Archiwa tagu: polskie marki

11

Cze

Lovlin

Len. Nagle wskoczył na podium, niczym dawno zapomniany sportowiec. W sklepach roi się od lnianych koszul, spodni i – oczywiście – sukienek. Dawno nie widziałam go w takiej formie. Przemykał raczej niezauważony, jako nieśmiały dodatek do letnich kolekcji, bywało, że tylko męskich (stąd w mojej szafie lniane koszule z działów dla płci przeciwnej, zresztą idealne). Kiedyś obowiązkowy. Gdy weszła do Polski Zara i zaczął się jej pierwszy letni sezon (rok 2000 dla przypomnienia), len był na topie i to we wszystkich kolorach tęczy. Towarzyszył jej polski Tatuum oraz duński i nieodżałowany Jackpot Cottonfield. Gniotło się to wszystko niemożebnie, ale czy nie o ten właśnie urok chodzi? A jednak len bywa trudny. Bo prócz typowych fasonów, raczej nieszkodliwych, jak bluzki na guziki czy spodnie na troczki, zwodzi niebezpiecznie w stronę zgrzebnych fartuszków rodem z Lucy Maud Montgomery. Nie to, że to niedopuszczalne, ale w 2018 roku wolelibyśmy jednak len w wersji Simona Porte’a Jacquemusa. Zróbmy szybką aktualizację i spójrzmy, co da się z niego wyczarować. Oto moje myśli po obejrzeniu zdjęć, które dostałam od nowiutkiej i młodziutkiej polskiej marki Lovlin.

Czytaj dalej

15

Maj

MAKO WIOSNA/LATO 2018

Tak, też się zastanawiam, jak to możliwe, że MAKO jeszcze nigdy się tu nie pojawiło… Owszem, Instagram dawał już o marce znać nie raz, ale blog niepotrzebnie milczał. Tymczasem zachwyt był, spoglądanie wcale nie ukradkiem na kolejne kolekcje też. Ot, niesprawiedliwość musi się gdzieś pojawić, dla równowagi. Błąd naprawiam dziś, bo naprawdę jest co pokazać.

MAKO_mako-store.pl (15)
Czytaj dalej

17

Kwi

Circle – Confashion wiosna/lato 2018

CONFASHION wita wiosnę spektakularnie. Czy wyrazista, geometryczna wręcz sesja wizerunkowa zwiastuje rewolucję wizerunku marki? Zawsze działo się sporo, czasem nawet za bardzo. Na tyle, że fantazyjna scenografia przykrywała meritum i mogliśmy różnych interesujących niuansów nie zauważyć. W tym momencie widać tylko to, co najważniejsze. I choć CONFASHION wynikło z dzianin, od kilku sezonów to plisy są znakiem rozpoznawczym. Plisy nie byle jakie, zdobione specjalnie zaprojektowanym cyfrowym nadrukiem. Kinga Król, projektantka i założycielka marki, nie od dziś fascynuje się nowymi technologiami i wprowadza je w czyn. Uważa, że autorska marka wymaga autorskich tkanin, więc je tworzy. Podobnie z wzorami – wszystkie powstają od zera, projektowane są przez Kingę. Bardzo nowoczesne, nie do podrobienia, charakterystyczne. Bardziej niż forma projektantkę fascynuje kolor. Dlatego raz wypracowane fasony powracają, bez towarzyszącej obawy, że każda kolekcja powinna być totalnie inna. Tym razem na warsztacie znalazło się koło – jak łatwo się domyślić po tytule: „CIRCLE”.

SS18_ (1)

Czytaj dalej

16

Kwi

Haratyk wiosna/lato 2018

Na modzie męskiej znam się wybiórczo. Nie śledzę pokazów, nie obserwuję marek, zbieram tylko słowa ubolewania od znajomych facetów, którzy twierdzą, że porządnej mody męskiej wciąż w Polsce nie ma. Nie mogę się do końca z nimi w tej kwestii zgodzić, bo coś się jednak dzieje. Natomiast z pewnością nie tyle, co w modzie damskiej, która od paru lat kwitnie i to poważnie. Odpuśćmy sobie jej obecność na pokazach czy zasadność polskich tygodni mody. Wystarczy zajrzeć do mojej szafy. Kiedyś parę procent, obecnie dumna połowa – i wciąż rośnie. Kiedy więc zwracam uwagę na stroje męskie? Egocentrycznie wtedy, gdy sama mogę je nosić. Tak mam z Wojtkiem Haratykiem od pierwszego wejrzenia. Już za czasów łódzkich pokazów wiele lat temu zostałam totalnie zauroczona. To ten styl, który świetnie się sprawdza w męskiej garderobie, ale spokojnie może być z niej podkradany przez jego wielbicielki. A tak się składa, że z różnych powodów zawsze byłam takim małym złodziejem. Tata miał najfajniejsze norweskie swetry i flanelowe koszule. Kumpel z klasy – najgenialniejsze dżinsy. A mąż całe naręcza ciuchów, które dziwnym trafem lepiej się składają z najnowszą spódnicą niż niejeden damski żakiet. Pamiętam pierwsze damskie elementy w kolekcji Haratyka. Jak to się skończyło? Odwiedzając atelier, ówcześnie na Mokotowskiej, paradowałam przed lustrem w męskich spodniach, kurtkach i marynarkach, planując uszycie lnianego garnituru na miarę – oczywiście z męskiego katalogu. Pan Harel, mówi się o mnie – wynikło to z szeregu pomyłek w mailach, a podejrzanie dobrze pasuje. Nie to, że Haratyk po kobiecemu nie potrafi. Bo świetnie mu to idzie. Ale jednak ten sznyt, ta linia, nakreślona zdecydowanie, z zapasem, który tworzy się tylko dzięki kobiecej sylwetce – kręci mnie najbardziej. Patrz: Caroline de Maigret, Diane Keaton w roli Annie Hall czy nasza rodzima Agnieszka Ścibior. Nawet nie wspominam o Coco Chanel, żeby nie rozciągać się zbytnio w czasie.

Haratyk ss18

Czytaj dalej

31

Mar

Piel

W dobie świadomej mody, dociekliwości konsumentów i zwracania uwagi na pochodzenie produktu – od podstawowego surowca, przed produkcję – takie marki jak Piel stanowią wymarzony temat. Niby galanteria skórzana, czyli nic, czego byśmy wcześniej nie znali i nie oglądali. Ale gdy przyjrzymy się powstawaniu tych rzeczy, nasze podejście zmieni się diametralnie. I nawet ci, którzy skór nie noszą, może w tym wypadku się na nie zdecydują. Od pewnego czasu obserwujemy silny trend zwany „no waste” lub „zero waste”. W ogromnym skrócie ma polegać na jak najlepszym wykorzystaniu tego, co mamy i minimalnym zaśmiecaniu środowiska. Cudów nie ma, nie chodzi od razu o to, by produkować mały słoik śmieci rocznie (tu polecam absolutnie genialny i obowiązkowy tekst Ryfki). Zanim jednak wyrzucimy stare i sięgniemy po nowe, warto się zastanowić, czy faktycznie tego potrzebujemy. Czy da się pójść o krok dalej i stworzyć na tych zasadach markę?

DSC_0796

Czytaj dalej

6

Lip

MoMi-Ko

Po raz pierwszy spotkałam się z MoMi-Ko parę lat temu, podczas tygodnia mody w Łodzi. W strefie wystawców trafiłam na nieduże stoisko niezwykle interesujących ubrań i dodatków, świetnie utrzymujących się w ówczesnym trendzie na rzeczy wielofunkcyjne. Tu przeszycie, tam suwak, w zależności od ustawień można było nosić daną rzecz na kilka sposobów. Choć projektantka była jeszcze wtedy na studiach, te ubrania prezentowały się nadzwyczaj dojrzale. Spójnie, zarówno pod względem formy, jak i koloru, oszczędnie i delikatnie awangardowo. I chyba już wtedy wynikła rozmowa o Japonii. Nie tylko z powodu projektów, ale też egzotycznie brzmiącej nazwy. O dziwo, ta nie ma z Japonią nic wspólnego, wzięła się z pierwszych sylab imienia i nazwiska projektantki, Moniki Misiak-Kołsut. Za to kolekcje dyskretnie dotykają różnych stron Orientu, raz deseniami (były nawet żurawie origami i ubolewam, że nie napisałam o tamtej kolekcji…), innym razem fasonem czy głębokim kolorem. Tego lata Monika zaprasza do wspólnej gry w Mahjong. Zabawa jest fantastyczna, choć przyznam, że grywałam tylko wirtualnie. Podczas pisania pracy magisterskiej zostałam mistrzynią dwóch gier: Pasjansa i Mahjonga właśnie. Codziennie zasiadając do komputera i otwierając dokument w Wordzie, odprawiałam rytuał „trzech rund wygranych pod rząd”. Potrafiło to ciągnąć się godzinami, bo oczywiście trzy razy ustawić pasjansa czy zdjąć wszystkie pary kamieni graniczyło z cudem. Napatrzyłam się więc na motywy roślin, pór roku, symbole stron świata, smoki, monety i bambusowe drzewa, i choć wygrana przychodziła z trudem, do dziś kojarzą mi się z sukcesem. Miło było spotkać je po latach i to w tak zaskakującym miejscu.

LETS PLAY MAHJONG (9)

Czytaj dalej