Archiwa tagu: wpis sponsorowany

18

Paź

Zmierz się z tym!

Dawno dawno temu, gdy nie było Facebooka, a Harel jeszcze oglądała telewizję, w pewnym programie na raczkującym wówczas kanale TVN Style wypowiadała się odnośnie stylu Polek wzięta stylistka, Alicja Kowalska. Jej słowa zrobiły na mnie spore wrażenie, bo między innymi stwierdziła, że Polki uparcie wybierają za małe rzeczy. Nawet nie próbowałam podejmować dyskusji, spojrzałam na metkę 34, którą wtedy pragnęłam mieć przy wszystkich ciuchach, potem na boczki, które mi wystawały ze spodni, a wreszcie na t-shirt, który niemal pękał w szwach, oblekając me niewątpliwe kształty, he he. Niezbyt wtedy chciałam coś zmieniać, ale ambicja drgnęła. Przecież nie będę jak wszyscy, wyrwę się z tego! Tym sposobem Alicja Kowalska, nawet o tym nie wiedząc, uratowała mnie z lekkiej obsesji kupowania za małych ciuchów. Już całkiem niedawno z kolei wciągnęłam się w fenomenalny serial „Rozwód”. Jedna z bohaterek w mało istotnej scenie zakupów upierała się przy spódnicy w rozmiarze, który uznawała za swój. Spódnica nie chciała się dopiąć, ta stwierdziła więc, że jest fatalnie uszyta i że to skandal. Można i tak. Ale czy nie lepiej przestać aż tak wielką wagę przywiązywać do kilku numerków? Zwłaszcza że one naprawdę mają funkcję orientacyjną i nie powinny w żaden inny sposób być interpretowane?

Czytaj dalej

20

Wrz

Amourette. Niech żyje wygoda!

Sama w to nie wierzę, ale właśnie mijają dwa lata od dnia, w którym otrzymałam nową sylwetkę. Mniej więcej o tej samej porze, późnym popołudniem żegnałam się ze swoim starym biustem, który okazał się o dwie paczki cukru za ciężki. Pięć godzin później obudziłam się totalnie zakręcona, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo moje życie się zmieni. Nie dość, że zaczęłam zupełnie inaczej wyglądać w swoich starych ciuchach, to jeszcze otworzył się wachlarz nowych możliwości, które do tej pory nie były mi dane. Gdy parę tygodni później w przymierzalni dopięłam się w koszulę dwa rozmiary mniejszą niż dotychczas (i w dodatku całkiem nieźle się układała), może nawet wzruszyłam się nieco za mocno, bo nie miałam pojęcia, że czeka mnie tyle niespodzianek. Ale żeby niespodzianki leżały odpowiednio, trzeba było się ponownie zmierzyć i dobrać sobie odpowiedni biustonosz. Znalazłam jakiś zapomniany bon na zakupy w Triumphie, poszłam sprawdzić, czy da się coś wybrać, zostałam otoczona tak wspaniałą opieką pań brafitterek, że postanowiłam zostać z marką na dłużej. Dobry los chciał, że zaraz potem Triumph zaproponował mi współpracę. I tak trwa nasz udany związek, dzięki czemu mogę dawać Wam znać o wszelkich nowościach czy dobrych wieściach. Tym razem chodzi o Amourette. Już nie model (pierwszy powstał w 1954 roku), a całą linię, która na jego bazie powstała. Jest się czym zachwycać.

Czytaj dalej

17

Maj

Wszystkiego najlepszego!

Zaczęło się dziesięć lat temu od nieśmiałego powrotu do przeszłości. I to tej dalekiej, sięgającej nawet dziewiętnastego wieku. Pomysł tak się spodobał, że powroty trwają do dziś. Kolekcja Vintage Stories by Kappahl właśnie świętuje okrągły jubileusz. Karl-Vilhelm Bjork, projektant marki, na motyw przewodni wybrał… miłość. W wersji wręcz stereotypowej, pełną kwiatów, koronki i romantycznych ozdobników. Nieprzypadkowo, w końcu sezon weselny właśnie trwa. Wędrujemy przez złamaną biel, pudrowe róże, błękit aż po pełną, nasyconą czerwień, od dużych kwiatowych nadruków po niezwykle modny, tapetowy deseń Toile de Jouy (i znów ukłon w stronę Marii Grazii Chiuri i jej kolekcji Resort 2019 dla domu mody Christian Dior) – niechybnie w stronę ślubnego kobierca albo chociaż uchylonych drzwi sali weselnej… Choć sama mam traumę weselną, w takim stroju chyba nawet dałabym radę. Ha. ha. ha.

Czytaj dalej

3

Kwi

Re.Design po raz czwarty

Jak nużą mnie sieciówki i kolejne kolekcje specjalne, tak do Re.Design mam słabość. Słabość, pomimo ułamka wręcz procenta, który kolekcja zajmuje w całym asortymencie, pomimo bardzo ograniczonej dostępności i pomimo świadomości, że ubrań produkuje się i kupuje za dużo. Bo kupować to jedno, ale drugie tworzyć różne światy i historie, które wierzchnią swoją warstwą mają nas zachęcić do konsumpcji, lecz już kolejnymi pod spodem mogą po prostu przyjemnie połechtać nasze zgłodniałe piękna serca i oczy (no dobra, nie będziemy nikomu łechtać oczu, ale wiecie, o co mi chodzi?). Pierwsze wpisy na tym blogu, w 2006 roku, przedstawiały kampanie reklamowe. Od tego zaczęłam. Czy byłam opłaconym medium? Nie. Czy zachęcałam do kupowania tych produktów? Również nie. Chciałam podzielić się tym, co mnie poruszyło, zafascynowało. Kreatywnością ludzi mody i okolic, ujęciami, często poczuciem humoru.

Dziś powracam z Reserved, marką wzbudzającą skrajne emocje, przykładem innych sieciówek czerpiącą z wybiegów czasem zbyt dosłownie (choć, jak dobrze wiemy, ogromniasty kapelusz spopularyzowany przez Jacquemusa  – bardzo podobny do tego z Re.Design – wcale nie był jego autorskim projektem), ale też z zespołem polskich projektantów, którzy tworzą wciąż coraz lepsze kolekcje kapsułowe. Re.Design w rocznym cyklu marki to dwa akcenty, które ogląda się z przyjemnością. Po prostu. A czy trzeba kupować? Zdecydujcie sami.

Czytaj dalej

28

Sty

Po skandynawsku

O co chodzi ze skandynawskim stylem? Gdy zaczynałam pisać ten blog i ktoś mi opowiadał, jak bardzo jest skandynawskim stylem zafascynowany, nie za bardzo rozumiałam, co ma na myśli. Szczerze mówiąc, do tej pory nie jestem pewna, co się za tym sformułowaniem kryje, bo odnoszę wrażenie, że co sezon co innego. Dziesięć lat temu Skandynawia kojarzyła się z markami konceptualnymi, trochę wariacjami, mniej lub bardziej udanymi, na temat japońskiej awangardy lat osiemdziesiątych, trochę skojarzonymi z roboczymi uniformami. Potem przyszedł czas na uproszczenia, które zdominowały nie tylko modę, ale również wnętrza (i muzykę). A całkiem niedawno, z pewnością dla równowagi, cała prostota została zmieciona przez falbany, kolory i kiczowate ozdoby. A jednak, mimo tych wszystkich kierunków, zdarza się, że kogoś widzę i pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to Skandynawia właśnie. W ostatnich latach zdarzyło mi się kilkakrotnie zajrzeć na Północ i zawsze, nawet jeśli byłam tam tylko przez parę godzin, wracałam z głową pełną inspiracji. Banalne? Może i banalne, ale tak na mnie działają tamci ludzie i wiem, że nie jestem osamotniona.

Sztokholm, czerwiec 2018. Fot. Harel Czytaj dalej

15

Paź

SAY Makeup. Zrób to sama!

„Każda dziewczyna jest swoją własną wizażystką” – tymi słowami zaczyna się moje spotkanie z nową polską marką SAY Makeup, która w swojej ofercie ma… pędzle do makijażu. Ja i makijaż? No właśnie, ogólnie wiadomo, że nie jestem specjalistką. A jednak to właśnie na mnie padło w kwestii testowania owych. Dlaczego? Bo powstały dokładnie dla takich osób jak ja. Czyli tych, które się malują i którym coś dzwoni, nie do końca jednak rozpoznają, z której strony. Od momentu, w którym próg mojego mieszkania przekroczyło dwanaście czerwono granatowych pudełek z wiadomą zawartością, co nieco się zmieniło i już nie można mnie zaskoczyć. Nauczyłam się pędzli, drodzy Państwo! Co więcej, nauczyłam się z nich korzystać i chyba całkiem nieźle mi to wychodzi. Spoglądam na niedawne zdjęcia, które ten i owy mi wykonał, widzę podkreśloną kość policzkową, naturalnie rozłożony róż czy całkiem wprawnie podmalowane oko (choć na tyle delikatnie, by dawało złudzenie braku makijażu). Główna refleksja: jak ja mogłam bez nich żyć? Ale do rzeczy.

Czytaj dalej