Archiwa tagu: Poznań

12

kwi

Harel x Stary Browar: Gorączka sobotniej nocy

Filmy pozostają jedną z moich największych modowych inspiracji. Od dzieciństwa przyglądam się strojom na ekranach: czarno białego telewizora, przez kinowy ekran po wyświetlacz komórki. Do dziesiątego roku życia miałam obcykane wszystkie dziewczyny Bonda, każdy kostium z „Footloose”, a nawet piżamy Misia Uszatka czy kreacje Miss Piggy. Działały na wyobraźnię teledyski, musicale i kreskówki. Wszędzie widziałam modę. Do tej pory nic nie umknie mojej uwadze, nawet podczas szalonego pościgu, w którym ciuchy naprawdę nie są zbyt istotne. W scenach namiętności potrafię się skupić na tym, czy sukienkę ściąga się przez głowę czy dołem. A gdy kolejny James Bond ratuje kolejną niewiastę, ja marzę o jej torebce Chloe i białej szmizjerce. Zdecydowanie jestem tą osobą, dla której kostiumograf tak się męczy. Doceniam, podziwiam i korzystam. Na tyle mocno, że gdy Stary Browar odezwał się do mnie z ponowną propozycją współpracy, wiedziałam, że będę kontynuować tematy filmowe. Pierwsza odsłona jest współczesną wersją jednej z moich ukochanych produkcji (tu muszę przyznać, że mam ich tyle, że bigamia to słowo zbyt słabe): „Saturday Night Fever” z Johnem Travoltą w roztańczonej roli głównej.

stb_plakat_atrium_50_70_kwiecien¦ü_2018

Czytaj dalej

10

sie

Między słowami

Cóż to był za film! Ludzie wychodzili z seansów zalani łzami wzruszenia, a potem, gdy tylko mieli możliwość odtworzenia go w domowym zaciszu, robili wszystko, by rozszyfrować szept Billa Murray’a – bezskutecznie. To jedna z tych produkcji, którą mogę oglądać wiele razy, a za każdym odkrywam coś nowego. Różowe włosy Scarlett Johansson, karaoke, gry wideo czy zadziwiające posiłki do samodzielnego przygotowania w restauracji, kultowy widok z tokijskiego Hyatta, muzyka na żywo w hotelowym barze, zagubienie i odnalezienie w tej samej chwili. A pośród tych wszystkich historii przepiękne zderzenie także na płaszczyźnie kostiumów. Amerykanka w tenisówkach, szarym swetrze i granatowej budrysówce pozostaje totalnie odporna na uroki japońskiej estetyki. Owszem, przynosi do pokoju ozdoby z sakury, a raz przypadkiem trafia na warsztat ikebany. Ale to wszystko. Niejednokrotnie myślałam, że na jej miejscu nie wytrzymałabym długo w tym, co przywiozłam w walizce i ruszyła na inspirujące poszukiwania dzielnica po dzielnicy. I właśnie tę fantazję urzeczywistniam w drugiej części mojej współpracy ze Starym Browarem.

Główną bohaterkę zachęcam do eksperymentów, podtykam jej pod nos różnorakie kimona: dosłowne i przemycane w detalach. Zostawiam wygodne trampki i dobre słuchawki, podrzucam nieco groszków w stylu Comme des Garcons, oryginalnego Yamamoto i trochę niepokojącej sztuki. Róż peruki przenoszę na wygodną tunikę ESTby eS., skarpetki i klapki z aksamitną kokardą Bizuu. Dorzucam odrobinę ceramiki, żeby nie musiała jeść z plastiku (nie było takiej sceny w filmie, ale mam poważne podejrzenia, że mogłaby się takowa pojawić) oraz maseczki z twarzami zwierząt – dla odprężenia i przywrócenia wiary w to, że życie pięknie jej się ułoży.

Tokio

Zdjęcie: Stary Browar

7

lip

Utalentowany pan Ripley

Rok w rok od momentu pierwszej styczności z produkcją Anthony’ego Minghelli mam z grubsza ten sam pomysł na wakacje. Wymaga oczywiście oprawy włoskich krajobrazów, muzyki Charliego Parkera, kawy gęstej jak smoła i szafy filmowej Marge Sherwood. Jeśli jakimś cudem film Wam umknął, najwyższa pora to nadrobić. Zwłaszcza że warunki pogodowe sprzyjają totalnemu wejściu w nastrój. „Utalentowany pan Ripley” może kusić na wielu płaszczyznach. Jude Law. Koniec zdania, bo więcej nie trzeba. Kostiumy przygotowane przez Ann Roth i Gary’ego Jonesa, docenione przez Akademię Filmową (skończyło się tylko na nominacji, co do dziś uważam za grubą niesprawiedliwość), które inspirują po dziś dzień, choć teoretycznie miały odzwierciedlać modę lat pięćdziesiątych i w niej pozostać. Zatem gdy Stary Browar zaprosił mnie do stworzenia własnych propozycji na sezon letni, nie miałam żadnych wątpliwości. Ripley i spółka muszą się pojawić, choćbym miała chodzić po sklepach przez cały dzień i znaleźć trzy rzeczy na krzyż. Poszło znacznie szybciej, okazuje się, że lekki styl włoskich kurortów zagościł wszędzie – w końcu jest niezmiennie wdzięczny i prosty w noszeniu, a przy tym genialnie się prezentuje na Instagramie.

Do sprawy podeszłam trochę na opak, łącząc znajome z filmu fasony, desenie i kolory (fani docenią neonowe kąpielówki) z elementami współczesnymi jak koszulki z napisem czy wracające do łask Adidasy Gazelle. Marge grana przez Gwynteh Paltrow z pewnością doceniłaby luźne koszule stylizowane na męskie (tu kolejno ESTby eS., Zara i Altro by Patrizia Aryton) i rozkloszowane spódnice, z kolei boski Dickie Greenleaf gdyby był kobietą, ruszyłby do Solara po lniany garnitur, a kapelusik „porkpie” zamienił na miękki słomiany z większym rondem. Pozostaje nam niedoceniony Tom Ripley w tych nieszczęsnych neonach, na zawsze odebrałam mu sztruksową marynarkę, wręczając w zamian album o ówczesnym wzornictwie i parę „awiatorów”.

Istotne są kolory: soczyste, ale przełamane bielą lub pastelami. Jedwabne apaszki noszone we włosach, zabudowane kostiumy kąpielowe, które pozwolą nam wyjść poza „barwę wyjściową” (znów odwołanie do scenariusza) i obowiązkowo koszyki. Na zakupy u pięknej, nieszczęśliwie zakochanej Włoszki, zapas martini na łódkę (nazwaną „Bird” na cześć Parkera) albo jakieś zmyślne narzędzie zbrodni. Na zdjęciu brakuje tylko saksofonu i paru winyli. Dlaczego? Nie pytajcie, lećcie oglądać!

Rzym

Zdjęcie: Stary Browar

12

sty

MIMA MIMA

Błogosławiony Instagram! Ostatnio to głównie dzięki niemu odkrywam nowe polskie (i nie tylko) marki. Pojawiają się w podpowiedziach (błogosławiony algorytm!) albo następuje jakaś interakcja (błogosławieni ci, którym wciąż chce się komentować). Zaglądam i zostaję na zawsze. Oczywiście co innego zachwycić się zdjęciami, a co innego obejrzeć projekty na żywo. Tego się trzymam i trzymać będę, póki mi pisanie miłe. Veni, vidi, vici. Wczoraj odwiedziłam przestrzeń, w której mieszka MIMA MIMA. Jest to pokój w centrum Warszawy, gdzie kryją się przeurocze futrzane akcesoria. Pomysł na ich stworzenie przyszedł do głowy Kamili Biskup – absolwentce poznańskiej School of Form.

MimaMima

Fot. Tom Biskup

Czytaj dalej

18

lis

HUSH Double Trouble

Porcja dobrych wiadomości w listopadowe popołudnie. Targi HUSH Warsaw tym razem odbędą się… podwójnie. Pod hasłem Double Trouble kryją się dwie imprezy –  w najbliższy weekend w Poznaniu oraz na początku przyszłego miesiąca w Warszawie. Poznań to edycja kameralna w nowo otwartym centrum handlowym Posnania, z udziałem dwudziestu pięciu wybranych marek ubrań i dodatków, natomiast Warszawa to dwudniowe święto z okazji dziesiątej edycji wydarzenia. Co to oznacza dokładnie, dowiemy się 10 i 11. grudnia na Stadionie Narodowym. Jedno jest pewne: Anny Pięty i Magdy Korcz nie da się zatrzymać!

double_trouble

Czytaj dalej

28

lip

Bery & Family

Za każdym razem, gdy Anna Orska prezentuje nową kolekcję, doznaję tego samego uczucia. To satysfakcja połączona ze sporą ochotą zaserwowania prztyczka w nos wszystkim, którzy wciąż trzymają się tych samych schematów (nierzadko „pożyczonych”), nie próbując nawet przez moment wsłuchać się w to, co podpowiada wyobraźnia. Z drugiej strony mam z Orską problem. Jeden jedyny. Zanim się zbiorę, żeby napisać o jej kolejnych pracach, przynajmniej połowy już nie ma i nie będzie. Ryzykuję jednak, bo przecież nie musimy posiadać wszystkiego, co zobaczymy. A samo oglądanie to wielka przyjemność (nie wspominam nawet o obcowaniu z tą biżuterią na żywo – kto może, niech koniecznie spróbuje). Na początku lata pojawiły się u Orskiej dwie nowe kolekcje. Skrajnie zróżnicowane, lecz wciąż pozostające w jej stylu – nie do pomylenia z żadnym innym. I nie do podrobienia.

Bery to owoce lasu przekute w mosiądz. Złocisty lub oksydowany przybiera formy szyszek, igieł, liści, a także małych leśnych mieszkańców (naszyjnik z pająkiem sprzedał się, zanim informacja o kolekcji trafiła do prasy, ale widzę, że bohater przydreptał z powrotem).

orska bery

orska bery (2)

orska bery (3)

orska bery (4)

orska bery (5)

orska bery (6)

orska bery (7)

orska bery (8)

orska bery (9)

orska bery (10)

Family – modułowy fragment większej kolekcji Machiny – ludziki wykonane z maleńkich części starych maszyn oraz szereg zawieszek, które można dowolnie doczepiać. Było oczywiste, że zdecyduję się na pieska do złudzenia przypominającego moją Łatkę. Ale jest też coś dla wielbicieli kotów, misiów, a nawet dzieci. Rodzina wciąż się powiększa.

orska family

orska family (2)

orska family (3)

orska family (4)

orska family (5)

orska family (6)

Zdjęcia: Orska