Archiwa tagu: osobiste

30

gru

Dawno temu, w odległej galaktyce…

Dokładnie dziewięć lat temu po raz pierwszy nacisnęłam przycisk „publikuj” na tym blogu. Nikt prócz mnie nie wie, że próby publikacji rożnych tekstów i zdjęć trwały od 2004 roku. Trochę szkoda, ale z drugiej strony dzięki własnemu niezdecydowaniu mam jeszcze cały rok na zorganizowanie imprezy z okazji okrągłej dziesiątej rocznicy. Takowa odbędzie się na sto procent, jestem po pierwszych rozmowach z ludźmi znającymi się na rzeczy (pozdrawiam tajemnicze jeszcze dobre dusze). To nie kokieteria. Ja naprawdę nie wierzę, że tyle lat jestem tu z Wami.

Przypominają mi o tym różne sytuacje. Ostatnia? Stoję z naręczem wieszaków, zdradzając perfidnie polską modę w & Other Stories w Berlinie, gdy nagle słyszę swój pseudonim. Zaczepia mnie Czytelniczka i pyta, czy to na pewno ja. Moje ego szaleje. Jest mi miło na dwieście procent. Rozmawiamy przez chwilę, następnego dnia wieczorem dzięki niej siedzę w genialnej knajpie (Bun Bao, Kolwitzstrasse) i jem obłędne burgery. Mówię przyjaciółce, z którą Berlin po raz kolejny odwiedzamy: „Zobacz, gdyby nie mój blog, nigdy byśmy tu nie trafiły”. Pół roku wcześniej parę kilometrów dalej spożywam tajskie specjały na świeżym powietrzu w towarzystwie rzeczonej przyjaciółki i… Bereniki Czarnoty z narzeczonym. Nie rozmawiamy o modzie. Tematy się nie kończą. Gdy trzeba się rozstać, mam prawdziwe łzy w oczach, choć nigdy się do tego nie przyznam (tylko dziś, ale nie wypominajcie mi tego). Gdy parę miesięcy temu jestem chora, z domowym rosołem przybywa mój serdeczny przyjaciel. Jak się poznaliśmy? Wpadał na kawę do Wearso, gdzie pracowałam przez jakiś czas. Nie musiałam, ale marzyłam, by zdobyć doświadczenie w pracy ekspedientki w sklepie z ciuchami. Jak tam trafiłam? Dzięki blogowi.

Nie zliczę, ile zdarzeń w moim życiu zawdzięczam tamtej nie do końca świadomej decyzji (czuję, że wymieniłam ich zdecydowanie za mało, lecz terroryzuje mnie wyładowująca się bateria pożyczonego od męża iPada (wiem trudno w to uwierzyć, ale moje teksty powstają na kobylastym ponaddziesięcioletnim pececie)). Wciąż dzieje się mnóstwo i pewnie tak już zostanie. Dla tych ciekawskich: nie, nie żyję z bloga, mam swoją pracę, którą uwielbiam i nie chciałabym jej zamienić na żadną inną. Blog łączy mnie z ludźmi i to jest jego największa wartość. Za rok rozkleję się na dobre. Tymczasem życzę Wam wszystkiego dobrego! Widzimy się w styczniu!

image

image

image

image

image

 Fot. Justyna Helena Majewska, Szymon Brzóska, Bartek Szmigulski.

15

sty

Mujsho

Pewnego dnia ktoś mi powiedział, że mój blog znalazł się w rankingu najlepszych dziesięciu blogów o modzie miesięcznika Press. Pognałam do kiosku, by zobaczyć to na własne oczy, czytam opinię jeszcze w biegu, a tam sporo miłych plusów, ale też jeden minus, na który dotąd nie zwracałam uwagi. Grafika. Gdy zaczynałam pisać na Bloxie wybrałam najmniej brzydki szablon i tak już zostało. Przez sześć lat zdążyłam się do niego przyzwyczaić na tyle, że nie zwracałam na grafikę najmniejszej uwagi. Ranking był trochę jak kubeł zimnej wody. Stwierdziłam, że wystarczy, trzeba iść z duchem czasu. Przecież blog może być ładny, czyż nie?

Gdy rzuciłam na Facebooku hasło, że potrzebuję pomocy przy zmianie grafiki, natychmiast zgłosiła się do mnie Basia z zespołu graficznego Mujsho. Już parę dni później siedziałam z Basią i Pawłem przy stoliku w OSiRze, planując przyszłość dla mojego sześcioletniego dziecka.

Nie chciałam drastycznych zmian, pierwotnie planowałam pozostać na Bloxie, niestety platforma uniemożliwiała większość działań, na których najbardziej mi zależało. Stanęło na własnej domenie. Oczywiście samo „harel” było już dawno zajęte. Mr Vintage, który był jednym z nielicznych wtajemniczonych w akcję poradził, że skoro samo H jest zajęte, może spróbowałabym Harel przez CH, co stało się naszym hermetycznym żartem na długo. Śmichy, chichy, zdecydowałam się na harelblog.pl i myślę, że jest w porządku.

Całą historię projektu bloga możecie znaleźć na stronie Mujsho. Ja dodam tylko, że pracowało się z nimi fantastycznie. Szanowali moje zdanie, ale potrafili też przekonać do rzeczy, które czasem budziły moje wątpliwości. Już od pierwszego szkicu wiedziałam, że to będzie to. Prosto, przejrzyście, „harelowo”. A jako wisienka na torcie portret autorstwa Aleksandry Stanglewicz (na podstawie zdjęcia wykonanego przez Fashionitkę). Gdy wczoraj blog ruszył, przez godzinę wgapiałam się w niego kompletnie zahipnotyzowana. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba.

A zespołowi Mujsho pragnę gorąco podziękować za kawał dobrej roboty!

19

wrz

Aleksandra Stanglewicz

Miła niespodzianka mnie ostatnio spotkała. Otóż zgłosiła się do mnie pewna zdolna kobieta z propozycją narysowania mojego portretu. Blogerska próżność nie pozwoliła mi odmówić. Mieć swój portret – czyż może być coś przyjemniejszego dla ego? Kobieta nazywa się Aleksandra Stanglewicz i tworzy przepiękne ilustracje, które można obejrzeć na jej blogu, Eat That Art. Ponieważ mowy nie było o pozowaniu (kto w dzisiejszych czasach ma na to… czas?), przesłałam jej jedno z moich ulubionych zdjęć, zrobione telefonem przez Fashionitkę. Proces powstawania rysunku można obejrzeć tutaj. Ja prezentuję efekt końcowy, z którego jestem tak dumna, jakbym to ja sama go stworzyła. Panie i Panowie, oto… Harel! Autorce serdecznie dziękuję za super prezent!


harel


Rys. Aleksandra Stanglewicz.

14

mar

I znów… ;)

Dziś przez przypadek dowiedziałam się, że mój blog po raz kolejny został nominowany w plebiscycie Modne Kreacje (tym razem 2012 :)). Jeśli macie ochotę, głosujcie (od dziś do 10 czerwca). Obiecuję, że nie będę o tym przypominać na każdym kroku. Daję znać raz. Dzisiaj – czyli w dniu, w którym ta informacja do mnie dotarła. Zresztą mam tu lepsze rzeczy do roboty, niż nawoływanie do oddawania głosów – czego efekt być może jeszcze dzisiaj, jeśli nikt mnie nie będzie za bardzo rozpraszać… (głos spoza kadru: „… na Facebooku” :))).

7

lut

Co z tego będzie?

Nie mam pojęcia, ale powodowana owczym pędem (a może nawet własną potrzebą) stworzyłam po raz kolejny stronę Harel na Facebooku. Jeśli macie ochotę (i konto na Facebooku), możecie ją polubić, choć lubienie nie jest konieczne do jej oglądania. Nie chciałam się rozdrabniać, ale z drugiej strony mam ochotę dzielić się z Wami drobiazgami, które na ten blog są zbyt małe. No i nie da się temu zaprzeczyć, chyba tam będzie się najlepiej dialogować. Nie wierzę, że to napisałam :). Zapraszam!


 


15

sty

Prośba od Harel!

Piszę dziś do Was w sprawie nie do końca swojej (choć poniekąd także, o czym za moment). Blogerska solidarność nie pozwala mi pozostać obojętną na potrzebę koleżanki po fachu, że tak się wyrażę :). O co chodzi? Jeden z moich ulubionych blogów o modzie bierze udział w konkursie na blog roku. Jest to blog pisany, tym bardziej mi zależy, żeby zaszedł jak najdalej. Dlaczego?


Blogi ze zdjęciami (w 90% szafiarskie) mają zwykle większe szanse. Nie chcę porównywać, tekst i zdjęcia to dwie różne sprawy, tak jak moda i styl (nieliczne łączą w sobie te dwie rzeczy – i te lubię najbardziej). Czas poświęcony na wykonanie dobrej sesji na bloga prawdopodobnie jest zbliżony do tego, w którym powstaje dobry i profesjonalny wpis. Zdjęcia przemawiają szybciej, są łatwiejsze w odbiorze, duża liczba liter potrafi na starcie skutecznie zniechęcić. A szkoda.


Chciałabym, żeby blogi z tekstem (a wspomniany niemal nie zawiera zdjęć!) były dostrzegane na podobnym poziomie. Nie stanowimy dla siebie konkurencji, po prostu traktujemy o całkiem różnych sprawach (choć w podobnych kategoriach). Jeśli więc macie ochotę przyczynić się do wzrostu ich popularności, zajrzyjcie tutaj. Z góry dziękuję za pomoc w imieniu swoim oraz wszystkich wyżywających się na piśmie :).