Archiwa tagu: współpraca

18

mar

Prawdziwe bohaterki

One nie muszą zatrudniać sobowtórów swoich idoli, by zostać dostrzeżonymi, nie kupują obserwatorów na Instagramie i nie nazywają współpracą z wielką marką niczego, co faktycznie nią nie jest. W czasach wielkiej internetowej ściemy pozostają prawdziwymi bohaterkami, które naprawdę udowadniają, że spełnianie marzeń jest możliwe. Areta Szpura i Karolina Słota, czyli Local Heroes – dziewczyny z wizją, które za pomocą prostych i nierzadko naiwnych środków potrafią przekazać całkiem poważny światopogląd. Kocha je cały świat, a noszą największe sławy. Zabawne slogany „too old to die young”, „need vacation from vacation” czy najsłynniejsze „doing real stuff sucks” weszły do kanonu przesiąkniętego nowymi technologiami młodzieżowego świata, a coraz częściej przenikają też do pokoleń nieco starszych, ujmując przekazem i poruszając dziecięcą część każdego z nas. Ulubione bajki i seriale z dzieciństwa, pastelowe ciuchy z zagranicy, wymarzone zabawki, podstawówkowe hity – nawet jeśli nie potrafimy sobie ich wszystkich przypomnieć, dzięki Local Heroes coś zaczyna świtać. Ja wprawdzie nie załapałam się na fascynację Hannah Montana, ale nałogowo oglądałam „Full House”. Gdy ostatnio odnalazłam serial w czeluściach Netflixa, nagle zrozumiałam, jak bardzo styl młodych bohaterek ukształtował połówkę marki, czyli Aretę. U Local Heroes takich smaczków jest mnóstwo, dlatego ogłoszona niedawno współpraca z Disneyem nie zdziwiła ani trochę. Że wzbudziła podziw, to inna sprawa.

Local Heroes Disney (4)

Czytaj dalej

28

maj

Cloudmine Due

To już rok istnienia internetowego sklepu Cloudmine w nowej koncepcji. Start wspierała grupa polskich projektantów, tworząc specjalną linię ubrań i dodatków Cloudmine Uno, nawiązujących w mniej lub bardziej dosłowny sposób do chmury – logo butiku. Cieszy ogromnie, że właścicielce, Mariannie Grzywaczewskiej, po raz drugi udało się namówić sporo istotnych nazwisk do współpracy. Przed Państwem kolekcja Cloudmine Due.

cloudmine--5320

Czytaj dalej

19

maj

Lou Saints

Myślałam niedawno o Annie Poniewierskiej. Pisałam tu o niej kilkakrotnie, ostatnio przy okazji premiery filmu „Before the show” o Tomaszu Ossolińskim. A więc na tyle dawno, by się stęsknić. I nagle przychodzi zaproszenie, a w zaproszeniu figuruje jej nazwisko. Tym razem w połączeniu z Lou Saints, siostrzaną marką Lilou. Specjalnie nie sprawdzałam, co mnie czeka, postanowiłam mieć niespodziankę. Dziś rano okazało się, że to był dobry pomysł. Dzięki niemu mogłam się zetknąć w sposób totalny z prawdziwą modą.

Lou Saints (4)

Czytaj dalej

28

kwi

Ventilator x Aleosa

Już trzeci raz marka Reebok podejmuje współpracę z polską ilustratorką, Olką Osadzińską. Wielka to radość i nieustający podziw, tym bardziej że Osadzińska porzuca dawną koncepcję na rzecz znacznie ostrzejszej wizji. Tym razem za płótno posłużył model Ventilator, który w tym roku obchodzi dwudziestopięciolecie powstania. Efekt?

OSADZINSKA_REEBOK_VENTILATOR_moodboard

Czytaj dalej

15

paź

Lous x Prosto

Świat mody kolaboracją stoi. I jakbyśmy nie znosili słowa „kolaboracja”, ono się wpisało, odcisnęło i będzie straszyć swoim pokręconym znaczeniem jeszcze wiele lat, dopóki ktoś nie wymyśli czegoś jeszcze gorszego. Kolaboruje Alexander Wang z H&M (jutro pokaz!), Kate Moss z Topshopem, kolaboruje Snoop Dogg z Happy Socks, Rick Owens z Adidasem, a Pharrell Williams to już chyba ze wszystkim.

Dzieje się i w Polsce. Dziś krótko, bo to współpraca w wersji mini. Siły dwóch kompletnie różnych marek połączone w jeden zgrabny element – niegryzący się z ideą żadnej z nich. Lous – znane z ultra prostych rozwiązań i manewrowania ponad sezonami – oraz Prosto – jak to się brzydko mówi, rzecz „streetwearowa”. Połową drogi okazał się płaszcz przeciwdeszczowy (i jest przeciwdeszczowy naprawdę, nie tylko z wyglądu, ale też z zachowania). Jest jak kameleon. W obecności ubrań Prosto staje się elementem praktycznym i sportowym. Towarzystwo elementów Lous wprowadza go w świat totalnie kobiecy i zmysłowy. Kolor? Wiadomo. Chyba nikt nie miał wątpliwości. Niespodzianka kryje się pod spodem. Podszewkę z dziurkowanego materiału zdobią szare deszczowe chmury. Zarówno kaptur, jak i dół płaszcza można ściągnąć solidnymi troczkami. Kieszenie obecne. Ten pierwszy jest w stu procentach „prostowy”. Za to obła linia stroju – Lous jak się patrzy. Trochę szkoda, że to tylko jeden strzał, bo chętnie bym obejrzała więcej owoców tego nietypowego spotkania.

lous x prosto (2)

lous x prostoFotograf: Jacek Kołodziejski SHOOT ME
Modelka: Ela Przygoda
Wlosy: Gor Duryan
Makijaż: Ala Gabillaud
Scenografia: Tymon Nogalski

13

paź

Miejsce na Twoją reklamę

Długo się zbierałam do tego tekstu. Wydawał mi się zbędny i niepasujący do formuły bloga. Kilka podejrzanie podobnych do siebie wydarzeń z ostatniego czasu pomogło mi podjąć decyzję. Dziś nie będzie więc o modzie, ale o tym blogu i treściach, które się na nim pojawiają. Zainspirowała mnie parę miesięcy temu Style Digger, linkując wpis Garance Dore odnośnie zasad współpracy panujących na jej blogu.

Od paru lat słyszę lub czytam, że „U Harel reklama goni reklamę”. Jest to o tyle zabawne, że ten blog jako jeden z nielicznych (o ile nie jedyny w ogóle) pozostaje wolny od reklam. Nie ma tu banerów, boksów, logo w tle czy szeptanych wpisów. Nie szkodzi, ludzie wiedzą lepiej. W ostatnich tygodniach spotkałam się kilkakrotnie z opinią, że danej marki czy projektanta nie stać, by się u mnie pojawić. Tego było za wiele. Postanowiłam więc tym, którzy naprawdę chcą wiedzieć, przedstawić mechanizm moich działań.

  • Od samego początku piszę tu tylko i wyłącznie o rzeczach i zjawiskach, które mnie zachwycają, przekonują, interesują. Żadne pieniądze, samochody czy torebki nie są w stanie zmienić mojego zdania.
  • Blog nie jest moją pracą. Poświęcam mu sporo czasu, osiągnął status profesjonalnego, ale wciąż pozostaje przyjemnym, choć wymagającym hobby. Podziwiam osoby, które blogowaniu poświęciły się w stu procentach. Ja bym tak nie potrafiła. Ponieważ mimo wszystko czas to pieniądz…
  • Zdarzają się tu teksty sponsorowane. Są jednak jasno oznaczone (tagiem „wpis sponsorowany”). I dotyczą tylko tych marek czy produktów, o których naprawdę chcę napisać i które według mnie warto Wam przedstawić. Zasady współpracy określam indywidualnie, a ceny naprawdę nie prowadzą do zawału serca. Ale to już sprawa między mną a potencjalnym klientem.
  • Lubię prezenty, nie będę ukrywać. To jest jeden z najprzyjemniejszych efektów ubocznych prowadzenia bloga. Uważam jednak, że nie muszę czuć się zobligowana do napisania później o marce. To działa w drugą stronę. Marka, o której mam ochotę tu napisać, nie musi się czuć zobligowana do wysyłania mi prezentu. Prosta sprawa. Czy gdy dajesz komuś prezent, spodziewasz się czegoś w zamian? Tak? No to masz w życiu ciężko.
  • Podobnie z zaproszeniami na pokaz, prezentację, imprezę, czyli ogólnie mówiąc „iwent”. Traktuję je jako docenienie moich działań, a nie wiążącą umowę mającą na celu promocję danego projektanta czy marki na blogu.
  • Barter to nie prezent. Jeśli jasno określisz, czego ode mnie oczekujesz, istnieje szansa na współpracę (o ile… patrz punkt pierwszy). Ale najpierw się dogadajmy, potem obdarowujmy, ok?
  • Tak, organizuję konkursy. Bardzo rzadko (choć ostatnio coraz częściej), bo rzadko zdarzają się nagrody, które chciałabym zafundować swoim Czytelnikom. Takie współprace są udane tylko wtedy, gdy produkt dobrze się zgrywa z moim blogiem i moją osobą w ogóle.
  • Mój Facebook śpi. Umieszczam tam tylko linki do blogowych wpisów – na prośbę zrozpaczonych Czytelników, którzy tylko dzięki Facebookowi dowiadywali się, że pojawia się tu coś nowego. Tym bardziej nie lubię Facebooka. Kiedyś po prostu zaglądało się na ulubione strony, teraz nawet tego nie chce się nam robić.
  • Za to nie śpi mój Instagram oraz Pinterest. Ten drugi zyskał zaskakującą nawet dla mnie popularność.
  • Odpisuję na wszystkie maile, o ile są zaadresowane bezpośrednio do mnie, a nie np. do „Pani Sylwii i Renaty” (przypadek sprzed dwóch tygodni) lub przepełnione są zachwytem nad moim niepowtarzalnym stylem, który codziennie prezentuję na blogu. Jeśli więc nie odpisałam, to znaczy, że pechowo mail wpadł do spamu (który staram się sprawdzać, ale czasem zapominam) albo zaginął w drodze.
  • Mocno kibicuję polskiej modzie i nowym markom, ale nie pojawiłam się tu wczoraj i orientuję się, co w trawie piszczy. Więc nie polecam przedstawiać luźnych sukienek z szarego dresu jako „przełomowej kolekcji innej niż wszystkie”. Mam taką zasadę (niektórzy mają mi za złe), że staram się skupiać tylko na pozytywnych stronach tej naszej młodocianej polskiej mody. Jeśli jednak ktoś bardzo mnie będzie męczył, wypowiem się i niekoniecznie będą to słowa, które chciał usłyszeć.
  • Statystyki mnie nie interesują, co nie znaczy, że nie obchodzą mnie Czytelnicy. Jestem zarejestrowana na Google Analytics i na życzenie podaję liczby, ale nie przykładam do nich wagi. Nie ukrywam też, że gdy blog siedział sobie spokojnie na serwerach Agory, miał gigantyczną liczbę wejść, której na własnej domenie nie udaje mi się powtórzyć. Co się nie zmieniło, to stałe grono osób, które najzwyczajniej w świecie lubią tu przebywać. Tego mi nie mówi Google, tylko one same.
  • I na koniec. Nie uważam, że reklama to zło, a blogi, które zawierają dziewięćdziesiąt dziewięć procent treści sponsorowanych to narzędzie szatana. Dobrze jednak pamiętam, od czego się zaczęło i dlaczego to do nas wchodziło się w poszukiwaniu szczerych autentycznych opinii. Dlatego mam zamiar dbać o tę szczerość przede wszystkim. Możecie być pewni, że nigdy Wam tu kitu nie wcisnę.

Uffff, to chyba wszystko. Lepiej późno niż wcale.

Z pozdrowieniami,

Harel