Archiwa tagu: wiosna/lato ’14

1

paź

A158

Nie zdarzyło się tu jeszcze, bym w jednym wpisie zamieszczała trzy kolekcje marki. Ale gdy w zeszłym tygodniu (sama się dziwię, że dopiero teraz) odkryłam A158, od razu wiedziałam, że będę miała sporo zaległości do nadrobienia.

Marka to wcale nienowa, ma za sobą już trzy sezony. Ukryła się jednak pośród innych, nie krzyczy o sobie, choć powinna. Idea narodziła się z potrzeby. Nazwa A158 to jednocześnie rozwiązanie zagadki. Założycielka i projektantka ma 158 cm wzrostu. Nie mogąc znaleźć ubrań odpowiednich dla siebie, postanowiła je stworzyć. Skupia się na wykorzystywaniu w produkcji tkanin recyklingowych, choć częściowo. A inspiruje estetyką architektury modernistycznej. Kolekcje pozostają kompaktowe, lecz niedużą ilość modeli autorka nadrabia jakością. Choć oryginalnie przeznaczone dla kobiet niskich, istnieje możliwość odszycia poszczególnych modeli w dłuższej wersji.

„Obecnie skłaniam się ku pogrywaniu ze strojem biurowym, więc niezależnie od fascynacji, w każdej kolekcji powinny pojawić się wariacje na temat klasycznych elementów. Aktualna zimowa kolekcja – „Papercut” – wprost nawiązuje do klimatu biura” – mówi projektantka. I rzeczywiście, jest mundurek, a nawet najprawdziwsza wełna mundurowa w głębokim odcieniu granatu. Są też plisy, element nieodłączny od początku istnienia A158. Choć technika to mocno ograna (a z pewnością w ostatnim czasie), tu zaskakuje za każdym razem.
Architektura potrafi świetnie operować kontrastami. A Agnieszka umie transponować ten trik na potrzeby mody. Miękkie z twardym, ostre z zaokrąglonym, asymetryczne z regularnym. Czas pokazuje, że temat odpowiednio podejmowany nabiera rozpędu i konsekwentnie dąży do doskonałości. Nie mam żadnych wątpliwości. Więcej słów też nie. Ubrania dopowiedzą resztę.

Kolekcja „A13″:

a158 A13

a158 A13 (2)

a158 A13 (3)

Kolekcja „Sad Summer” na lato 2014:

a158 SAD SUMMER (2)

a158 SAD SUMMER (3)

SAD SUMMER

a158 SAD SUMMER

I aktualna „Papercut” na jesień 2014:

a158 PAPERCUT (3)

a158 PAPERCUT (4)

a158 PAPERCUT (5)

a158 PAPERCUT (6)

a158 PAPERCUT (8)

a158 PAPERCUT (7)

Zdjęcia: A158

28

sie

Dżinslove

A gdyby tak zacząć szyć wszystko z dżinsu? Pomysł z początku szalony, ale z drugiej, gdy przyjrzymy się projektom Dżinslove, odnajdziemy pozytywne efekty tegoż. Na tapecie mamy nie jedną czy dwie, ale cały wachlarz denimowych tkanin. Od klasycznych grubych, po delikatne, od dekatyzowanych po barwione na granat ciemny niczym zimowa noc. Na tę świeżutką polską markę natknęłam się w Pakamerze. Początkowo myślałam, że jest to po prostu świetny wybór uniwersalnych ubrań vintage opatrzonych wspólną metką (robią tak Urban Outfitters czy Topshop). Ale nie. Okazało się, że egzemplarze powstają w seriach, a projekty, choć nierzadko inspirowane przeszłością, całkiem nowe.

Koncept mnie urzekł totalnie (i uwierzcie, twórcy nie zdobyli mojego serca pieskiem ze zdjęć – odkryłam go znacznie później). Miłość do dżinsu przekuta w zgrabną i uroczą kolekcję. Wielgachna kurtka jakby żywcem teleportowana z lat osiemdziesiątych, proste dopasowane sukienki w stylach od westernowego po klasyczny, w trapezowej formie. Patchworkowa bluza z powodzeniem aspirująca do projektów Isabel Marant (to komplement), elementy pikowane (w tym przyjemne dodatki), aż wreszcie ołówkowe spódnice – marzyłam o takiej w podstawówce, potem na początku studiów, a teraz marzenie powróciło. Może pojawienie się marki na naszym rynku to znak, by wreszcie je spełnić?

kurtki-i-plaszcze-12198095_9049076810.img

kurtki-i-plaszcze-12198095_6460453882.img

bluzy-12198095_9996751984.img

sukienki-12198095_172257956.img

sukienki-12198095_9695581672.img

damskie-12198095_4432774722.img

torebki-mini-12198095_1635115576.img

spodnice-12198095_3592150254.img

inne-12198095_9197031357.img

spodnice-12198095_5699387286.img

f3c4c6_934de946f56741baade1f2245ef833de

Zdjęcia: Pakamera

28

lip

Bery & Family

Za każdym razem, gdy Anna Orska prezentuje nową kolekcję, doznaję tego samego uczucia. To satysfakcja połączona ze sporą ochotą zaserwowania prztyczka w nos wszystkim, którzy wciąż trzymają się tych samych schematów (nierzadko „pożyczonych”), nie próbując nawet przez moment wsłuchać się w to, co podpowiada wyobraźnia. Z drugiej strony mam z Orską problem. Jeden jedyny. Zanim się zbiorę, żeby napisać o jej kolejnych pracach, przynajmniej połowy już nie ma i nie będzie. Ryzykuję jednak, bo przecież nie musimy posiadać wszystkiego, co zobaczymy. A samo oglądanie to wielka przyjemność (nie wspominam nawet o obcowaniu z tą biżuterią na żywo – kto może, niech koniecznie spróbuje). Na początku lata pojawiły się u Orskiej dwie nowe kolekcje. Skrajnie zróżnicowane, lecz wciąż pozostające w jej stylu – nie do pomylenia z żadnym innym. I nie do podrobienia.

Bery to owoce lasu przekute w mosiądz. Złocisty lub oksydowany przybiera formy szyszek, igieł, liści, a także małych leśnych mieszkańców (naszyjnik z pająkiem sprzedał się, zanim informacja o kolekcji trafiła do prasy, ale widzę, że bohater przydreptał z powrotem).

orska bery

orska bery (2)

orska bery (3)

orska bery (4)

orska bery (5)

orska bery (6)

orska bery (7)

orska bery (8)

orska bery (9)

orska bery (10)

Family – modułowy fragment większej kolekcji Machiny – ludziki wykonane z maleńkich części starych maszyn oraz szereg zawieszek, które można dowolnie doczepiać. Było oczywiste, że zdecyduję się na pieska do złudzenia przypominającego moją Łatkę. Ale jest też coś dla wielbicieli kotów, misiów, a nawet dzieci. Rodzina wciąż się powiększa.

orska family

orska family (2)

orska family (3)

orska family (4)

orska family (5)

orska family (6)

Zdjęcia: Orska

21

lip

Secco

Gdy tworzysz przedmioty cenne, zawsze ryzykujesz, że część grupy Twoich wielbicieli będzie je tylko podziwiać przez szybkę. Bo piękne, ale drogie. Bo może i jakość jest w cenie, ale na wyprzedaży były podobne z plastiku… I tak dalej, i tak dalej. Galanteria nie od dziś ratuje wielkie domy mody (nie mówiąc już o kosmetykach, dzięki którym można mieć w domu Chanel za nieco ponad stówkę). To działa także na mniejszą skalę. Do projektantów respektujących potrzeby mniej zasobnych albo po prostu oszczędnych klientów dołączyła niedawno Aga Prus. Nie mam pojęcia, jak to się stało, że nigdy wcześniej nie poświęciłam jej tu miejsca. Na szczęście nie mogę tego napisać o czasie, bo jesienią zeszłego roku przeprowadziłam z nią rozmowę, która ukazała się na Qelement.

Obuwie, które tworzy, to rzemieślnicze arcydzieła, jak tylko wiem, że będzie gdzieś z nimi obecna, pojawiam się choć na chwilę, żeby nacieszyć wzrok (może w przyszłości nacieszę także stopy). O naszej rozmowie wspominam nie tylko po to, żebyście mogli to i owo przeczytać. To spotkanie bowiem w niewielkim (lecz jednak) procencie przyczyniło się do słusznej decyzji o wprowadzeniu do kolekcji toreb. Gdy już wychodziłam od Agi, moją uwagę przykuła parciana torba wisząca przy drzwiach. Duża, praktyczna, z kieszeniami, dająca wrażenie niezniszczalnej. Czyli to, co Harele lubią najbardziej. Na pytanie, skąd takie cudo, Aga skromnie odpowiedziała, że uszyła ją dla siebie. Stwierdziłam, że powinna uszyć ich więcej i sprzedawać. Dwa sezony później dostałam wiadomość i te piękne zdjęcia.

Secco to kolekcja, na którą składają się trzy modele toreb (tobołek mały, duży oraz „shopper”) oraz buty: całkiem nowy model, tzw. wiedenki (w dwóch wersjach – z odciętym i gładkim noskiem) żółto-złote mokasyny, niebieskie angielki i sandałki z pełnym noskiem. Kolory całości zaczerpnięte są z natury, co świetnie podkreśla sceneria sesji zdjęciowej. Brązy, beże, szarości, indygo – jednocześnie mocne i neutralne, nieprzekombinowane. A do tego dyskretne logo projektantki wytłoczone w skórze. Fasony toreb, jak już wspominałam, praktyczne. Ale też urzekające w swojej prostocie. Wiem, to banalne sformułowanie, ale czyż nie jest tu najodpowiedniejsze?

aga prus secco (4)

secco 1

aga prus secco (5)

10343691_816293418389482_5510459704932078953_n

1909635_816293545056136_3084742947033580385_n

aga prus secco (6)

aga prus secco

aga prus secco (2)

10527570_816293345056156_5697967193763834326_n

aga prus secco (3)

10367803_816293358389488_6328586748654907608_n

Fot. Tomasz Pasternak
Modelka: Ula Jurgiel
Włosy i makijaż: Olga Lolka Dackiewicz
Ubrania: Diana Jankiewicz, Borko

9

lip

Topshop Unique

Stali czytelnicy znają moje zamiłowanie do marzeń. Dziś połączę je z zamiłowaniem do wspomnień, co stworzy mieszankę wybuchową. Oglądam sobie tę kolekcję od pewnego czasu i zachwyt miesza się z żalem. Dlaczego? Bo oto brytyjska marka Topshop, zwyczajna sieciówka przecież, co pół roku wypuszcza linię wybiegową Unique, która nie odbiega poziomem od regularnych wybiegowych kolekcji brytyjskich (i nie tylko) projektantów. Dostępna jest potem tylko w kilku wybranych miejscach (w tym w sklepie internetowym, na szczęście), a ceny ma na równie wysokim pułapie co wykonanie. I co? I znika równie szybko jak jej pięć razy tańsze odpowiedniki. Oto sukces bez dwóch zdań. Domyślam się, że jej zaistnienie poprzedzone zostało szeregiem badań, a prezentowane tendencje nie należą do przypadkowych. Warto było poświęcić na to czas i pieniądze. Efekt za każdym razem zachwyca.

I teraz sedno rzeczy. Jak jest w Polsce? Która sieciówka pokroju Topshopu pokazuje swoje kolekcje na wybiegu? A jeśli pokazuje, to z jakim skutkiem? Odpowiedź jest smutna: żadna. Mamy kilka marek z nieco wyższej półki, które od czasu do czasu się na to decydują. Linię pokazową posiada Aryton, ale niestety większość prezentowanych elementów nie wchodzi potem do sprzedaży. Deni Cler swego czasu zorganizowało pokaz, który okazał się jednym z lepszych w owym czasie. Ale potem nastąpiło długie i nieprzerwane milczenie. O łódzkich prezentacjach marek Solar czy Monnari wolę nie wspominać – marzyłam, by jak najszybciej o tym zapomnieć i się udało. W LPP przez kilka dobrych lat funkcjonował twór o nazwie Reserved Fashion (o ile dobrze pamiętam), stworzony tylko i wyłącznie na potrzeby stylistów. To były naprawdę niezłe ubrania, niestety do obejrzenia tylko w gazetach i na wieszaku w showroomie. Podobno były plany wprowadzenia go do sprzedaży, ale najwyraźniej się rozpłynęły, podobnie jak on sam.

Pamiętacie początki polskich sieciówek w latach dziewięćdziesiątych? Kraciaste i kwieciste kolekcje z Trolla, szereg sportowych koszulek frotte z Diverse’a czy lekki i kobiecy Qiosque? Cotton Club i rozłożyste sukienki do ziemi, przyprawiający o zawrót głowy wybór dżinsów w Americanosie czy Big Starze? Każdą markę można było rozpoznać na pierwszy rzut oka. Nawet jeśli część asortymentu była zamawiana na targach odzieżowych w Chinach czy gdziekolwiek indziej, nie dało się tego stwierdzić. Marka miała charakter, dbała o niepowtarzalność, każda kolekcja niosła w sobie pomysł, świeżość i budziła szczere zainteresowanie. Aktualnie gdyby nie metka, w życiu nie odróżniłabym Reserved od Top Secret czy Trolla od Mohito.

Po raz kolejny ilość pokonała jakość. I nie chodzi mi o to, że dziesięć czy piętnaście lat temu polskie ubrania z sieciówek były nie wiadomo jak wysokiego gatunku (choć po części były, z pewnością wyższego niż obecnie). Było ich zdecydowanie mniej. Siłą rzeczy wzbudzały więcej emocji. Dbało się o szczegół, pomagały w tym z pewnością mniejsze powierzchnie sklepów. Tak jak nie znoszę robić zakupów w supermarketach, tak odstręczają mnie gigantyczne sieciówki, w których towar jest upchany dokładnie tak samo jak na półkach z serami czy płynami do naczyń.

A więc marzy mi się polski Unique. I naprawdę nie wiem, dlaczego do tej pory nikt nie wpadł, by coś takiego stworzyć. Czyż nie byłoby przyjemnie pośród natłoku ciuchów „w trendzie”  znaleźć wytchnienia w postaci czegoś, co aspiruje do prawdziwej mody? Pozostawiam Was z tematem otwartym i zdjęciami letniej kolekcji Topshop Unique, której chyba nie muszę opisywać. Zrobi to sama.

P.S. Czytelniczka doniosła, że w LPP coś się jednak kroi. Oby było ciekawe.

1294@969@unique_rtw_ss14_1001

1294@969@unique_rtw_ss14_1002

1294@969@unique_rtw_ss14_1004

1294@969@unique_rtw_ss14_1005

1294@969@unique_rtw_ss14_1006

1294@969@unique_rtw_ss14_1008

1294@969@unique_rtw_ss14_1009

1294@969@unique_rtw_ss14_1011

1294@969@unique_rtw_ss14_1013

1294@969@unique_rtw_ss14_1014

1294@969@unique_rtw_ss14_1015

1294@969@unique_rtw_ss14_1018

1294@969@unique_rtw_ss14_1020

1294@969@unique_rtw_ss14_1021

1294@969@unique_rtw_ss14_1027

1294@969@unique_rtw_ss14_1028

1294@969@unique_rtw_ss14_1031

1294@969@unique_rtw_ss14_1034

1294@969@unique_rtw_ss14_1037

Zdjęcia: Topshop

24

cze

MTWTFSS S/HE

Pamiętacie, gdy po raz pierwszy napisałam tu o marce Weekday? Będzie pięć lat, jak w mordę strzelił (za, rzecz jasna, przeproszeniem). Marzył mi się sklep internetowy (ha ha ha). Obecnie częściej niż internetowe przydałyby się te stacjonarne, szybko się potrzeby zmieniają. Ale nie poruszam dziś tematu, żeby powspominać, jak to było kiedyś, gdy odkrywało się nowe zagraniczne i niedostępne marki (albo interesujące blogi o modzie – tak, to się zdarzało, uwierzylibyście?) ani żeby podkreślić, że Harel ma już tyle a tyle lat. Nie. Wcale. Ja się po prostu wybrałam na zakupy celem wydania odłożonych na okoliczność wyprzedaży pieniędzy. A ponieważ nie kręcą mnie ani podróby Celine w Zarze, ani dwa tiszerty w cenie trzech, byłam prawie pewna, że całość przepuszczę na frytki, książki i ewentualnie jakieś kosmetyki. Ale nie. Bo postanowiłam jednak odwiedzić pewną sieciówkę. Weekday – najbliższy oddział za naszą zachodnią granicą (choć oczywiście filia internetowa działa już od paru lat, jakby co).

I trafiłam tam na rzecz genialną, choć nieaktualną o minus siedemdziesiąt pięć procent. Gdybym Wam o niej napisała w październiku, wspólnie odliczalibyśmy czas do tzw. premiery. Ale nie można wiedzieć wszystkiego, no po prostu się nie da. Dowiedziałam się dziś, przed chwilą, przynosząc do tymczasowego domu dwie sztuki odzieży, a w planach mając kolejną wizytę na wszelki wypadek. Przyszedł z pomocą internet i oto, co znalazłam.

Kolekcja MTWTFSS S/HE to koncept na miarę aktualnych czasów. Dyskusji o płci jest tyle, że nie sposób nadążyć. Podkreślanie i zacieranie różnic, dyskryminacja i równouprawnienie, związki płci różnych i tych samych, kobiety z brodą i faceci w szpilkach. Czyżby pomysłodawcom zaświtała myśl o zlikwidowaniu działów męskiego i damskiego w sklepach? A może przy okazji sporej oszczędności miejsca w szafie? Powstał zbiór ubrań bez przeznaczenia dla konkretnej płci, niejako podsumowujący działalność marki, oscylujący wokół sześciu motywów przewodnich: dżinsu, bawełnianej koszulki, trencza, kurtki skórzanej, kraty oraz kurtki bejsbolówki. Elementy zostały tak zaprojektowane, żeby można je było łączyć w dowolny sposób. Kraciasty top jest przeźroczysty, więc najlepiej się prezentuje na białej bluzce, ogrodniczki zostały podzielone na górę i dół, by nie ograniczać pomysłów do tego podstawowego. Sporo jest rozcięć, wycięć, pęknięć – tak aby jedno mogło wystawać spod drugiego i dopełniać się nawzajem. Spódnica tuba może zmienić się w sukienkę, top albo szal. Gigantyczny kawałek białego dżinsu dzięki rzepom dopasuje się w talii albo na biodrach, zamieniając się w spódnicę lub coś w rodzaju fartucha (podobno świetnie wygląda ze spodniami, ale nie próbowałam). Państwo na filmie we wszystkim wyglądają świetnie. Ot, niezłe zagranie ze strony marki, wiadomo.

Podejrzewam, że sporej ilości osób (zwłaszcza kobiet, wybaczcie, że powrócę do operowania oldskulowymi kategoriami) nie odpowiadały zbyt luźne fasony, brak podstawowych rozwiązań w kwestii dopasowania do sylwetki (nawet swobodnego dopasowania, ale jednak). Nie mam pojęcia, jak kolekcja się sprzedawała, gdy trafiła do sklepów. Dziś widziałam tylko brutalnie przecenione ciuchy, przydeptywane do podłogi przez niezbyt uważnych klientów. Fajerwerków nie ma, ale wcale być nie miało. Geniusz tej idei tkwi w jej prostocie. Gdy obejrzałam poniższy film, jeszcze bardziej zapragnęłam wrócić do sklepu i kupić więcej. Teraz już wiem, o co chodzi. Ostatni element układanki pasuje jak ulał.

P.S. A tak przy okazji, wiecie skąd się wziął skrót MTWTFSS? Wyrecytujcie sobie dni tygodnia po angielsku.