Archiwa tagu: Rebel Look

16

Cze

My Signature

Nie, to nie jest filia bloga Rebel Look, choć może się tak czasem wydawać. W ciągu niecałych dwóch miesięcy jego bohaterka pojawia się tu już trzeci raz. Ale co ja poradzę, że świetnie się prezentuje w polskich ciuchach na tle industrialnych wnętrz? Doceniają to projektantki, proponując jej kolejne współprace. I jeśli po raz czwarty dostanę lookbook z jej udziałem, wiecie, co zrobię? Opublikuję go tu z radością. Choć zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogą mieć już dość. Nie jest ona klasycznym kameleonem, jak co poniektóre modelki. Nosi się tak charakterystycznie, że istnieje ryzyko pomylenia marek, które prezentuje. Ale czy czepiamy się Kate Moss, że jednocześnie trzaska kampanie Burberry, McQueena i Liu Jo? No chyba nie. Tu raczej należałoby ostrzec projektantów, żeby byli ostrożni z wtórnymi pomysłami.

Nie o tym jednak miało być, tylko o stosunkowo nowej polskiej marce o angielskiej nazwie My Signature. Moja pierwsza myśl? Znowu dzianiny, zaraz zwariuję. Zanim jednak wydałam osąd, postanowiłam podpytać projektantkę, co i jak. Dlaczego zdecydowała się na takie, a nie inne surowce. „Materiały na jakich bazuje to dzianiny oraz tkaniny, z większą przewagą dzianin, gdyż są bardzo przyjemne w noszeniu. Naturalne, świetnie pracują z ciałem” – mówi Agnieszka Łochocka. Trudno się nie zgodzić. Początkowo szyła dla siebie i koleżanek. Z braku ubrań, które potrafiłyby sprostać jej potrzebom. „Długo szukałam takich ciuchów, które pozwoliłyby mi czuć się swobodnie po wyjściu ze spotkania biznesowego i wyskoczyć od razu na spotkanie z przyjaciółmi. Dlatego też stworzyłam My Signature. Markę, pod którą podpisuję się całą sobą”.

Po raz kolejny mamy do czynienia z marką, która powstała w ten sposób. Czy to gwarantuje sukces? Na pewno mu nie przeszkadza. Gdy na starcie pojawia się autentyczność, nie może być źle. Powiewu świeżości tu raczej nie uświadczymy, ale jest dość wyraźna idea, która pozwala odróżnić My Signature od innych firm w tym stylu. Zresztą nie tak dawno rozmawiałam z pewną super zdolną projektantką i zgodnie doszłyśmy do wniosku, że jeśli taka oszczędna estetyka pociąga za sobą myśl, a twórca nie stoi w miejscu, to może być i sto podobnych marek, które nie będą sobie nawzajem zawadzać.

Poniżej lato. Piękne i upalne. Szykuje się jesień, która ma przynieść niezwykłe faktury materiałów. Na razie zdarzył się jeden wyskok w postaci wyrazistego czarno białego wzoru. To już coś. No i nie ma nudy. Tu zakładka, tu troczek, świetne połączenie raglanu ze spuszczonym ramieniem. Widać, że nie decydował tu przypadek, a konkretna wizja. Jedyne, czego się nieco obawiam, to te sprane, dekatyzowane błękity, od których wyszedł swego czasu Robert Kupisz, a potem zalały rynek niemal równie nieznośnie, co szara dresówa. Znów jestem w rozdarciu, bo bardzo je lubię, kupuję i noszę. W przeciwieństwie do szarości wprowadzają pozytywny akcent, nie dziwi więc, że dobrze się sprzedają. Coś tu mnie jednak niepokoi. A może powinnam wreszcie przyjąć do wiadomości, że w komercyjnych rozwiązaniach nie ma nic złego? Temat pozostawiam otwarty.

my signature (5)

my signature (6)

my signature

my signature (7)

my signature (8)

my signature (9)  my signature1

my signature 2

my signature (2)

my signature (3)

my signature (4)

Zdjęcia: Rebel Look

22

Maj

Manana

Wiecie, co mnie najbardziej rozbraja? Szczerość. W środowisku, do którego blog ten chcąc nie chcąc należy, zjawisko to występuje z podobną częstotliwością, co słońce w listopadzie. Nie wnikam dlaczego, powodów jest mnóstwo, od czynników zewnętrznych po kompletnie ukryte w czeluściach ludzkich mózgów. Mamy więc zachwyty nad beznadziejnymi kolekcjami, szereg bezpodstawnych gratulacji i komplementów oraz albo podszyte strachem o utratę stanowiska, albo świetnie opłacane laurki tam, gdzie absolutnie nie powinno ich być. Popadłam, teraz w celową przesadę, ale nie bez przyczyny.

Codziennie dostaję od kilku do kilkunastu wiadomości o nowo powstałych markach, portalach, miejscach. Żadnej z nich nie pomijam (nawet jeśli zaczyna się od kultowego już wśród moich znajomych „Drogi Panie Harel”). Jednak z pewnym rozczarowaniem stwierdzam, że coraz więcej firm pod hasłem „wyjątkowe” przemyca to, co było już przynajmniej dwa razy wcześniej. Ludzie uwielbiają podkreślać, że są pierwsi, nawet jeśli to kompletna bzdura. Bywa, że wciskają „na bezczela” coś, czego nie muszę sprawdzać w wyszukiwarce, bo własna pamięć wciąż działa całkiem nieźle. Jakiej odpowiedzi się spodziewają?

Dlatego takie wiadomości, jaką ostatnio dostałam od twórczyni marki Manana, powodują, że mam ochotę podzielić się z Wami nowym odkryciem, nawet jeśli nie jest ono spektakularne. „Postanowiłam, może niezbyt oryginalnie, stworzyć własną markę odzieżową. Nie bardzo mogę się z tego posunięcia wytłumaczyć, po prostu pewnego dnia mnie olśniło, że chcę to zrobić. Nie dlatego, że to jest modne, że powstaje teraz sporo niszowych marek, tylko po prostu dlatego, że mam taką potrzebę. Miało być zwyczajnie i tak po ludzku. Nie aspiruję do żadnej wielkiej mody, w ogóle to ma być nieco obok mody tak szczerze mówiąc. Zawsze jak człowiek potrzebuje rzeczy prostej, podstawowej, solidnej, ale ciekawie wykończonej, to jej zwyczajnie nigdzie nie ma”. 

Nie mogę się zgodzić, że nie ma, bo sytuacja zmieniła się na plus od czasów, gdy znalezienie nawet zwyczajnego gładkiego t-shirtu graniczyło z cudem. Ale też rozumiem, co autorka miała na myśli. Chciała stworzyć coś dla siebie. I udało się. I wcale się nie dziwię, że chce przekazać te rozwiązania dalej. Rzeczywiście, te projekty są prościutkie, ale idea pozostania obok broni ich rewelacyjnie. A co istotne, są wykonane z polskich materiałów z certyfikatem Oeko-Tex Standard 100 (metki powstają z przędzy z recyklingu) i szyte lokalnie na Warmii i Mazurach – czyli tam, gdzie pomysłodawczyni mieszka (a dopiero co wczoraj pisałam o popularności działań lokalnych).

Wejściu marki na rynek towarzyszy świetna sesja wizerunkowa ze znaną Wam z pewnością Rebel Look w roli głównej. Zachęcam do obejrzenia całości na stronie. A sama czekam, co z Manany wyniknie w przyszłości.

9

12

13

14

2

5

7

Modelka: Magda Samborska/ rebellook.blogspot.com
Fotograf:Łukasz Pepol/ www.lukaszpepol.pl
Makijaż: Anna Borkowska
Podziękowania dla Hali Widowiskowo-Sportowej „Urania”w Olsztynie za udostępnienie wnętrz do sesji.

23

Kwi

Just say Yes…

Scenariusz zawsze jest podobny. Czas akcji: weekend. Miejsce akcji: dowolne targi polskich marek. Scenografia: dziewięćdziesiąt dziewięć stoisk budzących średnie zainteresowanie i jedno z tłumem kobiet przymierzających sukienki. No dobrze, nie stoję tam co tydzień i nie obserwuję, czy tak jest non stop. Ale jak dotychczas było właśnie tak jak opisuję (a bywałam w różnych miejscach o różnej porze). Oto YES TO DRESS – dziecko Bożeny Karskiej, kobiety od lat związanej z polską modą. Kobieta wybrała się w spontaniczną podróż do Mediolanu i nagle, w deszczowy dzień, narodził się pomysł stworzenia własnej marki. Marka niczego nie udaje i do wielkiej awangardowej mody nie aspiruje. Powstała dla kobiet, tak po prostu. Zaczęło się trzy lata temu od ubrań dość oficjalnych, potem zaczęły się pojawiać modele sukienek o kobiecych imionach (a jakże) – do wyboru, do koloru – na specjalne zamówienie. I wtedy ruszyło. Okazało się, że stałe klientki, które wierności marce dochowują do dziś, potrafiły nosić jeden i ten sam model sukienki przez całą ciążę na przykład – tak się fason dopasowywał, choć idea Bożeny Karskiej daleka jest od banalnego oversize’u.

Mam wrażenie, że fenomen tkwi w uszach projektantki. W uszach? Tak, to nie błąd Waszej percepcji ani moich palców. Bo ona potrafi słuchać. I gdy tłum kobiet szturmuje po raz kolejny jej stoisko, Bożena wychwytuje wszelkie sugestie, uwagi, a nawet narzekania. I z pozytywną energią, która chyba nigdy jej się nie kończy, wciela w kolejne projekty pragnienia klientek. Oczywiście działa sprytnie i po swojemu, ale gdzieś po drodze odnajduje kompromis.

Poniższa sesja jest spełnieniem jednego z jej marzeń. Jak sama przyznaje, od kiedy trafiła na bloga Rebel Look, zapragnęła, by jego autorka wystąpiła w projektach Yes to Dress. Udało się. I przy okazji nagle okazało, że buntowniczka w sukience to wcale niegłupi pomysł.

21

23

2

3

4

5

8

10

15

17

Fot. Łukasz TurekModelka: Rebel Look