Archiwa tagu: Michał Bielecki

7

Wrz

Chylak. Nieskórzana kolekcja.

Jeśli torba, to skórzana. Jeśli nie skórzana, to płócienna. Tak już mam i raczej zdania nie zmienię. Zwłaszcza że gdy już skórzaną rzecz kupuję, wiem, że posłuży mi długie lata, zatem robię to znacznie rzadziej. Zdarzają się zaczepne pytania, czy nosiłabym torbę ze skóry swojego psa (autentyk!), skoro tak wychwalam ten surowiec. Na tym przykładzie świetnie widać, jak bardzo czarno biało widzimy temat. Z jednej strony mnie to nie dziwi, bo nadprodukcja we wszelkich kręgach, zwłaszcza tych wykorzystujących zwierzęta, jest masakryczna. Z drugiej jednak zawsze polecam zacząć od siebie i nie naciskać innych zbytnio. A już na pewno nie argumentami o obdzieraniu i zszywaniu w zgrabną torebkę ich pupili. Proszę, zachowajmy poziom. Szanuję wybory innych i spodziewam się, że oni uszanują moje, nawet jeśli się z nimi nie zgadzają. Dlatego czasem było mi wręcz smutno, że nie mogę polecić żadnej sensownej polskiej marki, która miałaby równie piękne projekty, jak na przykład Zofia Chylak, ale jednak dostosowane do wegańskich potrzeb. To się zmienia na naszych oczach. Liczba marek powoli, ale rośnie (o czym też już wkrótce. Dziś weszła do sprzedaży pierwsza nieskórzana kolekcja toreb Chylak właśnie. I jest dobrze.

Czytaj dalej

13

Mar

MMC wiosna/lato 2018

MMC – jedna z najlepszych naszych marek – na wiosnę i lato powraca do Łodzi, miejsca swojego powstania. W Łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego wszystko się zaczęło. Ile lat temu? Na tyle dawno, że nie było ani blogów, ani Facebooka. Pamiętam projekty marki ze zdjęć w Elle i Twoim Stylu, robiły niesamowite wrażenie, na tle innych były niezwykle nowoczesne, coś jak Joanna Klimas w latach dziewięćdziesiątych. Nowe podejście, świeżość, zaskoczenie – te cechy towarzyszą im do dziś, choć przez tak długi czas istnienia nie da się czasem uniknąć powtórek czy nawiązań do przeszłości. Dziś to nie zarzut, a bardzo częsta praktyka (spójrzmy na sprytne retrospektywy u Driesa van Notena czy Miucci Prady). Dlatego powrót do studenckich czasów to dla Ilony Majer i Rafała Michalaka wizerunkowy strzał w dziesiątkę.

mmc_zestawy_02

Czytaj dalej

3

Paź

RE.DESIGN

Cudze chwalimy. Od lat. Od pierwszych zagranicznych dżinsów w Pewexie. Od pierwszych swetrów Benettona. Od pierwszych sieciówek otwieranych w świeżo wybudowanych centrach handlowych. Najlepsze płaszcze były z Anglii. Najlepsze buty z Włoch. A ubranka dziecięce z RFN-u oczywiście. Jeszcze dresy „szelesty” z Turcji. Raz hit, za moment obciach, choć z dostępem do Zachodu bywało różnie, zazwyczaj w szafie i tak wisiał jakiś powód do dumy. „Zagraniczne” zawsze oznaczało „lepsze”. Do tej pory rzecz pokutuje, choć ostatnio zaczęła się niespodziewanie odwracać. Dlaczego? Nasze rodzime marki, choć może ciężko to sobie wyobrazić, stanowią niekiedy całkiem egzotyczne odkrycie dla Zachodu. Bo przecież dla zagranicy pozostają… zagraniczne. Świeże. Zaskakujące. Pociągające. Miałam okazję być tego świadkiem w Londynie podczas otwarcia salonu Reserved przy Oxford Street. Kolejka przed sklepem w dniu otwarcia przypominała te, które ustawiają się do projektanckich współprac H&M. Chwilę później wszystkie kasy rozgrzane do czerwoności przyjmowały tony funtów. A tego samego dnia wieczorem w całkiem innej dzielnicy mijałam ludzi ubranych w charakterystyczne ciuchy z londyńskiej kolekcji polskiej marki. Nic nie zrobiło się samo. Planom otwarcia towarzyszył szereg zmian, jedna z najważniejszych dokonała się w Warszawie. Podjęto bowiem decyzję o otwarciu nowego biura projektowego, które zajęło się tematem do tej pory traktowanym po macoszemu, czyli… modą. Modą tu i teraz, nasyconą trendami, reagującą na zmiany, chcącą się podobać, ale też odważnie dyktującą swoje warunki. Na dzień dobry zespół projektantów otrzymał zadanie bojowe: stworzyć linię ubrań dedykowaną londyńskiej premierze. Tak się narodziła RE.DESIGN. Kolekcja milowa, w całej historii Reserved z pewnością jedna z najważniejszych.

RE.DESIGN

Czytaj dalej

17

Sty

Zaquad

Zaczęło się w 2014 roku. A może o wiele wcześniej? W przypadku Zaquadu nazwa opowiada wszystko. Anna Banaczek, założycielka marki, całe dzieciństwo spędziła w atmosferze tworzenia. Jej mama prowadziła… zakład produkcji i konstrukcji odzieży. Krojenie materiałów, szycie ich na maszynie czy wykańczanie to była codzienność. W dorosłym życiu Anna postanowiła nawiązać do tradycji polskich pracowni krawieckich, dzięki którym przecież nawet w czasach, gdy dostęp do dóbr odzieżowych był ograniczony, kobiety mogły realizować swoje najmodniejsze marzenia.

ZAQUAD

Czytaj dalej

1

Paź

Łukasz Jemioł razy dziesięć

Oglądać rodzimy pokaz mody, wciąż mając w pamięci zdjęcia najnowszych sylwetek Driesa van Notena, to rzecz ryzykowna. Tym bardziej, że lakoniczna zapowiedź podczas poprzedzającej wydarzenie konferencji prasowej zdradziła inspirację orientem. I właśnie tak to sobie mniej więcej wyobraziłam. Ciężkie tkaniny, aksamity, welury, lamy i żakardy, bogate zdobienia, hafty i aplikacje, a przede wszystkim istna eksplozja ciepłych barw w odważnych kompozycjach. Bardzo miło było się nie rozczarować. Ba, mieć z patrzenia ogromną przyjemność, a entuzjazm zachować jeszcze na długo. Według oficjalnych danych właśnie mija dziesięć lat pracy twórczej projektanta. Jubileusz najlepiej uczcić wielkim pokazem, wiadomo. Jednak niewielu mamy w Polsce projektantów,  u których ogrom formy nie ma szans zdominować treści. Bywają pokazy przepełnione powtarzalnymi sylwetkami, w połowie których nuda ogarnia nawet przypadkowych gości. Bywają też huczne imprezy, które projektami nic specjalnego nie wnoszą, choć znamion szkodliwości społecznej nie noszą. Łukaszowi udało się ominąć patos dziesięciolecia, choć zarówno złote wytłaczane zaproszenia, jak i ogromna aksamitna kurtyna – główny element scenografii pokazu – odrobinę nim straszyły. Na ziemię natychmiast sprowadził przepiękny wybieg zbudowany z ciemnobrązowych desek. Choć stumetrowy, zaskakująco przytulny. Po fakcie dowiedziałam się też o dyskretnie rozpylonym zapachu paczuli – tym samym, który unosi się w butikach projektanta. Poprzedniego dnia Łukasz Jemioł pokrótce opowiedział, w jaki sposób powstaje w jego głowie kolekcja. Jeszcze zanim przystąpi do szkiców, oczami wyobraźni widzi wyraźnie wszystkie sylwetki. Jeśli było tak i tym razem, chapeau bas.

Harel Lukasz Jemiol pokaz

Czytaj dalej