Archiwa tagu: wełna

1

Paź

Paterns Family

Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski – rozmawiamy o tym powiedzeniu pewnego słonecznego dnia w warszawskiej knajpce Między Nami z Kasią Lamik, jedną z założycielek marki Paterns (drugą jest jej siostra Iza). Bardziej aktualne niż kiedykolwiek, gdy rodziny potrafią być rozsiane po całym świecie albo gdy tworzymy sobie nową rodzinę, może bez więzów krwi, ale za to silnie związaną uczuciowo. Mama, tata, babcia dziadek, siostra, brat, ale też przyjaciele, sąsiedzi i znajomi – wszyscy biorą udział w tej historii. Z daleka lub z bliska, raz na trzy tygodnie lub codziennie, bez względu na odległość czy częstotliwość spotkań, na tych ludzi zawsze można liczyć. Sporo pozytywnej energii i pięknych historii w 2017 roku przerodziło się w Paterns – markę rodzinną pod wieloma względami. Że założoną przez siostry, to już wiemy. A zainspirowaną między innymi przez ich mamę, która sama szyła im ubrania w latach dziewięćdziesiątych. Oraz… maleństwo o imieniu Janka. Gdy pojawia się dziecko, chyba automatycznie jego rodzice poszukują dla niego wszystkiego, co najlepsze, najzdrowsze, najbezpieczniejsze. I tu czas na naszą główną bohaterkę: wełnę z merynosa, surowiec o niezwykłych właściwościach. Ale nie tylko pod postacią grubej, klasycznej dzianiny. Obok swetrów, szalików czy czapek w Paterns sporo miejsca zajmuje merino tkane, z dodatkiem jedwabiu. Odczarowuje mit wełny jako tej do noszenia tylko zimą (w sumie czy ktoś jeszcze ma wątpliwości?). A przede wszystkim zaskakuje zaprojektowanymi przez Kasię deseniami, bardzo mocno inspirowanym Japonią.

Czytaj dalej

9

Cze

B Sides. Podlasie.

Dawno tu nie było B SIDES HANDMADE. A to dlatego, że marka działa w swoim tempie, całorocznie i zdecydowanie bez pośpiechu. W końcu ręcznie wydziergany sweter można nosić praktycznie w każdym momencie, tym bardziej gdy powstał z peruwiańskiej wełny z alpaki czy merynosa albo mieszanki bawełny z kaszmirem. Fasony nie wychodzą z mody, a otulające formy uzależniają. I potem żadne akryle z sieciówek nie zrobią na nas wrażenia, nawet jeśli będzie je nosić idolka gimnazjalistek (zresztą o czym my mówimy?). Basia Chrabołowska po raz kolejny wyrusza na Podlasie, skąd pochodzi. Wraca w rodzinne strony, gdzie powstawały pierwsze modele swetrów, współtworzone z babcią Eugenią, gdzie wciąż mieszkają jej przyjaciele z dzieciństwa, a w wielu miejscach czas stanął w miejscu. W pozytywnym sensie. Rzemiosło wciąż żyje, kolorowe chaty wciąż prezentują się malowniczo na leśnym tle, zaskakując mnogością inspiracji, jakie może w nich znaleźć miastowy, ciągle gdzieś pędzący człowiek. Podlasie ukształtowało projektantkę, otworzyło ją na inność, zbudowało wrażliwość estetyczną. Basia, prywatnie iberofilka, wyrusza na drugi koniec świata, by odnaleźć równie zaangażowanych rzemieślników i odkryć, że nasze kultury, choć tak odległe, mają sporo cech wspólnych.

B_sides_7314_F

Czytaj dalej

14

Lis

Roboty Ręczne i Pop-up Shop

Kiedy to minęło? Mam wrażenie, że ledwo co wyszłam ze świątecznego sklepu Robotów Ręcznych, grzejąc zmarznięte uszy nową wełnianą czapką, a tu znów ta sama historia. Tym razem jednak marka otwiera swoje podwoje w samym sercu Warszawy, a przy okazji z jednym z moich ulubionych miejsc, czyli na Mysiej 3. Nie wiem, czy odliczać dni, czy raczej godziny, bo butik rusza już 17. listopada. To idealne miejsce dla wszystkich, którzy poszukują niebanalnych prezentów gwiazdkowych (tak! święta też już niebawem, w co również trudno mi uwierzyć), ale też po prostu ciepłych ubrań i dodatków na zimę, przede wszystkim z najnowszej kolekcji marki, „Wonderwool”.

sebastian-cviq-roboty-reczne-20-color

Czytaj dalej

13

Lis

La Americana

B Sides powraca w wielkim stylu. Po dwóch sezonach nieobecności Basia Chrabołowska przedstawia pełną kolekcję wełnianych ubrań. Wreszcie! Tym razem czerpie inspiracje z obydwu Ameryk. Trochę klimatów kowbojskich, trochę etnicznych – co świetnie zostało podkreślone w sesji wizerunkowej: kolorowe koce w tle, kowbojskie kapelusze, a nawet zwierzaki jakby prosto z planu „Tańczącego z wilkami”.

B SIDES 2016 (7)

Czytaj dalej

26

Lis

Hello, Benjamin

Taki tytuł sprawia, że wszystko jest jasne. Nie trzeba być kinomanem, by ten cytat wywołał dreszcze. Matowy ciemny głos Anne Bancroft odzianej w czerń lub lamparcie cętki, nieporadny Dustin Hoffman przy hotelowej recepcji, gorące lato zwieńczające intensywny okres studiów. Podpowiadać dalej? Film Mike’a Nicholsa to tylko pretekst dla kolekcji osadzonej zdecydowanie w czasach obecnych. Kreacje kobiet Benjamina Braddocka stanowią tu punkt wyjścia: kolory, faktury, delikatnie taliowane sylwetki. Co ciekawe, ten sam krój płaszcza poprzez użycie wełny różnej barwy czy struktury dopasowuje się zarówno do bohaterki neurotycznej, jak i jej wrzaskliwej, choć zdecydowanie sympatyczniejszej córki. A przede wszystkim do nas, całkiem współczesnych klientek.

Diana Jankiewicz ma ich całkiem sporo. Przychodzą raz i powracają, bo wiedzą, że znajdą sprawdzony fason w nowej odsłonie. Młoda projektantka się nie rozdrabnia. Dopracowuje wykrój do perfekcji, a potem korzysta z niego znacznie dłużej niż kilka miesięcy. Jesień to same trójki. Trzy formy w trzech kolorach plus trzy pary rękawiczek (na ten moment już tylko jedna). Płaszcz jest powtórką sprzed roku, gdy okazał się bestsellerem. Powraca w wersji beżowej – miękkiej i łagodnej, czarnej – przecinanej drobnymi ukośnymi prążkami oraz zielonej – szorstkiej i surowej. Ta ostatnia wełna to szkocki Harris tweed – tkanina, której każda belka otrzymuje stempel jakości na podstawie aktu parlamentarnego określającego dokładny sposób jej wykonania. Podobno to jedyny taki proceder na całym świecie.

Pod płaszczami zostaje miejsce na sukienki. Ich koszulowy, lecz bliski ciału krój świetnie obrazuje, która idea jest Dianie najbliższa. I choć słowa „ponadczasowa klasyka” zostały przez ostatnie lata wyświechtane do granic możliwości przez wszelkiego rodzaju publikacje o modzie czy stylu (niepotrzebne skreślić), w jej przypadku nadal się broni. Może dlatego, że określa dokładnie to, czym ma być. Jedwabna krepa w kolorze głębokiej czerni lub ciemnej butelkowej zieleni zaskakuje delikatnością, tak mocno kontrastującą ze zdecydowaną formą płaszczy. I znów pojawia się sprawdzony patent – zamiast kołnierzyka mamy plisę na karczku. Guziki z masy perłowej dyskretnie przywołują estetykę lat sześćdziesiątych. Sukienki powstają na zamówienie, realizacja zajmuje około tygodnia.

Nieźle, jak na ciuch od projektanta. Ale trudno się dziwić. Diana Jankiewicz ukończyła projektowanie mody w Instituto Marangoni, odbyła staż, a potem pracowała u Richarda Nicolla w Londynie. W jego pracowni poznała zawrotne tempo działania i profesjonalizm przez wielkie P. Nicoll z kolei terminował u… Marca Jacobsa. Aby koło się zamknęło, brakuje pana Jacobsa krojącego jedwab w ursynowskiej pracowni projektantki.

f9825281c9

Untitled-1

61a47ac1b7

17a75963de

148d871212

4cea221b48

53eb263013

4ff45228da

Fot. Aleksandra Pavoni i Grzegorz Hospod
Makijaż: Magdalena Wińska
Włosy: Emilia Skubisz
Produkcja: Diana Jankiewicz

1

Lis

Great Expectations

Tytuł najnowszego dzieła Bereniki Czarnoty świetnie się wpisuje w mój obecny nastrój. Wielkie nadzieje. Świetna powieść, kilka całkiem przyjemnych ekranizacji, a także ostatnie rozczarowania wyczerpująco tu opisane. Expectation to jednak bardziej oczekiwanie niż nadzieja, przynajmniej w tłumaczeniu literalnym na nasz melodyjny język. Czego oczekujemy od Bereniki? Dzianiny, oczywiście. I to takiej z prawdziwego zdarzenia. Swetrów, tunik i czapek ręcznie robionych na drutach o najróżniejszej grubości. Od tego zaczęła i trudno mi sobie wyobrazić, żeby kiedykolwiek porzuciła tę ideę. To tak jakby nagle Missoni czy Sonia Rykiel przerzucili się w stu procentach na tkaniny.

Choć jednocześnie projektantka z powodzeniem zapełnia wolne miejsca kolekcji innymi materiałami. I potrafi żonglować wzorami jak mało kto. Zawsze znajdzie się jakiś charakterystyczny akcent. Wiosną zaskoczyły czerwone kleksy na błękitnym tle. Na łódzkich pokazach – plemienne geometryczne grafiki. Aktualnie powraca delikatna krata oraz miły dla oka graficzny kwiatowy deseń. Ale najbardziej zapadają w pamięć przeskalowane sploty – zwłaszcza te w różnych odcieniach różu. Przyszedł czas na przerwę w podróży. Jesień pełna jest otulających i niemalże nasennych elementów. Bo miękki mięsisty sweter plus wygodna kanapa równa się drzemka. W miejscu osadzają kolekcję typowo miejskie rozwiązania. Tweedowe sploty, cienki denim, klasyczny beż (na płaszczu, a jakże) czy srebrna połyskująca skóra.

Wracając do oczekiwań, chciałabym mieć Berenikę Czarnotę tu, w Polsce, nie tylko w sieci. Wyobrażam sobie jej butik w jakimś przyjemnym miejscu, niekoniecznie warszawskim. Prezentacje jej prac co sezon, raczej w kameralnym gronie, niekoniecznie przy szampanie i babeczkach. Bo ma ona sporo do powiedzenia, nie tylko poprzez ubrania. Jest konsekwentna, a jednocześnie wciąż poszukuje czegoś nowego. Być może właśnie dlatego wciąż zachwyca i nigdy się nie nudzi.

Great Expectations Berenika Czarnota (10)

Great Expectations Berenika Czarnota (8)

Great Expectations Berenika Czarnota

Great Expectations Berenika Czarnota (2)

Great Expectations Berenika Czarnota (9)

Great Expectations Berenika Czarnota (6)

Great Expectations Berenika Czarnota (3)

Great Expectations Berenika Czarnota (7)

Great Expectations Berenika Czarnota (4)

Great Expectations Berenika Czarnota (5)

Fot. Agnieszka Kulesza & Lukasz Pik
Makijaż: Firma Kokarda Makeup
Modelka: Olga / Mango Models