Archiwa tagu: Mokotowska

2

lip

Si-Mi

Oto marka, która z powodzeniem łączy w sobie najlepsze rozwiązania zarówno projektów autorskich jak i szybkiej mody. Czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że owszem. Wystarczyło porzucić utarte schematy i zaryzykować. Si-Mi powstała rok temu. Już na samym początku jej twórcy zrezygnowali z dzielenia kolekcji na sezony. W każdym tygodniu w sklepie pojawia się coś nowego. Najpierw internetowym, a od dwóch tygodni warszawskim stacjonarnym. Gdzie? W miejscu idealnym, na Mokotowskiej (tak, wiem, ciężko tam zaparkować, więc nie do końca idealnym, ale nie czepiajmy się). Stała klientka nie musi się martwić, że ulubiony fason skończy się wraz z daną porą roku. Z powtarzalności marka uczyniła swój atut. Regularny przypływ ubrań zawdzięcza własnej szwalni zlokalizowanej w Warszawie. O opóźnieniach czy niedoróbkach nie ma mowy. Mamy więc do czynienia z typowymi manewrami stosowanymi przez sieciówki. Częste dostawy to najlepszy wabik, czyż nie? Za to jakość materiałów na całe szczęście od sieciówkowej znacznie odbiega. Surowce sprowadzane są z Włoch, z tych samych źródeł, w których zaopatruje się np. Rick Owens. Pojawia się nawet dzianina Missoni, ale raczej jako sezonowy deser, nie danie w stałym menu. Dla marki pracują różni młodzi projektanci, głównie polscy, choć niekoniecznie w Polsce stacjonujący. Jednak póki co nie zależy im na promowaniu własnych nazwisk. Tworzą zespół, a dzieło jest wspólne. Nad całością czuwa pomysłodawca i właściciel – Janusz Bielenia.

Główny nurt inspiracji to londyńskie ulice – możemy przeczytać na stronie. Ja dodałabym od siebie, że chyba każdy projekt został stworzony z myślą o Kate Moss. I nie, nie chodzi mi o perfekcyjną figurę czy status celebrytki. Po prostu na który ciuch bym nie patrzyła, wyobraźnia podsuwa mi obraz modelki. A zwłaszcza jej styl z przełomu tysiącleci. Ten, który kopiowałyśmy, zanim pojawiły się blogi, ba, zanim internet stał się taki szybki (pamiętam godzinne oczekiwanie na załadowanie się zdjęć jednej – słownie jednej! – kolekcji na style.com). To te setki razy wertowane magazyny z poradami „ubierz się w stylu…”, nie serwujące gotowych rozwiązań w postaci nazw sklepów czy linków, a pozostawiające naszej wyobraźni i kreatywności spore pole do popisu. Tak zapamiętałam końcówkę lat dziewięćdziesiątych i wizyta w Si-Mi obudziła te wspomnienia. Nie będę Was zanudzać opowieściami, jak to poszukiwałam długiej szarej spódnicy tuby czy flanelowej koszuli w kratę z kapturem. Po latach nagle zobaczyłam to wszystko w jednym miejscu. A ponieważ wracam do lat dziewięćdziesiątych także stylem, poczułam się jak w raju.

Cieszy bardzo, że Si-Mi nie jest zachowawcza. Trzyma się pewnej charakterystycznej estetyki, ale ma szeroko rozpostarte gałęzie. Będzie więc trochę rocka, trochę grunge’u, ale też spokój i kobiecość. Dwustronna ołówkowa spódnica po jednej stronie zwyczajnie czarna, po drugiej kryje deseń moro albo złowieszcze trupie czachy. Wielka wełniana koszula w kratę okazuje się zmyślnie dopasowana do sylwetki – posiada miejsce na to i owo. Sporo tu kaftanów i „otulaczy” – ich popularność w Polsce można wyjaśnić jednym słowem: pogoda. Nieśmiało wychodzą na światło dzienne dodatki – i tu moim zdaniem jest jeszcze sporo miejsca do wykorzystania. Na razie w ofercie znajdziemy lekkie czapki oraz wielkie drelichowe torby. Mam nadzieję, że z czasem marka się rozkręci i wspomniane gałęzie sięgną jeszcze dalej i odważniej.

Jeśli miałabym się bawić w przewidywanie przyszłości, to widzę same optymistyczne barwy. Wiem, że wkrótce Si-Mi pojawi się w innych miejscach Polski. Jeśli uda się zachować ideę, od której marka wyszła na początku, może wreszcie będziemy mieli sieciówkę plasującą się pomiędzy tymi tanimi a luksusowymi (a przynajmniej tak się określającymi). I słowo „sieciówka” przestanie brzmieć tak pejoratywnie.

simi (11)

4553590947

simi (12)

simi (13)

simi (14)

simi (15)

simi (16)

simi (17)

simi (18)

simi

simi (2)

simi (3)

simi (4)

simi (5)

simi (7)

simi (8)

simi (9)

simi (10)

Zdjęcia: Patryk Bułhak
Stylizacja: Mona Kinal, Kasia Banach
Makijaż i włosy: Lidka Winiczenko
Modelka: Ania Sakowicz
Postprodukcja: Bartek Stępień

20

gru

Byłam tam!

Nie raz, nie dwa. I za każdym razem coś kupowałam, zresztą trudno by było inaczej, wierzcie mi. O Wearso pisałam na początku października, zachwycona sukienką, którą kupiłam w całkiem innym miejscu. Dzięki Kelly dowidziałam się, że po pierwsze Wearso jest marką polską, a po drugie mocno dba o etykę przy produkcji ubrań. Wszystkie wykonane są z tkanin organicznych, a choć ekologiczne, mają bardzo przystępne ceny. Ruszyłam więc czym prędzej w odwiedziny do warszawskiego butiku przy Mokotowskiej. Za pierwszym i drugim razem na wieszakach królowały czernie, biele i szarości. Za kolejnym – granat (genialna bambusowa dzianina) oraz różne odcienie fioletu i brązu, a nawet turkus. Ostatnio, gdy wpadłam podczas Ulki Mokotowskiej, zrobiło się świątecznie. W oknie przycupnął nawet renifer ;).

 

 

Te buty… To dzieło Chie Mihary, japońskiej projektantki, która po praktykach odbytych w sklepie ortopedycznym postanowiła stworzyć własną kolekcję obuwia, która łączyłaby piękno z wygodą. Wciąż czaję się na te z kokardami, to wręcz nie do wiary, jak świetnie się w nich chodzi.

 

Jedna z pierwszych wizyt. Aleksandra Waś, założycielka, właścicielka i projektantka Wearso w jednym prezentuje mi próbki zamówionych tkanin w nowych kolorach…

 

 

… oraz zdjęcia z sesji lookbookowej.

 

Z okazji świąt pojawiły się bransoletki pojektu Magdy Szyszki.

 

 

Nowości. Jeszcze dużo, teraz z dnia na dzień ich ubywa. I dobrze :).

 

W ostatni weekend do każdego zakupu dołączone było drewniane jojo.

 

Mierzenie i „słit focia” w lustrze obowiązkowa ;). Oczywiście tunika już jest moja.

 

Fot. Harel & Styledigger

 

A poniżej główne modele Wearso. Tunika Yo-ko – z kieszeniami!!!

 

 

Sukienka z trenem:

 

 

I moja absolutnie ukochana Boof-baf. Na wiosnę mają się pojawić nowe projekty. Czekam z niecierpliwością!

 


Zdjęcia: Wearso