Archiwa tagu: zakupy

10

sie

Między słowami

Cóż to był za film! Ludzie wychodzili z seansów zalani łzami wzruszenia, a potem, gdy tylko mieli możliwość odtworzenia go w domowym zaciszu, robili wszystko, by rozszyfrować szept Billa Murray’a – bezskutecznie. To jedna z tych produkcji, którą mogę oglądać wiele razy, a za każdym odkrywam coś nowego. Różowe włosy Scarlett Johansson, karaoke, gry wideo czy zadziwiające posiłki do samodzielnego przygotowania w restauracji, kultowy widok z tokijskiego Hyatta, muzyka na żywo w hotelowym barze, zagubienie i odnalezienie w tej samej chwili. A pośród tych wszystkich historii przepiękne zderzenie także na płaszczyźnie kostiumów. Amerykanka w tenisówkach, szarym swetrze i granatowej budrysówce pozostaje totalnie odporna na uroki japońskiej estetyki. Owszem, przynosi do pokoju ozdoby z sakury, a raz przypadkiem trafia na warsztat ikebany. Ale to wszystko. Niejednokrotnie myślałam, że na jej miejscu nie wytrzymałabym długo w tym, co przywiozłam w walizce i ruszyła na inspirujące poszukiwania dzielnica po dzielnicy. I właśnie tę fantazję urzeczywistniam w drugiej części mojej współpracy ze Starym Browarem.

Główną bohaterkę zachęcam do eksperymentów, podtykam jej pod nos różnorakie kimona: dosłowne i przemycane w detalach. Zostawiam wygodne trampki i dobre słuchawki, podrzucam nieco groszków w stylu Comme des Garcons, oryginalnego Yamamoto i trochę niepokojącej sztuki. Róż peruki przenoszę na wygodną tunikę ESTby eS., skarpetki i klapki z aksamitną kokardą Bizuu. Dorzucam odrobinę ceramiki, żeby nie musiała jeść z plastiku (nie było takiej sceny w filmie, ale mam poważne podejrzenia, że mogłaby się takowa pojawić) oraz maseczki z twarzami zwierząt – dla odprężenia i przywrócenia wiary w to, że życie pięknie jej się ułoży.

Tokio

Zdjęcie: Stary Browar

7

lip

Utalentowany pan Ripley

Rok w rok od momentu pierwszej styczności z produkcją Anthony’ego Minghelli mam z grubsza ten sam pomysł na wakacje. Wymaga oczywiście oprawy włoskich krajobrazów, muzyki Charliego Parkera, kawy gęstej jak smoła i szafy filmowej Marge Sherwood. Jeśli jakimś cudem film Wam umknął, najwyższa pora to nadrobić. Zwłaszcza że warunki pogodowe sprzyjają totalnemu wejściu w nastrój. „Utalentowany pan Ripley” może kusić na wielu płaszczyznach. Jude Law. Koniec zdania, bo więcej nie trzeba. Kostiumy przygotowane przez Ann Roth i Gary’ego Jonesa, docenione przez Akademię Filmową (skończyło się tylko na nominacji, co do dziś uważam za grubą niesprawiedliwość), które inspirują po dziś dzień, choć teoretycznie miały odzwierciedlać modę lat pięćdziesiątych i w niej pozostać. Zatem gdy Stary Browar zaprosił mnie do stworzenia własnych propozycji na sezon letni, nie miałam żadnych wątpliwości. Ripley i spółka muszą się pojawić, choćbym miała chodzić po sklepach przez cały dzień i znaleźć trzy rzeczy na krzyż. Poszło znacznie szybciej, okazuje się, że lekki styl włoskich kurortów zagościł wszędzie – w końcu jest niezmiennie wdzięczny i prosty w noszeniu, a przy tym genialnie się prezentuje na Instagramie.

Do sprawy podeszłam trochę na opak, łącząc znajome z filmu fasony, desenie i kolory (fani docenią neonowe kąpielówki) z elementami współczesnymi jak koszulki z napisem czy wracające do łask Adidasy Gazelle. Marge grana przez Gwynteh Paltrow z pewnością doceniłaby luźne koszule stylizowane na męskie (tu kolejno ESTby eS., Zara i Altro by Patrizia Aryton) i rozkloszowane spódnice, z kolei boski Dickie Greenleaf gdyby był kobietą, ruszyłby do Solara po lniany garnitur, a kapelusik „porkpie” zamienił na miękki słomiany z większym rondem. Pozostaje nam niedoceniony Tom Ripley w tych nieszczęsnych neonach, na zawsze odebrałam mu sztruksową marynarkę, wręczając w zamian album o ówczesnym wzornictwie i parę „awiatorów”.

Istotne są kolory: soczyste, ale przełamane bielą lub pastelami. Jedwabne apaszki noszone we włosach, zabudowane kostiumy kąpielowe, które pozwolą nam wyjść poza „barwę wyjściową” (znów odwołanie do scenariusza) i obowiązkowo koszyki. Na zakupy u pięknej, nieszczęśliwie zakochanej Włoszki, zapas martini na łódkę (nazwaną „Bird” na cześć Parkera) albo jakieś zmyślne narzędzie zbrodni. Na zdjęciu brakuje tylko saksofonu i paru winyli. Dlaczego? Nie pytajcie, lećcie oglądać!

Rzym

Zdjęcie: Stary Browar

15

gru

Bez psów wstęp wzbroniony

Taki napis przywitał mnie przed berlińskim placem zabaw dla… psów. Nie było tam nic szczególnego, prócz podwójnej porządnie zamykanej furtki. Poza tym piach, błoto i kilka ławek dla właścicieli, którzy w razie zmęczenia się szybciej niż pupil mogą sobie spocząć i poczekać, aż tenże się porządnie wybiega. Jeśli ktoś zagląda tylko tutaj, może nie wiedzieć, ale wystarczy raz odwiedzić mój Instagram, by zorientować się, że jestem totalną, niepoprawną i patologiczną wręcz miłośniczką psów (zwłaszcza jednego, tego, u którego mieszkam). Co ma pies do mody? A choćby tyle, że na okładce Vogue pojawił się jakieś sto lat wcześniej niż blogerka. Więcej powiązań znajdziecie tutaj (tablica jest wciąż aktualizowana), a ja przechodzę do meritum. Na swojej drodze spotykam sporo ludzi podobnych sobie, zakochanych po uszy w kudłatych stworach. I przez kilka ostatnich lat zdążyłam się już zorientować, że tak nie doceni psich motywów w modzie, jak oni. W tym roku więc postanowiłam poświęcić tylko jeden, jedyny wpis pomysłom na prezenty. Drodzy psiarze, to dla Was. Oraz dla Waszych przyjaciół, którzy nie wiedzą, co kupić Wam na Gwiazdkę.

horror horror piesek

Czytaj dalej

14

gru

Przedświąteczny butik RR

Oto pomysł na bezstresowe zakupy świąteczne. Jeśli mieszkacie w Warszawie lub w jej okolicach znajdziecie się w tym tygodniu, koniecznie zajrzyjcie do atelier Robotów Ręcznych, które tymczasowo przeniosło się na Mokotów. W przytulnym mieszkaniu przy ulicy Melsztyńskiej 2/47 czekają na Was ubrania i akcesoria polskiej marki oraz jej twórczyni, Marta Iwanina-Kochańska. Miał być też kot Myszon, gwiazda internetu, ale zimowa aura mu nie sprzyja i wolał pozostać w domu. Kto wie, może któregoś dnia zmieni zdanie, ma czas do piątku.

Roboty Ręczne to wełniane swetry, ciepłe i miękkie, szereg akcesoriów (czapki, szaliki, kominy, opaski i rękawiczki w różnych wzorach i kolorach) oraz biżuteria – bo wszystko zaczęło się parę lat temu od plecionych z kolorowego sznurka bransoletek. W odprężającej atmosferze można do woli oglądać i przymierzać, a także napić się kawy i spróbować domowego ciasta. Wizyta w atelier nie zobowiązuje do zakupów, ale założę się, że mało kto wyjdzie z pustymi rękami. To świetne miejsce na wagary od codziennego pędu. Chętnie tam wrócę i poudaję, że mam mnóstwo wolnego czasu. Choć przez godzinę.

Butik zaprasza codziennie od dziś do piątku w godzinach 11-19. Nie trzeba się umawiać, wystarczy odważnie wcisnąć dzwonek domofonu.

BUTIK-MOKOTOW-RR-INSTA

26

lis

Two can play!

Bo do tanga trzeba dwojga, śpiewał przed laty niekwestionowany mistrz polskich przebojów. Idąc za jego radą postanowiliśmy z butikiem Two Can Play połączyć siły. Od dziś w warszawskim sklepie przy ul. Wilczej 32 znajdziecie wieszak sygnowany moim pseudonimem, a na nim rzeczy, które wybrałam własnymi rękami i oczami. Panie i Panowie, pozwólcie, że przedstawię Wam…

wybor harel logo

Czytaj dalej

9

lip

Kyosk w sieci

Nareszcie! Jedno z najpiękniejszych miejsc nie tylko w Polsce, ale też w Europie, wreszcie ruszyło ze sprzedażą online. Wprawdzie nie doświadczymy tych wnętrz, kolorów i atmosfery, co w warszawskim butiku, ale kupimy rzeczy, których na sto procent nie będziemy potem spotykać na każdym rogu. Panie i Panowie, oto sklep internetowy Kyosk!

kyosk online1

Czytaj dalej