Wesele

Polskie sacrum i profanum. Fraza w pierwszej dziesiątce wyszukiwań, przynajmniej w sezonie wiosenno letnim. Nierzadko temat maturalny. Wajda. Smarzowski. Finansowa studnia bez dna, generator najlepszych memów, spełnienie marzeń i koszmarów. Wymieniać dalej? Wesele, drodzy Państwo, ukochane i znienawidzone jednocześnie. Weselny dress code rozgrzewa do czerwoności w dyskusjach między instagramowymi stylistkami a ich odbiorczyniami lub babciami i wnuczkami. Każda ma swoje zdanie, żadna nie odpuści. Jak odzieżowych wyborów krytykować nie wypada, a gusta pozostawia się zainteresowanym, tak w kwestii stroju na tę okazję istnieje niepisana zasada, że powiedzieć można wszystko co najgorsze, a łacińskie porzekadło traci rację bytu.

Przewrotność i poczucie humoru są tu szczególnie ryzykowne, bo jeden nieostrożny ruch mamy profanację, bez względu na wyznawaną wiarę. Doświadczałam tego ryzyka nie raz, produkując teksty poradnikowe dla portali internetowych na początku swojej kariery. Ileż emocji potrafił wzbudzić dodatkowy pasek przy sandałkach, odkryte kolano czy odcień sukienki! A gdy jeszcze pokusiło mnie, by napisać, że kilka wesel przetańczyłam w adidasach… Tak, to były czasy, gdy komentarze pod tekstem pisało się w temperaturze bliskiej wrzenia. I o ile sporo tematów z czasem przestało doprowadzać do szału, tak wesele, mam wrażenie, wciąż mocno się trzyma w dziesiątce najsilniej pobudzających.

Dlatego żart z konwencji, na jaki w tym sezonie zdecydowali się Monika Kędziora i Bartek Korzeniowski, twórcy marki Acephala, daje efekt pierwszorzędny. Jak tłumaczyli podczas prezentacji kolekcji, zdecydowali się zderzyć ze sobą przeciwieństwa, by w paradoksalny sposób ze sobą koegzystowały. Czy to estetyczne, czy pokoleniowe, czy wreszcie surowcowe, bo ich prace składają się z najróżniejszych materiałów, nierzadko wykorzystanych w sposób zaskakujący. Znalazło się miejsce na ludowość, wszak wesele, nawet najbardziej nowoczesne, zawsze będzie w jakiś sposób z niej czerpać. U Acephali nigdy jednak literalnie: ściągana gumkami sukienka przypomina chochoł, rozcięte rękawy przywodzą na myśl kontusz, a z resztek tkanin powstały gorsety gdzieś w oddali majaczące formą serdaka. Czy elegancka, rozłożysta peleryna może powstać ze sportowego ortalionu, a wieczorowa kreacja pruć na brzegach? Pytanie retoryczne. U nich wszystko jest możliwe.

Ten eklektyzm, miks wzorów, kolorów i szeroki wachlarz odwołań do tradycji zebrała w spójną wizję Anna Poniewierska, która wystylizowała poniższą sesję. Będzie tu zarówno panna młoda, odziana w szeleszczącą, jakby nakrochmaloną bawełnę, jak i jej druhny: koronkowe, falbaniaste, bieliźniane. Będzie komfort w dopasowujących się do ciała ściągaczach połączonych w formy topów i sukienek oraz swoboda pod marszczonymi modelami czy celowymi warstwami (ach, te wystające staniki z czasu przełomu tysiącleci, aż się za nimi zatęskniło). To propozycje jednocześnie intrygujące i wdzięczne w noszeniu, niekoniecznie na weselu. Choć chciałabym zobaczyć kiedyś taką interpretację tych jakże dyskusyjnych elementów garderoby. W ramach miłej odmiany od poliestrowych falbanek lub viralowych sukienek z sieciówek.

Zdjęcia: Bartek Korzeniowski
Dyrekcja artystyczna: Monika Kędziora
Stylizacja: Anna Poniewierska
Modelki: Laura Bończak, Liza Komar / The Management
Włosy i make-up: Ola Kulak
Nadzór produkcyjny: Karolina Szafranek

Leave a Reply