Archiwa tagu: perfumy

11

sty

Pieprz i wanilia

Cieszy mnie zawsze, gdy coś takiego się dzieje. Kolejna polska marka wypuszcza na rynek perfumy. I znów są to perfumy dobre, choć nie obeszło się – jak to w naszym kraju bywa – bez krytyki oraz posądzenia o plagiat. Niestety projektanci sami sobie tę kłodę podłożyli pod nogi, wypuszczając notatkę prasową przywołującą słynne perfumy Coco Chanel N° 5. I pooooszło! Zresztą poniekąd krytyka była słuszna. Muszę przywołać trafną wypowiedź Gosi Boy: „przywoływanie ikon i przyrównywanie się do kultowych marek z tradycją może świadczyć nie tylko o słabości, ale i o braku wiary w to, co się stworzyło”.

 

Brak wiary nie powinien w tym wypadku nawet przez chwilę gościć w głowach projektantów. Nie znam się na perfumach, naprawdę. Tu działam totalnie subiektywnie – a może raczej mój nos działa, ja podążam za nim. Nie mam pojęcia o zapachowych trendach, od kilkunastu lat używam jednego zapachu Kenzo i autentycznie boję się, co to będzie, jak przestaną go produkować. Jestem wybredna, na nowe zapachy zwykle kręcę nosem (sic!). Do tej pory nie znalazłam jeszcze żadnego (prócz wspomnianego przed chwilą), który mógłby ze mną zostać na dłużej. Przy Bohoboco N° 1 po raz pierwszy od dawna pojawiła się taka myśl. Podeszłam do niego na wszelki wypadek dość sceptycznie. Zwłaszcza że przy pierwszym kontakcie nie jest w żaden sposób zaskakujący. Być może dlatego, że potrafię czytać, a na opakowaniu mamy wymienione wszystkie wyczuwalne ingrediencje (czarny pieprz, wanilię, gałkę muszkatołową, drzewo cedrowe i białe piżmo). Jednak po odczekaniu chwili z zapachem dzieje się coś niezwykłego, przeobraża się w znacznie spokojniejszy, niektórzy z badanych przeze mnie (bo musiałam przeprowadzić wywiad środowiskowy przecież) stwierdzili, że nagle robi się wręcz męski. Trudne jest pisanie o perfumach, trudne też jest czytanie (sama nie znoszę tego typu artykułów), w końcu tak naprawdę żadnymi słowami nie da się opisać konkretnego zapachu. Bazujemy na wrażeniach autora, które wcale nie muszą pozostawać w zgodzie z naszymi. Dlatego kto żyw i w mocy, niech sam sprawdzi. A kto nie w mocy… No cóż, napiszę tylko, że warto. Dobra robota, Panowie!

 

Bohoboco No 1 perfumy

16

wrz

Sale!

„Sale” to przewrotna koncepcja polskiego projektanta Michała Szulca. Choć najpopularniejszym elementem są perfumy (może dlatego, że zostały wyprodukowane w największej ilości egzemplarzy), kolekcja ma wiele składowych (m.in. t-shirty, bluzy, sukienki czy bransoletki z kolorowych skórzanych pasków – absolutny bestseller). Do tej pory ubrania Michała Szulca powstawały w pojedynczych egzemplarzach, były prezentowane na pokazach, wypożyczane do sesji fotograficznych i nigdy nie trafiały do sklepów. Można je było kupić tylko na imprezach wyprzedażowych. „Sale” powstała z myślą o tych, którzy chcieliby kupić „nowego” Szulca. Jest odrębna i autonomiczna, nie podlega ani sezonom, ani promocjom. Zresztą nie musi – ceny nie są wiele wyższe niż w popularnych sieciówkach – na czym zresztą bardzo projektantowi zależało. Od asortymentu sieciówkowego różni ją natomiast (oprócz samej ręki mistrza) mocno ograniczona liczba produkowanych egzemplarzy oraz mocne postanowienie braku powtórek. Jeśli coś się wyprzeda, już nigdy nie zostanie wyprodukowane ponownie. Nawet perfumy Sale 01, o których bardzo chciałam tu napisać, ale mam z tym problem. Bo jak można za pomocą słów choć w niewielkim stopniu przybliżyć zapach? Strony w magazynach poświęcone perfumom przerzucam bez zainteresowania. Nawet jeśli napiszę, że są intrygujące, każdy odbierze to na swój sposób. Mogę zapewnić, że każdy (chyba… ;)) poczuje korzenny zapach goździków – a wielu osobom może się on skojarzyć z dentystą ;). Potem pojawią się róże, wanilia i miód – tyle ode mnie. Zapach ewoluuje, co jest podstawą w prawdziwych perfumach. Można go przetestować w perfumeriach Galilu. A kto woli niespodzianki, polecam zamówienie flakonu przez stronę internetową.
Dla mnie osobiście Sale 01 mają jeszcze jedną wartość. Stanowią dowód na to, że nie wolno się poddawać. Oto, co mówi o ich powstaniu sam projektant:

„Pojawiło się hasło PERFUMY. Pomyślałem, że byłoby cudownie i niesamowicie pracować nad takim projektem, ale jak szybko pomysł się pojawił, tak upadł. Stwierdziłem, że to po prostu niemożliwe. Jednak zanim się ostatecznie poddałem, sprawdziłem czy realizacja jest rzeczywiście skazana na niepowodzenie. Wysłałem mnóstwo maili, zapytań, wątpliwości i szczeniackiego zapału. I po ponad połowie roku trzymałem w ręku buteleczkę z próbną pierwszą mieszanką. W następnej dostawie, po długim oczekiwaniu, dostałem już gotowy produkt.

Proces zapachowy rozpoczął się od mojej opowieści o tym, jak wyobrażam sobie SALE 01. Musiałem opisać nie tylko zapach, ale i butelkę, opakowanie – całą koncepcję artystyczną, by oddać klimat gotowego produktu. Do opisu dołączone były zdjęcia moich projektów i kolekcji, których perfumy miały być dopełnieniem i dookreśleniem na nieco innej płaszczyźnie. Otrzymałem do przetestowania kilkadziesiąt olejków. Nut, które miały się złożyć na finalny zapach, wybranych z morza esencji przez kogoś, komu właśnie te nuty skojarzyły się z moim opisem i twórczością. Z otrzymanych próbek wyselekcjonowałem najciekawsze i odbyła się kolejna weryfikacja. Do akcji wkroczyli technologowie, którzy decydowali o tym, których zapachów nie powinno się łączyć w obawie przed „zniesieniem się”, zaprzeczeniem, brakiem współgrania zapachowych akordów. Odbyła się podmiana lub wykluczenie, esencje zostały zmieszane, dodano do nich alkohol i nie czekając na leżakowanie i dojrzewanie zapachu, przesłano je do moich testów. Miałem możliwość kilku kolejnych prób i wprowadzania zmian, ale po pierwszym użyciu wiedziałem, że to jest to.”

Uwielbiam takie historie!