Stan wyjątkowy.

Tematów cielesnych ciąg dalszy. Dziś historia jednocześnie wyjątkowa i tak powszechna, jak samo nasze istnienie na planecie Ziemia. Ja sama z pełną świadomością się na nią nie porwałam, natomiast jestem czynną, wielokrotną obserwatorką. Jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana – słowa niby banalne, lecz jakże prawdziwe. Zmienia się sytuacja wokół nas, ale też, a może przede wszystkim – na co często jesteśmy zamknięte – nasze własne ciało. Momentów, w których są to zmiany poważne, bywa sporo. Dojrzewanie i brak kontroli nad całokształtem, od kończyn po nos. Przekwitanie – kompletnie pomijane lub demonizowane, jakby było czymś wyjątkowym. W międzyczasie zmiany metabolizmu, dzikie tańce hormonów, reakcje na taki czy inny tryb życia. No i ciąża, dzisiejsza bohaterka. Duża rzecz, na którą nie da się przygotować do końca, nawet jeśli przeczyta się wszystkie dostępne na rynku książki i przewertuje wszystkie fora internetowe (tego gorąco nie polecam). „Nie dam się temu szaleństwu”, „Nie będę jak X”, „To moje życie i nic się nie zmieni” – słyszę raz po raz i absolutnie w to wierzę. Stawianie na swoim bardzo często dotyczy też ubrań. Tym bardziej, że wciąż krąży stereotyp odzieży ciążowej jako najbardziej nieatrakcyjnej pod słońcem. 

Przy okazji pisania tego tekstu zapytałam moją mamę, jak to wyglądało, gdy nosiła mnie w brzuchu. W roku 1979 i 80, bo na ten czas jej ciąża przypadała, ubrania ciążowe głównie się szyło, ewentualnie pożyczało od koleżanek. Ja sama pamiętam ze zdjęć wełnianą sukienkę w czarno biało czerwoną kratkę, uszytą z myślą o miesiącach zimowych i rosnącym brzuchu. Okazała się tak wielka, że ponad dwadzieścia kilo, które moja postać mamie przysporzyła, to wciąż było za mało, by ten fason wypełnić. Moda? Styl? To były kwestie jak najdalsze. Ważne, żeby się dopiąć i doczłapać do końca dziewiątego miesiąca. 

Worki, namioty albo wątpliwej urody modele z infantylnymi napisami wcale nie są zaprzeszłym koszmarem lat osiemdziesiątych. „Tak jakbym wraz z rosnącym brzuchem traciła rozum” – podsumowała moja znajoma, gdy rozprawiałyśmy na temat ciążowej mody. Na szczęście to tylko niesławna część oferty dla przyszłych mam, coraz częściej bowiem marki decydują się wprowadzać takie kolekcje, które łączą w sobie to, co podczas ciąży praktyczne z tym, co dzieje się w modzie tu i teraz. Efekt? Równie dobrze mogłaby je nosić kobieta bez brzucha albo z brzuchem niebędącym wynikiem ciąży (swoją drogą, ileż ja się nasłuchałam gratulacji, gdy jadałam trzy desery dziennie… – ale to temat na inną okazję). Swego czasu dostałam nawet takie ostrzeżenie, by nigdy nie mierzyć ciążowych spodni z elastycznym panelem, bo już nigdy nie będę chciała wrócić do tych standardowych. Słowo klucz? Wygoda. Skoro kobieta przez dziewięć miesięcy, a nawet dłużej będzie się zmagać z ciągłymi wahaniami wszystkiego, nieprzewidywalnymi reakcjami całego ciała, niespodziewaną zmianą sylwetki (bo przecież rzadko kiedy rośnie tylko sam brzuch), niech przynajmniej w kwestii garderoby będzie jej komfortowo. 

A jak to wygląda od strony technicznej? Jak projektuje się takie ubrania? Przy okazji premiery nowej kolekcji #ReservedForMum porozmawiałam na ten temat z Zuzanną Feligą i Joanną Pieczyńską, jej projektantkami z warszawskiego biura projektowego Reserved.

Co jest największym wyzwaniem podczas projektowania kolekcji ciążowej? 

Zuzanna: Myślę, że wyzwaniem było to, że żadna z nas nie była w ciąży, więc musiałyśmy się nauczyć tematu. Pytałyśmy nasze znajome, przyjaciółki, rodzinę – wszystkie kobiety, które były w ciąży – jakie były ich ulubione ubrania. To nie jest też takie łatwe, dlatego że ludzie mają różne preferencje. Zauważyłyśmy dwie grupy. Jedne kobiety lubią nosić takie bardzo obszerne ubrania, a drugie lubią eksponować brzuch. I musiałyśmy wybadać, jak nasze klientki to czują. 

Ważne jest, żeby dostosować ubrania na różne zaawansowanie ciąży. Chcemy, żeby te rzeczy fajnie wyglądały zarówno na małym brzuchu na początku ciąży, jak i na brzuchu w bardziej zaawansowanym stanie. Tutaj z każdą kolekcją na pewno to korygujemy. Powoli też wprowadzamy modele do karmienia. 

Joanna: Zależy nam, żeby można było kontynuować noszenie naszych rzeczy także po urodzeniu dziecka. Myślimy nad tym, jak możemy projekty usprawnić, żeby dziewczynom służyły na dłużej. One nie są sezonowe, na parę miesięcy, tylko pomyślane tak, by można było z nich korzystać też po ciąży i zresztą niektóre dziewczyny sięgają po elementy tej kolekcji nawet nie będąc w ciąży, bo po prostu fajnie wyglądają. 

O tak, sukienka w haftowane kwiatki jest tak na czasie, że sama bym ją chętnie nosiła, mimo że w ciąży nie jestem. 

Joanna: Wiadomo, że może pojawić się bariera psychiczna dla klientki, która zobaczy fajny model w tej kategorii i stwierdzi, że jednak nie chce mieć ubrania z kolekcji dla mam. Ale np. u nas w biurze nikt nie ma z tym problemu i dziewczyny chętnie noszą ubrania z tej kategorii, jak coś się im podoba, to nieważne, która to jest kolekcja. 

Zresztą ta kolekcja nawet nie wygląda na ciążową, idąc stereotypami. Bardzo fajnie je obalacie. A czy są szczególne różnice podczas procesu projektowania takiej kolekcji? 

Zuzanna: To jest głównie wyzwanie dla naszych technolożek, które opracowują temat. Mamy takie sztuczne brzuchy do mierzenia, właśnie czekamy na nowy, największy, żeby móc weryfikować projekty na takim naprawdę dużym brzuchu. Jeśli chodzi o samo projektowanie, to na pewno mamy więcej bazy. Nie chciałyśmy rezygnować z modowej strony, ale rzeczy basicowe cieszą się największą popularnością. Założenie było takie, żeby te rzeczy nie były ostatecznością z cyklu „muszę to założyć, bo w nic się nie mieszczę”, tylko fajną kolekcją, którą nosi się z przyjemnością. W biurze warszawskim projektujemy kolekcje bardziej inspirowane trendami z wybiegów i najświeższymi tendencjami, tutaj musiałyśmy troszkę spasować z tą modą, ale żeby wciąż było to świeże. Nam to się podoba, bo same nie ubieramy się ekstrawagancko, kolekcja jest ciekawa, ale nie przekombinowana. Jest łatwa w noszeniu, na tym też nam zależało. 

Joanna: Przy tej kolekcji mniej patrzymy na wybiegi, a bardziej na to, co się dzieje na przykład na Instagramie, co dziewczyny w ciąży noszą, więc proces jest zupełnie inny. Naszą uwagę skupiamy tam, gdzie można zobaczyć, jak wyglądają dzisiaj dziewczyny w ciąży. Zauważ, już nikt się nie ukrywa, nie chodzi w samych obszernych rzeczach, tylko chętniej jednak brzuch eksponuje. Dużo się zmieniło w tym temacie. Ciąża to jest fajny czas, którym dziewczyny się dzisiaj chwalą i jest to pięknie pokazywane. 

Czy jesteście w stanie wskazać na tym etapie bestsellery? Czy dostajecie takie sygnały, że w poprzedniej kolekcji było coś takiego, co warto powtórzyć?

Zuzanna: Zdecydowanie. Zresztą od tego sezonu wprowadzamy modele, które wewnętrznie nazywamy 365, czyli takie, które będą powracać w kolejnych miesiącach, bez względu na porę roku. Będą dostępne zawsze, w stałej cenie, bo wiemy, że jest na nie największe zapotrzebowanie. Chcemy utrzymywać też jakość tych produktów, nie zmieniać dostawców czy tkanin, żeby kobiety mogły sobie te swoje ulubione rzeczy polecać bez obaw, że coś zniknie czy się zmieni. Jednym z największych bestsellerów są u nas dżinsy: Mom fit i cygaretkowe, nieco krótsze. Obydwa modele bardzo fajnie zaskoczyły. 

Joanna: I kopertowa sukienka, która była na jesień i teraz wróciła w wiosennej odsłonie z trochę krótszym rękawem. Fason dopasowuje się do brzucha, a potem można ją wykorzystać przy karmieniu. 

Zuzanna: Zaczynamy projektowanie kolekcji jesiennej i wiemy, że ona znów powróci. Chcemy, żeby była w stałej ofercie. Z każdą kolejną kolekcją mamy większą bazę, ponieważ coraz lepiej rozumiemy potrzeby naszych klientek. Na przykład teraz widzimy, że bardzo dobrze są odbierane dresy. Jest taki beżowy zestaw z organicznej bawełny, już zaczął się sprzedawać. Prawdopodobnie też go włączymy do stałej kolekcji. Podsumowując: dzianiny i dżins – to są nasze hity.

Dżinsy mnie zaskakują, bo wydawałoby się, że jednak w ciąży są niewygodne, ale rozumiem, że duże znaczenie ma ten specjalny panel?

Zuzanna: W pierwszej kolekcji poszłyśmy w rzeczy bardziej uniwersalne, nie stricte ciążowe. Ale zauważyłyśmy, że nasze klientki szukają typowo ciążowych rzeczy. Z panelem na brzuch, z gumą, elastyczne. Dlatego te dżinsy dobrze się sprzedawały już od pierwszego sezonu. I dlatego rozwijamy tę kolekcję dżinsową. Ja sama ciągle noszę dżinsy, więc rozumiem, sama bym z nich tak łatwo nie zrezygnowała. 

Czy zdarza się wam, że widzicie jakiś materiał i przychodzi wam na jego podstawie jakiś pomysł? Czy raczej najpierw szkice, potem poszukiwanie tkanin?

Zuzanna: Zazwyczaj jest tak, że zaczynamy od szkiców. W przypadku tej kolekcji sprawa jest bardziej skomplikowana i oba etapy przeplatają się ze sobą. Już na etapie tworzenia moodboardu zaczynamy rozmowę z naszymi dostawcami na temat materiałów, jakie mogą nam zaproponować. Szukamy jakości premium, materiałów organicznych, ciekawych nowości i czegoś, co wpasuje się w naszą wizję. Przy tej kolekcji pracujemy głównie na dzianinach i dżerseju, zależy nam na miękkich i przyjemnych materiałach. Tak znalazłyśmy bawełnę pima, czyli bawełnę premium, której wcześniej nie miałyśmy do dyspozycji. Niektóre z projektów były robione już dokładnie pod ten materiał.

Joanna: Jeśli chodzi o resztę modeli, to do szkiców dobrałyśmy tkaniny i dzianiny. Na przykład przy sukience z haftem miałyśmy organiczną bawełnę i później na niej był specjalnie dla nas zrobiony haft. 

Zuzanna: Wszystkie motywy, które się pojawiają we wszystkich kolekcjach z naszego biura, są projektowane u nas wewnętrznie. Mamy na miejscu graficzkę, same też coś sugerujemy lub dorabiamy. Jeżeli do kolekcji potrzebne są nam hafty, nadruki czy aplikacje, to staramy się projektować od podstaw, nie bazować na tym, co dostarcza nam dostawca materiałów. Zdarzają się wyjątki, bo czasami dostępna tkanina jest tak ładna, że nie ma sensu kombinować. W przypadku tej kolekcji zarówno hafciki na denimie, sukienkach, koszuli – to wszystko było u nas projektowane. 

A jaka jest wasza ulubiona rzecz z tej ostatniej kolekcji?

Joanna: Ja lubię zestaw sportowy do jogi. Sama ćwiczę jogę, ale też zauważyłam, że temat jogi w ciąży często się pojawia, dziewczyny w ciąży potrafią ćwiczyć do ostatnich dni i stwierdziłyśmy, że fajnie by było taki produkt wprowadzić. Nie wiem jeszcze, czy będzie sukcesem, ale bardzo chciałyśmy spróbować. To duża nowość w naszym przypadku.

Zuzanna: A ja tę koszulę z haftem. Jest trochę góralska, te hafty są przeurocze, i choć sama raczej takich rzeczy nie noszę, tu zrobiłabym wyjątek. I też tą czarną sukienkę w kwiaty, mimo że jestem totalnie nie sukienkowa, to jest coś, na co mogłabym się skusić. 

Joanna: Z sukienką była ciekawa sprawa, bo pierwotnie miała być niebieska. Dostawca wysłał nam próbkę czarnego materiału w kwiatki i w biurze zrobił się taki szał, że zmieniłyśmy koncepcję. 

Zuzanna: Projektując kolekcje, mamy spore pole do manewru, nie musimy się kurczowo trzymać początkowych wizji. Czasem już w trakcie okazuje się, że np. jedna rzecz nie pasuje do reszty albo dany kolor jednak nie współgra, albo dostawca przez przypadek wyśle nam inny kolor i to się okazuje strzałem w dziesiątkę. Trzymamy się wytycznych i projektów, ale zostaje pewien margines na kreatywność nawet na późniejszym etapie. To taka wewnętrzna ewolucja na korzyść kolekcji.

Poniżej sesja zdjęciowa odsłony wiosennej #ReservedForMum, w której znalazły się wspomniane fasony 365, czyli te, które będą powracać w każdej kolejnej. Wciąż ciąży nie planuję, ale parę modeli chętnie bym przygarnęła. Życie jest przewrotne.

SESJA Z DZIEWCZYNKĄ:
fotografia: Ania Walterowicz
scenografia: Małgorzata Bula
stylizacja: Kasia Łaszcz
make-up: Gabriela Hubner
modelki: Walentyna Hubner, Basia Biełka
SESJA Z CHŁOPCEM:
fotografia: Łukasz Waszak
modele: Agnieszka Waszak, Adaś Waszak
produkcja: Ładne Bebe

Leave a Reply

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu