Luksus z drugiej ręki

Spoglądasz z politowaniem na klientów ciucholandów i kupujesz tylko w luksusowych sklepach lub u projektantów? Jeśli robisz to w Polsce, możesz się zdziwić. Idę o zakład, że przynajmniej jedną rzecz z Twojej szafy nosił ktoś przed Tobą. I bardzo prawdopodobne, że ich wspólne zdjęcia znajdziesz w sieci. Jak to możliwe?

luksus z drugiej reki

Mało która marka zagraniczna z wyższej półki decyduje się na otwarcie w Polsce showroomu, a z różnych przyczyn nie chce korzystać z usług agencji oferujących taką możliwość. Najczęściej chodzi o niechęć do dzielenia miejsca z innymi, zwłaszcza tymi, które z luksusem (a często i estetyką) niewiele mają wspólnego. Odchodzą w niepamięć czasy, w których zamawiało się bezpośrednio u marki rzeczy do wypożyczenia i drżącymi rękami odbierało paczkę z Paryża, której zawartość kilkakrotnie przewyższała budżet naszej sesji zdjęciowej. Bywało, że rzeczonej zawartości towarzyszył ochroniarz. Teraz nie ma na to ani czasu, ani pieniędzy, a poza tym sporo tych największych najzwyczajniej w świecie nie wyraziłoby zgody na gościnne występy czy to w poślednim tytule, czy… w reklamie jogurtu. Zatem co się dzieje? Stylista wypożycza bezpośrednio ze sklepu, właściciel przymyka na to oczy, bo przecież będzie „ukazanie”, a potem ciuch wraca na wieszak, gotowy zawrócić nam w głowie. Przecież nikt się nie pozna, że spędził dwa dni na planie.

A nie pozna się, bo nawet największą tragedię da się zażegnać. Brudną bluzkę można zanieść do pralni. Tych jest w Warszawie kilka, słyną z uratowania niejednej kariery, zlikwidowania niejednej plamy po szmince czy czerwonym winie. Wino się zdarza, bo bywa, ze kreacja z sesji trafia prosto na weekendową imprezę. Skoro można ją oddać w poniedziałek, po co ma się marnować w pokrowcu? Sezon karnawałowy czy weselny obfitują w takie zdarzenia, a wypożyczający „na trzeciego” nawet niespecjalnie się z tym kryją. Bywa, że sami projektanci podają konkretny adres, bo wiedzą, że rzecz nawet po ostrym weekendzie wróci jak nowa.

„Wypożyczamy ubrania celebrytkom, to zawsze działa. Musimy jednak wiedzieć, kto się w nich pokaże. Czasem ciuch nie wraca. Odpowiedzialny jest stylista, ale wobec niektórych nazwisk nawet on bywa bezradny” – zdradza właścicielka warszawskiego butiku, która chciałaby pozostać anonimowa (w ogóle ten temat jest przedziwny, bo wszyscy w branży o nim wiedzą, ale nikt nie chce się wypowiadać pod własnym nazwiskiem). Gdy pytam o nazwiska, padają te z półki równie wysokiej, co podkradane akcesoria. Tak, tak, pewna pani niedawno wprost z sesji wsiadła do taksówki w kolczykach o wartości tejże, tłumacząc zdyszanej stylistce, że przecież zapomniała i nic się nie stało. Przy czym jej pamięć jest bardzo słaba, bo zdarzało jej się wcześniej zapominać także o innych częściach garderoby, które znikały bezpowrotnie za horyzontem wraz z taksówką.

Kolejna sprawa: blogerki. Przyznaję, wypożyczyłam ciuch na imprezę dwa razy w życiu. Za pierwszym oddałam do pralni i do sklepu. Za drugim nie oddałam do pralni, bo chciałam kupić, koniec końców go dostałam. Rozumiem dziewczyny, które traktują swój blog jak magazyn mody, przestawiając na nim inspirujące sesje zdjęciowe. Gdyby dostawały wszystkie te rzeczy, musiałyby po miesiącu wynająć dodatkowe mieszkanie, w którym mogłyby wszystkie dobra składować. Gdy jednak widzę marki lotów najwyższych i dowiaduję się, że po podróży na sesję czy pokaz po prostu wracają na sklepową półkę, odczuwam lekki niepokój. Pal sześć wprowadzanie obserwatora w błąd tagowaniem się na piętnastu zdjęciach obiektem pożądania każdej szanującej się wielbicielki mody. Możemy powiedzieć, że przecież modelki w magazynach też nie mają tych rzeczy na stałe, więc o co awantura? Ale potem następuje zwrot i już sobie możemy kupić torebkę czy spodnie w pełnej (a jakże!) cenie. Jeszcze się ciesząc, że mamy taki sam przedmiot, który widziałyśmy na Instagramie naszej idolki. Nie wiedząc, że być może nawet ten sam…

A co z butami? Myślicie, że te stoją sobie grzecznie na półce nieużywane? Skądże znowu! Działanie wymaga nieco więcej wysiłku, ale nie jest niemożliwe. Spody, nawet te najdelikatniejsze, można podkleić i po kłopocie. Argument obcej stopy w naszym pantoflu zbijany jest innym: „Wie pani, ile osób dziennie je mierzy? Co za różnica, czy dzieje się to w sklepie, czy na sesji zdjęciowej?”. Czapki, rękawiczki, szaliki – tak, tak, futrzak Balenciagi mógł pokonać znacznie więcej kilometrów niż z magazynu na witrynę, a nasze kaszmirowe rękawiczki oglądają w telewizji miliony Polaków. Występują w spocie sieci komórkowej.

Czy da się temu zapobiec? Na razie się nie zanosi. Brak odpowiedniego zaplecza generuje setki tego typu problemów. Światek nasz jest zbyt mały, by pozostawało to tajemnicą. Znam osoby, które w tym czy innym miejscu po prostu nie kupują, bo dobrze znają nieuczciwe praktyki. Chwała tym, którzy organizują tzw. „sample sale”. Pod warunkiem, że obniżają ceny nieco więcej niż dziesięć procent (kolejna prawdziwa historia). Odpowiedzią na te wszystkie smutki jest to, co zazwyczaj: pieniądze. Nie chcę tu obwiniać ani właścicieli sklepów, ani pracowników redakcji, ani blogerek, ani nawet niesławnych zapominalskich celebrytek. Chcę zwrócić uwagę na zjawisko, które trochę śmieszne, trochę straszne. Nie są to ogromne dramaty w skali światowej, ale jeśli uczciwości nie ma w tych najmniejszych sprawach, to skąd ma być gdzie indziej?

8 Komentarze

  • bogumila
    Posted 5 stycznia 2018 23:50 0Likes

    Raz zdarzyło mi się kupić taką rzecz. Była to marynarka z Zary, więc może towar nie aż tak luksusowy, ale jednak. Na moje nieszczęście kilka dni wcześniej widziałam ją i wszystkie inne rozmiary tego modelu w telewizji. Muszę przyznać, że trochę mi zajęło znalezienie takiego rozmiary, który nosiłby jak najmniejsze ślady użytkowania 🙁 Nie chodzi o to, że były brudne – pod tym względem stan był wręcz idealny. Mankamentem były liczne zaciągnięcia, które rzucały się w oczy. Gdybym nie widziała całej armii tych marynarek w telewizji, pomyślałabym, że to jakaś wada fabryczna alboefekt bliskich spotkań z innymi klientkami.

    • harel
      Posted 6 stycznia 2018 13:32 0Likes

      Ech, sieciówki to osobny problem, nie wiedziałabym, od czego zacząć tekst. Bywa, że styliści nie mają wyboru, sieć nie ma showroomu, klient wymaga i muszą kupować, a potem zwracać. W stanie różnym, bo każdego nie upilnują np. na planie reklamy. Druga sprawa to sami klienci, którzy kupują przed weekendem i zwracają w poniedziałek rano „bo nie pasowało”. Tylko dziwnym trafem jeszcze śmierdzi dymem papierosowym. I tak dalej, i tak dalej…

  • Kaaa
    Posted 6 stycznia 2018 23:26 0Likes

    Kiedyś pracowałam w Royal Collection. TVN wypożyczał tam stosy ubrań, oczywiście najwięcej tych najdroższych (np.garnitury 15-20tys, kurtki 5-10tys.). O kilku czy kilkunastu dniach wszystko wracało. Uszkodzone byli zobowiązani zakupić, brudne do pralni. Wypożyczali rzekomo do 1 programu czy sesji a obskakiwały one kilka programów i sesji. Później, czyste bez metek z pralni, na wieszaki do sprzedaży w regularnej cenie.

  • Aga
    Posted 10 stycznia 2018 09:11 0Likes

    Hej,
    A co myslicie o
    Pomijam torebki Hermes i chanel, bo za drogie i nie wierze ze to orginal, ale jest tez sporo tanszych marek korych oferty wygladaja przkonujaco.
    Na razie nic nie zamowilam, ale mam upatrzona torebke burberry i kurtke z moncler….

  • elf
    Posted 11 stycznia 2018 19:34 0Likes

    Harel, brawo za odwagę!

  • Domi
    Posted 19 stycznia 2018 08:25 0Likes

    Nie dalej jak wczoraj byłam świadkiem w pewnym butiku na Wilczej, jak ktoś zwracał produkty z wypożyczenia na sesję. Trochę mi się gul zrobił, nie mają sampli na wykorzystanie do sesji? I jeszcze potem piszą marki na FB- „A to niespodzianka! nasze kolczyki, sukienki xyz w najnowszym numerze Elle!”

    • harel
      Posted 21 stycznia 2018 16:13 0Likes

      No ba, klasyk klasyków niestety…

      • Domi
        Posted 22 stycznia 2018 22:24 0Likes

        i to niestety marki, która podziwiam bardzo. Tak się czasem zastanawiam czy te najmodniejsze polskie marki to takie modne/sławne bo projektanci znają się ze stylistami z ‚modowych’ czasopism, wiec pożyczają rzeczy do sesji, czy naprawdę tam jest talent? Jest tyle marek polskich np na pakamera, które wydają mi się równie warte mówienia o nich (ostatnio torebkowo Kulik) a które są słabo znane, bo, no właśnie, bo się nie przyjaznią ze stylistką/redaktorkami mody itd.

Pozostaw swoją odpowiedź

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu