Uwielbiam odwiedzać Outfit Format. Rozmowa się nie kończy, ciuchy są tylko pretekstem, tematy same przeskakują, w międzyczasie przymierzam, zachwycając się pojemnością fasonów, kobiecymi krojami i przenoszeniem z sezonu na sezon wszystkiego co najlepsze. Na przykład taki trencz. Wygląda znajomo. Dziwnie znajomo. A no tak, mam go w wersji wełnianej, zimowej, granatowej. Na wiosnę powraca lekki, tak samo zgrabny i wygodny. Albo spodnie. Były garniturowe, czarne lub białe. Teraz powstały w odcieniu khaki. Jeśli coś się zmienia, to tylko odrobinę. Poprawia z dobrego na jeszcze lepsze (w przypadku tej marki lepsze nigdy nie jest wrogiem dobrego). Co najbardziej mnie ujmuje? Że Outfit Format nie podąża drogą odmładzania się za wszelką cenę. Z marki dorosłej (w najlepszym tego słowa znaczeniu) nie zmienia się w młodzieżową. Tworzące ją kobiety mają słuszną wiarę w swój dobry produkt. Będzie grzecznie, trochę retro, a trochę po skandynawsku. Z charakterem, który wyrobiły praktycznie na samym początku. Wiosna wszystkie moje wnioski potwierdziła.

Lekkie i sztywne płaszcze w odcieniach beżu, granatu i czerwieni, szmizjerki w groszki na niebieskim i czarnym gradientowym tle, nieśmiertelne sukienki w łączkę i ołówkowe spódnice łączy nadzwyczajna użytkowość. Chodzi nie tylko o kieszenie, które Outfit daje wszędzie gdzie się da, ale o całą konstrukcję. W tych ubraniach można się poruszać do woli, będą współgrały z nami w każdym momencie. Współgrają też ze sobą – mam wrażenie, że często to piszę przy okazji tej marki. Nawet jeśli się powtarzam, jest ku temu powód. Nie oglądanie się na innych skutkuje spójnym, rozpoznawalnym stylem, nad którym warto się trochę pochylić. Bo na pierwszy rzut oka to są po prostu ubrania, bez szaleństw. Wystarczy jednak przymierzyć, by zorientować się, o co chodzi. Grono stałych klientek nie rozczarowuje. Gdy parę dni temu przyszłam do butiku obejrzeć nowości, miałam szczęście, że cokolwiek zostało. Pierwszy rzut wiosenny wyprzedał się w okamgnieniu.
Outfit Format jest jedną z tych marek, której sklepy widziałabym w każdym większym europejskim mieście. Operuje językiem uniwersalnym, czerpiąc z przeszłości paradoksalnie znajduje się zawsze krok przed innymi. Na pewno nie jest jak chorągiewka, co sezon kierując się tam, gdzie najwygodniej. To dobrze. Bo gdy odkryjemy, że jednak spódnica, którą kiedyś widziałyśmy, powinna się znaleźć w naszej szafie, możemy mieć pewność, że któraś z jej wersji wkrótce powróci.







Fot. Marcin Szyszkowski
Modelka: Diana Skowron D’VISION
Specjalne podziękowania dla Marro

2 Comments
Asia
Uwielbiam uniwersalność i ponadczasowość ubrań.
Bea
Brakuje takich marek właśnie, które chcą robić dobre rzeczy dla kobiet, a nie na siłę dla dziewczyn od lat 15 do 75 i nic z tego nie wychodzi.