Archiwa tagu: polskie marki

11

Paź

VANITAS 18/19

Pamiętacie Vanity Nap? Wspominałam o marce kiedyś przy okazji specjalnych kolekcji sklepu Cloudmine. I wiecie co? Żałuję, że wówczas nie poświęciłam jej więcej czasu. Nie ma w internecie sprawiedliwości, zawsze komuś się dostanie mniej niż zasługuje. Całe szczęście, marka niezrażona moim lakonicznym podejściem, podesłała ostatnio zdjęcia najnowszej kolekcji. Już nie piżam czy szlafroków, ale ubrań codziennych. Momentami z tym piżamowym sznytem, tak lubianym prawdopodobnie od chwili pojawienia się na wybiegu Celine (lub wielu wielu wcześniejszych, o Coco Chanel nie wspominając), ale też zupełnie nowym, solidniejszym, obudowującym sylwetkę niebanalnie skrojonym płaszczem czy szerokimi spodniami z zakładkami w talii. Marka jako jedna z nielicznych w Polsce stawia na bardzo modny, choć trudny sztruks. Z wyboru tego wychodzi obronną ręką. Z każdego innego zresztą też. Oto Vanitas – pierwsza kolekcja Vanity Nap do noszenia oficjalnie poza domem.

Czytaj dalej

9

Paź

Ania Kuczyńska. Libera.

Już się wydawało, że walka o wolność kobiet to temat, który będziemy przerabiać co najwyżej na lekcjach historii. Tymczasem przykra niespodzianka: sama nie wierzę, że w tym uczestniczę. Co więcej, nie wierzę, że w roku 2018 poruszam na blogu o modzie taki temat. Za każdym razem, gdy dzieje się coś nieprawdopodobnego, identyfikuję się z kobietą ze słynnego zdjęcia, trzymającą przed sobą transparent: „I don’t believe I still have to protest this fucking shit”. Kobieta jest już starsza i pewnie niejedno w życiu widziała. Może i nie wierzy, ale też się nie zgadza. Dla mnie to jedyne podejście. Nie da się pozostawać obojętnym, nie zawsze jednak trzeba krzyczeć, jak się okazuje. O swoich nastrojach Ania Kuczyńska subtelnie daje znać tytułem najnowszej kolekcji. Libera, czyli Wolna, zadedykowana została inspirującym kobietom, pełnym charyzmy i manifestującym poglądy przez strój i wygląd. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że „to tylko moda”. Nie będę teraz obliczać od kiedy z jej pomocą mogliśmy wyrażać to, co czujemy, nierzadko bardziej dosadnie niż za pomocą słów. W przypadku Ani Kuczyńskiej jest tylko jedno tytułowe słowo. Obecnie najważniejsze. Cała reszta, jeszcze bardziej przesycona kobiecością niż zwykle, zaznacza siłę i bezkompromisowość.

Czytaj dalej

18

Wrz

LABO by Magda Floryszczyk

Wczoraj Berenika, dziś Magda Floryszczyk… Robi nam się wirtualny tydzień najlepszej polskiej mody, którą swego czasu mogliśmy oglądać w Łodzi (tak, jestem coraz bardziej sentymentalna, mimo niezliczonych potknięć organizatorów tej nieodżałowanej imprezy…). LABO, czyli marka wspomnianej Magdy, to odkąd pamiętam niezwykle dopracowane formy czerpiące z klasyki. Nigdy jednak na klasyce nie poprzestają, rozpoczynając z widzem grę w zagadki. Z czego to się wzięło? Jak wyglądało na początku? Albo: z czym połączyło? Projektantka musi kochać błękit, bo to już kolejny jego powrót. Tym mocniejszy, że na tle portugalskich azulejos, czyli bardzo charakterystycznych płytek ceramicznych, najczęściej niebieskich właśnie (choć nie jest to regułą). Zresztą i błękit, i biało niebieskie paseczki, i gładki ciemny granat tak mi się zrosły z Magdą, że widząc te zdjęcia, a nie przeczytawszy jeszcze opisu, wiedziałam, któż projektował. Czy nie o taką rozpoznawalność w modzie chodzi?

Czytaj dalej

13

Wrz

Przywara-Strzałka. Nowa kolekcja.

Torebkę jej projektu (i produkcji) mam od lat. Nie dzieje się z nią nic. Tylko wciąż zwraca na siebie uwagę, a ja podaję autorkę, szeleszcząc jej podwójnym nazwiskiem, co dodatkowo podkreślam ustami rozciągniętymi w dumnym uśmiechu. Bo dumna jestem z takiej projektantki i takiej marki, tym bardziej, gdy mogę polecić ją innym. Przywara-Strzałka nie bawi się w sezony. Zresztą w kwestii torebek czy podobnych im akcesoriów to nie ma większego sensu (chyba że jest się Pradą). Jej modele są ponadczasowe, już wiele lat temu były bardzo nowoczesne i to się nie zmieniło. Składane jak origami, mocowane nitami, zszywane nicią niezwykle rzadko, za to często cięte z jednego kawałka porządnej gładkiej skóry. Tafla lekko matowej czerni czy szarości to już jej znak rozpoznawczy. Uprzedzając pytania, tak, na żywo wygląda równie dobrze jak na zdjęciach. To nie filtr, to prawdziwa jakość. Zawsze w oszczędnym, prościutkim otoczeniu, tej jesieni zaskakują towarzystwem modelki o hipnotyzującym spojrzeniu, ubranej w projekty od młodych polskich twórców. Wydobywając się ze strefy komfortu Przywara-Strzałka ukazuje swoje nowe oblicze, które być może przekona do siebie nowe osoby, do tej pory unikające aż tak prostych rozwiązań. Z radością informuję, że to już kolejna wrześniowa premiera na blogu. Przynajmniej dziś tych zdjęć nie obejrzycie nigdzie indziej!

Czytaj dalej

18

Sie

I że Cię nie opuszczę… cz. 2

Ślub. Od zawsze miałam postanowione, że nie będę się stroić. Choć w wieku lat sześciu czy siedmiu  kręciły mnie lalki Barbie w rozłożystych na całe pudełko sukienkach, sama za bardzo nie chciałam dzielić ich los. Skoro one klinowały się w drzwiach domku dla lalek, co czekałoby mnie w skali jeden do jednego? Patrzyłam na zdjęcia ślubne księżnej Diany (temat w domu był duży, bo akurat w tym czasie moja babcia była w Londynie i przywiozła mnóstwo okolicznościowych gadżetów, łącznie z talerzem i metalowym pudełkiem cukierków z naszą słynną parą) i nie rozumiałam, dlaczego rozsądna kobieta dała się wcisnąć w coś takiego. No dobrze, gdy ona brała ślub, ja zapewne nie zdawałam sobie sprawy z istnienia słowa „rozsądek”. Ale, choć potem widziałam nie raz przepięknie ubrane panny młode, sama zdecydowałam, że nie pójdę w ich ślady. Znacznie krótsze wytłumaczenie: moja mama brała ślub w zielonej sukience z Telimeny bodajże, zero koronek, zero tiulu, welonu brak. Sukienka w odcieniu mięty z długimi marszczonymi w mankietach rękawami, przepasana plecionym w warkocz z trzech kolorów zieleni paskiem. Koniec. Gdy nadszedł czas, zdecydowałam się na niebieską kimonową sukienkę z lekkiej koszulowej bawełny, którą uszyłam u Ani Kuczyńskiej. Nie zliczę, ile razy odpowiadałam na pytanie, na czyj ślub się wybieram. Stali Czytelnicy znają tę historię na pamięć. Byłam szczęśliwa, bo pozostałam sobą. Inna sprawa, że nie miałam szczególnych nacisków ze strony rodziny, a stereotypowy „szczególny dzień” naprawdę można świętować bez zbytniej odzieżowej pompy. Ale… Po trzynastu latach od tego fantastycznego wydarzenia myślę sobie, że może jednak fajnie by było wziąć ślub w czymś bardziej ślubnym. Nie to, że żałuję. Zupełnie skądinąd myśl przychodzi. W roku 2005 naprawdę nie było wyboru i na hasło „ślub” stawały przed oczami skomplikowane konstrukcje, tak chętnie zjadane potem przez mole. Mamy rok 2018 (gdyby ktoś zapomniał), a w Polsce dwoi się i troi (i roi) od cudownych sukien i marek, które najwyraźniej postawiły sobie za cel przekonanie takich cyników jak ja. Zwłaszcza że emocje, jakie ślub i jego okoliczności wyzwalają, rzeczywiście potrafią wspomniany zdrowy rozsądek zagłuszyć, a człowiek wierzy, że wszystko ma tylko dwa kolory: czarny lub biały. Zatem suknia ślubna odstrasza i wywołuje alergię, jak w pamiętnym odcinku „Seksu w wielkim mieście” i nie do pomyślenia, by znaleźć kompromis między bezą a czymś totalnie cywilnym. Prawda? Na szczęście totalna nieprawda. Ufff, zaczynamy!

Czytaj dalej

31

Lip

MODAPOLKA

Choć Instagram nieuchronnie staje się zbiorem marnych sponsorowanych kampanii (pewien proszek do prania ostatnio powoduje u mnie utratę wiary w ludzki rozsądek) lub, jak kto woli, maszyną do pompowania ego (zazwyczaj nie u tych, co trzeba), wciąż jeszcze można tam znaleźć prawdziwe perełki. Ostatnią, młodziutką, a już fachowo oszlifowaną, jest MODAPOLKA. W proponowanych postach wyświetliła mi się oliwkowa bluzka w drobną kratkę, z rozbudowanymi ramionami, jak się okazuje, uszyta z materiału vintage, pozyskanego od znajomej projektantki, działającej w latach dziewięćdziesiątych. MODAPOLKA jest mocno nastawiona na przeszłość, przywołuje dobrze znane fasony i – siłą rzeczy – tkaniny (bo ma ich w zapasie całkiem sporo), lecz jednocześnie na teraźniejszość, stawiając na upcykling i nie dając się zmarnować wspaniałym, nieco zapomnianym surowcom. Wspaniałej jakości len, jedwab i bawełna składają się w najnowszą – już trzecią w dorobku projektantki – kolekcję o tytule „Narciso” na wiosnę lato 2018. 

Czytaj dalej