Archiwa tagu: Natalia Siebuła

18

Sie

I że Cię nie opuszczę… cz. 2

Ślub. Od zawsze miałam postanowione, że nie będę się stroić. Choć w wieku lat sześciu czy siedmiu  kręciły mnie lalki Barbie w rozłożystych na całe pudełko sukienkach, sama za bardzo nie chciałam dzielić ich los. Skoro one klinowały się w drzwiach domku dla lalek, co czekałoby mnie w skali jeden do jednego? Patrzyłam na zdjęcia ślubne księżnej Diany (temat w domu był duży, bo akurat w tym czasie moja babcia była w Londynie i przywiozła mnóstwo okolicznościowych gadżetów, łącznie z talerzem i metalowym pudełkiem cukierków z naszą słynną parą) i nie rozumiałam, dlaczego rozsądna kobieta dała się wcisnąć w coś takiego. No dobrze, gdy ona brała ślub, ja zapewne nie zdawałam sobie sprawy z istnienia słowa „rozsądek”. Ale, choć potem widziałam nie raz przepięknie ubrane panny młode, sama zdecydowałam, że nie pójdę w ich ślady. Znacznie krótsze wytłumaczenie: moja mama brała ślub w zielonej sukience z Telimeny bodajże, zero koronek, zero tiulu, welonu brak. Sukienka w odcieniu mięty z długimi marszczonymi w mankietach rękawami, przepasana plecionym w warkocz z trzech kolorów zieleni paskiem. Koniec. Gdy nadszedł czas, zdecydowałam się na niebieską kimonową sukienkę z lekkiej koszulowej bawełny, którą uszyłam u Ani Kuczyńskiej. Nie zliczę, ile razy odpowiadałam na pytanie, na czyj ślub się wybieram. Stali Czytelnicy znają tę historię na pamięć. Byłam szczęśliwa, bo pozostałam sobą. Inna sprawa, że nie miałam szczególnych nacisków ze strony rodziny, a stereotypowy „szczególny dzień” naprawdę można świętować bez zbytniej odzieżowej pompy. Ale… Po trzynastu latach od tego fantastycznego wydarzenia myślę sobie, że może jednak fajnie by było wziąć ślub w czymś bardziej ślubnym. Nie to, że żałuję. Zupełnie skądinąd myśl przychodzi. W roku 2005 naprawdę nie było wyboru i na hasło „ślub” stawały przed oczami skomplikowane konstrukcje, tak chętnie zjadane potem przez mole. Mamy rok 2018 (gdyby ktoś zapomniał), a w Polsce dwoi się i troi (i roi) od cudownych sukien i marek, które najwyraźniej postawiły sobie za cel przekonanie takich cyników jak ja. Zwłaszcza że emocje, jakie ślub i jego okoliczności wyzwalają, rzeczywiście potrafią wspomniany zdrowy rozsądek zagłuszyć, a człowiek wierzy, że wszystko ma tylko dwa kolory: czarny lub biały. Zatem suknia ślubna odstrasza i wywołuje alergię, jak w pamiętnym odcinku „Seksu w wielkim mieście” i nie do pomyślenia, by znaleźć kompromis między bezą a czymś totalnie cywilnym. Prawda? Na szczęście totalna nieprawda. Ufff, zaczynamy!

Czytaj dalej

18

Maj

I że Cię nie opuszczę… cz.1

Przyznam się Wam do czegoś. Nie znoszę wesel. Całą sobą nie znoszę i dostaję alergii, gdy wyciągam ze skrzynki kolejne zaproszenie. Są oczywiście wyjątki, gdy przyjaciele decydują się na ten nierozważny krok (i mam na myśli wesele, nie ślub), cieszę się razem z nimi i jestem w stanie przetrwać ciąg idiotycznych konkursów prowadzonych przez nawet najbardziej sfrustrowanego swoją pracą wodzireja. Mój brak sympatii dla tego typu imprez wynika być może z przekonania o ich małej przydatności. Nie spotkałam osoby, która byłaby w pełni ze swojego wesela zadowolona. Ani takiej, która organizowałaby je z radością i bez stresu. Mam wrażenie, że to schemat, w który sami się na siłę wpisujemy, podobnie jak niemieszcząca się w drzwiach suknia ślubna czy miesiąc miodowy na kredyt. Gdy wiele lat temu pokazałam sukienkę, w której brałam ślub (sukienkę, nie suknię, zdecydowanie), otrzymałam mnóstwo wiadomości, wyrażających głównie zachwyt moją odwagą. Odwagą? Tak, bo zrobiłam coś inaczej niż tradycja nakazuje. Akurat o przełamaniu czy buncie wówczas nie myślałam, po prostu zakochałam się w sukience Ani Kuczyńskiej od pierwszego wejrzenia i wiedziałam, że to właśnie w niej chcę powiedzieć „Tak!”. Przecież to mój dzień, na moich warunkach, to ja mam się dobrze czuć. Proste? Niekoniecznie. Podobnie wygląda sprawa ze strojami weselnymi. Rokrocznie unikałam tego tematu jak mogłam, bo moja opinia jest krótka: ubierz się na wesele dokładnie w to, co chcesz. W tym roku postanowiłam jednak trochę ją rozwinąć, a że mam świetne miejsce, gdzie mogę to zrobić, zapraszam serdecznie do czytania.

R1-03366-003A 001Fot. & Other Stories

Czytaj dalej

12

Mar

Natalia Siebuła wiosna/lato 2018

Jestem dzieckiem z dworca. Prawie. Wprawdzie daleko mi do masakrycznych przygód Christiane F. czy szaleństw słynnych bohaterów Hrabala, dworzec jednak zawsze w moim życiu był. Tak się złożyło, że mój pradziadek wybudował dom w okolicy torów kolejowych. Od pierwszych dni na świecie słyszałam przejeżdżające pociągi i ich zapowiedzi. Jak tylko mogłam, wędrowałam na stację, bo fascynowało mnie w niej wszystko. Od półokrągłych okienek kasowych, szerokich kontuarów, mozaikowej podłogi, przez drewniane ławki, witrażowe okna po paskudną prl-owską kolorystykę. To była mała stacja Warszawa Wawer, niestety od paru lat już zamknięta. Nigdy nie była piękna, ale w ogóle nie o to w niej chodziło. Kolejne takie miejsca znikają z mapy Polski, powracając po liftingu, botoksie czy w zupełnie nowym wcieleniu. Jeśli mają szczęście pozostają na zdjęciach. A jeśli mają duże szczęście, w ich wnętrzach urządza sesję Natalia Siebuła. Kielecki dworzec PKS, w przededniu generalnego remontu, stał się nawet nie tłem, lecz dodatkowym bohaterem wiosennej kampanii projektantki.

Natalia Siebula SS18

Czytaj dalej

20

Lip

Cloudmine Tre

Lipiec. Taki moment, w którym przynajmniej pozornie nic się szczególnego u nas w modzie nie dzieje. Co miało się w tematach letnich ukazać, już się ukazało, a tematy jesienne pozostają nienaruszone, bo po co sobie psuć humory powrotem do niskich temperatur i czterech warstw ciuchów dziennie. I o tej porze od trzech lat pojawia się uroczy drobiazg, kwintesencja lata, kilka do kilkunastu elementów stworzonych przez polskie marki dla butiku Cloudmine. Po prostu odliczamy, więc tegoroczna kolekcja po „Uno” i „Due” otrzymała tytuł „Tre”.

Cloudmine Tre

Czytaj dalej

16

Gru

Cloudmine Etoile

Cloudmine nigdy nie zawodzi. Zwłaszcza przed świętami. Pomoc w zakupach prezentów „last minute” to prawdziwa specjalność sklepu. Z dala od upiornych centrów handlowych czy głośnych ulic (choć praktycznie w sercu miasta) oferuje selekcję najpiękniejszych towarów w surowych wnętrzach Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Dla wszystkich z daleka wciąż działa sklep internetowy, ale ja chciałabym się skupić na lokalnej Gwiazdce, bo to jedno z moich ulubionych wydarzeń w roku. Gwiazdce właśnie, bo tytułowa „Etoile” oznacza gwiazdę lub przynajmniej jej kształt. Wydarzenie startuje już jutro w samo południe, a tutaj znajdziecie wszelkie aktualności. Czego możemy się spodziewać?

cmielow-porcelana

Czytaj dalej

13

Gru

Natalia Siebuła – Faces

Poruszyła mnie ta sesja bardzo. Połączenie sił trzech kobiet to jedno – o tym za chwilę i przede wszystkim. Ale wnętrza, w których spędziłam pięć lat studiów, widziane w całkiem innym kontekście niż ten, do którego od dzieciństwa byłam przyzwyczajona, tknęły sam środek serca. Warszawska Akademia Muzyczna, zwana teraz Uniwersytetem (co wciąż brzmi sztucznie wg mnie, ale co zrobić) przez długi czas plasowała się na szczycie moich życiowych marzeń. Gdy się tam dostałam, musiałam mocno kombinować, co sobie teraz wymarzyć, bo w wieku lat dziewiętnastu byłam totalnie spełniona. Tło ze zdjęć znam bardziej niż dobrze. Bez przesady mogę stwierdzić, że rozpoznaję każdą deskę, każdy schodek i każde oparcie. Aż mam ochotę podziękować projektantce za obudzenie tylu dobrych wspomnień. Jednak ten lekko nostalgiczny nastrój absolutnie nie wpłynął na odbiór kolekcji. Szczerze mówiąc, jest tak dobra, że sfotografowana nawet na tle brudnej ściany by się obroniła. Faces. Trzy wizje zamknięte w jednej całości. Trzy artystki. Natalia Siebuła jest projektantką odzieży, Anna Ławska tworzy biżuterię, a Paulina Derecka zajmuje się ilustracją (jej prace możecie kojarzyć ze Studia Paprotnik). Na warsztat wzięły… oblicza kobiety. Od twarzy, naszkicowanej piórkiem i tuszem, poprzez fasony, aż do akcesoriów.

siebula-faces-22

Czytaj dalej