Balagan – Scenes in the City

Przerzucasz przez ramię ulubioną torebkę, wsiadasz na rower i mkniesz przez miasto. Drogę znasz na pamięć, w końcu jesteś u siebie, jeszcze trzy zaułki i będziesz na miejscu – w kawiarni, gdzie barista wie, co dla Ciebie przygotować gdy tylko rozpoznaje Cię w wejściu. Mijasz warzywniak, w którym od lat codziennie robisz zakupy, pewnie wpadniesz tu później. Przed wieczornym spacerem czy spotkaniem z przyjaciółmi w lokalnej restauracji. Żyjesz tkanką miejską, spotykasz bliższych i dalszych znajomych, oddychasz zgiełkiem, wymijasz hulajnogi i unikasz pośpiechu szukając cichej chwili tylko dla siebie. Uśmiechasz się do ostatnich, ciepłych promieni słońca i codziennie przemierzasz wydeptane ścieżki – zawsze w wygodnych butach.

Poruszył mnie ten opis, bo gdy zasiadłam do pisania tekstu o najnowszej kampanii Balagan, za oknem miałam swoje drugie ukochane miasto na świecie, czyli Berlin, a w głowie postanowienie, by z wydeptanych ścieżek nieco zboczyć i poznać je z innej perspektywy. Ale nogi i tak same poniosły mnie znajomym szlakiem, z zamkniętymi oczami trafię na „bloody good coffee” (to hasło berlińskiej kawiarni 19 gram), potem przyciągną mnie jak magnes książki i gazety w Do You Read Me, by na koniec, choćbym nie wiem, jak się starała, na talerzyku przed sobą ujrzeć sernik nowojorski w Five Elephant, zawsze na Mitte. A gdy trafię do Nandi na Prenzlauer Bergu, właścicielki witają mnie jak starą znajomą i zawsze pytają, co u Łatki, mimo że widujemy się może raz w roku, a przez ich sklep przepływają rzesze klientów. Tak, jestem tu u siebie, a często (choć akurat nie tym razem) przemierzam miasto właśnie w Balaganach. Choć z początku, gdy marka debiutowała, zakochałam się nie w butach, a w torebkach, które zresztą wciąż stanowią sporą część asortymentu. Torebki też są miejskie – w takim sensie, że potrafią pomieścić wszystko, czego potrzebujemy po za domem. Ba, dwa razy nawet zabrałam taką torbę w podróż, zamiast walizki. W ten sposób Ima i ja zwiedziłyśmy Sztokholm i Kopenhagę.

Agata Matlak-Lutyk i Hanna Ferenc doskonale czują miasto. Zresztą przez długi czas ich marka miała w podtytule określenie „Between Warsaw and Tel Aviv”, bo projekty powstawały właśnie na tej linii. Łączyły w sobie odpowiedzi na potrzeby dwóch kompletnie różnych lokalizacji. Tak naprawdę zamiast nich możemy wpisać sobie dowolne punkty na mapie, bo buty i torebki sprawdzą nam się wszędzie, po prostu. Co w najnowszej kolekcji? To bardzo w Balaganie lubię, że nie odcina się od poprzednich sezonów i kontynuuje ulubione projekty, może tylko czasem trochę je modyfikując lub raczej: ulepszając. Dlatego wciąż dostaniemy botki Tzava czy sztyblety Arava, ale w nowych kolorach, na przykład złamanego różu. Jako że idzie zima, projektantki proponują alternatywę dla wszechobecnych Emu czy Uggów: lokalna wersja nazywa się Kor, jest podbita naturalną wełną, a ozdobiona charakterystycznym, ręcznym szwem na cholewce. Zresztą szew ten przewija się przez całą kolekcję, urozmaicając nowe modele torebek czy nerek. Nowością z prawdziwego zdarzenia są dwa modele czapek. Pierwszy, klasyczny, ściągaczowy, wydziergany ze stuprocentowej wełny. Drugi, z klapkami na uszy i wiązaniem pod brodą, nawiązujący do nakryć głowy z dzieciństwa, powstał z mieszanki alpaki, moheru i jedwabiu. No i plecak, wszak miejski element obowiązkowy, zwłaszcza na rower, który to coraz częściej, zwłaszcza w dużych miastach, okazuje się wybawieniem.

Zdjęcia: Balagan Studio – Agata Matlak-Lutyk i Hanna Ferenc
Modelki: Gaya Sharav (Aluma Models), Liraz Avra
Make up: Yuval Erell
Stylizacje: Crush, Kassima Vintage TLV, Sonia & The Gypsies

Leave a Reply

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu