Archiwa tagu: Remanent

8

sty

Remanent ciąg dalszy

Z gigantyczną radością przedstawiam Wam dwa szarobure owoce mojej współpracy z Projektem Remanent. Nieco ponad rok temu miała ona swój początek w postaci białej koszulki. Podkreślałam wtedy, że jej nie zaprojektowałam, tylko ją wymyśliłam. To jest ogromna różnica i przy rzeczach poniższych również będę się upierać. Z bardzo prostego szkicu mojego autorstwa ekipa Remanentu wyczarowała formę, wykrój, a potem gotowe ubrania. Po prostu coś sobie wymarzyłam, a grupa zdolnych ludzi w profesjonalny sposób to zrealizowała.

Sukienka powstała z tęsknoty za czasami, gdy wszystko było na mnie za duże – czyli za dzieciństwem. Bluzy czy spódnice mamy z powodzeniem stawały się sukienkami, z kolei sukienki – balowymi sukniami do samej ziemi. Odkryłam też wtedy, że spodnie zakładane na głowę odpowiednio zamotane potrafią zamienić się w turban. i tak dalej, i tak dalej… Narysowałam więc bluzkę z wycięciem V, lecz o tak dużych wymiarach, by dała się nosić jak sukienka. Aby było mniej typowo, identyczny dekolt mamy z tyłu. Troczki to ulepszenie Remanentu. Okazało się bowiem, że bez nich sukienka świetnie się nosi, ale na poziomie podłogi. Jeśli ktoś lubi aż tak luźne rzeczy, może je odciąć. Na własne ryzyko. Surowiec to bardzo gruba, mięsista i miękka dzianina bawełniana. Testuję ją już od jakiegoś czasu i jedyne, co się dzieje, to lekkie mechacenie po lewej „misiowatej” stronie. Czyli rzecz całkowicie normalna i nieunikniona.

Projekt Remanent i Harel

Projekt Remanent i Harel

Projekt Remanent i Harel

Spodnie z kolei są wynikiem nieudanych poszukiwań najzwyczajniejszych na świecie dresów. Bez przeszyć, zwężeń, marszczeń i wielkiej mody w domyśle. Takie do łażenia po domu, spania i biegania z psem. Od święta noszenia w taki sposób (czyli wychodzi na to, że poszukuję ich od pięciu lat!). Zostały uszyte z bawełnianej dzianiny o nietypowej strukturze. Dżersejowy splot zakłócają maleńkie czarne kulki. Kieszenie? Oczywiście obecne.

Jedna uwaga do poniższych zdjęć: dresy Harel powinno się nosić nisko na biodrach, by uzyskać pożądany stopień nonszalancji oraz pozy „na niczym mi nie zależy, bo i tak jestem boska”. Aha, najważniejsze. Te dwa epokowe dzieła będzie można kupić na najbliższym Misz-Maszu, o którym pisałam wczoraj. A już dziś można zrobić to drogą wirtualną.

Projekt Remanent i Harel

Projekt Remanent i Harel

Zdjęcia: Projekt Remanent

17

gru

Remanent

A gdybyś mogła zaprojektować swój idealny t-shirt? Pytanie padło wiosną tego roku. Jakkolwiek banalne nie byłoby sformułowanie „idealny t-shirt” (bo nadużywane, wyświechtane do granic możliwości, zaraz obok „idealnej małej czarnej” czy „idealnego klasycznego trencza” brrrrr!), tryby mojej wyobraźni ruszyły i nie dało się ich zatrzymać. Nie wiedząc właściwie nic, oprócz tego, że w pomysł zaangażowanych zostało kilka blogerek i że do dyspozycji mamy belę białej bawełny wyprodukowanej w Łodzi, zasiadłam do pracy. Nie zaprojektowałam go, bo projektować nie umiem i daleka jestem od ambicji zostania projektantką (zwłaszcza że niedługo już wszyscy będą projektantami, a ja nie lubię być jak wszyscy). Po prostu go wymyśliłam. Narysowałam w programie graficznym, którego nazwy nie pomnę, krzywą kreską za pomocą niezbyt precyzyjnej myszy. Twór opisałam dokładnie, żeby było wiadomo, że to ubranie, a nie głowa psa na przykład (to nie żart). Interpretacja obrazka przez profesjonalistów rozbroiła mnie kompletnie. W pozytywnym sensie. Oto któregoś pięknego dnia w skrzynce mailowej znalazłam zdjęcie gotowej koszulki – dokładnie takiej, jaka miała być. Prostej, z raglanowymi rękawami, dwuwarstwowej (bo do szału mnie doprowadzają te przeźroczyste t-shirty, które ktoś śmie nazywać białymi). Takiej, którą chciałabym mieć natychmiast. Zresztą… po co miałabym wymyślać coś, czego nie chciałabym mieć? Jestem pewna, że podobna idea przyświecała Agatiszce, Anio, Jadze, Helenie, Pani Mruk i Venili. A wszystko to stało się pod wspólną nazwą Remanent.

 

Ekipa Remanentu mocno podkreśla, że jest to projekt w stu procentach łódzki. Od pomysłu, który wykluł się w Łodzi, przez surowce produkowane w jednej z łódzkich dziewiarni, aż po wykonanie – w łódzkiej szwalni, rzecz jasna. Miałam okazję znaleźć się tam w poniedziałek, razem z Agatiszką. Efekty spotkania zostały uwiecznione na zdjęciach. Po wymianie setki chyba maili wreszcie poznałam rozentuzjazmowanych sprawców zamieszania. Z takim podejściem mogą zajść daleko. Otwarci, ambitni, ale też rozsądni. Być może zabrzmię, jakbym miała trzydzieści lat więcej niż mam, ale uważam, że Łódź potrzebuje takich ludzi. Z niezwykłą energią wkraczają w przemysł tekstylny, który (tak się mówi) najlepsze lata ma już dawno za sobą i tym samym wnoszą coś nowego, jakąś świeżość, może też nadzieję. Nie śniło mi się nawet, że będę mogła w czymś takim choć po części uczestniczyć.

 

A teraz konkrety. Sklep Projekt Remanent właśnie ruszył. Koszulki każdej z nas powstały w liczbie dwudziestu egzemplarzy i w jednym (na razie) uniwersalnym rozmiarze. Co będzie dalej? Choć projektować wciąż nie chcę, jeśli ujrzeniu swojego dzieła zawsze towarzyszy taka satysfakcja, to chętnie wymyślę coś jeszcze. A dzielnej ekipie gratuluję z całego serca.

 

Remanent Harel Agatiszka

 

Remanent Helena Anio

 

 

Remanent Helena

 

 

Remanent Agatiszka

 

Remanent Harel

 

Remanent Harel Agatiszka

 

Remanent Harel Agatiszka

 

Remanent Harel Agatiszka

 

Fot. Agatiszka (pierwsze zdjęcie), Bianka Kiełbasa.