Berenika Czarnota: Sezon 15

Na pewno znacie to uczucie. Spotykacie dawno niewidzianych znajomych i macie wrażenie, że rozłąka trwała co najwyżej tydzień, nie kilka lat. Rozmowa płynie spontanicznie, może jest i kilka zaskoczeń, ale równocześnie macie ten cudowny komfort długoletniej przyjaźni czy nawet po prostu koleżeństwa. Piętnasta kolekcja Bereniki Czarnoty przypomina takie spotkanie. To starzy znajomi w nowej odsłonie. Owszem, trochę się u nich zmieniło, przynoszą jednak same pozytywne wieści. Ich życie się uspokoiło, nabrało dojrzalszych, stonowanych barw, wciąż jednak tryskają energią.

Swetry Kreuzberg i Mitte musiały się pojawić. To bestsellery, wciąż generujące sporą listę oczekujących. Berenika zmodyfikowała nieco ich kolory, kreuzbergowym zygzakom dodając więcej spokoju, stawiając na naturalne, neutralne tony beżu, brązu, antracytu czy szarości, wkomponowując gdzieniegdzie liliowe akcenty. To zresztą dokładnie ten sam odcień, który pojawiał się w jej wcześniejszych kolekcjach. Włóczka w tym kolorze powstała na specjalne zamówienie w jednej z niedużych manufaktur we Florencji. Paski kardiganu Mitte ujęła w połączenie przez lata w modzie wręcz zakazane: czerwień, róż i pomarańcz. Tu chciałabym nadmienić, że do łamania skostniałych zasad kolorystycznych projektantka przyczynia się od lat. Do dziś nie wiem, dlaczego od Francji po Japonię przez długie dekady uznawano czerwień z różem za stylowe faux pas, natomiast w jej kolekcjach a szczęście nigdy nie obowiązywały takie ograniczenia (przykłady znajdziecie m.in. w The Dreamer z 2017 roku czy Sezonie 9). Berenika tworzy nowe zasady, jakby włóczki były farbami na malarskiej palecie. Ta śmiałość zdecydowanie przyczynia się do pożądania płynącego w stronę jej swetrów.

Jeśli chodzi o gładkie modele, powraca Summer, najbardziej złożony w aspekcie dziewiarskich ściegów, lecz zaskakująco neutralny, w melanżowym jasnym brązie. Island, czyli (kolejny) kultowy sweter z kulkami, to klasyczny odcień ciemnej szarości z mieszanki wełny i moheru. Swetrom towarzyszą czapki, berety i kominiarki. Niektóre korespondują z nimi kolorystycznie, inne śmiało przecierają nowe ścieżki. Tu kobalt – nasycony, intensywny, solo, w duecie z czernią lub w tercecie z czernią i czerwienią. Jest też szalik w zygzaki, swobodnie nawiązujący do nowych Kreuzbergów, przeskalowany, mięsisty, z długimi frędzlami. Na tyle obszerny, by z powodzeniem wcielić się w rolę swetra.

Tym razem Berenika nie tylko projektowała, ale też stanęła za aparatem. W centrum nastrojowych jesiennych kadrów: Karolina Laczkowska, przyjaciółka projektantki. Ponieważ dawno się nie widziały, zaplanowały wspólny wyjazd, z linijką na mapie obliczając połowę drogi między swoimi miejscami zamieszkania. Padło na Wolsztyn, a sam pomysł na sesję pojawił się spontanicznie. Przez trzy dni przyjaciółki spacerowały po okolicy, w poszukiwaniu idealnych kadrów. Projektom akompaniują ubrania z szafy Karoliny. Żadnych nowych rzeczy, żadnych wypożyczonych do sesji elementów. I znów: nie jest to pierwszy raz, gdy projektantka decyduje się na podobny krok. Rok temu, przy Sezonie 13, wystylizowała kampanię przy użyciu własnych ubrań. Przy okazji nakreśla może nienowy, lecz silnie rozwijający się trend korzystania z dostępnych zasobów czy sięgania do archiwów. W sesjach w najróżniejszych magazynach mody coraz częściej pojawia się podpis „własność stylistki” czy „model archiwalny”, zamiast odnośnika do marki wraz z ceną przedmiotu. Na nowo kierujemy się w stronę swobodnej interpretacji.

Więcej na ten temat kolekcji, choć nie tylko, znajdziecie w nowym odcinku „Posłuchaj Harel”, w którym mam przyjemność gościć projektantkę. Zapraszam serdecznie!

Zdjęcia: Berenika Czarnota
Modelka: Karolina Laczkowska
Stylizacja: Karolina Laczkowska

Leave a Reply

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu