Archiwa tagu: t-shirt

21

cze

Janina Warsaw

Rok 2017. Ulice najmodniejszych miast. Bohaterki najmodniejszych zdjęć. I jeden wspólny szczegół: koszulka w stylu vintage. Nie będę się upierać, że szał rozpoczęła Maria Grazia Chiuri, bo równie dobrze mogłabym sięgnąć do archiwów Katharine Hamnett czy hołdu jej złożonego jakieś dziesięć lat temu przez Henry’ego Hollanda. Tak naprawdę t-shirt nigdy nie zszedł z piedestału. Zmieniał się tylko jego styl. Raz sportowy, z obowiązkowym przednim lub tylnym numerem (Team Margiela anyone?), innym razem śnieżnobiały w parze z kolorową elegancką spódnicą (Jil Sander, wiosna lato 2011). Ostatnio obszerny, na modłę nowych mistrzów bloku wschodniego. To już przeszłość. Bo teraz do dawnych lat nawiązujemy tylko pozornie. Właśnie z tego założenia wyszły założycielki nowiutkiej marki Janina Warsaw. Znacie je dobrze, zawdzięczamy im m.in. wygodne ubrania Polly, a także wspaniały butik na warszawskiej Saskiej Kępie, Polly & More. Drugi człon nazwy okazał się proroczy. Pod koniec wiosny nadeszło rzeczone więcej.

JANINA Warsaw (10)

Czytaj dalej

16

lut

Karol Lewczuk

T-shirtów nigdy dość, czyż nie? Prawdopodobnie z takiego założenia wyszedł Karol Lewczuk, decydując się na dość ryzykowny krok wprowadzenia na polski rynek kolejnej transzy prostych koszulek. Rzecz to trudna, tym bardziej, że wokół coraz więcej głosów krytyki na temat okrzykiwania się twórcami lub projektantami, a t-shirty na sporą liczbę osób w modę zaangażowanych działają jak płachta na byka. Bo czy nie jest tak, że wytniesz sobie z kawałka bawełny szerokie T, dodasz jakiś slogan czy grafikę od siebie i masz markę? Swego czasu redaktor Michał Zaczyński na ostatniej stronie Fashion Magazine pozwolił sobie na obrazkową instrukcję, jak zostać projektantem i właśnie koszulka z nadrukiem była podana za przykład.

Poniekąd na obronę Karola Lewczuka napiszę, że nigdzie nie doszukałam się słów, w których określa się mianem projektanta. Koszulki są wykonane z bawełny Supima słynącej z bardzo dobrej jakości. Ponieważ skala produkcji jest niewielka, każdy t-shirt jest ozdabiany ręcznie, co gwarantuje unikatowość. Kolorystyka jest dość bezpieczna, mam ochotę napisać „grunge’owa”, choć zdaję sobie sprawę, że nie ma czegoś takiego. Obrazki są utrwalane termicznie i odporne na spieranie. Wszystko pięknie i sama bym taki ciuch przygarnęła, tylko obawiam się, czy w obecnym momencie nie przeżywamy totalnego nasycenia tego rodzaju tworami. Bardzo chętnie zobaczyłabym choćby prostą sukienkę z podobną grafiką. Albo spodnie? Potencjał jest, warto go wykorzystać. Od t-shirtów łatwo zacząć. Byle na nich nie skończyć.

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Karol Lewczuk

Zdjęcia: Karol Lewczuk