Archiwa tagu: wiosna/lato 2012

8

lis

PIÑATA

W ostatni piątek odbył się pokaz Ani Kuczyńskiej. Tak jak poprzednio, miał miejsce na ulicy Mokotowskiej, przed warszawskim butikiem projektantki. Tak jak poprzednio było ciasno, najlepiej miały osoby stojące z przodu, najgorzej te z tyłu. Tak jak poprzednio nagle zmieniła się atmosfera ulicy i publiczność została przeniesiona w świat Ani Kuczyńskiej. Tak jak poprzednio punktualnie. Tak jak poprzednio nie było tzw. welcome drinków ani babeczek z pastelowym lukrem (przepraszam, cupcakes – tak to się teraz nazywa…). W ogóle nie było żadnego cateringu (autorka przeprasza za nadużywanie angielskich słów!). Nawet różowych puszek rozdawanych przez równie różowe hostessy (to troszkę takie oczko wewnętrzne do osób, które miały tę przyjemność w Łodzi ;)). Ponieważ nie zostały spełnione podstawowe wymagania modnej publiczności (ba, po raz kolejny nie było pierwszego rzędu z gift bagami – ok, ok, już przestaję :))), w sumie nie dziwi, że gigantyczna jej część oburzyła się na widok pewnej części ciała pewnej znanej osoby, o których miałam tu nie pisać. Bo nie dość, że pokaz jakiś taki bez oprawy, to jeszcze na koniec kłaniają się nam cudze cztery litery (a choć, prócz liter oraz samych ubrań, wszystko było jak poprzednio, znaleźli się malkontenci, których ta formuła przerosła :)).
Wierzę w Wasze poczucie humoru, drodzy Czytelnicy, dlatego będę kontynuować w tym stylu :). Mnie w ogóle ten tyłek nie obszedł, ale, mimo usilnych prób, nie udało mi się pominąć go całkowitym milczeniem. Pasował do konwencji. Tyle. Zepsuty Nowy Jork lat siedemdziesiątych niejeden tyłek (a i zapewne co innego) widział zarówno w wydaniu prawdziwych gwiazd, jak i tych bezskutecznie aspirujących.
Piszę o Nowym Jorku, bo to właśnie jego dekadencki klimat sprzed kilku dekad stanowił główną inspirację kolekcji PIÑATA na wiosnę lato 2012. Słynne Studio 54, które nierzadko decydowało o być albo nie być jednostki w wielkim świecie, kolejne żony Micka Jaggera, Diana Ross, Debbie Harry, a całość zaklęta już na zawsze w czarno białych zdjęciach. Stąd oszczędna kolorystyka kolekcji, a dla podkreślenia klimatu fryzury i makijaże modelek nawiązujące do czasów imprezowej świetności.
Coraz śmielej na pierwszy plan wysuwa się u projektantki kobieca talia, dodatkowo podkreślana baskinką, lub kopertowym wiązaniem (czyżby hołd dla kolejnej bywalczyni Studia 54, Diane von Furstenberg? Tak, wiem, to nie ona wymyśliła kopertową sukienkę, ale ona ją spopularyzowała). Podoba mi się sformułowanie samej Ani Kuczyńskiej, określającej swoją kolekcję jako przewrotnie elegancką. Tradycyjnie jest niezobowiązująco, co dodatkowo podkreślają miękkie i swobodnie układające się tkaniny. A do tego wszystkiego zdjęcia autorstwa Zuzy Krajewskiej i Bartka Wieczorka – mistrzostwo świata!
Co oznacza nazwa kolekcji? Ten przedmiot widzieliśmy nie raz, jeśli nie na żywo, to z pewnością w filmach. Bajecznie kolorowy, wykonany z papier-mâché, wypełniony cukierkami, oryginalnie w formie gwiazdy zakończonej siedmioma stożkami symbolizującymi siedem grzechów głównych (czy dodatkowa bohaterka piątkowego wieczoru wciąż wydaje się Wam nie na miejscu?). Podczas świąt pinatę rozbija się równie kolorowymi kijami, by zatonąć w masie słodyczy. Ja kojarzę głównie pinaty w kształcie osiołków i mam mgliste wizje przezabawnych scen filmowych – jednak jest chyba zbyt wczesna pora, by je sobie konkretnie przypomnieć ;).
Jestem bardzo, bardzo na tak :). I nie mogę się doczekać wiosny, gdy będę mogła kupić sobie czarną kopertową sukienkę. Bo trzeba będzie to zrobić. Kropka.


Fot. Zuza Krajewska & Bartek Wieczorek