Terra

Muzyka i zapach – to moje osobiste wehikuły czasu. Choć działają na inne zmysły, w podobny sposób potrafią szybko i skutecznie przenieść w dowolnie wybrany moment życia, przywołać znajome i zapomniane wrażenia, sytuacje, a nawet konkretne osoby. W większości przypadków są to historie przyjemne, zdarzały się jednak zaskoczenia, gdy charakterystyczny zapach perfum lub fragment utworu potrafiły wywołać u mnie całkiem prawdziwe łzy smutku. Gdy miało to miejsce po raz pierwszy, byłam nawet nieco przestraszona (ale też bardzo młoda). Dziś każde takie doznanie przyjmuję z otwartymi ramionami.

Terra, pierwsze perfumy Ani Kuczyńskiej, porwały mnie w tę pozytywną stronę, łącząc silnie zakorzenione i pewne siebie „dziś” z uroczym i naiwnym, dziecięcym wręcz „wczoraj”. Bo to przecież wczoraj, wiedziona ówczesną modą, zużywałam zdecydowanie za dużo olejku paczulowego kupowanego w maleńkich fiolkach w sklepie indyjskim Ganesh na warszawskim Grochowie. Również wczoraj dodałam na zawsze do ulubionych zapach mokrej ziemi, najlepiej w kwietniu, gdy zieleń dopiero się budzi. Albo mokrego asfaltu chwilę po deszczu, rozgrzewanego letnim słońcem. Wczoraj też pachniały wulkaniczne włoskie plaże, które fotografowałam aparatem analogowym, oszczędzając każdą z trzydziestu sześciu cennych klatek na kliszy. A jednym z pierwszych wspomnień zapachowych w ogóle jest stary sekretarzyk w domu moich rodziców, w którym tata trzymał tytoń i fajki. Gdy tylko się nauczyłam odpowiednio przekręcać klucz, przy każdej okazji otwierałam ciężką klapę, by wdychać liściastą mieszankę. I nagle miks tego wszystkiego przybył zupełnie skąd inąd, tak jakby Ania Kuczyńska doskonale znała moje dzieciństwo i z sukcesem odtworzyła jego bukiet.

Teraźniejszość i wciąż bardzo osobiste odczucia łączą się z całkiem ogólną obserwacją tego, w którą stronę moda wraz z wieloma swoimi wątkami zmierza, jak rozdziela (lub rozdziera) się w kierunkach skrajnych: jednym coraz bardziej cyfrowym i nierzeczywistym, a drugim zmierzającym ku naturze czy po prostu ziemi, czerpiącym z tego, co bliskie, dostępne i lokalne. Ania Kuczyńska w wielu swoich kolekcjach nawiązywała na różne sposoby do żywiołów, znajdowała tekstylne interpretacje naturalnych krajobrazów, przywoływała skały, rośliny i powietrze. Nie jest to pierwszy raz, gdy wspomina Sycylię, wyspę ewidentnie jej bliską, bo powracającą w jej twórczości wielokrotnie. Podobnie jak wątki włoskie w ogóle. Duchowe schronienie, kosmos, szczęście, piękno, porządek, doskonałość i kobiecość – tak przekazuje sycylijską symbolikę, której nośnikiem jest skomponowany przez nią botaniczny zapach.

Bo „Terra” to z włoskiego „Ziemia”, w równowadze do naszego codziennego odpływania w życie wirtualne, przypominająca, gdzie tak naprawdę jesteśmy i co warto dziś doceniać. To też swoisty manifest, wyraźnie określający wybór projektantki, by pozostać w namacalnej i pozytywnie uziemionej rzeczywistości.

Leave a Reply