Archiwa tagu: wiosna/lato ’17

20

kwi

Si-Mi x Joanna Horodyńska – Lullaby

Chcesz wiedzieć, co jest na czasie? Spójrz na nią, a pojawi się odpowiedź. Na temat jej stylu rozpisałam się przy okazji pierwszej współpracy z Si-Mi. Mija rok, a ona z sukcesem podchodzi do tematu już trzeci raz. Był dżins, były lata osiemdziesiąte, pora na falbany. Nie da się ukryć, po długim czasie nieobecności wychodzą z cienia i to ze zdwojoną siłą, zdobiąc już nie tylko brzegi spódnic czy sukienek, ale też mankiety, dekolty, a nawet nogawki. Dominują na wybiegach (Chanel, Gucci, Marc Jacobs, Isabel Marant) i automatycznie w sieciówkach (niektóre wystawy wyglądają, jakby zaraz miały z tymi falbankami odfrunąć), zaraz obok obrusowej kratki i wszechobecnych haftów. Jaki ma na nie pomysł Joanna Horodyńska? Maksymalny, bez kompromisów.

SiMi x Horodynska (13)

Czytaj dalej

12

kwi

Outfit Format – SS17

Są dwie rzeczy, które po mistrzowsku budzą moje wspomnienia: muzyka i ubrania. Wystarczy jedna piosenka czy utwór, a przenoszę się w czasie, wracają krajobrazy, zapachy i smaki, a nawet niektóre uczucia. Podobnie z ciuchami: fason sukienki zbliżony do tego, w którym zdawałam maturę, wzór na koszuli, którą nosiła dawna szkolna miłość, wymarzona w dzieciństwie kurtka, kolor swetra, który nosił mój mąż w czasach, gdy wodziłam za nim wzrokiem, mając nadzieję, że też się we mnie zakochał. Plus cały szereg ubrań mojej mamy, przywożonych z całego świata albo zdobywanych cudem na „ciuchach” w Rembertowie. Oglądam sobie potem taki pokaz Balenciagi, patrzę na te wszystkie puchówki i coś mi gra, coś mi dzwoni. Jadę do rodziców i odkopuję w czeluściach szafy identyczną kurtkę sprzed dwudziestu lat. Wciąż pasuje, wygląda bosko, wzbudza więc zainteresowanie i pytania, a ja znów mam szesnaście lat. Nie mam pewności, o co chodzi, ale z każdą nową kolekcją Outfit Format mam podobnie. Tu wzorek, tam krój i – choć te rzeczy są przecież nowoczesne, mocno osadzone tu i teraz – widzę ich odpowiedniki sprzed lat. Może tak właśnie działa odpowiednio zinterpretowana klasyka.

OUTFIT FORMAT SS17 (15)

Czytaj dalej

30

mar

CH Carolina Herrera – SS17

Na przekór pogodzie dziś kolejna porcja lata. Tym razem CH Carolina Herrera i mój subiektywny (a jakże) wybór prawdziwych perełek z najnowszej kolekcji. Zarówno założycielkę marki, jak i jej córkę, utożsamiam z najwyższym stopniem elegancji, którego z najróżniejszych powodów nie jest mi dane osiągnąć. To jest ten szyk, który ja zawsze muszę przełamać zmierzwioną fryzurą, pogniecionym t-shirtem lub sportowymi butami. Takie wentyle bezpieczeństwa, dla równowagi. Wiosna i lato na szczęście sprzyjają temu podejściu. Obok szlachetnych koszul – słomiane koszyki, a przy koronkach – stary dobry dżins. To są rzeczy do zakochania – natychmiast i na zawsze (czyt. dopóki kolejny sezon nas nie rozłączy).

CH_women_looks_SS17_32B

Czytaj dalej

29

mar

Sto lat!

Gdyby ktoś mi powiedział, że COS ma już dziesięć lat… Przecież ledwo co go odkryłam i z zapartym tchem śledziłam wszelkie na jego temat nowinki, zbierając zdjęcia z pokazów (tak! pokazów!) w specjalnym folderze, wzdychając do reklam (tak! reklam!) w zagranicznych magazynach i wreszcie odliczając dni do pierwszej wizyty w berlińskiej filii. Tymczasem dokładnie szesnastego marca marka obchodziła dziesiąte urodziny. Tego dnia w 2007 roku otwarto pierwszy sklep w Londynie przy Regent Street (co stanowiło ruch dość zaskakujący, ponieważ marka wywodzi się ze Szwecji). A potem poszło! Oszczędny styl inspirowany ówczesną estetyką domów mody jak Chloe (Paulo Melim Anderson) i Marni (nieodżałowana Consuelo Castiglioni) wnosił w przestrzeń sieci odzieżowych świeżość i zupełnie nową jakość. COS od samego początku brał pod uwagę mężczyzn, zatem szereg wielbicieli dobrej mody wreszcie mógł poczuć się usatysfakcjonowany. Marka podchodzi niestandardowo również do wszelkich specjalnych działań, zatem kolekcja przygotowana na dziesięciolecie zawiera tylko dziesięć elementów. W kapsule zawarte zostały ubrania żeńskie, męskie i dziecięce. Całość tylko w dwóch naturalnych i neutralnych kolorach – najbardziej interesująca pozostaje sama forma.

05_organic_cotton_shirt_dress_desktop

Czytaj dalej

24

mar

Black Celebration 1986

Znów na czarno i znów w pigułce. Albo kapsułce. Wraz z nadejściem wiosny Ania Kuczyńska serwuje zainspirowane nurtem Nowej Fali ubrania, „radykalnie czarne i magnetyczne”. Nie trzeba być ani dinozaurem, ani nawet szczególnym fanem muzyki, by skojarzyć pewne fakty (przynajmniej taką mam nadzieję). „Black Celebration” jest bowiem jednym z najbardziej znanych albumów grupy Depeche Mode, wydanym właśnie w 1986 roku i od owego roku prawdopodobnie masowo piratowanym na kasety magnetofonowe. Pamiętam starszych kolegów z podstawówki ubranych na czarno od stóp do głów, zostawiających ślad swoich fascynacji w postaci napisów na ścianach i murach. Jedna z koleżanek była szczególnie przejęta, bo jedyny sprej, który udało jej się kupić, miał kolor wrzosowy. W całej dzielnicy pojawiły się więc „depesze” w lżejszym wydaniu i – pechowo dla niej – dalekie od anonimowych. Karę w postaci odebrania na miesiąc skórzanej kurtki przyjęła godnie. „Black Celebration” dla Ani Kuczyńskiej to dopiero punkt wyjścia. Obok zespołu na liście inspirujących osób umieszcza Andrzeja Wajdę, Romana Polańskiego, Krzysztofa Komedę, Tadeusza Łomnickiego i Barbarę Kwiatkowską – Lass. Podróżujemy więc od lat osiemdziesiątych zarówno w przód jak i wstecz, przekładając czarno białe zdjęcia, porównując style, momenty i zwyczaje.

BLACK CELEBRATION 1986 (14)

Czytaj dalej

23

mar

The Dreamer

Jeśli ktokolwiek z Was ma jeszcze wątpliwości, czy dzianina może być zmysłowa, niech tu biegnie czym prędzej i ogląda najnowsze projekty Bereniki Czarnoty. Byliśmy z nią dosłownie wszędzie. Na surfingu w dalekich krajach, wśród plemion tworzących najpiękniejsze maski na świecie, na nartach, zlocie wielbicieli Volkswagena „garbusa”, w Paryżu i na Bali. Różnorodność inspiracji zawsze układała się w przyjemną całość, już z daleka rozpoznawalną. Zauważyłam już jakiś czas temu, że Berenika prowadzi główny wątek, uatrakcyjniając go co jakiś czas i wprowadzając nieduże zmiany. Bo albo trzyma się podobnej gamy kolorów, albo powtarza pewne elementy kroju, a jednak za każdym razem dowiadujemy się o niej czegoś nowego. Dziś jedziemy do Berlina, który został drugoplanowym bohaterem sesji wizerunkowej. Jak tam jest? Modnie, nawet bardzo modnie. I trochę słodko, a trochę seksownie. „The Dreamer”, czyli marzycielka, nieśpiesznie kroczy po mieście, które nigdy nie śpi. Chyba że w niedzielę, opóźniając wyjście na pięciogodzinny brunch.

BER9

Czytaj dalej