Archiwa tagu: przemyślenia

18

Paź

Zmierz się z tym!

Dawno dawno temu, gdy nie było Facebooka, a Harel jeszcze oglądała telewizję, w pewnym programie na raczkującym wówczas kanale TVN Style wypowiadała się odnośnie stylu Polek wzięta stylistka, Alicja Kowalska. Jej słowa zrobiły na mnie spore wrażenie, bo między innymi stwierdziła, że Polki uparcie wybierają za małe rzeczy. Nawet nie próbowałam podejmować dyskusji, spojrzałam na metkę 34, którą wtedy pragnęłam mieć przy wszystkich ciuchach, potem na boczki, które mi wystawały ze spodni, a wreszcie na t-shirt, który niemal pękał w szwach, oblekając me niewątpliwe kształty, he he. Niezbyt wtedy chciałam coś zmieniać, ale ambicja drgnęła. Przecież nie będę jak wszyscy, wyrwę się z tego! Tym sposobem Alicja Kowalska, nawet o tym nie wiedząc, uratowała mnie z lekkiej obsesji kupowania za małych ciuchów. Już całkiem niedawno z kolei wciągnęłam się w fenomenalny serial „Rozwód”. Jedna z bohaterek w mało istotnej scenie zakupów upierała się przy spódnicy w rozmiarze, który uznawała za swój. Spódnica nie chciała się dopiąć, ta stwierdziła więc, że jest fatalnie uszyta i że to skandal. Można i tak. Ale czy nie lepiej przestać aż tak wielką wagę przywiązywać do kilku numerków? Zwłaszcza że one naprawdę mają funkcję orientacyjną i nie powinny w żaden inny sposób być interpretowane?

Czytaj dalej

23

Lip

Strefa wolna od Harel

Przez kilka dni zastanawiałam się, czy to temat odpowiedni na blog o modzie. Bo w końcu moda funkcjonuje sobie w bańce, choć czasem na historie społeczne reaguje, nikt mnie nie przekona, że się pod nimi jakkolwiek ugina. Wystarczy spojrzeć na obecny poziom „green washingu” wśród marek odzieżowych, by zorientować się, co mam na myśli. Ekologia? Schyłek tego, co znamy? Wprawdzie Szwedzka Rada Mody odwołała najbliższy tydzień mody w Sztokholmie w trosce o środowisko i szuka nowych rozwiązań, ale nie słyszałam, by podobne pomysły zrodziły się w Paryżu, Mediolanie czy Nowym Jorku. Nie ma co ukrywać, moda będzie opowiadać piękne historie, ale za większością z nich nic konkretnego nie będzie się kryć. Niestety. Tutaj skupiam się na takich, które rzeczywiście coś sobą niosą, omijając szerokim łukiem wszechobecną ściemę. I muszę przyznać, że ostatnio nawet trochę mnie rozśmieszyło, gdy (w ramach badawczych, rzecz jasna) weszłam do Primarku i ujrzałam cały dział tęczowych ubrań. Dlaczego? Bo idea jest wspaniała, akurat trwał miesiąc równości, więc marki prześcigały się w wydawaniu na świat kolejnych tęczowych produktów. Primarkowi jednak ciężko uwierzyć, jak dla mnie była to ideologiczna przykrywka dla sprzedania jeszcze większej ilości ubrań niewiadomego pochodzenia. Czy chcesz kupić cokolwiek tęczowego, jeśli nie masz pewności, że powstało w godnych warunkach? No właśnie. I miałam nawet temu poświęcić trochę słów, bo nie znoszę podpinania się pod rzeczy naprawdę ważne przez instytucje, które mają idee w głębokim poważaniu. Stało się jednak coś, co zepchnęło ten lekko ironiczny temat na daleki plan.

Kolekcja Levi’s Pride 2018 – przykład dobrych praktyk.

Czytaj dalej

3

Mar

Mniej.

Uśmiałam się przy czytaniu swojego tekstu sprzed jedenastu lat. W styczniu 2008 roku przez calutki miesiąc postanowiłam nic sobie nie kupować. Pojęcie „less waste” wówczas nie istniało, „slow fashion” być może w wąskich kręgach. O co mi wtedy chodziło? Naprawdę nie wiem, chyba o wygraną z samą sobą, ewentualnie zaoszczędzenie paru groszy. Kwestii etycznej nie poruszałam, podejrzewam, że nie miałam jej na myśli w tym eksperymencie. Bo poruszało się ją w oderwanych kontekstach. A że żona Bono stworzyła markę Edun, która zleca produkcję w krajach afrykańskich (swoją drogą dość szybko przeniosła ją do Chin, o czym pisałam w zeszłym roku tutaj). Albo że Stella McCartney korzysta tylko ze sztucznych skór. W 2007 roku w H&M pojawiły się może ze cztery rzeczy z organicznej bawełny, odpowiednio zgrzebne, jak na odzież ekologiczną przystało. Nieliczni zadawali pytania o miejsce powstawania ubrań z sieciówek, zapewne ci sami, którzy zaczytywali się w Naomi Klein. Ja jednak, dziecko socjalizmu, które miało okazję przez kilka lat pomieszkać tysiąc pięćset kilometrów na zachód od Warszawy, obserwowałam z uśmiechem spełnienia, jak otwierają się u nas po kolei te wszystkie cudowne miejsca: Bershka, Stradivarius, Topshop, dużo później COS czy Uterque. Grzechem byłoby nie korzystać. Grzechem byłoby nie docenić. Kupowałam jak szalona, zawsze za dużo, często niepotrzebnie. Tej decyzyjnej lekkości sprzyjały ceny, wiadomo. Rozsądek klasycznie przyszedł z wiekiem, choć wciąż nie mogę powiedzieć, że jestem twarda i nigdy nie daję się skusić iluzji bycia modną. Ale wypracowałam pewne odruchy, które pozwalają mi działać bardziej świadomie i, paradoksalnie, bardziej się cieszyć zakupami.

Zdjęcie: Pixabay Czytaj dalej

28

Sty

Po skandynawsku

O co chodzi ze skandynawskim stylem? Gdy zaczynałam pisać ten blog i ktoś mi opowiadał, jak bardzo jest skandynawskim stylem zafascynowany, nie za bardzo rozumiałam, co ma na myśli. Szczerze mówiąc, do tej pory nie jestem pewna, co się za tym sformułowaniem kryje, bo odnoszę wrażenie, że co sezon co innego. Dziesięć lat temu Skandynawia kojarzyła się z markami konceptualnymi, trochę wariacjami, mniej lub bardziej udanymi, na temat japońskiej awangardy lat osiemdziesiątych, trochę skojarzonymi z roboczymi uniformami. Potem przyszedł czas na uproszczenia, które zdominowały nie tylko modę, ale również wnętrza (i muzykę). A całkiem niedawno, z pewnością dla równowagi, cała prostota została zmieciona przez falbany, kolory i kiczowate ozdoby. A jednak, mimo tych wszystkich kierunków, zdarza się, że kogoś widzę i pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to Skandynawia właśnie. W ostatnich latach zdarzyło mi się kilkakrotnie zajrzeć na Północ i zawsze, nawet jeśli byłam tam tylko przez parę godzin, wracałam z głową pełną inspiracji. Banalne? Może i banalne, ale tak na mnie działają tamci ludzie i wiem, że nie jestem osamotniona.

Sztokholm, czerwiec 2018. Fot. Harel Czytaj dalej

6

Gru

Dosyć!

Tekst o kopiowaniu w naszym niewielkim światku przygotowuję od dobrych kilku miesięcy (a materiały do niego, chcąc nie chcąc, zbierałam dobrych kilka lat), natomiast dziś postanowiłam pójść na żywioł i wypowiedzieć się tu w jednej sprawie. Najświeższej i z wielu powodów dotykającej mnie osobiście. Dlaczego? Bo podobnie jak osoby pokrzywdzone prowadzę blog, autorski, charakterystyczny, w stylu wypracowanym latami, bardzo osobistym. I, mam nadzieję, nie do podrobienia. Co się wydarzyło?

Fot. Katarzyna Jankowiak / PicaPica.pl

Czytaj dalej

28

Wrz

Dlaczego przestałam chodzić na pokazy?

Choć staram się bardzo, nie mogę sobie przypomnieć swojego pierwszego pokazu. Nie pamiętam, co to za projektant, nie pamiętam, co to za miejsce. Ale pamiętam, że byłam zachwycona atmosferą i wszystkim, co wokół się działo. Wspominałam ten moment ostatnio z niemałym rozrzewnieniem, gdy zupełnie przypadkiem trafiłam na pokaz Łukasza Jemioła. Przypadkiem, bo nie dotarło do mnie zaproszenie, ale zabrała mnie ze sobą pewna miła osoba. Tradycyjnie był cyrk z usadzaniem, tradycyjnie usadzający chyba za bardzo nie mieli pojęcia, kto, gdzie i po co. Koniec końców trafiliśmy hen daleko, za wszystkie rzędy, skąd raczej wsłuchiwaliśmy się we fragmenty utworów Pink Floyd niż wpatrywaliśmy w kolekcję. Do czego dążę? Na pewno nie do tego, że zaraz się obrazimy na projektanta i od tej pory będziemy krytykować wszystko, co spod jego igły czy ołówka wyjdzie. Wniosek ten mam już od pewnego czasu i ta sytuacja ostatecznie go potwierdziła. Pokazy mody już dawno nie są skierowane do dziennikarzy. Zwłaszcza w Polsce (choć w innych krajach też nie jest kolorowo, o czym możemy przeczytać choćby w tym artykule). To imprezy firmowe, biznesowe, towarzyskie (niepotrzebne skreślić), podczas których sam moment na wybiegu odgrywa najmniejszą rolę. Nieliczne recenzje pokazów to raczej relacje, bardzo ostrożne i powierzchowne. Zdjęcia? Już kwadrans po zgaśnięciu reflektorów, jeszcze zanim, celebrytki dobiegną do baru, możemy obejrzeć na portalach plotkarskich (i nie tylko), kto był w co ubrany (ewentualnie którą część ciała zabrał ze sobą lub w co sobie wstrzyknął botoks), z kim przyszedł i na kogo krzywo spojrzał. Czy to źle?

Fot. Pixabay

Czytaj dalej