Archiwa tagu: odkrycia

4

sie

Molehill

Podróże autobusem bywają lepsze niż oglądanie teledysków. Zwłaszcza gdy siedzi się przy oknie. W uszach gra muzyka, a ja oglądam jak zahipnotyzowana szybko mijające obrazki. Tu plakat koncertu, o którym Facebook milczy, tam nowa knajpa do przetestowania plus najważniejsze: ludzie. Ubrani różnie. Już nie oceniam, co zdarzało mi się w początkach tego bloga, gdy wyobraźnię pobudzały zdjęcia Scotta Schumana, tworząc idealistyczną wizję pięknej (i zawsze modnej) ulicy. Nie przeszkadza mi ani atak gimnazjalnych klonów (normalne zjawisko), ani cekiny od rana (jeśli ktoś lubi…), ani nawet dziesięć pań pod rząd w bestsellerowej tunice Zary (hit blogerek!). Bo zawsze w którymś momencie dostrzegam coś, co niweluje wątpliwej wartości doznania estetyczne. Któregoś wiosennego dnia była to ogromna skórzana torba zawieszona na ramieniu drobnej blondynki. Rzecz wyglądała tak dobrze, że wręcz słyszałam, jak wypomina mi własną niewiedzę. Miesiąc później podczas targów HUSH Warsaw znajoma pragnęła zasięgnąć porady w kwestii wyboru torby i zaciągnęła mnie do stoiska pod nazwą Molehill. Odpowiedź nadeszła, a zaniepokojona ambicja odetchnęła z ulgą.

Molehill

Czytaj dalej

6

lip

MoMi-Ko

Po raz pierwszy spotkałam się z MoMi-Ko parę lat temu, podczas tygodnia mody w Łodzi. W strefie wystawców trafiłam na nieduże stoisko niezwykle interesujących ubrań i dodatków, świetnie utrzymujących się w ówczesnym trendzie na rzeczy wielofunkcyjne. Tu przeszycie, tam suwak, w zależności od ustawień można było nosić daną rzecz na kilka sposobów. Choć projektantka była jeszcze wtedy na studiach, te ubrania prezentowały się nadzwyczaj dojrzale. Spójnie, zarówno pod względem formy, jak i koloru, oszczędnie i delikatnie awangardowo. I chyba już wtedy wynikła rozmowa o Japonii. Nie tylko z powodu projektów, ale też egzotycznie brzmiącej nazwy. O dziwo, ta nie ma z Japonią nic wspólnego, wzięła się z pierwszych sylab imienia i nazwiska projektantki, Moniki Misiak-Kołsut. Za to kolekcje dyskretnie dotykają różnych stron Orientu, raz deseniami (były nawet żurawie origami i ubolewam, że nie napisałam o tamtej kolekcji…), innym razem fasonem czy głębokim kolorem. Tego lata Monika zaprasza do wspólnej gry w Mahjong. Zabawa jest fantastyczna, choć przyznam, że grywałam tylko wirtualnie. Podczas pisania pracy magisterskiej zostałam mistrzynią dwóch gier: Pasjansa i Mahjonga właśnie. Codziennie zasiadając do komputera i otwierając dokument w Wordzie, odprawiałam rytuał „trzech rund wygranych pod rząd”. Potrafiło to ciągnąć się godzinami, bo oczywiście trzy razy ustawić pasjansa czy zdjąć wszystkie pary kamieni graniczyło z cudem. Napatrzyłam się więc na motywy roślin, pór roku, symbole stron świata, smoki, monety i bambusowe drzewa, i choć wygrana przychodziła z trudem, do dziś kojarzą mi się z sukcesem. Miło było spotkać je po latach i to w tak zaskakującym miejscu.

LETS PLAY MAHJONG (9)

Czytaj dalej

25

maj

Rekh&Datta

To musiało się zdarzyć. Już odzwierciedla bardzo mocny światowy trend powrotu do rzemiosła, choć dalekie jest od lokalności. Trudno napisać tak po prostu, że mamy do czynienia z polską marką. Rekh&Datta bowiem jest projektem międzynarodowym z mocnymi lokalnymi akcentami. Rzecz dzieje się w Austin, gdzie mieszka jedna z założycielek firmy, Rebecca Layton, odpowiedzialna za desenie; w Warszawie – tu stacjonuje Monika Jakubiak, projektantka ubrań; i w okolicach Jaipuru – tu z kolei wzory nanoszone są na tkaniny. Efekt? Projekty na wskroś nowoczesne, zdobione geometrycznymi nadrukami, w intensywnych i zawsze miłych dla oka kolorach, pełne egzotyki i spokoju.

REKH DATTA 2016 (15)

Czytaj dalej

16

maj

Onde

Zmysłowość w modzie to balansowanie na cieniutkiej linie. Jedno wahnięcie w nieodpowiednią stronę i wyjdzie kicz albo, co gorsza, wulgarność. A rzadko kiedy bywa to wulgarność na poziomie Davida Lachapelle. Zatem gdy projektant rozprawia o zmysłach, zapala mi się czerwona lampka. Chyba że łączy je z Dalekim Wschodem. Wtedy strzygę uszami i czekam. Bo to jest długa, wielowątkowa opowieść, pełna nieznanych odniesień, intrygujących tonów i wielopokoleniowej mądrości. Bywa, że czas akcji schodzi na drugi plan. Najważniejsze jest to, co dzieje się między ludźmi, bez względu na epokę. Dlatego zabrzmiało obiecująco, gdy usłyszałam, że Ola Nowakowska i Olga Ruśkiewicz przeniosły w czasie swoją bohaterkę, główny pretekst do stworzenia wiosenno letniej kolekcji. Ale po kolei. Dwie kobiety tworzą markę Onde. To rzecz mocno oparta na rzeczonej zmysłowości, posiłkująca się nią – na szczęście z sukcesem – i wciąż badająca nowe granice. Powstała niedawno, bo jesienią 2015, ale spoglądając na debiutanckie projekty, naprawdę trudno uwierzyć, że to dopiero początek.

 
ONDE (19)

Czytaj dalej

4

maj

Messo ss16

Czy znacie to uczucie, kiedy jesteście przekonani, że dany temat na sto procent was nie zainteresuje? To może być książka, najnowszy hit kinowy, a nawet filmik, który uparcie udostępniają wszyscy znajomi na Facebooku. Mówicie „nie” i idziecie dalej. Nie zliczę, ile razy przez własne uprzedzenia przegapiłam fantastyczne historie. O mały włos nie dostrzegłabym także marki Messo. Bo na podstawie jednego obrazka, który mignął gdzieś w przelocie, stworzyłam błyskawiczną opinię, niezbyt przychylną. Ot, kolejna próba połączenia mody oficjalnej z obietnicą wygody, jaką od lat składają, a nawet czasem dotrzymują, dresowe dzianiny. Dopowiedziałam sobie nieistniejącą resztę i gdyby nie kilka przypadków, wierzyłabym w nią do teraz. Na szczęście znalazłam się we właściwym miejscu o właściwej porze. Jeden raz, a potem drugi. Doprecyzowując, na targach HUSH Warsaw rok i pół roku temu. Ufff…

MESSO_SS2016_39

Czytaj dalej

3

maj

Nobonu

Dziś będzie coś w klimacie leniwego długiego weekendu. Nawet jeśli nie wszystkim się w jego kwestii poszczęściło, zawsze można oszukać rzeczywistość po godzinach jakimś przyjemnym niezobowiązującym strojem. Nobonu to marka wyjątkowa. Istnieje sobie spokojnie, po cichu i najbardziej popularna jest wśród mam. Dobrze wiecie, że rzadko tu poruszam temat mody dziecięcej, natomiast jeśli w tym samym miejscu można znaleźć ubrania dla dorosłych, to już jak najbardziej. Samia Krajewska zdecydowała się na stworzenie własnej firmy po urlopie macierzyńskim. Wcześniej projektowała dla marki Kogotho, której była współwłaścicielką. Odnajduje się w jasnych (choć dalekich od cukierkowych) kolorach,  uwielbia obszerne, komfortowe formy. Dla mnie to współczesna i zminimalizowana wersja „Domku na prerii”. Nie wiem, czy pamiętacie, ale trzy małe bohaterki nosiły się właściwie identycznie jak ich urocza mama.

Nobonu 2016

Czytaj dalej