Archiwa tagu: wiosna/lato ’16

11

paź

Anna Gregory

Pisząc o Annie Gregory nie mogę poprzestać na jednym sezonie. Czuję, że w kwestii tej projektantki mam pewne zaległości. Zbyt wiele dobrych historii się wydarzyło, ale też tradycyjnie zbyt szybko czas płynął, by je tu zmieścić. Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy trafiłam na jej prace, natomiast świetnie zapamiętałam wrażenie, że oto nadchodzi marka, która ucieszy wszelkie wielbicielki okryć wierzchnich. Druga charakterystyczna sprawa? Kolekcje były fotografowane na tzw. „normalnych kobietach”. Nie uważam standardowych modelek za nienormalne, wiecie o tym dobrze, natomiast wiecie również, że nie jest wielką sztuką sprawić, żeby na modelce ciuch dobrze wyglądał. Wyzwanie pojawia się w obliczu kobiety o mniej uniwersalnej figurze. A – to również wiemy wszyscy – figur jest mnóstwo i każda chciałaby znaleźć odpowiedni dla siebie strój, w czym sesje wizerunkowe marek niekoniecznie pomagają. Wyższe, niższe, chudsze, grubsze, starsze i młodsze – przy powstawaniu kolejnych projektów takie rzeczy liczą się najmniej. Wiadomo, nigdy nie zadowoli się wszystkich, ale przynajmniej nie możemy zarzucić projektantce, że nie próbuje. Efektem są nieduże i spójne kolekcje i nie będzie przesadą, gdy stwierdzę, że każda z nas znajdzie w nich coś dla siebie.

anna-gregory-fw1617-6

Czytaj dalej

31

sie

Shodo

Od paru dobrych lat podziwiam, jak zgrabnie Joanna Hawrot żongluje japońskimi tematami. Motywem stałym jest kimono, dostosowane do zachodnich potrzeb, uproszczone i znacznie łatwiejsze w zakładaniu niż oryginalne. Zresztą Zachód upraszcza nawet samą terminologię, określając mianem kimona również yukaty i haori (a także festiwalowe szmatki w azteckie wzory oraz swetry z szerokimi rękawami). Nic w tym złego, dopóki nie trafi się na osobę zorientowaną. Ostatnio sama popełniłam takie faux pas, postanowiłam się więc raz a dobrze nauczyć, co jest czym – a i tak zdarza mi się pomylić. Czymkolwiek nie byłyby najnowsze projekty Joanny Hawrot, z pewnością jest na czym oko zawiesić. Tym razem projektantka sięga po temat kaligrafii i – zatrudniając do pomocy japońską artystkę, Biho Asai – przenosi ręcznie malowane znaki na kolorowe tkaniny.

7

Czytaj dalej

17

sie

Sans

Kolejna premiera u Harel. Dziś przedstawię Wam prace absolwentki MSKPU, Anny Dubińskiej, która w 2014 roku zadebiutowała z marką SANS. Początki były nieśmiałe, pamiętam kilka granatowych elementów wiszących w sklepie NAP przy Mysiej 3. Płaszcz, żakiet, kurtka, wszystkie świetnie uszyte z bardzo przyjemnej miękkiej wełny, tajemnicza metka i lakoniczna informacja, że oto współpracowniczka Macieja Zienia postanowiła zasmakować samodzielności.

SANS SS2016 (11)

Czytaj dalej

16

sie

Małgorzata Salamon

Oto Małgorzata Salamon, absolwentka SAPU oraz… Wydziału Prawa i Administracji w Krakowie. Projektuje od kilku lat i od tych kilku lat obserwuję ją trochę z ukrycia. Widziałam i kraciaste sukienki w stylu retro, i kurtki inspirowane japońskim sukajanem, lecz z rysiami i dudkami zamiast smoków, i bardziej konceptualne formy pokazowe: geometryczne, połyskujące czy obszyte futrem. Projektantka ma na koncie współpracę z graficzką, Katarzyną Dolecińską (rzeczone haftowane zwierzęta), a w najnowszej kolekcji z wrocławską ilustratorką, Ewą Służyńską. Ponadto jest autorką projektu Re-Cover realizowanego wraz z BWA we Wrocławiu, mającego na celu pomoc osobom bezdomnym (o czym za chwilę). Już zimowa kolekcja „Walk with me” wzbudziła moje zainteresowanie ponad przeciętną, ale – jak to zwykle bywa w jednoosobowym zespole  – nie starczyło na nią czasu. Nadrabiam teraz, już, póki jeszcze mamy lato w głowach. Bo „Serenity” jest wiosenno letnia, aczkolwiek pomyślana lokalnie, po polsku, gdzie deszcz, wiatr i szarość doskwierać potrafią nawet podczas najjaśniejszych miesięcy. Równowaga, spokój i kobiecość jako motyw przewodni. Oczywiste? Być może. Natomiast świetnie zrealizowane. Poprzez paletę subtelnych szarości, butelkowych zieleni, bordo oraz czerni i bieli do żółtych i czerwonych akcentów, asymetrycznych falban, wycięć na ramionach i plecach oraz całkiem klasycznych fasonów wędrujemy przez kobiecą szafę a.d. 2016.

Serenity

Czytaj dalej

2

sie

THE ODDER SIDE

W nadchodzących dniach przedstawię kilka marek, o których jeszcze nigdy tu nie pisałam, choć niekoniecznie są nowe. Bywało, że ich początki mnie nie przekonały, chciałam dać im czas lub po prostu w danym sezonie mnie samej tego czasu nie starczyło. Na przykład przy THE ODDER SIDE miałam wrażenie, że projekty nie wyróżniają się niczym szczególnym, a przynajmniej niczym, co by wybredny gust Harel porwało. Bez większego zainteresowania oglądałam prezentowane na targach koszulki z głębokim dekoltem V i rozkloszowane mini spódniczki w czerni, bieli i różnych odcieniach szarości. Nuda, nic więcej. W dodatku różnie bywało z wykończeniem. Chyba że pechowo trafiłam na kilka egzemplarzy, w których metka trzymała się kurczowo jednej marnej niteczki lub straszył od spodu fantazyjnie splątany overlock. Nie wpadłam tylko na jedno. Żeby to i owo przymierzyć, a dopiero potem wydać opinię. W końcu po wielu miesiącach naprawiłam ten błąd. Po pierwsze miłe zaskoczenie: po lewej stronie wszystko jak najbardziej w porządku. Po drugie: niby proste fasony, a jak fantastycznie leżą! I to na sylwetce, że tak powiem, dość dalekiej od wybiegowej. I po trzecie (sprawdzone po jakimś czasie, bo co zmierzyłam, to kupiłam): marka korzysta z materiałów bardzo dobrej jakości. Jeśli te rzeczy się starzeją, to z gracją i przyjemną powolnością.

THE ODDER SIDE (2)

Czytaj dalej

29

lip

Sculptor Undone

Jeśli nie nadążam z pisaniem o kolejnych fantastycznych polskich kolekcjach to chyba dobrze? Tak sobie tłumaczę, mając wciąż sporą kolejkę szkiców na temat wiosny i lata. Czas płynie coraz szybciej, jesień w modzie trwa od lutego. Postanowiłam zwolnić i tego się trzymam, ku zdziwieniu niektórych projektantów (nieduży odsetek miewa nawet podejrzenia, że z tajemniczych powodów się obraziłam – to dopiero ciekawostka!), lecz ku zadowoleniu Czytelników. Wokół panuje chaos, zacierają się sezony, mówi się nawet o rezygnacji z klasycznego podziału na pory roku. W Polsce jest to o tyle zabawne, że póki co nie doczekaliśmy się nie tyle porządnego tygodnia mody, co nawet przestrzegania przez twórców umownych granic danego roku. Jeden wyskakuje z latem 2018, podczas gdy inny ledwo nadgania aktualną wiosnę. Tu opóźnienia w szwalni, tam pragnienie wyrwania się na przód peletonu (niezbyt uzasadnione, bo które media będą czekać z publikacją rok czy dwa? Chyba że chodzi o przekonanie klientek, że oto noszą nowatorskie projekty, których jeszcze nawet Paryż nie widział! Bo w znanych mi przypadkach z pewnością nie istnieje aspekt kontraktacji na targach). Z własnego doświadczenia wiem, że ta zawrotna prędkość nam, detalicznym odbiorcom polskiej mody, zwyczajnie nie służy. Paradoksalnie to jest właśnie główny argument za zmianą dotychczasowej formuły tygodni mody i wprowadzeniem na szerszą skalę opcji: zobacz – kup. Już nie raz łapałam się na tym, że rzeczy z premierowych kolekcji wydawały mi się stare i przeterminowane. Bo widziałam je niemalże rok wcześniej. Zresztą wystarczy spojrzeć na wielki świat mody ulicznej (zwłaszcza tej blisko wybiegów), by stwierdzić, że nikt na przyszłe lato nie czeka. Dlatego nie chcę pokazywać kolekcji zbyt wcześnie. Nawet jeśli zobaczycie je u kogoś innego, tu będą czekać w samą porę. Późne lipcowe popołudnie na przykład okazuje się idealne, by podzielić się niezwykle zmysłowymi projektami duetu Acephala. To marka, która czerpie inspiracje ze źródeł nieoczywistych, często dyskusyjnych i budzących spore emocje. Tematyka ludzkiej psychiki czy fizyczności, erotyzm, przełamywanie barier, różne płaszczyzny świadomości – jestem przekonana, że projektanci mieliby sporo do przedyskutowania z Freudem. Wiosna i lato poświęcone zostały rzeźbiarce, Alinie Szapocznikow. Choć tematyka nieprosta, Acephala jak zwykle wychodzi z tego impasu z gracją.

SS_2016_LOOKBOOK__Page_08

Czytaj dalej