Reserved Athleisure. Trochę na kanapie, a trochę nie.

O etymologii słowa athleisure już trochę było, ale przypomnę. Łączy ono w sobie dwie skrajności, choć nawet z własnego doświadczenia wiem, że ten paradoks jest możliwy. Athletic i leisure, czyli luźno przekładając, sport i wypoczynek w jednym, to spełnienie marzeń niejednego kanapowca. Trochę ćwiczysz, a trochę udajesz, że ćwiczysz. I nikt ci nie zarzuci niezdrowego trybu życia, gdy pomykasz ulicą w stroju do jogi, choć na jodze nie stawiłaś się od dwóch miesięcy. To oczywiście referencja do czasów przedpandemicznych, dziś ćwiczymy w zaciszu domowym, tym bardziej nikt nam niczego nie udowodni.

Według definicji słownika Meriam-Webster, po raz pierwszy termin athleisure został użyty w roku 1979. Takim słowem podsumował wzrost zainteresowania fitnessem, a co za tym idzie, pojawienie się na rynku odpowiednich strojów, John Gehbauer ze Sporting Goods Manufacturers Association na łamach miesięcznika Nation’s Business. Słowo dryfowało sobie swobodnie od tamtego czasu, aż nagle… Nie, to wcale nie było rok temu. Wraz z rosnącą popularnością mediów społecznościowych przybrało na sile, by pod koniec roku 2019 na łamach dziennika The Guardian zostać uznanym za zjawisko, z którym pora się pożegnać (zaraz obok trendu zodiakalnego czy brzydkich butów). W rok 2020 weszło zdecydowanie walkowerem, a ledwo co czytałam u Garance Dore i Caroline de Maigret, że nigdy nie zobaczysz paryżanki w stroju sportowym poza siłownią (na którą nie chodzi). Swoją drogą ta sama Garance rozpływała się w zachwytach nad dresowymi spodniami Isabel Marant, gdy ponad dekadę temu pojawiły się na wybiegu, zaskakując i wnosząc sporo świeżości do świata mody. Wiadomo, stereotypy, klisze i celowe wkurzanie innych stwierdzeniami, że wysportowane ciało to kwestia genów… Nikt nie mógł przypuszczać, że kanapowa wygoda stanie się naszym strojem niemalże formalnym (przynajmniej od pasa w dół), a stopień wyćwiczenia zejdzie na dalszy plan.

I tak niepostrzeżenie athleisure przybrało swoją obecną formę, co świetnie dokumentuje na przykład linia Reserved Athleisure. Swoją premierę miała pod koniec zeszłego lata, w lutym pojawiła się jej kolejna, wiosenna odsłona. Sport sportem, tu chodzi o coś więcej. To koncepcja pod hasłem „all day long”, czyli nadająca się na każdy moment dnia (a nawet nocy, sprawdziłam – i cudownie wstaje się rano w dresie, pełna gotowość do spaceru z psem), zarówno aktywny, jak i całkiem statyczny. Jak powstawała kolekcja? Skąd wziął się w niej garnitur? I czy zostaniemy w dresach na zawsze? Rozmawiam o tym z projektantkami Reserved Athleisure, Ewą Torres i Joanną Palmą.

Skąd według Was moda na athleisure? Wiadomo, że koronawirus pewne rzeczy przyśpieszył, ale śledzicie trendbooki i na pewno możecie zdradzić, jakie jest źródło tego stylu w obecnym czasie?

Ewa Torres: Trendbooki funkcjonują z bardzo dużym wyprzedzeniem, nawet kilkuletnim, trendy tam zebrane powstają z obserwacji społecznych, zachowań, statystyk. Zaraz po tym, jak zorientowaliśmy się, że nasze najbliższe tygodnie będą w dużej mierze polegały na siedzeniu w domu, było wiadomo, że ten nurt zagości na dobre. To była naturalna rzecz, wynikająca z potrzeby komfortu. Wiadomo, że moda musi podążać za trendami i dostosować się do nich, choćby po to, by utrzymać się na powierzchni. Ale też żeby zaoferować klientom odpowiednie artykuły. To było takie naprawdę naturalne. 

Joanna Palma: Ten nurt sportowo domowy zaczął się już przed pandemią, obserwowałyśmy go na ulicach. To wynikało z takiej wewnętrznej potrzeby każdego z nas, mam wrażenie, że cały świat zmierza do tego, żeby wszystko było bardziej pragmatyczne, wygodne. Ludzie zmęczeni są taką ogólnie pojętą sztucznością, dlatego obserwujemy uproszczenia i dążenie do komfortu nawet w sferze chociażby sukienek koktajlowych. Ta potrzeba  sprawiła, że styl athleisure stał się popularny już dużo wcześniej. 

Ewa Torres: Nie możemy zapomnieć o nurcie atletycznym, ludzie zaczęli bardzo dbać o swoją fizyczność, ale też idzie to w parze ze zjawiskiem body positivity. Z jednej strony dbamy o siebie, ale z drugiej akceptujemy takimi jacy jesteśmy. Już nie chodzi o to, o co chodziło kiedyś w ćwiczeniach, czyli o wyrzeźbienie pięknego ciała, tylko o zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Ruch dostarcza nam endorfin, które są nam niezbędne do dobrego funkcjonowania na co dzień. Nasza pierwsza odsłona Reserved Athleisure rzeczywiście była bliżej samego ruchu i sportu. Inspiracją był slow life, ale bardziej skoncentrowany na pracy nad ciałem, odnoszący się oczywiście do sytuacji globalnej, która zmusiła nas do pozostania w domach. Natomiast praca nad drugą odsłoną, którą aktualnie mamy w sprzedaży, skupiała się na aspekcie pragmatycznym, tu chciałyśmy zderzyć te dwa światy mocniej ze sobą. Świat wygody sportowej z casualową codziennością. Wiedziałyśmy, że nie chcemy stworzyć stricte sportowej kolekcji, tylko  zbudować szafę dla kobiety, która w sposób holistyczny  łączy różne dziedziny życia. Stąd określenie „all day long” – począwszy od śniadania po wieczorny relaks.

Mam wrażenie, że choć kolekcja występuje w różnych rozmiarach, one są raczej umowne, że znacznie więcej rozmiarów i sylwetek wejdzie w te rzeczy, niż mogłoby wynikać z metki. Wydaje mi się, że np. S to nie jest mały rozmiar, tylko opcja ubrań bardziej dopasowanych, a L – możliwość oversize lub dopasowania, gdy ma się nieco większy rozmiar. W jaki sposób myślicie o sylwetce przy projektowaniu takich ubrań? 

Joanna Palma: W tej odsłonie postawiłyśmy na warstwowość i takie rozwiązania, które nie określają jednoznacznie rozmiaru. Na przykład kolarki, legginsy czy topy wykonane są z elastycznej dzianiny, każda spódnica ma gumkę, więc dopasowuje się do talii. Dzięki warstwowości pokazujesz, to co chcesz pokazać, a ukrywasz to, co chcesz ukryć. 

Ewa Torres: Zdradzę ci taką zakulisową tajemnicę. Projektujemy dla kobiet, ale też jesteśmy tu wszystkie kobietami i doskonale wiemy, jakie  mamy potrzeby,  kompleksy, jakie mamy spojrzenie na różne sylwetki. Gdy pracujemy nad kolekcjami, wszystkie modele na bieżąco mierzymy i testujemy. Sprawdzamy, jak prezentują się na różnych sylwetkach, przy różnym wzroście. Prosimy się nawzajem o pomoc, żeby sprawdzić daną rzecz pod każdym kątem, by przekonać się na własnym ciele, czy jest wygodna i funkcjonalna. Wiadomo, że wszystkie jesteśmy różne, nasze klientki  także, ale chcemy trafić do jak najszerszego grona odbiorczyń. Świetnym rozwiązaniem są dzianiny, które pracują z ciałem, dopasowują się. Zależało nam, by były to dzianiny bardzo miękkie i wygodne. Unikamy rozwiązań, które krępowały by ruchy, czy były niewygodne nawet na kanapie.

A czym druga odsłona się wyróżnia? Skąd taki wybór kolorów czy tkanin? 

Joanna Palma: Tę paletę kolorów nazywamy sorbetową albo „lifted spirit colors”, czyli kolorami podnoszącymi na duchu. Tak, by samo noszenie ubrań było przyjemnością.

Ewa Torres: Jeśli chodzi o faktury i jakości materiałów, z premedytacją sięgnęłyśmy po takie, które w  na pierwszy rzut oka nie kojarzą się z ubraniami sportowymi. Albo są celowo zagniecione, kreszowane,  lub jeśli się pogniotą, to wciąż dobrze wyglądają. Mamy np. wygodny set z marynarką, uszyty z niegniotącej się tkaniny z poliestru z recyklingu. Spodnie wyglądają klasycznie, ale gumka w pasie sprawia, ze możemy czuć się w nich wyjątkowo komfortowo. Możesz wrzucić wszystko do walizki, a po wypakowaniu ubrania będą gotowe do założenia, bez konieczności prasowania ich. W ogóle przy tej kolekcji nie ma mowy o prasowaniu, nie o to w niej chodzi. 

Kolekcja weszła w lutym, czy już wiecie, co się najlepiej sprzedaje?

Ewa Torres: Tak. Dresy z organicznej bawełny. Łączą w sobie świetny fason, jakość i ciekawe kolory.

Joanna Palma: Dobrze się sprzedają rzeczy outdoorowe: shakety (od Harel: kurtki koszulowe, połączenie słów shirt i jacket), kamizelki. 

Ewa Torres: Hitem okazała się spódnica tuba, którą zaprojektowałam w ramach bardziej casualowego dresu złożonego z czterech części.

Na koniec ustawimy sobie szklaną kulę i spojrzymy w przyszłość. Wszyscy mamy nadzieję, że pandemia się skończy. Nie wiadomo jeszcze kiedy, ale to nastąpi. Jak myślicie, czy zostaniemy w tych dresach i w tym athleisure i będziemy to nosić dalej?

Ewa Torres: Tutaj nie trzeba nawet wróżyć, bo my już widzimy, że kobiety potrzebują zmiany. W takim sensie, że dresy nigdy z naszego życia nie znikną, bo zbyt bardzo cenimy sobie wygodę. Ten rok przyzwyczaił nas do komfortu w ubieraniu się, nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek chciały z niego zrezygnować, ale nie muszą to być koniecznie dresy. Zdradzę ci, że kolejna odsłona Reserved Athleisure będzie bardzo mocna i nieco awangardowa, właśnie po to żeby zaproponować coś nowego wszystkim tym, którzy są dresami już trochę znudzeni. 

Joanna Palma: Myślę, że ten styl będzie ewoluować, sama idea dresów czy legginsów na pewno z nami jeszcze przez kilka sezonów zostanie, z tym że może to być odsłona coraz mniej domowa, ale wciąż multi funkcjonalna i komfortowa. 

Kolekcja Reserved Athleisure jest dostępna w sklepie internetowym marki.

Leave a Reply

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu