Archiwa tagu: messo

20

lis

Pięć powodów, dla których warto poznać (i pokochać) Messo

Mogłabym znów pisać o genialnym kroju marynarek i polskiej produkcji. Mogłabym pisać o uniwersalnych elementach garderoby, które zawsze tu znajdziemy. I wreszcie mogłabym pisać o alternatywie dla sieciówek, tym prostym rachunku, by zamiast dwóch czy trzech byle jakich kupić jedną porządną. Ale czy nie czytaliście o tym setki razy? Zatem dziś będzie nieco inaczej.

MESSO ELEMENTS

Czytaj dalej

3

lip

Messo – Secret Garden

Ile razy zdarzyło Wam się szukać „tej jedynej czarnej marynarki”, „idealnej bluzki do pracy”, „wielofunkcyjnej letniej sukienki”? Gdzie się w tym celu udawałyście? Założę się o stówę, że do Zary. Albo czegoś podobnego. No i owszem, te wszystkie znalezione ideały dawały pewnie radę. Do pierwszego, drugiego, góra trzeciego prania. Albo do pierwszej spotkanej w dokładnie tym samym ciuchu osoby. Nie mam zamiaru udawać, że sama unikam sieciówek jak ognia. Jeśli chodzi o różne tymczasowe mody, są one niezastąpione. I w przypadku obrusowej spódnicy z asymetryczną falbaną czy wariacji na temat swojskich kolekcji Balenciagi naprawdę nie ma sensu kierować się gdzie indziej. Ale jeśli marzy nam się klasyka (z dodatkiem wyświechtanego, lecz jakże potrzebnego słowa „ponadczasowa”), zatrzymajmy się na moment przed wejściem do „galerii” handlowej i pomyślmy raz jeszcze. Bo są miejsca alternatywne, które może nie powalają niską ceną, ale za to gwarantują po pierwsze przemyślane wzornictwo, a po drugie o wiele wyższą niż sieciówkowa jakość. Po trzecie, bo jest jeszcze „po trzecie”, wspierają lokalne zakłady produkcyjne. Powstają w Polsce: od pierwszego szkicu po ostatni wszyty guzik. A ten odpada tylko w sytuacjach ekstremalnych, co mogłam poświadczyć zza wigilijnego stołu. Nie jest bowiem winą marki, że nosząca tak lubi jeść. Lecz do sedna. Dziś będzie o Messo.

Secret Garden

Czytaj dalej

10

gru

Messo – Magnifique

Obserwuję nową tendencję w naszej polskiej modzie. Choć stereotypem wciąż pozostają szary dres, osławiony na wszelkie sposoby (koniec końców okryty złą sławą) oraz tzw. „prostokąty z dziurami na ręce i głowę” (któryś z projektantów kiedyś tak to ogólnie określił i uważam, że bardziej słusznie stwierdzić nie mógł), wreszcie marki oferujące krawiectwo na poziomie zaczynają powoli, lecz konsekwentnie zdobywać szczyt. Cieszę się bardzo, bo coś wreszcie trzeba u nas ruszyć. Piszę tu zawsze optymistycznie i z niewielkimi wyjątkami o pozytywnych zjawiskach – mam jednak świadomość, jak bardzo pozostają niszowe. Prawda o życiu wychodzi podczas spotkań z osobami z modą niezwiązanymi. Gdy czasem podpytuję, jak postrzegają dzieła lokalnych twórców, odpowiedź zwykle zjeża włos na głowie. Bo kogo konkretnie mają na myśli? Nikogo konkretnego, drodzy Państwo, nikogo konkretnego. Raczej ogólne wrażenie, które pozostaje po kolejnych targach (a tych już nie zliczę) czy zakupach na którejś z platform sprzedażowych. Nikt nie ma obowiązku znać się na rzeczy, ale wciskanie przez powstające w zawrotnym tempie nowe marki kitu powinno być karane. Niestety za odpowiednią kwotę tę i ową poleci nawet magazyn, który w podtytule umieszcza „luksus”. Cóż, tabelki muszą się zgadzać, prawda? Do czego zmierzam? Pomijając „harelocentryczne” stwierdzenie, że tutaj nigdy ściemy nie będzie, oraz płacze i narzekania, że źle się dzieje w Polsce, bo nie mamy porządnego tygodnia mody, naprawdę mamy się czym pochwalić. Tylko być może powinniśmy szukać w innym miejscu, niż się spodziewamy. Są takie osoby, które całą swoją wiedzę i energię ładują w wymyślenie i produkcję kolekcji, nie rozmieniają się na drobne, nie organizują imprez z rozmachem, nie promują za pomocą celebrytek i nie strzelają fajerwerkami co pół roku. Serwują za to regularnie świetne ciuchy w przyzwoitych cenach, bardzo dobrze odnajdują w trendach i na dodatek dzielnie wspierają polską gospodarkę, zlecając odszycie lokalnie. To bardzo dobre, przemyślane konstrukcje, przyzwoita (i życiowa) rozmiarówka i dbałość o każdy szczegół. Tak działa m.in. Messo. Podchodziłam do marki ostrożnie i przyglądałam się z ukrycia, ale z każdą kolejną kolekcją utwierdzałam w przekonaniu, że warto o niej pisać. Jesień tylko umocniła tę opinię.

messo-magnifique

Czytaj dalej

4

maj

Messo ss16

Czy znacie to uczucie, kiedy jesteście przekonani, że dany temat na sto procent was nie zainteresuje? To może być książka, najnowszy hit kinowy, a nawet filmik, który uparcie udostępniają wszyscy znajomi na Facebooku. Mówicie „nie” i idziecie dalej. Nie zliczę, ile razy przez własne uprzedzenia przegapiłam fantastyczne historie. O mały włos nie dostrzegłabym także marki Messo. Bo na podstawie jednego obrazka, który mignął gdzieś w przelocie, stworzyłam błyskawiczną opinię, niezbyt przychylną. Ot, kolejna próba połączenia mody oficjalnej z obietnicą wygody, jaką od lat składają, a nawet czasem dotrzymują, dresowe dzianiny. Dopowiedziałam sobie nieistniejącą resztę i gdyby nie kilka przypadków, wierzyłabym w nią do teraz. Na szczęście znalazłam się we właściwym miejscu o właściwej porze. Jeden raz, a potem drugi. Doprecyzowując, na targach HUSH Warsaw rok i pół roku temu. Ufff…

MESSO_SS2016_39

Czytaj dalej

16

wrz

Premium

Showroomu nikomu nie trzeba przedstawiać. To pionierska platforma internetowa, która rośnie z roku na rok. Biznesowe dzieło Jaśka Stasza i Michała Judy docenione zostało jeszcze przed swoimi pierwszymi urodzinami. Obecnie Showroom jest gigantem na polskim rynku, a za moment ruszy na podbój rynku niemieckiego. Tymczasem otwiera się nowa jego część, wyróżniająca polskich projektantów w sektorze premium. I tak się właśnie nazywa. Co ciekawe, sklep ma w swojej historii jedno podobne wydarzenie, gdy w 2013 roku uruchomił Showroom Club. Trochę inne obowiązywały zasady, bo kolekcje pojawiały się na moment, za to w specjalnych cenach, ale chodziło z grubsza o to samo. Wyszczególnienie marek luksusowych (jak na polskie warunki) lub aspirujących. Być może klient był na to nieprzygotowany, a może pomysł z zapisywaniem się do klubu zawiódł. W każdym razie idea się rozpierzchła i przez długi czas w Showroomie panował – bez owijania w bawełnę – bałagan. Mógł on zniechęcać zarówno potencjalnych klientów, jak i przyszłych wystawców. Bo czy marka biżuterii oferująca złoto i diamenty w nowatorskiej oprawie ma ochotę znaleźć się obok dzianin z warszawskiej hurtowni Alexis naprędce zszytych w komin? To już przeszłość. Strefa Premium zaprasza.

PajonkNa zdjęciu projekt marki Pajonk.

Czytaj dalej