Archiwa tagu: Pan Pablo

28

sty

W Polsce dobrych butów nie kupisz?

I znów muszę się odwołać do wspomnień. Tym razem niedalekich, bo z początku istnienia tego bloga. Czy pamiętacie, gdzie kupowaliście swoje buty w poprzedniej dekadzie? I czy naprawdę Wam się podobały, czy raczej stanowiły wybór najmniejszego zła? Czy jeśli sobie coś wymarzyliście, było to osiągalne, czy raczej wzdychaliście do zdjęć w magazynach i internecie z poczuciem niespełnienia?

W owym czasie większość swoich marzeń spełniałam za granicą. I nie to, że non stop podróżowałam i na wszystko było mnie stać. Tak się składało, że co jakiś czas gdzieś mnie niosło, składało się też, że głównie w momentach wyprzedaży. W ten sposób moja kolekcja butów wzbogaciła się m.in. o przecenione o połowę Adidasy zaprojektowane przez Yamamoto (jeszcze zanim ruszyła marka Y3, a Harel nie było nawet w planach) czy skórzane kozaki w karmelowym kolorze, po które chciały mi się włamywać do domu czytelniczki Lookbooka (tego mojego szafiarskiego bloga, o którym ostatnio zbyt często tu wspominam…).

Obecnie rzecz ruszyła w drugą stronę. Bez większych problemów kupimy w Polsce obuwie dowolnej znanej marki. I spełnimy każde marzenie, bez narzekania, że po dobre buty to tylko do Włoch. Chcemy karmelowy? Zero problemu (mam tak dość tego koloru, że te moje ukochane kozaki poszły w odstawkę – ale wyciągnę je za parę lat i wciąż będą jak nowe). Botki motocyklowe, sztyblety, sandały a’la Carrie Bradshaw (pamiętacie, szafiarki pierwszej generacji?).

Ja jednak wciąż odnajduję przyjemność w poszukiwaniu modeli niszowych, bo wciąż pewna część mnie lubi mieć coś, czego nie mają inni (lub coś, co niekoniecznie modne i popularne). Dlatego takie miejsca w sieci, jak trzy sklepy, które za chwilę opiszę, odwiedzam z dreszczykiem ekscytacji. A nuż trafi się kolejny skarb do kolekcji? Kupowanie butów przez internet? Da się, naprawdę. Raz w życiu zdarzyła się sytuacja, że nie trafiłam z rozmiarem. I tylko dlatego, że rozmiarówka okazała się nietypowa. Warto pytać, prosić o dokładne wymiary – sklepy poniższe są na tyle kameralne, że nasze wiadomości na pewno nie zaginą w czeluściach skrzynek mailowych właścicieli. Jeśli stanie się inaczej, możecie krzyczeć na mnie, że pokładałam w nich zbyt wielkie nadzieje.

Kropka Shoes – przyznam się od razu, że nie miałam pojęcia o ani jednej marce z asortymentu. F-Troupe, New Kid, Dolfie, Swap czy Charles Philip nie mówiły mi nic a nic. Aż nagle je ujrzałam i teraz mówią chórem: „Kup mnie!”. Pomysłodawczyni tego miejsca tłumaczy: „Założenie jest proste, sprowadzamy buty nieznanych w Polsce marek, które mają już wiernych fanów wśród naszych sąsiadów, tych ze wschodu i zachodu, północy i południa. I kropka.”. Powinna jeszcze dodać, że budzi tym samym węże w kieszeniach.

kropka (5)

kropka

kropka (2)

kropka (3)

kropka (4)

Pan Pablo to taki facet, który o butach opowie Wam wszystko. Znajdzie buty wegańskie, zachęci do współpracy artystów (jak choćby przy inicjatywie Mai Project), a poza tym jest właścicielem psa marki Jack Russell Terrier (kolor lakieru biały, niewielki prześwit, rozwija niezwykłe prędkości) – a to bardzo prosta droga, by zdobyć moją sympatię. „PanPablo sprawdza materiał, z jakiego wykonano model buta, dotyka, oceniając jego fakturę.  Upewnia się czy jakość rodzaj klejenia, bądź szycia nie zawodzi naszych oczekiwań. Próbie podlega nawet jakość bawełny, z której wykonano sznurowadła”. Tak, nawet się domyślam, czyje ząbki te sznurowadła sprawdzają, he he.

keep company

922

953

karhu

All about shoes już u mnie gościło. A ja chętnie goszczę w All about shoes. Wolę nie liczyć, na ile par butów już się tam skusiłam. A wszystko przez to, że właścicielka ma gust niebezpiecznie zbliżony do mojego. Nawet kolory i desenie lubimy te same (granat i paski – jesteśmy taaaakie przewidywalne). No i wyszukuje prawdziwe perełki. Pierwotnie we Włoszech, aktualnie m.in. w Holandii (marka Lazamani produkuje chyba najpiękniejsze botki motocyklowe na świecie – i w dodatku całkiem lekkie, jak na ten typ). Asortyment konsekwentnie poszerza o torebki i biżuterię, a stacjonarnie także ubrania (butik „w realu” mieści się na warszawskiej Saskiej Kępie przy ul. Walecznych 19). Aktualnie warto wpaść po torby Piotra Czachora oraz La Boba Studio oraz ubrania Borko i Risk. Ale miało być o butach, a ja tu jak zwykle z dygresjami.

bef2f263386525aa949ba430c72f431c

76a806292e96e8d28603d31ddd19f017

92e218f0250dfe1669761c764e817549

71671b17ee0fe60b6c2f61767ac3a9f9

a6e7d8b2199e282782728590414ad6a3

Podsumowując, stwierdzenie, jakoby w Polsce fajnych butów nie było, straciło rację bytu (najpierw napisałam „rację butu” – kusiło nawet, żeby zostawić). Na szczęście. Takie miejsca, jak tu wspomniane, nawet jeśli tylko wirtualne, z powodzeniem przyczyniają się do wzrostu naszej obuwniczej świadomości, a także obuwniczych pragnień. Czy to dobrze? Ja nie narzekam.

30

lip

Fitzsimmons – urocze paskudy

Gdy ruszała strona Qelement, każdy z redaktorów miał napisać coś o sobie. W rubryce „znaki szczególne” wymieniłam m.in. brzydkie buty. Od razu zaznaczam, że nie chodzi mi o dziwolągi z półmetrowym kwadratowym noskiem czy wżynające się w stopę plastikowe sandałki. To raczej światowe przeboje wątpliwej urody, za to wygodne i trwałe. Tak więc posiadam skórzane kowbojki znoszone na amen, a wciąż spełniające swoją podstawową funkcję, granatowe matowe kalosze (zawsze, gdy je wkładam, zastanawiam się, skąd by wytrzasnąć widły na dopełnienie „stylizacji”), kauczukowe czarne japonki (koszmar – w lecie niezastąpiony) oraz szereg innych, których przez szacunek dla Czytelnika wymieniać nie będę. Nigdy się nie przekonam do sandałów podziurawionych niczym ser szwajcarski, zwanych Crocsami, z dużą nieufnością podchodzę także do rozczłapanych na starcie Emu. Są jednak momenty, w których strzała Amora pojawia się, nim zdążę uruchomić system ostrzegawczy. Tak było z Fitzsimmonsami.

Fitzsimmons to jeden z najpopularniejszych modeli marki Native. Łączy w sobie aparycję butów trekkingowych z właściwościami kaloszy i lekkością kapci. Kolorystyka zmienia się w każdym sezonie, choć zawsze pojawia się kilka spokojniejszych modeli dla tradycjonalistów. Podobno nieźle sprawdzają się zimą – akurat tego jeszcze nie próbowałam, bo otrzymałam je do testów, gdy trwała deszczowa wiosna. Pianka EVA (sic!), z której są wykonane, posiada właściwości wodoodporne, a miękki wkład z neoprenu dobrze izoluje i amortyzuje (to jest naprawdę niezłe). Jedyny problem stanowią sznurówki, które z tajemniczych powodów uparcie się rozwiązują. Może to kwestia dość śliskiego materiału, z którego są wykonane.

Oczywiście znów muszę nawiązać do obecności psa w moim życiu. To kolejna para butów, która ratuje mi spacery w niepogodę (żałuję, że Łatki nie mogę w nie opakować, gdy wskakuje prosto w błotnistą kałużę). W przeciwieństwie do czyszczenia psa, czyszczenie obuwia nie sprawia najmniejszych trudności. Do mniej oczywistych zalet należy doliczyć fakt, iż są to buty w stu procentach wegańskie.

fitzsimmons native (4)

fitzsimmons native (8)

fitzsimmons native (5)

fitzsimmons native

fitzsimmons native (2)

fitzsimmons native (7)

fitzsimmons native (6)

I po spacerze…

fitzsimmons native (3)

W naszym kraju nadwiślańskim można je kupić w sklepach Hego’s oraz internetowym butiku Pan Pablo. Tak wyglądają, gdy się ich nie używa (he he he).

448

676

Zdjęcia: Harel i Pan Pablo.