Archiwa tagu: plecaki

5

lis

Regulars

Jeśli jakimś cudem nie znacie jeszcze sklepu This is paper, nadrabiajcie tę stratę natychmiast! Jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w sieci. Mało sklepów, nie tylko w Polsce, ma tak przemyślany dizajn. Łączy się on bezpośrednio z asortymentem. Założenie było proste. Rzeczy codziennego użytku produkowane albo przez samych twórców sklepu w warszawskiej pracowni, albo przez zaprzyjaźnione polskie manufaktury, często niedocenione poprzez swoją oczywistość. Bo kto by zwracał uwagę na to, jak zaprojektowano pędzelek do smarowania ciasta czy lniany worek? A jednak, sposób podania pozwala dostrzec piękno tych zwyczajnych przedmiotów. Plus niewidoczna gołym okiem idea jak najmniejszej ingerencji w środowisko (wykorzystywanie naturalnych surowców, minimalizowanie użycia chemii itp.) przy jak największym wsparciu dla lokalnych twórców.

Najświeższym dziełem This is paper jest projekt Regulars mający na celu promowanie Warszawy. To linia toreb i plecaków ozdobionych hasłem „ręcznie robione w Warszawie” przetłumaczonym na czternaście języków. Nadruk został nałożony metodą sitodruku przy użyciu farb wodnych, a tkanina to grube płótno lub dżins. Dla mnie to udane wyjście poza schemat czy utartą symbolikę (przynosi tym większą ulgę, gdy spojrzy się na ostatnie pomysły na kreację naszej kandydatki w konkursie Miss Świata – jeśli nie wiecie, o co chodzi, cieszcie się słodką nieświadomością). Próżno tu szukać syrenki, Pałacu Kultury czy innych kluczy, według których buduje się z uporem wizję eksportową stolicy. Prosty przekaz po raz kolejny okazał się najlepszy. Gratuluję kreatywności.

this is paper regulars

this is paper regulars (6)

this is paper regulars (2)

regulars1

this is paper regulars (3)

regulars2

this is paper regulars (8)

this is paper regulars (4)

this is paper regulars (9)

this is paper regulars (5)

this is paper regulars (10)

Fot. Kuba Dąbrowski

11

lip

Mum & Co

Uwielbiam takie historie. Zwłaszcza z takim zakończeniem (albo raczej rozwinięciem, bo pierwszy finisz dał nowy początek). Była sobie rodzina. Mama, tata, dwie córki oraz dwa psy. Jedna z córek wymarzyła sobie skórzany plecak. Matka wzięła sprawę poważnie i zanim przystąpiła do pracy, poświęciła się porządnym poszukiwaniom. I surowców, i perfekcyjnego fasonu. Powstały szkice, pojawiły się też próbki skór, podszewki, sznurków, klamerek… Stara maszyna Singer pewnego dnia poszła w ruch. W ciszy i tajemnicy powstał pierwszy egzemplarz. Był idealny. Tak idealny, że nie wolno było na nim poprzestać. W dodatku pięknie pachniał skórą, co najbardziej doceniły psy, badając go nosami. Z kolei ojcu z zachwytu odjęło mowę (na szczęście tylko na chwilę). Tak się zaczęło, a teraz trwa w najlepsze. Więc Mum & Co to żaden chwyt reklamowy, tylko autentyczna rodzinna spółka.

Z czasem kolekcja się rozrosła i obok plecaków pojawiły się worki oraz torby różnej wielkości. Z bezpiecznych brązów mama powędrowała w stronę pudrowego różu, szarości oraz zawsze pożądanej czerni. Rzeczy wykonane są z zamszu albo skóry naturalnej. Jestem zdecydowanie za tymi ze skóry, ponieważ nie należę do osób dbających o swoje rzeczy (nawet jeśli innych gorąco do tego zachęcam). A zamsz, zwłaszcza w jasnych barwach, wymaga troski szczególnej. Jest niezwykle piękny, matowa faktura odbija światło w sposób, którego gładka skóra nigdy nie osiągnie. ale zbiera kurz skandalicznie.

Fasony? Raczej lekkie, czasem może nawet zbyt lekkie (albo zbyt cienkie – czy takie zamszowe „spaghetti” dadzą radę z utrzymaniem przeciętnej liczby przedmiotów, które musi mieć przy sobie kobieta?), choć wędrują na szczęście w kierunku solidności. Im większy projekt, tym mniej skomplikowany. A dzięki zachowaniu charakterystycznej kolorystyki nawet torby typu „shopper” wyróżniają się na tle innych marek stosujących podobne rozwiązania. Brawa dla mamy, brawa dla rodziny!

P.S. Dla zainteresowanych projekty Mum & Co. do nabycia również tutaj albo tutaj.

mum and co1

Mum and Co (7)

Mum and Co (8)

Mum and Co (9)

Mum and Co (10)

Mum and Co (4)

Mum and Co (11)

Mum and Co (2)

Mum and Co (12)

Mum and Co (3)

Mum and Co (13)

Mum and Co (5)

Mum and Co (6)

Mum and Co

Zdjęcia: Mum & Co.

24

cze

Hajde

„Nareszcie kupiłam sobie iPada” – oznajmiłam w sobotę znajomym podczas pikniku. Na pytanie, którego, odpowiedziałam, że takiego najbardziej retro. „Jedynkę?” – ktoś spytał. „Lepiej, to będzie minus piętnastka chyba” – i wyciągnęłam z plecaka świeżutki zakup: przybornik polskiej marki Hajde. Zawsze działa, nigdy się nie wyładowuje. Nie psuje oczu, nie zawiesza się. Dane pozostają na miejscu, a błędy – o ile sami ich nie popełnimy – się nie zdarzają. W dodatku ekran się nie rysuje, a upadek nie grozi trwałym uszkodzeniem. Przy dobrych chęciach można przechowywać w nim muzykę – na odpowiednim nośniku w małej kieszonce. Wymienny notes zapełnimy czym tylko chcemy: notatkami, szkicami, obrazkami. Miejsca na kredki, ołówki czy pędzle jest sporo. Ja właśnie sobie w nim organizuję przenośne biuro.

Hajde to znacznie więcej niż przyborniki (choć to właśnie on skradł moje serce). Inspirowane naturą plecaki, torebki, piterki czy portfele tworzone są w niedużej liczbie egzemplarzy przez dwie kobiety: Olę Poławską i Ulę Basińską. Autorki wykorzystują w swoich projektach tylko naturalne materiały: bawełnę, len, konopie, drewno i metal. Produkty przeznaczone są „dla tych, którzy potrzebują lasu w mieście”. Lasu może nie znalazłam, ale na pewno wytchnienie od zbyt szybkiego życia. Efekty inspiracji poniżej. Jest ich znacznie więcej. Liczę, że będą się pojawiać wciąż nowe pomysły.

HAJDE (4)

HAJDE (3)

HAJDE (5)

HAJDE (8)

HAJDE (7)

HAJDE

HAJDE (2)

Zdjęcia: Hajde, Marek Zawadka