Archiwa tagu: odkrycia

3

Maj

Nobonu

Dziś będzie coś w klimacie leniwego długiego weekendu. Nawet jeśli nie wszystkim się w jego kwestii poszczęściło, zawsze można oszukać rzeczywistość po godzinach jakimś przyjemnym niezobowiązującym strojem. Nobonu to marka wyjątkowa. Istnieje sobie spokojnie, po cichu i najbardziej popularna jest wśród mam. Dobrze wiecie, że rzadko tu poruszam temat mody dziecięcej, natomiast jeśli w tym samym miejscu można znaleźć ubrania dla dorosłych, to już jak najbardziej. Samia Krajewska zdecydowała się na stworzenie własnej firmy po urlopie macierzyńskim. Wcześniej projektowała dla marki Kogotho, której była współwłaścicielką. Odnajduje się w jasnych (choć dalekich od cukierkowych) kolorach,  uwielbia obszerne, komfortowe formy. Dla mnie to współczesna i zminimalizowana wersja „Domku na prerii”. Nie wiem, czy pamiętacie, ale trzy małe bohaterki nosiły się właściwie identycznie jak ich urocza mama.

Nobonu 2016

Czytaj dalej

19

Lut

Lapidarium

Marta Gos i Martyna Sobczak tworzą wspólnie już od jakiegoś czasu. W 2014 roku wygrały konkurs Fashion Designer Awards, rok później, już jako marka Lapidarium, otrzymały Doskonałość Roku Twojego Stylu w kategorii debiutów. Dlaczego więc wciąż tak mało o nich słychać? Projektantki poświęciły cały swój czas i energię na zrobienie dyplomu w London College of Fashion (pierwsza z nich ukończyła wcześniej krakowską SAPU, druga – warszawską MSKPU). Ich wcześniejsze kolekcje, choć świetne, w Polsce przeszły bez echa. A szkoda, bo było co podziwiać. Tym razem musi być inaczej. Argumenty widoczne gołym okiem.

LAPIDARIUM SS16 (12)

Czytaj dalej

13

Lut

Polanka

Gotowi na przedwiośnie? Oto marka, która ułatwi zmagania ze zmienną aurą, gdy trzeba, ogrzeje, a przy okazji ozdobi. Polanka. Zastanawiam się, jak to się stało, że usłyszałam o niej dopiero niedawno. Może chodzi o to, że nie zwraca na siebie uwagi. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Nie wyróżnia się, po prostu jest. Dopiero gdy poznamy ją bliżej, zauważymy przemyślane projekty, świetne wykonanie z dbałością o każdy szczegół. Polanka to pomysł Anny Polańczyk, która, jak dość często się kobietom zdarza, nie miała co na siebie włożyć. Znam już kilka marek, które powstały właśnie z tego powodu. To świetne rozwiązanie, bo najbardziej autentyczne z możliwych. Z drugiej strony potrzeba mocnego przekonania i wiary w produkt, żeby przez kolejne lata ją utrzymywać. Nie zapeszajmy jednak, bo póki co Polanka ma się coraz lepiej.

Polanka FW15.16083

Czytaj dalej

12

Gru

Femi Pleasure

Tej marki długo nie doceniałam. Kojarzyła mi się ze stylem uniwersyteckim (albo raczej „kampusowym” – bo to uniwersytet oglądany przez szkiełko w kolorach amerykańskiej flagi). Wygodne dresy z napisami i charakterystycznym emblematem plus duch surferski lub snowboardowy – w zależności od pory roku. Nie ubierając w zbędne ozdobniki – nic nadzwyczajnego. Polski odpowiednik Quicksilvera czy Abercrombie & Fitch.Tym bardziej nużący, że od lat można podobne fasony znaleźć z młodzieżowych sieciówkach (nie porównuję jakości, tylko wartości wizualne – tzw. pierwszy rzut oka). I zapewne wciąż bym tu o marce nie napisała, gdyby nie przypadek. Otóż w całkiem publicznym miejscu na przeciążonym kurtkami wieszaku (nad moją wysłużoną wojskową parką) zawisło coś pięknego. Granatowa puchowa kurtka ozdobiona wzorem w kwiaty wiśni i ptaki. Nie wiem, do kogo należała, ale, ryzykując swoje dobre imię, postanowiłam zajrzeć pod spód i odszukać metkę. Zanim mi się udało, zachwyciła miękkość materiału, lekkość wypełnienia i różowa podszewka. Nie wspominając o wykonaniu. Femi Pleasure – taki napis ukazał się moim ciekawskim oczom. Wow. Jak to człowiek musi wydawać z wydawaniem sądów „na zawsze”…

Wciąż nieufna, postanowiłam wybadać, czy to jednorazowy strzał, czy część większej zmiany. Zajrzałam na stronę i przepadłam. Nie dość, że sesja wizerunkowa (sfotografowana przez Roberta Ceranowicza) przenosi w świat absolutnie bajkowy, to jeszcze kolekcja jesienno zimowa jest tak piękna, spójna i niebanalna, że chwilowo braknie mi słów. Przy niezmiennym operowaniu estetyką sportowo – kampusową, Anita i Kamila Nawarkiewicz (założycielki i właścicielki) otwierają się na nowe, zdecydowanie bardziej autorskie rozwiązania. Skończył się banał, a zaczęła prawdziwa moda. Wiem, że moda modzie nierówna, ale co innego konfekcja niewyrywająca się poza bezpieczne ramy, a co innego przemyślana wizja i własna reinterpretacja tego, co już dobrze znane.

Najbardziej cieszą oko oczywiście desenie. Fasony pozostają standardowe. Zresztą trudno, żeby nadmiernie bawić się formą przy zachowaniu sportowej funkcjonalności. Sznytu nadają detale. Od skórzanych naszywek w kształcie serca z wytłoczoną nazwą marki (dyskretne, lecz zauważalne) po drewniane guziki przeszywane różową nitką. Siostry nie zapominają o dodatkach, a także bieliźnie termicznej – i to nie byle jakiej, bo w motyw obecny na kurtkach. Czapki, opaski, plecaki i plecaki konsekwentnie odpowiadają charakterowi głównych elementów kolekcji. Jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Zresztą zobaczcie sami.

femi pleasure

femi pleasure (3)

femi pleasure (4)

femi pleasure (5)

femi pleasure (2)

femi pleasure (7)

femi pleasure (8)

femi pleasure (11)

femi pleasure (13)

femi pleasure (14)

femi pleasure (15)

femi pleasure (16)

femi pleasure (17)

femi pleasure (18)

femi pleasure (19)

femi pleasure (20)

Fot. Robert Ceranowicz
Modelka: Zuzanna Zmihrowska
Stylizacja: Anita Nawarkiewicz i Kamila Nawarkiewicz
Obróbka zdjęć: Piotr Karpinski
Produkcja: Anita Nawarkiewicz i Kamila Nawarkiewicz

5

Maj

Phenome

Człowiek chodzi po tym swoim kawałku planety, pewien, że wie sporo, aż tu nagle się okazuje, że od dłuższego czasu mija miejsce fenomenalne. Ale się nim nie interesuje, bo przecież zjadł wszystkie rozumy. I gdyby rzeczywiście było fenomenalne, to przecież by je znał. Zaczynam dziś od błędnego koła, mam nadzieję, że się nie pogubiliście. Piszę o sobie. O marce Phenome coś tam słyszałam, sklep stacjonarny mijałam setki razy, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić, co w trawie piszczy. Błąd został naprawiony. Góra przyszła do Mahometa, że tak się górnolotnie wyrażę.

phenome_face1

Mimo pozorów, które niesie nazwa własna, Phenome to marka polska. Tu odbywa się cały proces – od nowego pomysłu po namacalny efekt końcowy. Tu powstaje strona wizualna (muszę przyznać, że wpuściła mnie w maliny – tak „zagranicznie” wygląda). Od maleńkiego pudełka po wystrój sklepów. I wreszcie – to tu narodziła się idea otwarcia firmy, która będzie oferować kosmetyki tak bardzo naturalne, jak tylko to jest możliwe.

phenome3

Zwracamy coraz większą uwagę nie tylko na pochodzenie produktów, ale też warunki, w jakich zostały stworzone. To się zrobiło modne, w duchu liczę, że nawet jeśli moda minie, zostaną nam dobre przyzwyczajenia. Chcemy wiedzieć. Tu mamy podane wszystko, filmowo ujmując, czarno jak na białym. Stosowane do produkcji surowce pochodzą w większości z certyfikowanych upraw organicznych, nie ma mowy o roślinach modyfikowanych genetycznie, użyciu sztucznych nawozów, pestycydów ani innych świństw, których nazwy niewiele mi mówią (fungicydy?). W samych kosmetykach nie ma parabenów, konserwantów, sztucznych barwników i substancji zapachowych. Dziewięćdziesiąt osiem procent składników to czyste wyciągi botaniczne, wody roślinne, olejki, ekstrakty, drobiny roślin (płatków, łodyg, liści, owoców czy pestek). Z kolei zapach uzyskiwany jest tylko i wyłącznie dzięki olejkom eterycznym. Nie będę Was zanudzać wyliczaniem oczywistych zalet czy konkretnych ingrediencji. Znajdziecie je na każdym opakowaniu. Co ciekawe, wymieniane są tam też składniki, których w produkcie nie użyto (np. te pochodzenia zwierzęcego).

phenome_eko4

Kolejna sprawa to opakowania. Są projektowane z myślą o ponownym przetworzeniu i wykorzystaniu, papierowe w osiemdziesięciu procentach pochodzą z makulatury. a butelki z przetworzonego wtórnie tworzywa (Post Consumer Recycling). Szkło i aluminium stworzone wprawdzie od zera, ale nadają się do recyklingu.

phenome_eko2

Sklepy marki przypominają miniaturowe salony spa. Jestem pewna, że kilka miękkich foteli świetnie by się wpasowało w relaksujący wystrój (tylko zapewne wtedy klientki traciłyby poczucie czasu, jeszcze bardziej niż do tej pory). Przestronna ekspozycja, możliwość testowania – specjalnie w tym celu powstało stanowisko z wodą bieżącą zwane barem testowym (oryginalnie „testing barem”, ale znacie mój stosunek do angielskich określeń…). Możemy też zasięgnąć profesjonalnej porady u ekspedientki. I na pewno nie spotkamy się z lekko obrażonym: „To w czym mogę pomóc?”, które skieruje nas prosto do wyjścia (dzielę się doświadczeniami, to wszystko). Jeśli nie będziemy pewni zakupu, możemy poprosić o próbki (i tu też nikt się na nas nie obrazi).

phenome5

phenome1

Produkty Phenome podzielone są na kilka linii: dla twarzy, dla włosów, dla ciała, dla mamy i dziecka, dla mężczyzny i na słońce. Każda z linii zawiera kilka serii (np. przeciwzmarszczkową, oczyszczającą czy nawilżającą). Każda seria przypisany ma główny składnik (np. cukier trzcinowy, migdał lub zieloną herbatę). Warto zarezerwować sobie trochę czasu, żeby poznać choć odrobinę tego, co na nas czeka. Ja po całkiem długiej wizycie zorientowałam się, że to dopiero ułamek gigantycznego tematu, do którego z pewnością będę wracać.

phenome2

phenome_eko1

Ulubione? Lista wciąż rośnie. Ale to, co mogę polecić z ręką na sercu, to genialny peeling cukrowy, olejek nawilżający do twarzy i maseczka przeciwzmarszczkowa (tak, tak, Harel się sypie powoli). Tę ostatnią wypróbowałam po przetańczonej nocy i może nie wyglądałam jak nowo narodzona, ale z pewnością nieco lepiej niż zazwyczaj.

A teraz wątek wkurzający. Ceny. Wysokie. Dlaczego? Tłumaczę to sobie tak: za świadomość i pewność czasem trzeba zapłacić. Całkiem podobnie jak w przypadku ciuchów. Jeśli coś jest wyprodukowane w Polsce, automatycznie będzie droższe niż taśmowe sieciówkowe made in China chociażby. Albo jedzenia. Kto by nie chciał jeść pomidora o smaku pomidora bez dodatku ołowiu czy tej dziwnej dziury po wstrzykiwaniu licho wie czego? Nie mówię Wam, że to jedyny słuszny wybór i od dziś macie chodzić tylko do Phenome. Daleka jestem od tego. Ale jeśli coś jest dobre, chcę się tym z Wami podzielić.

phenome4

phenome_face2

Zainteresowani tematem listę sklepów znajdą tutaj. A ja zapraszam na stronę internetową, gdzie od dziś do środy na hasło „Harel” wszyscy chętni do pozbycia się nieco kasy otrzymają dwudziestoprocentową zniżkę.

seria migdalowa

seria dla mamy i dziecka

seria cukrowa

milky almond

Zdjęcia: Harel i Phenome

 

24

Cze

Hajde

„Nareszcie kupiłam sobie iPada” – oznajmiłam w sobotę znajomym podczas pikniku. Na pytanie, którego, odpowiedziałam, że takiego najbardziej retro. „Jedynkę?” – ktoś spytał. „Lepiej, to będzie minus piętnastka chyba” – i wyciągnęłam z plecaka świeżutki zakup: przybornik polskiej marki Hajde. Zawsze działa, nigdy się nie wyładowuje. Nie psuje oczu, nie zawiesza się. Dane pozostają na miejscu, a błędy – o ile sami ich nie popełnimy – się nie zdarzają. W dodatku ekran się nie rysuje, a upadek nie grozi trwałym uszkodzeniem. Przy dobrych chęciach można przechowywać w nim muzykę – na odpowiednim nośniku w małej kieszonce. Wymienny notes zapełnimy czym tylko chcemy: notatkami, szkicami, obrazkami. Miejsca na kredki, ołówki czy pędzle jest sporo. Ja właśnie sobie w nim organizuję przenośne biuro.

Hajde to znacznie więcej niż przyborniki (choć to właśnie on skradł moje serce). Inspirowane naturą plecaki, torebki, piterki czy portfele tworzone są w niedużej liczbie egzemplarzy przez dwie kobiety: Olę Poławską i Ulę Basińską. Autorki wykorzystują w swoich projektach tylko naturalne materiały: bawełnę, len, konopie, drewno i metal. Produkty przeznaczone są „dla tych, którzy potrzebują lasu w mieście”. Lasu może nie znalazłam, ale na pewno wytchnienie od zbyt szybkiego życia. Efekty inspiracji poniżej. Jest ich znacznie więcej. Liczę, że będą się pojawiać wciąż nowe pomysły.

HAJDE (4)

HAJDE (3)

HAJDE (5)

HAJDE (8)

HAJDE (7)

HAJDE

HAJDE (2)

Zdjęcia: Hajde, Marek Zawadka