? Może urzeka mnie świeżość ich pomysłów? A może zaskakujące podejście do sprawy? Może jeszcze żyłka odkrywcy. Bo pośród autorów prac na różnych poziomach kryją się ci, do których za parę lat będziemy się ustawiać w kolejce, przekonując pana na bramce, że nasze nazwisko z pewnością jest na liście. Międzynarodową Szkołę Kostiumografii i Projektowania Ubioru ukończyli m.in. Ola Bajer, Sylwia Rochala, Kas Kryst, Joanna Wysoczyńska czy opisywana w poprzednim tekście Magdalena Floryszczyk. Studenci kształcą się pod skrzydłami m.in. Michała Szulca, Mariusza Przybylskiego oraz nierozłącznych Marcina Paprockiego i Mariusza Brzozowskiego. 16-go marca odbyła się gala dyplomowa, podczas której zaprezentowanych zostało osiemnaście tegorocznych kolekcji finałowych (z czego pięć z kierunku Kostiumografii). Skupiam się na tych kilku, które według mnie są najbardziej obiecujące. Z różnych powodów to właśnie one zostały mi w pamięci (zwłaszcza jedna). Mam nadzieję, że wymienione nazwiska jeszcze nie raz w kolejnych latach się na tym blogu pojawią.

fot. AKPA

Czytaj dalej

25

lis

Dariuszu…

W zeszły piątek został odkopany prawdziwy skarb. Wspomnienia i emocje z dzieciństwa. Coś, co zyskuje z czasem, niczym dobre wino. Coś, z czego dawniej potrafiliśmy się śmiać – bo niemal każda przeszłość w pewnym momencie wydaje się zabawna. Był taki serial „Siedem życzeń”. Kto jakimś cudem nie zna, temu szczerze zazdroszczę. Bo ma okazję przeżyć wszystkie siedem odcinków po raz pierwszy. Już nie pamiętam, kiedy ja po raz pierwszy go widziałam. Bardzo prawdopodobne, że była to premierowa emisja. I prawdopodobnie w nieznanym mi miejscu Marcin Paprocki i Mariusz Brzozowski oglądali w tym samym czasie przygody Dariusza oraz kota Rademenesa. I wyrabiali sobie ucho na ścieżce dźwiękowej złożonej z piosenek Wandy i Bandy. Gdy nadeszła odpowiednia okazja, postanowili go nam przypomnieć w nietypowej wersji.

Sprawili sobie panowie prezent na trzynaste urodziny marki. Skojarzenia podstawowe. Trzynasty? Pech. Pech? Czarny kot. Rademenes, rzecz jasna, ze swoimi magicznymi oczami. On wystąpił jako pierwszy w pokazie (a raczej jego głowa i świecące zielonymi laserami ślepia). Na odwrócenie złego omenu – czterolistna koniczyna i liczba siedem. Rysunki i napisy pojawiły się wielokrotnie, na finałowe wyjście modelki i modele ubrani zostali w koszulki i bluzy z rzeczonymi grafikami, prezentując nam pełną kolekcję bardziej przystępnej linii projektantów. Warto tu wspomnieć, że Paprocki i Brzozowski jako jedni z pierwszych w Polsce podchwycili trend grafik na t-shirtach. Tylko mało kto w owym czasie o tym wiedział. Choć aktualnie zalewa nas to zjawisko, oni wciąż potrafią stworzyć coś oryginalnego. Ja na przykład prawie padłam z pragnienia na widok koszulki z napisem „hator” (dla niezorientowanych, to fragment zaklęcia Rademenesa).

Sporo się działo. Było i wieczorowo, i ślubnie, i sportowo, i oficjalnie. Sporo kontrastów – tu możemy podziękować osobie, która wzięła na siebie wystylizowanie całego pokazu. Wyszło świetnie. Ciekawie wypadły zapomniane już nieco proporcje i rozwiązania. Spódnice i sukienki do połowy łydki, rękawy 1/2 lub 7/8, „oszukiwany” raglan (czasem całkiem prawdziwy), panele udające nagie ciało, a także przypomniane kilka sezonów temu przez Stellę McCartney panelowe sukienki dające efekt wyszczuplenia. Pojawiło się nawet kilku panów i byli to całkiem udani panowie. Nie jestem pewna, czy pomarańczowy garnitur znajdzie odważnego właściciela. Chętnie bym latem widziała takie stroje na polskich ulicach. Ale chyba potrzebujemy jeszcze więcej czasu. Wzięłam sobie do serca serialową inspirację i dopatrywałam się nawiązań także tam, gdzie niekoniecznie były zamierzone. Różowa sukienka we wzory – wyschnięta egipska ziemia albo – bardziej pozytywnie – cętki żyrafy. Metaliczne materiały – srebrna kulka, w którą zamienił się kot, gdy… (obejrzyjcie sobie po prostu). Złoto i biel – odcinek ze starożytnym Egiptem w tle.

A teraz trochę refleksji negatywnych. To nie jest najlepsza kolekcja projektantów. Choć na wybiegu prezentowała się efektownie (na końcu została obsypana złotym gwiaździstym konfetti i wyposażona w kiście błękitnych balonów), była dość nierówna. Fantastyczne projekty przeplatały się z takimi sobie. Te drugie nie były złe, może po prostu niezrozumiałe. Mocno zabudowane sukienki na ramiączkach zaburzały nawet perfekcyjne sylwetki modelek. Strach pomyśleć, co będzie w przypadku przeciętnej śmiertelniczki. Interesująca sprawa z falbanami. W roli baskinki były nie do zniesienia, ale przy obniżonej talii zdecydowanie zyskiwały. Połyskujące materiały przyniosły więcej kiczu niż zachwytu, próbuję sobie to wytłumaczyć dodatkową inspiracją latami osiemdziesiątymi (w końcu to wtedy „Siedem życzeń” powstało). Choć całość została spięta bardzo wyraźną klamrą, mam wrażenie, że niektóre sylwetki po prostu tam nie pasowały. Z jednej strony to wspaniałe, że co sezon projektanci fundują nam tak rozbudowane kolekcje. Ale z drugiej uważam, że czasem lepiej powiedzieć mniej niż więcej.

Na koniec publiczność spotkała niespodzianka. Właśnie szeptałam znajomemu na ucho, że brakuje tylko „Wandy i Bandy”, gdy nagle rozległy się dźwięki piosenki „Siedem życzeń”, a na wybieg wyszła Wanda Kwietniewska. Poczułam się tak, jakby Paprocki i Brzozowski podzielili się ze mną częścią urodzinowego prezentu i do dziś śpiewam w myślach (czasem, ku utrapieniu najbliższych, na głos) refren, i sprawdzam w programie telewizyjnym, czy przypadkiem gdzieś nie lecą powtórki.

0

1

2

12  23

24

25

26

27

22

29

29b

29c

31 (2)

31 (3)

31

32

33

33g

35

36

37

38

39

41

42

44

45

53

55 (2)

55 (3)

55

61

62

63

64

65

66a

67

68

69

70

70a

70a (2)

70a (3)

70a (4)

70a (5)

70a (6)

71

72

73

74

75

76 (2)

76

77a

77b

77c

77d

79

80

Fot. Filip Okopny – Fashion Backstage
Okulary: MOKO 61