Archiwa tagu: Poznań

3

Lis

„Jestem dziełem sztuki”. Daniel Lismore w Starym Browarze!

Jeśli jesteście miłośnikami aplikacji TED Talk, na pewno znacie tego pana. Jego występ z kwietnia tego roku wzbudził zarówno podziw, jak i uśmiech. Uśmiech życzliwy, bo oto staje na scenie facet, który sam siebie określa mianem dzieła sztuki. I robi to tak przekonująco, że mało kto chce z nim dyskutować. Już za dwa dni będziemy mogli go poznać osobiście. A przynajmniej ci, którym po drodze do Starego Browaru w Poznaniu.

Czytaj dalej

19

Wrz

Daige. Poznań. Budapeszt.

A gdyby tak na chwilę przenieść się do Budapesztu? Dawno tu nie było nic węgierskiego, chyba od tekstu z 2014 roku, w którym przedstawiłam Wam m.in. Nanushkę (która teraz w świecie mody czy też świecie influencerek jest równie pożądana, co niedawno opisywane Ganni). Tym razem Budapeszt dotarł do mnie z Poznania, a to za sprawą sklepu Concept 21, w którym co i rusz pojawiają się interesujące i niekoniecznie polskie marki. Oto Daige – póki co wciąż niszowa, ale przewiduję, że wkrótce może się to zmienić, jeśli utrzyma styl i poziom. Powstała w odpowiedzialnej odpowiedzi na szybką modę, by niewielkimi nakładami lokalnej produkcji i uniwersalną formą nieco zwolnić w tym szalonym świecie. Efekt? Cieszące oko nieduże kolekcje, powstające w niewielkim studio w węgierskiej stolicy.

Czytaj dalej

29

Sie

David LaChapelle w Starym Browarze

Tak! To nie plotki! 5 września w Poznaniu otworzy się wystawa poświęcona pracom tego przedziwnego i swego czasu szokującego artysty. Rozbierał, przebierał, malował i ustawiał w najśmielszych pozach nawet najbardziej spokojnych modeli, tworząc kolejne elementy swojego kolorowego i zwariowanego świata. Lil Kim przemienił w kolejny obiekt Louis Vuitton, umieszczając na jej ciele słynny rzut logotypu. Marka Wahlberga wcielił w postać dostawcy pizzy (w białych kowbojkach). Jest odpowiedzialny za tęczowy wizerunek Mariah Carrey oraz scenografię tras koncertowych Eltona Johna. Reżyserował też teledyski (czy da się zapomnieć „Natural Blues” Moby’ego?). Gdybym chciała wymienić wszystkich bohaterów jego zdjęć, nie doczekalibyście się żadnych informacji o poznańskiej historii, tyle by było scrollowania. A zatem do sedna!

Czytaj dalej

3

Cze

Harel x Stary Browar: Pożegnanie z Afryką

A może by tak sięgnąć po wyciskacz łez? Będziemy żegnać się z Afryką i wiosenno letnią współpracą Harel ze Starym Browarem – bo to już ostatni odcinek. Gdy wybierałam poniższe rzeczy, miałam na sobie wełniany płaszcz, tym przyjemniej było myśleć o nadchodzących miesiącach. Spojrzałam na lamparcie mokasyny DAY Birger et Mikkelsen w butiku Freya i wiedziałam, że będzie w co ubrać naszą współczesną Karen Blixen. Gdy wpiszecie sobie jej nazwisko w Google, odnajdziecie kobietę niezwykłej urody, bardzo często w turbanie i zwierzęcych wzorach (nie wspominam o papierosie przyklejonym wręcz do dłoni). A potem spójrzcie sobie na Meryl Streep w „Pożegnaniu z Afryką” i zauważcie, jak bardzo nowocześnie w pewnym momencie zaczyna się ubierać. Zrzuca szykowne suknie, żakiety i kapelusze, by przywdziać rzeczy nierzadko męskie, zawsze jednak potraktowane z kobiecą delikatnością. Styl Safari jest ponadczasowy, nie ma co do tego wątpliwości, we współczesności osadzali go zarówno Yves Saint Laurent, Karl Lagerfeld, jak i Isabel Marant (w sumie to właśnie te projekty wyniosły ją na szczyt swego czasu). Pełno go co roku w sklepach, bo sprawdza się bez względu na modę.

stb_kaseton_atrium_50_70_kwiecien_2018

Czytaj dalej

12

Kwi

Harel x Stary Browar: Gorączka sobotniej nocy

Filmy pozostają jedną z moich największych modowych inspiracji. Od dzieciństwa przyglądam się strojom na ekranach: czarno białego telewizora, przez kinowy ekran po wyświetlacz komórki. Do dziesiątego roku życia miałam obcykane wszystkie dziewczyny Bonda, każdy kostium z „Footloose”, a nawet piżamy Misia Uszatka czy kreacje Miss Piggy. Działały na wyobraźnię teledyski, musicale i kreskówki. Wszędzie widziałam modę. Do tej pory nic nie umknie mojej uwadze, nawet podczas szalonego pościgu, w którym ciuchy naprawdę nie są zbyt istotne. W scenach namiętności potrafię się skupić na tym, czy sukienkę ściąga się przez głowę czy dołem. A gdy kolejny James Bond ratuje kolejną niewiastę, ja marzę o jej torebce Chloe i białej szmizjerce. Zdecydowanie jestem tą osobą, dla której kostiumograf tak się męczy. Doceniam, podziwiam i korzystam. Na tyle mocno, że gdy Stary Browar odezwał się do mnie z ponowną propozycją współpracy, wiedziałam, że będę kontynuować tematy filmowe. Pierwsza odsłona jest współczesną wersją jednej z moich ukochanych produkcji (tu muszę przyznać, że mam ich tyle, że bigamia to słowo zbyt słabe): „Saturday Night Fever” z Johnem Travoltą w roztańczonej roli głównej.

stb_plakat_atrium_50_70_kwiecien¦ü_2018

Czytaj dalej

10

Sie

Między słowami

Cóż to był za film! Ludzie wychodzili z seansów zalani łzami wzruszenia, a potem, gdy tylko mieli możliwość odtworzenia go w domowym zaciszu, robili wszystko, by rozszyfrować szept Billa Murray’a – bezskutecznie. To jedna z tych produkcji, którą mogę oglądać wiele razy, a za każdym odkrywam coś nowego. Różowe włosy Scarlett Johansson, karaoke, gry wideo czy zadziwiające posiłki do samodzielnego przygotowania w restauracji, kultowy widok z tokijskiego Hyatta, muzyka na żywo w hotelowym barze, zagubienie i odnalezienie w tej samej chwili. A pośród tych wszystkich historii przepiękne zderzenie także na płaszczyźnie kostiumów. Amerykanka w tenisówkach, szarym swetrze i granatowej budrysówce pozostaje totalnie odporna na uroki japońskiej estetyki. Owszem, przynosi do pokoju ozdoby z sakury, a raz przypadkiem trafia na warsztat ikebany. Ale to wszystko. Niejednokrotnie myślałam, że na jej miejscu nie wytrzymałabym długo w tym, co przywiozłam w walizce i ruszyła na inspirujące poszukiwania dzielnica po dzielnicy. I właśnie tę fantazję urzeczywistniam w drugiej części mojej współpracy ze Starym Browarem.

Główną bohaterkę zachęcam do eksperymentów, podtykam jej pod nos różnorakie kimona: dosłowne i przemycane w detalach. Zostawiam wygodne trampki i dobre słuchawki, podrzucam nieco groszków w stylu Comme des Garcons, oryginalnego Yamamoto i trochę niepokojącej sztuki. Róż peruki przenoszę na wygodną tunikę ESTby eS., skarpetki i klapki z aksamitną kokardą Bizuu. Dorzucam odrobinę ceramiki, żeby nie musiała jeść z plastiku (nie było takiej sceny w filmie, ale mam poważne podejrzenia, że mogłaby się takowa pojawić) oraz maseczki z twarzami zwierząt – dla odprężenia i przywrócenia wiary w to, że życie pięknie jej się ułoży.

Tokio

Zdjęcie: Stary Browar