Undress Code. A letter to Paris.

I tak bielizna wyszła na ulice. I to od razu tam, gdzie chyba nigdy nie czuła się nieswojo, czyli na ulice Paryża. Ja tu sobie nieco stereotypowo poczynam, ale mamy do czynienia ze złamaniem kolejnego kodu, co oczywiście dla Undress Code jest standardem od początku istnienia marki. Zaczęło się od body w wersjach najróżniejszych, sama jestem ogromną fanką welurowej wersji z bufkami (jedne z nielicznych bufek, w których czuję się dobrze), dołączyły góry i doły, a w pewnym momencie także tzw. lounge wear, czyli ubrania domowe. Aczkolwiek daleko im do dresów, to raczej sukienki, bluzki, tuniki czy w wersji letniej szorty, w których spokojnie można wyskoczyć nie tylko „do sklepu po bułki”. A teraz to sobie możemy spokojnie wyskoczyć po bagietkę, by zakończyć wyjście z domu o trzeciej nad ranem, bo z tą bagietką spokojnie zahaczymy o elegancki lokal w porze przedświątecznej lub karnawałowej.

Oto historie gotowe do noszenia, sfotografowane przez Karolinę Wilczyńską wiadomo gdzie (mimo że w żadnym kadrze nie widać wieży Eiffla (w przeciwieństwie do amerykańskich filmów z akcją w Paryżu, tam jakimś cudem jest w każdym oknie). Obok nich historie spod spodu, bez nieśmiałości, bo gdzież na nią miejsce? W takim mieście? Patrzę na tę sesję i stwierdzam, że to moja absolutnie do tej pory ulubiona koncepcja Undress Code. Ach, przy okazji, Paryż marce nieobcy, bo od lat ma ona swoje stoisko w Galeries Lafayette (między innymi, bo w innych francuskich miastach również). Zostawiam Państwa na tym spacerze. Miłego zwiedzania!

Photographer: Karolina Wilczyńska
Model: Marta Wieczorek
Make-up: Magdalena Wińska
Styling: Anita Szymczak
Creative director: Karolina Mikołajczyk

Leave a Reply

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu