Archiwa tagu: polska marka

26

Sie

La Boba Studio

Kolor. To właśnie on zapada najbardziej w pamięć, gdy widzimy na ulicy kobietę, którą natychmiast same chciałybyśmy być. Oczywiście następnego dnia na zakupach znów sięgamy po czarne buty, czarną torbę i czarną sukienkę, ale w marzeniach i odległych planach mamy na sobie kanarkowe szpilki albo pomarańczową Birkin – kto zabroni? To właśnie tęsknota za wszechobecnym kolorem i płynącą z niego radością przyczyniła się do powstania marki La Boba. Równie istotną rolę odgrywa fascynacja estetyką iberyjską. Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym, by zauważyć, że im bardziej na południe, tym bardziej kolorowo. Tyczy się to zarówno Europy, jak i dwóch Ameryk. Spójrzmy na Skandynawię, zjedźmy w dół do Paryża, a potem zatrzymajmy się w Barcelonie. Stereotypowa Szwedka przy stereotypowej Hiszpance to ostoja spokoju i minimalizmu. Gdzie w tym wszystkim plasuje się Polska?

La Boba Studio (3)

Czytaj dalej

20

Lis

Bagasz podręczny

Szlaki przetarła Ania Kuczyńska. Nie da się tego ukryć, trudno ominąć porównania. Stworzyła torbę, która od lat podbija serca i ulice. Model Shanghai najpierw towarzyszył tym najbardziej wtajemniczonym i odważnym. Jakiś czas temu chętniej wybieraliśmy różne ekscesy ze skóry „ekologicznej”, udające coś, czym nigdy nie były. Obecnie mogę w Warszawie bawić się w liczenie dzieł Kuczyńskiej, jak dawno temu żółtych reklamówek z napisem „Polskie Książki Telefoniczne”. Oczywiście na tym porównanie się kończy, bo Shanghai jest fenomenem w absolutnie niepejoratywnym znaczeniu. Wcale nie dziwi, że ideę podchwyciły inne marki. Każda interpretuje torbę na zakupy (zwaną przez, o zgrozo, coraz szersze grono „szoperką”) na swój sposób. I jestem przekonana, że u większości z nich pomysł wykluł się podświadomie, wcale nie z chęci stworzenia alternatywy dla wszechobecnego „Szanghaju”. Po prostu wreszcie okazaliśmy się gotowi na nieco więcej luzu, a twórcy szybko z tego skorzystali.

W 2011 roku wystartował Bagasz. Pomysł był prosty. Niewiele modeli w wielu kolorach. Zamiast szaleć z formą, twórczyni wolała dopracowywać szczegóły. Plus zabawna nazwa – wymawiana na głos brzmi bagażowo. Miejski niezbędnik. W wersji sztywnej lub miękkiej. Urban Games to jesienna propozycja marki złożona z trzech nowych modeli. Obok klasycznych już prostokątnych form pojawiła się półokrągła, zwana „Hide & Seek”, ze względu na różne możliwości noszenia dzięki wewnętrznemu zapięciu na zatrzask. Każda z toreb tylko pozornie jest delikatna. Wzmocniona konstrukcja nie ugnie się nawet przed ciężkim laptopem czy kilogramami książek (albo ziemniaków – co kto lubi). Kolor podszewki celowo został skontrastowany z warstwą zewnętrzną, by ułatwić poszukiwania tego wszystkiego, co kobieta nawet w niewielkiej torbie jest w stanie zgubić. Czy to działa? Nie wiem, nie próbowałam. Ale brzmi przekonująco.

Natomiast mnie najbardziej przekonuje aspekt praktyczny projektów. Z giganta mieszczącego całe nasze życie codzienne torba bez trudu daje się złożyć w zgrabną kostkę i wepchnąć do kieszeni. Albo walizki, bo właśnie ostatnie przygody z bagażem podręcznym zachęciły mnie do przedstawienia Wam tego tematu. Gdy nagle okazuje się, że oprócz małej walizki nie wolno wnieść do samolotu nic więcej, nawet saszetki. Ale to już inna opowieść, na inny dzień.

bagasz urban games 2014 (3)

bagasz urban games 2014 (4)

bagasz urban games 2014 (5)

bagasz urban games 2014 (6)

Model Hide & Seek:

bagasz urban games 2014 (2)

Game Changer i Urban Legend:

bagasz urban games 2014Zdjęcia: Bagasz

18

Lis

Tsumi

Takie momenty zapamiętuje się automatycznie. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Łódź. Październik 2012. Pokaz wiosennej kolekcji Bereniki Czarnoty. Plemienne maski wydziergane na swetrach. Bajecznie kolorowa tkanina w dzikie zygzaki. I biżuteria. Niepodobna do niczego, co do tej pory widziałam. Z jednej strony szalona, złożona z zupełnie obcych sobie elementów. Z drugiej – daleka od przypadkowości i świetnie wykonana. Zresztą specjalnie na potrzeby tego pokazu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to był jednocześnie początek marki Tsumi. I że to Berenika nadała jej autorce impuls do stworzenia czegoś więcej niż tylko kilku wzorcowych modeli.

Za Tsumi stoi Iwona Domańska. Przez wiele lat związana z branżą odzieżową, jak sama mówi, znająca fast fashion dosłownie od podszewki. Bardziej niż ubrania fascynowały ją jednak akcesoria, a biżuteria zwłaszcza. Jej prace stanowią stuprocentową przeciwwagę szybkiej mody. Po pierwsze zaczęło się od tworzenia nowych form ze starych surowców. Naderwany naszyjnik, niekompletna bransoletka, koraliki, które latami leżą w pudełkach – to wszystko Iwona przemieniała w prawdziwe skarby. I to po drugie. Rzadko kiedy dany model się powtarza. Obecnie projektantka pracuje na całkiem nowych półfabrykatach, ale nigdy nie zaopatruje się w zbyt wiele danego rodzaju. Nie są po prostu kolejna bezmyślną kopią czegoś co ktoś inny już zrobił a reszta to powiela, bo się sprzeda w setkach tysięcy sztuk. Spora część każdej mojej kolekcji to unikaty, modele, które istnieją w jednaj sztuce ze względu na użycie elementów, których nie da się powielić – podsumowuje.

I rzeczywiście, co miałam pisać o marce (a miałam wielokrotnie), wrzucałam sobie szkic na stronę wraz ze zdjęciami, a po jakimś czasie (dość krótkim) stawał się nieaktualny, bo w sklepie Tsumi pojawiały się całkiem nowe rzeczy. Dziś też nie gwarantuję, że wszystko poniżej jest do kupienia. Ale zawsze można zamówić coś podobnego – bo kastomizacja Iwonie jest bliska od samego początku. Chciałam pokazać Wam fragmenty różnych kolekcji, nie tylko dwóch najnowszych. Inspiracją zawsze jest impuls, chwila, obraz przed oczami. Sporo w niej egzotyki, plemiennej dzikości, obfitości dżungli. Odwaga w połączeniach kolorystycznych to wynik niezwykle otwartej głowy. Bo kto potrafi stworzyć coś całkiem nowego na podstawie widzianej przez moment kolorowej chusty powiewającej na sznurze gdzieś na azjatyckiej plaży? Kto zatrzymuję tę wizję na dłużej, aż do powrotu do domu?

t901

t-125

t-127

t-133

t-137

t-151

t-153

t108

Zdjęcia: Tsumi