Archiwa tagu: zakupy

14

Gru

Przedświąteczny butik RR

Oto pomysł na bezstresowe zakupy świąteczne. Jeśli mieszkacie w Warszawie lub w jej okolicach znajdziecie się w tym tygodniu, koniecznie zajrzyjcie do atelier Robotów Ręcznych, które tymczasowo przeniosło się na Mokotów. W przytulnym mieszkaniu przy ulicy Melsztyńskiej 2/47 czekają na Was ubrania i akcesoria polskiej marki oraz jej twórczyni, Marta Iwanina-Kochańska. Miał być też kot Myszon, gwiazda internetu, ale zimowa aura mu nie sprzyja i wolał pozostać w domu. Kto wie, może któregoś dnia zmieni zdanie, ma czas do piątku.

Roboty Ręczne to wełniane swetry, ciepłe i miękkie, szereg akcesoriów (czapki, szaliki, kominy, opaski i rękawiczki w różnych wzorach i kolorach) oraz biżuteria – bo wszystko zaczęło się parę lat temu od plecionych z kolorowego sznurka bransoletek. W odprężającej atmosferze można do woli oglądać i przymierzać, a także napić się kawy i spróbować domowego ciasta. Wizyta w atelier nie zobowiązuje do zakupów, ale założę się, że mało kto wyjdzie z pustymi rękami. To świetne miejsce na wagary od codziennego pędu. Chętnie tam wrócę i poudaję, że mam mnóstwo wolnego czasu. Choć przez godzinę.

Butik zaprasza codziennie od dziś do piątku w godzinach 11-19. Nie trzeba się umawiać, wystarczy odważnie wcisnąć dzwonek domofonu.

BUTIK-MOKOTOW-RR-INSTA

26

Lis

Two can play!

Bo do tanga trzeba dwojga, śpiewał przed laty niekwestionowany mistrz polskich przebojów. Idąc za jego radą postanowiliśmy z butikiem Two Can Play połączyć siły. Od dziś w warszawskim sklepie przy ul. Wilczej 32 znajdziecie wieszak sygnowany moim pseudonimem, a na nim rzeczy, które wybrałam własnymi rękami i oczami. Panie i Panowie, pozwólcie, że przedstawię Wam…

wybor harel logo

Czytaj dalej

9

Lip

Kyosk w sieci

Nareszcie! Jedno z najpiękniejszych miejsc nie tylko w Polsce, ale też w Europie, wreszcie ruszyło ze sprzedażą online. Wprawdzie nie doświadczymy tych wnętrz, kolorów i atmosfery, co w warszawskim butiku, ale kupimy rzeczy, których na sto procent nie będziemy potem spotykać na każdym rogu. Panie i Panowie, oto sklep internetowy Kyosk!

kyosk online1

Czytaj dalej

3

Cze

Secret Life

Secret Life (of things) to jedno z pierwszych miejsc w Warszawie, które oferowały nietypowe elementy wyposażenia wnętrz, swoistą odskocznię od wszędobylskiej Ikei albo chłodnych i snobistycznych mebli, panoszących się niebezpiecznie przez ostatnią dekadę. Zawsze było przytulnie, przyjemnie i niebanalnie. Właścicielki nie obawiały się goszczenia w swojej przestrzeni młodych projektantów. To w Secret Life debiutowały marki Bynamesakke czy Nenukko. Lata temu na ulicy Polnej. Obecnie stacjonarny sklep znajduje się na Mokotowie przy ulicy Dąbrowskiego 15a, ale komu daleko, może zawsze zajrzeć do butiku internetowego. Nie o meblach chcę jednak, ani o bibelotach. „Nie ufamy plastikowym gadżetom, jaskrawym barwom i krzykom mody” – piszą Violetta Gawryszewska i Agnieszka Marchocka w swoim manifeście. W pewnym momencie doszły do wniosku, że potrzebują czegoś, co rzeczonym krzykiem mody nie będzie, a jednocześnie zaspokoi nie tylko podstawowe odzieżowe pragnienia. I stworzyły to samodzielnie.

Powstała linia ubrań Secret Life. Szereg projektów podstawowych, lecz pozbawionych nudy. Uniwersalnych, dyskretnie kobiecych, wygodnych. Nie sposób jej nie porównać z Muji. Muszę to zrobić, choć uprzedzam, że w tym porównaniu nie będzie ani jednego zarzutu. Chodzi mi o prostotę, nieuleganie chwilowym porywom, dbałość o szczegół, zarówno w samym kroju, doborze materiału, jak i wykończeniach. Koszule, sukienki, spodnie, bluzy, spódnice, płaszcze – występują w kilku fasonach, świetnie uzupełniają się nawzajem. Nie narzucają nam niczego, to nosząca nadaje charakter. Nie muszę dodawać, że do tego typu marek mam szczególną słabość?

1398245090popeye

secret life

secret life (2)

secret life (3)

secret life (4)

secret life (5)

secret life (6)

secret life (7)

secret life (8)

secret life (9)

secret life (10)

Zdjęcia: Secret Life

26

Maj

Pastel Line

Warszawska pogoda za oknem zmusza mnie do porzucenia choć na chwilę tematu jesieni i skupienia się na aktualnościach. A jest o czym pisać. Choć pęd mody doprowadza do tego, że niektóre z wiosennych kolekcji paryskich czy nowojorskich wydają mi się mocno przeterminowane, a nawet zeszłoroczne i ze zdumieniem stwierdzam, że przecież powstały na okoliczność lata, które nawet się jeszcze nie zaczęło. Ot, paradoks. Nic nowego, ale wciąż zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie. Chciałabym pisać o jesieni jesienią, a o lecie latem. Czasem to się udaje, na przykład dziś.

Pastel Line to propozycja marki DRESSAP na upalne lato. Poszczególne elementy otrzymały nazwy wiatrów – od całkiem niewinnej bryzy po szalone tornado. Całość utrzymana jest w wakacyjnej konwencji, ciągnie w stronę egzotyki, choć w niebezpośredni sposób. Biel to kolor przewodni. Występuje w różnych odmianach – od cienkiej przez poszarpaną do całkiem grubej dzianiny. Im grubsza, tym bardziej obszerna, co pozwala ubraniom na… złapanie wiatru. Dosłownie. Wielbicielkom marki (oraz wcześniejszych dokonań Anny Pirowskiej w duecie z Agatą Zemełką) z pewnością spodobają się typowe dla niej wykończenia (kultowe – w podwójnym znaczeniu tego słowa – „krótko z przodu, długo z tyłu”). Nie zabrakło też charakterystycznej kolorowej kurtki, tym razem ozdobionej niezwykle kolorową grafiką przywodzącą na myśl strumień światła przepuszczonego przez pryzmat (a nawet kilka). Szereg najróżniejszych sukienek i tunik dopełniają bardzo proste koszulki, a także proste, choć niebanalnie wykończone (a dokładniej: rozszarpane) dresowe spodnie. I akcesoria, które aż się proszą o zdublowanie w innych kolorach. Może wraz z rozwojem marki ta kategoria będzie się rozkręcać. Gorąco tego projektantce życzę.

dressap pastel line 4

dressap pastel line 5

dressap pastel line 6

dressap pastel line 7

dressap pastel line 8

dressap pastel line 9

dressap pastel line 1

dressap pastel line 2

dressap pastel line 3

Fot. Rafał Stanowski

22

Maj

Manana

Wiecie, co mnie najbardziej rozbraja? Szczerość. W środowisku, do którego blog ten chcąc nie chcąc należy, zjawisko to występuje z podobną częstotliwością, co słońce w listopadzie. Nie wnikam dlaczego, powodów jest mnóstwo, od czynników zewnętrznych po kompletnie ukryte w czeluściach ludzkich mózgów. Mamy więc zachwyty nad beznadziejnymi kolekcjami, szereg bezpodstawnych gratulacji i komplementów oraz albo podszyte strachem o utratę stanowiska, albo świetnie opłacane laurki tam, gdzie absolutnie nie powinno ich być. Popadłam, teraz w celową przesadę, ale nie bez przyczyny.

Codziennie dostaję od kilku do kilkunastu wiadomości o nowo powstałych markach, portalach, miejscach. Żadnej z nich nie pomijam (nawet jeśli zaczyna się od kultowego już wśród moich znajomych „Drogi Panie Harel”). Jednak z pewnym rozczarowaniem stwierdzam, że coraz więcej firm pod hasłem „wyjątkowe” przemyca to, co było już przynajmniej dwa razy wcześniej. Ludzie uwielbiają podkreślać, że są pierwsi, nawet jeśli to kompletna bzdura. Bywa, że wciskają „na bezczela” coś, czego nie muszę sprawdzać w wyszukiwarce, bo własna pamięć wciąż działa całkiem nieźle. Jakiej odpowiedzi się spodziewają?

Dlatego takie wiadomości, jaką ostatnio dostałam od twórczyni marki Manana, powodują, że mam ochotę podzielić się z Wami nowym odkryciem, nawet jeśli nie jest ono spektakularne. „Postanowiłam, może niezbyt oryginalnie, stworzyć własną markę odzieżową. Nie bardzo mogę się z tego posunięcia wytłumaczyć, po prostu pewnego dnia mnie olśniło, że chcę to zrobić. Nie dlatego, że to jest modne, że powstaje teraz sporo niszowych marek, tylko po prostu dlatego, że mam taką potrzebę. Miało być zwyczajnie i tak po ludzku. Nie aspiruję do żadnej wielkiej mody, w ogóle to ma być nieco obok mody tak szczerze mówiąc. Zawsze jak człowiek potrzebuje rzeczy prostej, podstawowej, solidnej, ale ciekawie wykończonej, to jej zwyczajnie nigdzie nie ma”. 

Nie mogę się zgodzić, że nie ma, bo sytuacja zmieniła się na plus od czasów, gdy znalezienie nawet zwyczajnego gładkiego t-shirtu graniczyło z cudem. Ale też rozumiem, co autorka miała na myśli. Chciała stworzyć coś dla siebie. I udało się. I wcale się nie dziwię, że chce przekazać te rozwiązania dalej. Rzeczywiście, te projekty są prościutkie, ale idea pozostania obok broni ich rewelacyjnie. A co istotne, są wykonane z polskich materiałów z certyfikatem Oeko-Tex Standard 100 (metki powstają z przędzy z recyklingu) i szyte lokalnie na Warmii i Mazurach – czyli tam, gdzie pomysłodawczyni mieszka (a dopiero co wczoraj pisałam o popularności działań lokalnych).

Wejściu marki na rynek towarzyszy świetna sesja wizerunkowa ze znaną Wam z pewnością Rebel Look w roli głównej. Zachęcam do obejrzenia całości na stronie. A sama czekam, co z Manany wyniknie w przyszłości.

9

12

13

14

2

5

7

Modelka: Magda Samborska/ rebellook.blogspot.com
Fotograf:Łukasz Pepol/ www.lukaszpepol.pl
Makijaż: Anna Borkowska
Podziękowania dla Hali Widowiskowo-Sportowej „Urania”w Olsztynie za udostępnienie wnętrz do sesji.