Archiwa tagu: wpis sponsorowany

28

Sty

Po skandynawsku

O co chodzi ze skandynawskim stylem? Gdy zaczynałam pisać ten blog i ktoś mi opowiadał, jak bardzo jest skandynawskim stylem zafascynowany, nie za bardzo rozumiałam, co ma na myśli. Szczerze mówiąc, do tej pory nie jestem pewna, co się za tym sformułowaniem kryje, bo odnoszę wrażenie, że co sezon co innego. Dziesięć lat temu Skandynawia kojarzyła się z markami konceptualnymi, trochę wariacjami, mniej lub bardziej udanymi, na temat japońskiej awangardy lat osiemdziesiątych, trochę skojarzonymi z roboczymi uniformami. Potem przyszedł czas na uproszczenia, które zdominowały nie tylko modę, ale również wnętrza (i muzykę). A całkiem niedawno, z pewnością dla równowagi, cała prostota została zmieciona przez falbany, kolory i kiczowate ozdoby. A jednak, mimo tych wszystkich kierunków, zdarza się, że kogoś widzę i pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to Skandynawia właśnie. W ostatnich latach zdarzyło mi się kilkakrotnie zajrzeć na Północ i zawsze, nawet jeśli byłam tam tylko przez parę godzin, wracałam z głową pełną inspiracji. Banalne? Może i banalne, ale tak na mnie działają tamci ludzie i wiem, że nie jestem osamotniona.

Sztokholm, czerwiec 2018. Fot. Harel Czytaj dalej

15

Paź

SAY Makeup. Zrób to sama!

„Każda dziewczyna jest swoją własną wizażystką” – tymi słowami zaczyna się moje spotkanie z nową polską marką SAY Makeup, która w swojej ofercie ma… pędzle do makijażu. Ja i makijaż? No właśnie, ogólnie wiadomo, że nie jestem specjalistką. A jednak to właśnie na mnie padło w kwestii testowania owych. Dlaczego? Bo powstały dokładnie dla takich osób jak ja. Czyli tych, które się malują i którym coś dzwoni, nie do końca jednak rozpoznają, z której strony. Od momentu, w którym próg mojego mieszkania przekroczyło dwanaście czerwono granatowych pudełek z wiadomą zawartością, co nieco się zmieniło i już nie można mnie zaskoczyć. Nauczyłam się pędzli, drodzy Państwo! Co więcej, nauczyłam się z nich korzystać i chyba całkiem nieźle mi to wychodzi. Spoglądam na niedawne zdjęcia, które ten i owy mi wykonał, widzę podkreśloną kość policzkową, naturalnie rozłożony róż czy całkiem wprawnie podmalowane oko (choć na tyle delikatnie, by dawało złudzenie braku makijażu). Główna refleksja: jak ja mogłam bez nich żyć? Ale do rzeczy.

Czytaj dalej

3

Sie

Wspierajmy się! cz. 3

Pora na trzecią i ostatnią część cyklu, który przygotowuję we współpracy z marką Triumph. Było już o kształtach, było o dyscyplinie, czas na… prawdę. Czasem trzeba stanąć z nią oko w oko, porzucić swoją nieomylność i oddać się w ręce profesjonalistki. W kwestii mody nie mam poczucia misji. Nie zależy mi, żebyśmy nagle zaczęli się modnie ubierać, porzucili przyzwyczajenia czy dobierali strój odpowiednio do swojej sylwetki lub wieku. Zdecydowanie to nie te czasy, żeby wprowadzać dyktat takich rzeczy. I tak zazwyczaj okazuje się, że ci, co się z kogoś podśmiewają czy wytykają palcami, największy problem mają ze sobą. Ale  (duże ale) jednego nie odpuszczę. Kobiety drogie, musimy nosić dobrze dobraną bieliznę i kropka. A biustonosz zwłaszcza. Bez wymówek. Sama do niedawna miałam z tym ogromny (dosłownie) problem, który wiadomo jak się skończył. Ale dopóki zdrowie dopisuje, dbajmy o piersi i ich odzienie. Jeśli myśleliście, że tekst poświęcony plaży będzie dotyczył akceptacji siebie i różnorodności ciał, no cóż, chyba o tym wystarczająco już tu było. Zakładam, że ziarno zostało zasiane i nie dajecie się Panie złym myślom. Pewne rzeczy powinny być oczywiste. Ustalmy, że samoakceptacja to podstawy, może nie proste, ale możliwe do opanowania. Dziś będzie o dopasowaniu.

Czytaj dalej

6

Lip

Kappahl. Keep the ocean clean.

Pamiętacie słynne słowa wypowiedziane w filmie „Absolwent” z Dustinem Hoffmanem? Jego bohater, Benjamin Braddock, podczas przyjęcia z okazji ukończenia studiów słyszy same złote rady. Jeden ze znajomych jego rodziców mówi enigmatycznie: „One word: plastics”. To kanon filmowych cytatów, ówczesny mem, chciałoby się rzec. W 1967 roku, gdy film powstawał, plastik był przyszłością. Gdy ostatnio obejrzałam tę scenę ponownie, stwierdziłam, że zestarzała się zdecydowanie bardziej niż sama pani Robinson. Jeśli plastik pozostaje przyszłością, to w pejoratywnym znaczeniu, zwłaszcza ten jednorazowy: butelki, kubeczki, rurki, sztućce… Krótki występ w naszym kolorowym życiu, a potem kilkadziesiąt (albo i kilkaset) lat rozkładu. Chyba że trafi do recyklingu i przyczyni się do powstania czegoś nowego, oszczędzając środowisko. Kolekcja kostiumów kąpielowych Kappahl powstała z myślą o morzu – i to w wielu aspektach. Morzu jako miejscu wakacyjnej rozrywki – wiadomo. Ale też jako miejscu, w którym topimy tony tworzyw sztucznych – a możemy je przecież na nowo wykorzystać. Stroje powstałe w wyniku zrównoważonej produkcji w poprzednim życiu były m.in. sieciami rybackimi i plastikowymi butelkami. Powracają do wody w nowej, zdecydowanie przyjaźniejszej planecie odsłonie.

Czytaj dalej

2

Lip

Wspierajmy się! Cz. 2

Pamiętacie niedawny tekst o wsparciu? Pora na drugą jego część. Wraz z marką Triumph przyglądam się, analizuję i opisuję, co widzę. Oni skupiają się na pozytywnych stronach, prezentując w najnowszej kampanii wspólną siłę kobiet. Ja dziś trochę ponarzekam, bo bywa, że uparcie sobie tej siły nie chcemy dawać. Mam sporo szczęścia, bo otoczona jestem wspaniałymi osobami. Gdy przeszłam operację, mogłam liczyć na ogromną ich pomoc – bywało, że nawet w tak błahej sprawie, jak otwarcie lodówki (po operacji piersi nie wolno obciążać ramion). Teraz powoli wchodzę w etap, gdy wszystko mi wolno (co nie znaczy, że mi się chce) i dochodzi do mnie trochę więcej świata zewnętrznego. Wnioski nie są zbyt pozytywne, choć jak zwykle jest nadzieja. W prosty sposób można wiele zmienić. Zastanawiam się, dlaczego z takim trudem to nam przychodzi.

Czytaj dalej

4

Cze

Wspierajmy się! Cz. 1

Zainteresowałam się modą na tyle dawno, by pamiętać czasy sprzed dyskusji o zbyt chudych modelkach i rokrocznej walki, by coś z tym zjawiskiem zrobić. Magazyny nie wieściły wówczas „wielkiego powrotu kobiecości”, nie namawiały też do samoakceptacji, by parę stron dalej wrzucić rozbudowaną reklamę kliniki medycyny estetycznej. Mam wrażenie, że nikt nie był ani za chudy, ani za gruby. Zmieniała się estetyka, zmieniała się uroda, ale nigdzie nie było przesady. Być może idealizuję te czasy teraz, bo z naszej perspektywy wszystko, co kiedyś, wydaje się nadzwyczajnie ułożone i spokojne. Ciężko powiedzieć, w którym momencie trafiło na ideał kobiecej sylwetki, niebezpiecznie zbliżony do kształtów wręcz chłopięcych. I co z tego? Taka sylwetka też jest piękna, nie dajmy sobie wmówić, że to przegięcie. Rzecz w tym, co sami z tym zrobimy, jak będziemy taki ideał odbierać wobec siebie. Bo czy jest to jedyna słuszna opcja? No właśnie. Pamiętam dobrze moment, w którym zaczęłam się niepokoić, że od ideału odstaję. W którymś z numerów nieodżałowanej „Filipinki” znalazłam tabelę z idealnymi wymiarami nastolatek. Nieźle, co? Nie wiem, kto wpadł na ten pomysł, ale podejrzewam, że narobił dużo złego. Oczywiście się zmierzyłam i oczywiście wyszło, że mam po parę centymetrów za dużo w kostkach i nadgarstkach (!). I sporo za duży biust. A wystarczyło zamieścić pod spodem jedno zdanie. Jedno! „Poznaj swoje wymiary i dobierz dla siebie idealną garderobę”. Dlatego podwójnie spodobała mi się niegdysiejsza akcja marki Triumph pod tytułem „Znajdź swój ideał”. To nie Ty masz dążyć do ideału, tylko Twoje warstwy zewnętrzne. A znalezienie idealnego rozmiaru biustonosza to podstawa wszelkich modnych historii.

Triumph Amourette

Czytaj dalej