Archiwa tagu: wełna

14

lis

Roboty Ręczne i Pop-up Shop

Kiedy to minęło? Mam wrażenie, że ledwo co wyszłam ze świątecznego sklepu Robotów Ręcznych, grzejąc zmarznięte uszy nową wełnianą czapką, a tu znów ta sama historia. Tym razem jednak marka otwiera swoje podwoje w samym sercu Warszawy, a przy okazji z jednym z moich ulubionych miejsc, czyli na Mysiej 3. Nie wiem, czy odliczać dni, czy raczej godziny, bo butik rusza już 17. listopada. To idealne miejsce dla wszystkich, którzy poszukują niebanalnych prezentów gwiazdkowych (tak! święta też już niebawem, w co również trudno mi uwierzyć), ale też po prostu ciepłych ubrań i dodatków na zimę, przede wszystkim z najnowszej kolekcji marki, „Wonderwool”.

sebastian-cviq-roboty-reczne-20-color

Czytaj dalej

13

lis

La Americana

B Sides powraca w wielkim stylu. Po dwóch sezonach nieobecności Basia Chrabołowska przedstawia pełną kolekcję wełnianych ubrań. Wreszcie! Tym razem czerpie inspiracje z obydwu Ameryk. Trochę klimatów kowbojskich, trochę etnicznych – co świetnie zostało podkreślone w sesji wizerunkowej: kolorowe koce w tle, kowbojskie kapelusze, a nawet zwierzaki jakby prosto z planu „Tańczącego z wilkami”.

B SIDES 2016 (7)

Czytaj dalej

26

lis

Hello, Benjamin

Taki tytuł sprawia, że wszystko jest jasne. Nie trzeba być kinomanem, by ten cytat wywołał dreszcze. Matowy ciemny głos Anne Bancroft odzianej w czerń lub lamparcie cętki, nieporadny Dustin Hoffman przy hotelowej recepcji, gorące lato zwieńczające intensywny okres studiów. Podpowiadać dalej? Film Mike’a Nicholsa to tylko pretekst dla kolekcji osadzonej zdecydowanie w czasach obecnych. Kreacje kobiet Benjamina Braddocka stanowią tu punkt wyjścia: kolory, faktury, delikatnie taliowane sylwetki. Co ciekawe, ten sam krój płaszcza poprzez użycie wełny różnej barwy czy struktury dopasowuje się zarówno do bohaterki neurotycznej, jak i jej wrzaskliwej, choć zdecydowanie sympatyczniejszej córki. A przede wszystkim do nas, całkiem współczesnych klientek.

Diana Jankiewicz ma ich całkiem sporo. Przychodzą raz i powracają, bo wiedzą, że znajdą sprawdzony fason w nowej odsłonie. Młoda projektantka się nie rozdrabnia. Dopracowuje wykrój do perfekcji, a potem korzysta z niego znacznie dłużej niż kilka miesięcy. Jesień to same trójki. Trzy formy w trzech kolorach plus trzy pary rękawiczek (na ten moment już tylko jedna). Płaszcz jest powtórką sprzed roku, gdy okazał się bestsellerem. Powraca w wersji beżowej – miękkiej i łagodnej, czarnej – przecinanej drobnymi ukośnymi prążkami oraz zielonej – szorstkiej i surowej. Ta ostatnia wełna to szkocki Harris tweed – tkanina, której każda belka otrzymuje stempel jakości na podstawie aktu parlamentarnego określającego dokładny sposób jej wykonania. Podobno to jedyny taki proceder na całym świecie.

Pod płaszczami zostaje miejsce na sukienki. Ich koszulowy, lecz bliski ciału krój świetnie obrazuje, która idea jest Dianie najbliższa. I choć słowa „ponadczasowa klasyka” zostały przez ostatnie lata wyświechtane do granic możliwości przez wszelkiego rodzaju publikacje o modzie czy stylu (niepotrzebne skreślić), w jej przypadku nadal się broni. Może dlatego, że określa dokładnie to, czym ma być. Jedwabna krepa w kolorze głębokiej czerni lub ciemnej butelkowej zieleni zaskakuje delikatnością, tak mocno kontrastującą ze zdecydowaną formą płaszczy. I znów pojawia się sprawdzony patent – zamiast kołnierzyka mamy plisę na karczku. Guziki z masy perłowej dyskretnie przywołują estetykę lat sześćdziesiątych. Sukienki powstają na zamówienie, realizacja zajmuje około tygodnia.

Nieźle, jak na ciuch od projektanta. Ale trudno się dziwić. Diana Jankiewicz ukończyła projektowanie mody w Instituto Marangoni, odbyła staż, a potem pracowała u Richarda Nicolla w Londynie. W jego pracowni poznała zawrotne tempo działania i profesjonalizm przez wielkie P. Nicoll z kolei terminował u… Marca Jacobsa. Aby koło się zamknęło, brakuje pana Jacobsa krojącego jedwab w ursynowskiej pracowni projektantki.

f9825281c9

Untitled-1

61a47ac1b7

17a75963de

148d871212

4cea221b48

53eb263013

4ff45228da

Fot. Aleksandra Pavoni i Grzegorz Hospod
Makijaż: Magdalena Wińska
Włosy: Emilia Skubisz
Produkcja: Diana Jankiewicz

1

lis

Great Expectations

Tytuł najnowszego dzieła Bereniki Czarnoty świetnie się wpisuje w mój obecny nastrój. Wielkie nadzieje. Świetna powieść, kilka całkiem przyjemnych ekranizacji, a także ostatnie rozczarowania wyczerpująco tu opisane. Expectation to jednak bardziej oczekiwanie niż nadzieja, przynajmniej w tłumaczeniu literalnym na nasz melodyjny język. Czego oczekujemy od Bereniki? Dzianiny, oczywiście. I to takiej z prawdziwego zdarzenia. Swetrów, tunik i czapek ręcznie robionych na drutach o najróżniejszej grubości. Od tego zaczęła i trudno mi sobie wyobrazić, żeby kiedykolwiek porzuciła tę ideę. To tak jakby nagle Missoni czy Sonia Rykiel przerzucili się w stu procentach na tkaniny.

Choć jednocześnie projektantka z powodzeniem zapełnia wolne miejsca kolekcji innymi materiałami. I potrafi żonglować wzorami jak mało kto. Zawsze znajdzie się jakiś charakterystyczny akcent. Wiosną zaskoczyły czerwone kleksy na błękitnym tle. Na łódzkich pokazach – plemienne geometryczne grafiki. Aktualnie powraca delikatna krata oraz miły dla oka graficzny kwiatowy deseń. Ale najbardziej zapadają w pamięć przeskalowane sploty – zwłaszcza te w różnych odcieniach różu. Przyszedł czas na przerwę w podróży. Jesień pełna jest otulających i niemalże nasennych elementów. Bo miękki mięsisty sweter plus wygodna kanapa równa się drzemka. W miejscu osadzają kolekcję typowo miejskie rozwiązania. Tweedowe sploty, cienki denim, klasyczny beż (na płaszczu, a jakże) czy srebrna połyskująca skóra.

Wracając do oczekiwań, chciałabym mieć Berenikę Czarnotę tu, w Polsce, nie tylko w sieci. Wyobrażam sobie jej butik w jakimś przyjemnym miejscu, niekoniecznie warszawskim. Prezentacje jej prac co sezon, raczej w kameralnym gronie, niekoniecznie przy szampanie i babeczkach. Bo ma ona sporo do powiedzenia, nie tylko poprzez ubrania. Jest konsekwentna, a jednocześnie wciąż poszukuje czegoś nowego. Być może właśnie dlatego wciąż zachwyca i nigdy się nie nudzi.

Great Expectations Berenika Czarnota (10)

Great Expectations Berenika Czarnota (8)

Great Expectations Berenika Czarnota

Great Expectations Berenika Czarnota (2)

Great Expectations Berenika Czarnota (9)

Great Expectations Berenika Czarnota (6)

Great Expectations Berenika Czarnota (3)

Great Expectations Berenika Czarnota (7)

Great Expectations Berenika Czarnota (4)

Great Expectations Berenika Czarnota (5)

Fot. Agnieszka Kulesza & Lukasz Pik
Makijaż: Firma Kokarda Makeup
Modelka: Olga / Mango Models

30

sty

Limited Collection 2014

A jednak da się stworzyć coś pięknego z udziałem blogerki. Wcześniej nie miałam wątpliwości, ale po ostatnich rewelacjach zaczęłam wątpić. Nie będę przytaczać, cóż to za rewelacje, kto wie, ten wie, kto lubi, ten lubi, a kto nie, ten nie. Swoje zdanie przemycam między wierszami, bo za bardzo nie mam ochotę na bezpośredni komentarz. Justyna Chrabelska dostrzega potencjał w osobach młodziutkich, choć – wydawałoby się – średnia wieku jej klientek jest znacznie wyższa niż naście czy nawet „dzieścia”. Po pierwsze ze względu na spokój, który od jej ubrań bije, po drugie ceny, które przeciętną studentkę, a tym bardziej licealistkę, raczej skutecznie odstraszą. Chyba że pomyśli bardziej perspektywicznie niż w jej wieku przystoi i odłoży nieco funduszy do starej dobrej świnki skarbonki.

Pierwsza rzuciła mi się w oczy Jessica Mercedes. Czy może raczej – nie rzuciła się. Podczas jesiennej edycji Łódzkiego Tygodnia Mody wystąpiła w tym zestawie i gdyby nie przekorne dodatki, prawdopodobnie bym jej nie rozpoznała. Potem jeszcze kilkakrotnie pokazywała się w projektach Justyny. Wybór dla mnie zaskakujący, ale efekt lepszy niż bardzo dobry. Jednak twarzą zimowej kolekcji została Alicja Zielasko. Też młoda, też blogująca, też pozornie daleka od stylu projektantki. Ale tylko pozornie. Bo to, czego dokonał zespół osób odpowiedzialnych za tę sesję, jest po prostu perfekcyjne. Nie widzę żadnej innej możliwości, właściwa kobieta na właściwym miejscu, we właściwych ubraniach i właściwym otoczeniu.

Sama kolekcja jest niewielka, ale świetnie oddaje kwintesencję stylu Chrabelskiej. Ponieważ mamy zimę, uszyta została ze stuprocentowej wełnianej tkaniny. Składa się z dwóch modeli bluz w różnych wersjach kolorystycznych (bordo, brąz, czerń i kremowy, a także czerwono czarna krata). Pierwsza – fason już flagowy – z falbankami na ramionach, obecna w niejednym sezonie. Druga – z trójkątnie ciętą linią przodu i szeroką stójką. Miękkość i marszczenia jednej kontrastują z surowością i geometrią drugiej. Dziewczyna i kobieta. Łagodność i zdecydowanie. Bluzom towarzyszą prostokątne torby i dwustronne szaliki w kratkę. Można je kupić w warszawskim sklepie przy ul. Frascati 3/8 albo zamówić mailowo (info@justynachrabelska.com). Na aktualne mrozy będą jak znalazł.

justyna chrabelska limited edition 2014 (4)

justyna chrabelska limited edition 2014 (5)

justyna chrabelska limited edition 2014 (6)

justyna chrabelska limited edition 2014 (7)

justyna chrabelska limited edition 2014

justyna chrabelska limited edition 2014 (2)

justyna chrabelska limited edition 2014 (3)

Foto: Kuba Dąbrowski/ LAF AM
Modelka: Alicja Zielasko/ Alicepoint
Make up: Magdalena Łach/ Kokarda Makeup Blog
Produkcja: Weronika Płocha

3

sty

Celapiu

Kiedy ja tu pisałam o Foksach? Sto lat temu! No dobrze, może nie sto, ale w czasach, gdy „blogerka modowa” nie było pojęciem pejoratywnym. Ba, brzmiało tak abstrakcyjnie, że trudno się było opowiedzieć po jakiejkolwiek stronie. Dobrze więc wiedzieć, że Foksy wciąż mają się dobrze, rosną w siłę i jest ich coraz więcej. Oprócz nich wyrosło całe stado dzianinowych cudowności. Od czapek z uroczymi porożami po wielofunkcyjne swetry. A po drodze nauszniki a’la księżniczka Leia z „Gwiezdnych Wojen” albo misternie wyplatane kominy we wszystkich kolorach tęczy.

W Celapiu ciągle coś się dzieje. Na sezon zimowy zostały przygotowane elementy inspirowane (na szczęście dość luźno) zbroją rycerską. Misiurka, kolczuga, czapka na cześć Joanny D’Arc – zachowują stalowe odcienie, ale od oryginałów różnią się ciężarem i miękkością. Dla znudzonych klasyczną szarością dostępnych jest kilkanaście innych kolorów – od fuksji po musztardę – wystarczy podać numer koloru w zamówieniu (spokojnie, czarny też się znajdzie).

Jestem pod nieustającym wrażeniem pomysłowości Celiny Dębowskiej (twórczyni marki). Trudno uwierzyć, ale w przyszłym roku Celapiu skończy dziesięć lat! Trzymam kciuki za kolejną dekadę. Zwłaszcza że w naszym kraju rękodzieło wciąż jest postrzegane raczej w kategoriach fanaberii niż biznesu. Niesłusznie. Ale to temat na inną okazję.

celapiu (7)

celapiu (3)

celapiu (4)

celapiu (5)

celapiu (6)

celapiu (8)

celapiu (9)

celapiu2

celapiu3

Fot: Jo Gorlach
Stylizacja: Dorota Magdziarz
Makijaż: Aga Kuźma
Modelka: Martyna Szopa