Le Brand

Jeśli brakowało komuś w Polsce marki w iście paryskim stylu, może odetchnąć z ulgą: właśnie się pojawiła. Od pierwszego wejrzenia przywołuje mi w myślach jednocześnie charakterystyczne i z klasą zdystansowane firmy francuskie, np. Sandro, A.P.C., Zadig & Voltaire czy Kookai. Ich asortyment to przynajmniej siedemdziesiąt procent takich ubrań, które będą się opierać sezonom przez parę dobrych lat. Pozostała część tylko delikatnie ukłoni się trendom, a czasem po prostu skinie głową z daleka. I taka właśnie jest Le Brand. Jest tak młodziutka, że nie ma nawet sklepu internetowego, a zamówienia składa się albo przez Facebooka, albo osobiście. Wizyta w warszawskim showroomie robi wrażenie. Na ostatnim piętrze kamienicy w Alejach Ujazdowskich 24/111 z obłędnym widokiem na dachy miasta (Warszawa z powodzeniem udaje tam Paryż) wiszą sobie spokojnie na wieszakach ubrania piękne, szlachetne i niebanalne, choć kompletnie niekrzykliwe. Płaszcze różnego rodzaju, ręcznie dziane swetry, żakiety, wełniane spodnie, peleryny, a nawet kimona. Paleta barw oscyluje między szeregiem szarości, nieoczywistymi beżami, całkiem oczywistą i jakże niezbędną czernią a kilkoma dosłownie niespodziankami, plamką czerwieni, przygaszonych popielatych fiołków czy połyskiem skóry lub wieczorowych cekinów.

Kolekcja na jesień jest nieduża, ale za to wielokrotnie przemyślana. Tu nie ma miejsca na przypadek. Skomponujemy z niej komfortową i przyjemnie ogrzewającą garderobę. Uwaga, każda przymierzana rzecz przywiera do nas z czułością i ciężko jej odmówić. Ja wyszłam stamtąd z wełnianym swetrem o kroju kimona (który możecie obejrzeć na moim Instagramie – wystąpiłam w nim w Łodzi i chyba nigdy nie zebrałam tam tylu komplementów). Jakieś wady? Owszem, muszę napisać o jednej, dla mnie niezwykle istotnej. Otóż sporo z prezentowanych projektów pozbawiona jest kieszeni. A szkoda, bo pierwsza rzecz, którą chciałoby się zrobić po włożeniu płaszcza, to komfortowo zanurzyć w nich ręce i przybrać nonszalancką pozę żywcem ściągniętą z Caroline de Maigret chociażby. Ale ponieważ pierwsze wrażenie było fantastyczne, przymykam oko i czekam na kieszenie w sezonie kolejnym.

Le_Brand_lookbook-255
Le_Brand_lookbook-304
Le_Brand_lookbook-336
Le_Brand_lookbook-390
Le_Brand_lookbook-476 2
Le_Brand_lookbook-612
Le_Brand_lookbook-637
Le_Brand_lookbook-769
Le_Brand_lookbook-1262
Le_Brand_lookbook-1422
Le_Brand_lookbook-1181
Le_Brand_lookbook-1143
Le_Brand_lookbook-1076
Le_Brand_lookbook-795
Le_Brand_lookbook-988
Le_Brand_lookbook-1451
Le_Brand_lookbook-132
Le_Brand_lookbook-185
UWAGA! ZDJĘCIA ZOSTAŁY USUNIĘTE NA PROŚBĘ AUTORKI, PONIEWAŻ NIE ZOSTAŁY WYRETUSZOWANE. OTRZYMAŁAM JE OD PROJEKTANTKI ZE ZGODĄ NA PUBLIKACJĘ, ALE NIE MAM ZAMIARU WDAWAĆ SIĘ W DYSKUSJĘ. W MOMENCIE, GDY PANIE ZAŁATWIĄ TO MIĘDZY SOBĄ, ZDJĘCIA POWRÓCĄ W FORMIE DOCELOWEJ.

Fot. Sonia Szóstak
Stylizacja: Paulina Pyszkiewicz
Modelka: Justyna / Model Plus
Makijaż: Wilson / Warsaw Creatives
Produkcja: Błażej Baar / highnoon.pl

4 Comments

  • Agata
    Posted 29 października 2014 12:42 0Likes

    Ubrania z klasą, czego nie można powiedzieć o marce, niestety. Przy bliższym spotkaniu mailowym rozczarowanie – niedbalstwo w obsłudze klienta, brak podstawowej informacji i odsyłanie wszystkich jak leci do szołroomu na Placu Trzech Krzyży. Chyba marka nastawiona jest głównie na warszawskich celebrytów, którym taka „niedostępność” nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, są za to w stanie dopłacić duże pieniądze? A można to zorganizować fachowo, jak kaaskas na przykład – jak ruszyli, to już z klasą, na całego, w sklepach i w internecie, z pełną informacją i kulturalną obsługą. A tutaj takie ciasto, może i z wyglądu smaczne, ale z zakalcem. Żałuję, ale jestem zdania, że dobre praktyki należy promować, a złe piętnować.

  • m
    Posted 29 października 2014 15:02 0Likes

    Rzeczy wyglądają fajnie, wzięłabym wszystko tylko na Fb trudno o jakąkolwiek informację o cenach itp. Takie niezwracanie uwagi na kontakt z pt.klientami przywodzi na myśl pięknie ubraną kobietę w brudnych butach, albo mówiącą ordynarnym językiem.

  • elf
    Posted 31 października 2014 13:58 0Likes

    Najbardziej mnie rozbraja, jak widzę polską markę epatująca kiepską angielszczyzną, przynajmniej na FB. Żenada. Tak jakby po polsku projektanci nie umieli poprawnie mówić, albo po prostu mieli polskich klientów w „głębokim poważaniu”. Sądząc po powyższych komentarzach raczej to drugie. Szkoda, bo ubrania ładne i chętnie bym się skusiła. W ogóle ostatnio widzę jakiś trend wśród polskich twórców (nawet na showroom.pl się to zdarza nagminnie) pisania o ubraniach w górnolotny sposób, w miejscu gdzie powinien być opis produktu jest jakieś lanie wody, zamiast konkretnej informacji np o składzie (i nie chcę informacji typu dzianina, bo ona może być wykonana tez z rożnej przędzy). Opisy typu „bluzka o świetnym kroju, zarówno na wieczór jak i na bardziej casualowe okazje' działają na mnie jak płachta na byka!
    Mam nadzieję,że w przypadku Le Brand projektanci wyciągną wnioski z krytycznych uwag. Amen. Pozdrawiam Harel ze Ślaska:)

  • szprotek
    Posted 1 listopada 2014 09:25 0Likes

    Zgadzam się z elf- ubrania zamawiane przez internet powinny być porządnie opisane, tymczasem często brakuje informacji o składzie, cenach. Dodatkowo długość najczęściej na wysoką modelkę, bez zróżnicowania.

Leave a Reply

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu