Archiwa tagu: Metka by Traczka

4

lis

Metka by Traczka ciąg dalszy

Metka by Traczka jest dla Harel jak siostra. Nie tylko dlatego, że kobiety skrywające się za pseudonimami odnalazły się kilka lat temu i bardzo polubiły prywatnie. To jedna z pierwszych polskich marek, o których tu napisałam. Obecnie blog skupia się na Polsce w dziewięćdziesięciu procentach, ale w tamtych czasach nie było to takie oczywiste. Więc śmiało mogę stwierdzić, że Traczka była jedną z osób, które przyczyniły się do takiego a nie innego sprofilowania bloga. Cieszy więc ogromnie, że marka wciąż istnieje i ma się dobrze (bo nie jest to takie oczywiste. Sporo osób czy firm, o których pisałam pięć czy sześć lat temu, ulotniło się jak kamfora. Na powodach nie ma sensu się skupiać – jest ich mnóstwo, może kiedyś jakiś osobny tekst powstanie). Z domowej manufaktury wyrosła marka znana w najdalszych zakątkach świata. Choć produkcja wzrosła, wciąż zachowuje najwyższe standardy. Pomysł ponadczasowy. Dopóki będziemy podróżować. A to się raczej nie zmieni.

Poniżej powód i pretekst dzisiejszego wpisu. Jeśli zastanawialiście się, jak powstają woreczki podróżne, oto odpowiedź (w tym co najmniej zaskakująca proweniencja groszków). Na poprawę poniedziałkowych humorów.

Pomysł i reżyseria: Karolina fender Noińska / JAJKOFILM
Muzyka i dźwięk: Peter Laut / Sie Zmachasz – Studio Realizacji Dźwięku
Producent wykonawczy: Dominika Konstancja Potocka

29

paź

Łódź!!! Część pierwsza.

Trzy, dwa, jeden… Start!!!
Choć dzień coraz krótszy, a temperatury na zewnątrz kuszą, by nie ruszać się spod kołdry, w Łodzi od środy w najlepsze trwa wiosna. Zaczęły się prezentacje kolekcji na sezon wiosna/lato 2012. Teren Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej zapełnił się ludźmi zakochanymi w modzie po uszy (a przynajmniej tak moja idealistyczna część pragnie myśleć ;)). Z odwzajemnianiem tej miłości różnie bywa, bo chętnych do obejrzenia pokazów jest więcej niż miejsc. Wcale nie chciałam zaczynać od takiej informacji, ale trudno by było pominąć ją milczeniem. Organizatorzy dwoją się i troją, by w namiocie zmieścić jak najwięcej osób, stłoczeni goście w niecierpliwości tracą humory. Nie opowiadam się po niczyjej stronie. Mogę się tylko domyślać, jak trudno jest ogarnąć tak gigantyczną imprezę. Łódzki tydzień mody to w końcu jeszcze małe dziecko, rozkoszne, ale też nieprzewidywalne. Z wiekiem się ułoży ;). Tak to sobie tłumaczę, wciskając się wraz z innymi przez drzwi do równoległego świata ;).

Dla mnie święto mody zaczęło się od pewnego różowego pakunku. Metka by Traczka, pamiętając, jak poprzednio w Łodzi zamiast kopertówki nosiłam pokrowiec na laptopa jej produkcji, postanowiła zrobić mi niespodziankę i uszyć denimową torebkę specjalnie dla mnie na trwający właśnie weekend. Czy muszę pisać, ile sprawiła mi radości? W sumie mogę spokojnie stwierdzić, że Metka by Traczka jest sponsorem porządku w mojej wielkiej torbie. Tyle ze spraw prywatnych ;).


Fot. Harel

Wracam już do tematu głównego. Zanim rozpoczęły się wiosenne pokazy, w środę przyznano nagrody Re-Act Fashion. Wygrała dwudziestodwuletnia studentka Wydziału Projektowania Ubioru na Akademii Sztuk Pięknych w Bratysławie, Andrea Pojezdalova. Jej kolekcja zainspirowana była słowackimi strojami ludowymi i w całości powstała z surowców wtórnych. Przypominają mi się laserowe wycinanki Fendi sprzed paru sezonów (żeby nie było, to komplement, nie zarzut :).


Fot. SSB Public Relations

A potem zaczęło się szaleństwo… Nie sposób opisywać wszystkiego na bieżąco. Przynajmniej dla mnie nie sposób – jako jednoosobowa redakcja, która w dodatku pracuje w całkiem innej dziedzinie niż moda (i ta dziedzina dopada mnie nawet gdy wyjadę z Warszawy ;)), na razie mogę jedynie nakreślić tu panującą atmosferę. Poniżej zdjęcia z pokazów Wioli Wołczyńskiej (kolory!), Piotra Drzała (sport!), MMC (wiwat, białe Martensy!) oraz Michała Szulca (jak na razie mój faworyt).


Fot. Łukasz Szeląg

Tradycyjnie został zorganizowany Showroom. Wprawdzie tym razem za wstęp trzeba zapłacić 20 zł, ale moim zdaniem warto. Oto argumenty:

Ooh Andy! – proste i kolorowe projekty Pauliny Górskiej oraz etniczne zygzaki, sowy i wilki marki Hey Pilgrim! Dodatkowo genialna biżuteria Mafia prosto z Bangkoku: pszczoły, chrząszcze, gitary, a także czaszki i mózgi – to trzeba zobaczyć.

Skórzane (przede wszystkim, choć nie tylko) torby Bagasz – nazwa trafna i przewrotna na tyle, że Google uparcie mnie poprawia, twierdząc, że chciałam znaleźć słowo „bagaż” i jestem tragiczna z ortografii ;).

Agabag rozbraja mnie totalnie. Zresztą samo Lego wciąż mnie rozbraja (podobno znajomi planują sprawić mi pudełko klocków na trzydzieste drugie urodziny – mam nadzieję, że dobrze słyszałam ;)), a kreatywność autorki, Agnieszki Biernackiej, jeszcze bardziej.

Wczorajsze odkrycie: MoMi-Ko – cudowne, głównie dzianinowe ubrania młodziutkiej projektantki, Moniki Misiak Kołsut. Jest to jej pierwsza pełna kolekcja. O każdym ciuchu autorka potrafi długo i ciekawie opowiadać. Dobrze się składa, bo ja mogłabym słuchać takich opowieści godzinami.

Na tym samym stoisku można podziwiać akcesoria Lambear – owoc współpracy Moniki oraz Dagmary Lesiak. Poniżej przemiłe w dotyku mufki.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Łucja Wojtala. Wyobraźcie sobie, że wszystkie jej rzeczy są produkowane w Polsce. Choć nie lubię porównań, musiałam jej to powiedzieć. Bo i wełny, i ceny skojarzyły mi się z Benettonem. Jak się okazało, nieźle trafiłam, ponieważ przędza sprowadzana jest z Włoch – dokładnie z tego samego źródła, z którego czerpie włoska sieciówka. I czyż nie lepiej za podobne pieniądze wesprzeć polską projektantkę? Jeśli chodzi o modę, staję się coraz większą patriotką :).


fot. Harel

Ciąg dalszy nastąpi…

11

paź

W18

Jest w Warszawie kilka miejsc, które każdy wielbiciel mody powinien odwiedzić. Butik W18 to kolejne z nich. Znajduje się na ul. Wilczej 18 (stąd nazwa, jak łatwo się domyślić ;)), pierwotnie był salonem fryzjerskim, obecnie można się tam i ostrzyc, i obkupić. W oszczędnym wnętrzu ozdobionym grubymi linami (które przy okazji stanowią wieszaki na ubrania) mieści się zaskakująca porcja alternatywnej mody europejskiej, w tym polskiej. Henrik Vibskov (o którym więcej będzie wkrótce) i Wood Wood reprezentują Danię. Bitching & Junkfood oraz Irregular Choice – Wielką Brytanię. Okazjonalnie pojawiają się też rzeczy z Asos, a dla osób z szybkim refleksem kolorowe trampki Nike, które znikają natychmiast po dostawie (szczerze mówiąc fenomenu tego rodzaju butów nie rozumiem, magazyny modowe próbują mi wmówić, że noszą je hipsterzy, ale ja im nie wierzę :)).
Co jednak najbardziej cieszy, to wspomniana wcześniej obecność polskich marek. Nenukko, Bynamesakke, Hi-End, Pica Pica, 10
Decoart czy Roboty Ręczne to tylko niewielka część kolorowej całości. W sklepie można kupić pokrowce na laptopy Metka by Traczka wykonywane po jednym egzemplarzu z autentycznych tkanin vintage. Cieszę się, że coraz częściej da się przymierzyć i dotknąć tego, co jeszcze do niedawna stacjonowało tylko w sklepach internetowych.

A poniżej wnętrza salonu fryzjerskiego. Tak intrygujące pomieszczenia, że nie mogłam sobie odmówić.

Fot. Harel

8

maj

Łódź!

Nareszcie udało mi się przyjechać na tydzień mody do Łodzi. W sumie mój tydzień będzie trwał całe dwa dni, ale kto by się czepiał szczegółów. Cieszę się niezmiernie i kto spodziewa się jakiejkolwiek krytyki, będzie musiał poczekać, aż minie mój bezgraniczny zachwyt. Wyobraźcie sobie, że uwielbiacie coś robić i nadarza się okazja, by robić to non stop przez cały weekend – bez wyrzutów sumienia, ba, nawet bez możliwości oderwania się! Nic nie rozprasza, nic nie przeszkadza. No dobrze, może czasami odrobinkę rozprasza pusty żołądek. A ponieważ nie chcę nic przegapić, czasem delitkanie cierpię (gdy wczoraj wróciłam do hotelu po ostatnim pokazie, nawet McDonald’s był zamknięty – może i dobrze… ;)). Zresztą a propos jedzenia, gdy ktoś przed halą Expo, gdzie odbywa się główna impreza, spytał mnie, na czym byłam, odpowiedziałam: „Na makaronie z łososiem”, nie orientując się, że pytanie dotyczyło pokazów :))).

Specjalnie na okazję wyjazdu do Łodzi dostałam w prezencie pokrowiec na laptopa Metka by Traczka (Grazie!!!). Na zewnątrz kolorowy denim, a w środku… Prada ;).

A mój kochany Ultra Żurnal objął patronat nad tym genialnym wydarzeniem, przemycając w krótkim zdaniu swą całą filozofię.

Wspomniana wyżej hala Expo widziana z pierwszego rzędu (tralala!):

Z szóstego rzędu (słyszałam, że szóstka jest nową jedynką…):

I z podłogi… To był męczący dzień ;).

A zaraz obok hali pokazów znajduje się Showroom, który trzeba odwiedzić obowiązkowo. Więc kto w Łodzi, niech się śpieszy, bo dziś chyba ostatni dzień. Poniżej Mysikrólik Martyny Czerwińskiej w wydaniu ogólnie znajomym oraz całkiem nowym w postaci świeżutkiej i mile zaskakującej kolekcji.

Pitchouguina:

Nowa porcja znajomych fartuszków Cookie :

Butik Full Of Style na żywo!

Pokaz jesiennej kolekcji Michała Szulca. Na razie zdjęcia mojego autorstwa. Jak to wspólnie stwierdziłyśmy z Wintydż: impresjonistyczne… znaczy… rozmazane… No dobra, po prostu nieudane :))). Liczę jednak gorąco na dostęp do dobrej jakości materiałów prasowych, które będę mogła tu Wam wkrótce przedstawić. A teraz z niecierpliwością czekam na kolejne zwiastuny jesieni. Tylko błagam, niech nie przekładają się na pogodę, bo nie zabrałam odpowiednich „outfitów” ;))).

Fot. Harel