Archiwa tagu: Paryż

26

lip

Concept stores

Zaczęło się od paryskiego Colette. W każdym razie dla mnie się tak zaczęło (bo pierwszy tego typu sklep według wszelkich dostępnych danych zaistniał na Corso Como w Mediolanie). Weszłam i przepadłam. O co chodzi???

Oto zabawna historia: jak sprawić, by zwyczajny butik zyskał światową sławę? Butików w Paryżu mamy na pęczki, zresztą podobnie na Chmielnej w Warszawie czy w każdym innym mieście. Dużo marek w jednym miejscu, mniej lub bardziej znanych. Asortyment starannie dobierany przez właścicieli, oryginalny, inny niż wszędzie…

I tu wchodzimy w świat iluzji, który zdecydowanie napędza modowy biznes. Ponieważ kupujemy oczami, nasz wzrok już na pierwszym kroku jest poważnie dopieszczany. Przemyślane wnętrza (lub strona internetowa, ale o tym za chwilę), będące zwykle dziełem jakiegoś super architekta. Oryginalnie wyeksponowany towar (nigdy w nadmiarze).
Oczywiście nigdy nie są to artykuły pierwszej potrzeby. Sporo z nich służy nie wiadomo do czego, ale ponieważ nikt nie wie, na pewno nikt nie zapyta :))). Tak jest na przykład ze słynnymi (nie wiem dlaczego) zabawkami Medicom.

Powiedzmy, że wybraliśmy już odpowiednich projektantów, których ubrania zasilą szeregi designerskich wieszaków. Aby sam akt kupowania pozbawić nieznośnej konsumpcyjnej pustki (zwłaszcza w portfelu ;)), zapewnijmy klientom rozrywkę kulturalną, która podniesie nieco morale. Dodajmy kilka półek z książkami, płyty stworzone na potrzeby sklepu, zorganizujmy wystawę ambitnych zdjęć, imprezę tylko na zaproszenia, poczęstujmy wodą mineralną czerpaną ze źródeł tajemniczej japońskiej wyspy… Sprawmy, by poczuli się lepsi. Dajmy im możliwość „posnobowania się” choć przez chwilę :).

No dobrze, koniec tych złośliwości. Teraz brutalna prawda o Harel. Harel lubi „się posnobować”. Lubi pławić się w iluzji ambitnego świata mody, który ofiarowuje takie absurdy jak butla coli z podobizną Karla Lagerfelda lub bawełniane bransoletki w cenie przyzwoitego BMW z lat osiemdziesiątych… Oderwanie od rzeczywistości każdemu czasem dobrze robi, nawet jeśli prowadzi w świat kompletnej abstrakcji.

Chcecie się oderwać, drodzy Czytelnicy? Proponuję krótką wycieczkę po internetowych concept stores (a jak ktoś wymyśli sensowne polskie tłumaczenie, jestem gotowa uhonorować go jakąś nagrodą).

PAN TU NIE STAŁ – butik, którego nazwa odzwierciedla myśl przewodnią przedsięwzięcia. Stacjonuje w Łodzi przy ulicy Jaracza, prowadzi też oddział internetowy. Obydwa oferują sentymentalną podróż do przeszłości. Vibovit, herbata popularna czy papierosy klubowe występują na t-shirtach. Do domu kupimy zestaw kubków jak z baru mlecznego, a na nogi szmaciane trzewiki z gatunku kapciowatych, czyli Paezy (które nosi sama Anna Wintour, żeby nie było!). Sklep młodziutki, asortyment na razie niewielki, ale w idei drzemie ogromny potencjał, więc trzymajmy kciuki!

ZEMEŁKA & PIROWSKA – tego duetu nie trzeba przedstawiać. Bardzo mnie ucieszyło, gdy otworzyły sklep internetowy, a jeszcze bardziej, gdy zauważyłam, że jego wirtualne drzwi są otwarte także dla innych projektantów. Biżuteria Anny Blauth, torebki Magdy Kiejno, a także odrobina grafiki oraz wystroju wnętrz (dmuchane lampy Puff Buff – to trzeba zobaczyć!).

RS STORE – gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, RS to inicjały człowieka, który miał gigantyczny wpływ na zaistnienie na naszym rynku mody alternatywnej. Dzięki Robertowi Serkowi w naszym pięknym kraju nad Wisłą pojawia się i znika Guerilla Store. I tu znów muszę się rozpisać… Albo nie. Sprawdźcie to sobie sami, drodzy Czytelnicy :).
RS Store pojawił się w internecie i jak na razie nie zniknął. Co więcej, łączy w sobie kilka sklepów stworzonych przez Roberta Serka, m.in. WaRS2zawską Nike czy 400 Rabbits. W „realu” butiki te są rozsiane po Mokotowskiej i Koszykowej w Warszawie, a jeden usytuował się w poznańskim Starym Browarze. Wprawdzie w wirtualnej przestrzeni nie napijemy się kawy, ale za to możemy zrobić całkiem niezłe zakupy. Buty Vivienne Westwood + Melissa, ciuchy i perfumy kolektywu Comme Des Garcons, wygodne adidasy, na które teraz mówimy „sneakersy” i dużo, dużo więcej.

Na koniec COLETTE. Postanowiłam nic o nim nie pisać. Obejrzyjcie go sobie, drodzy Czytelnicy, i zobaczcie, jak wygląda idealny concept store.