Najpierw była koszula. Widziałam ją na znajomych i nieznajomych, na Instagramie i w terenie. Niby nic, ot, flanela w czarno oliwkową kratę. Było w niej jednak coś hipnotyzującego. Pomijam nostalgię, bo to chyba moja bardzo osobista rzecz, jako że kilka pętli w modzie już przeżyłam i każdy powracający trend mnie wzrusza. Wiecie, początek lat 90., grunge, podbieranie koszul z szafy taty – kto tam był, ten się teraz uśmiecha. I jeszcze nieprzemijająca sesja zdjęciowa „Grunge & Glory” w obiektywie Stevena Meisela w amerykańskim Vogue, którą jedni uważają za oficjalne przypieczętowanie stylu grunge, a inni – za jego definitywny koniec. Ale nie, koszula obudziła też inne emocje. Na przykład zachwyt nad formą. Bo nie była to przypadkowo cięta krata, której linie spotykają się rzadko albo wcale. Widać było precyzję konstrukcji, choćby w intrygującym, ukośnie układającym się panelu rękawa. Albo przedłużonym karczku na plecach zwieńczonym zgrabną kontrafałdą. Szybkie, niewymagające śledztwo i już wiem. To znajoma polska marka One Shirt, która połączyła siły ze stylistką, Karlą Gruszecką. I jeden z owoców tej współpracy, który niemal z miejsca stał się viralem.
– Karla była dla mnie stylistką w Polsce na której prace patrzyłam z podziwem, wiedziałam też, że gdy powstało One Shirt, będzie to produkt, który doceni za jakość i pomysł – wspomina założycielka One Shirt, Karolina Pawlak. Tak też się stało, została moją klientką i z każdą kolekcją w jej szafie przybywało koszul One Shirt. Gdy przyszedł pomysł współpracy i stworzenia czegoś z kimś, była naturalnym, pierwszym moim wyborem. Miała już do nas zaufanie, wiedziała, że zrobimy coś przede wszystkim dobrego jakościowo.
– Od początku byłam klientką One Shirt, lubię marki które się specjalizują w konkretnej, wąskiej materii i robią to dobrze. Ujęła mnie jakość i dbałość o detale: piękne mankiety, guziki i opcja personalizacji cieszą oko! Propozycję współpracy przyjęłam bez zastanowienia. Bo produkt wydawał mi się naturalnie bliski, a ilość jego interpretacji dawała nieskończone pole do popisu – mówi Karla Gruszecka. – Do mody, wbrew pozorom, podchodzę dość pragmatycznie i życiowo. Nie wymieniam jej co sezon, łatwo nie ulegam trendom. Latem lubie miksowac kolory i printy, jesienią faktury i fasony. Koszula w mojej szafie króluje od zawsze. Nie wyobrażam sobie bez niej żadnej podróży prywatnej czy służbowej. Noszę ją na sto sposobów, lubię uniwersalne fasony, które łatwo się łączą z resztą garderoby. Zapożyczona z męskiej szafy potrafi być bardzo sexy, ale też biznesowa. Stanowi doskonała prostą bazę, ale też dopełnienie bardziej szalonego looku. Nie ma osoby która by źle wyglądała w koszuli, kluczowe jest to jak się ją nosi i z czym. Nasza pierwsza kolekcja była odpowiedzią na moje jesienne modowe potrzeby – brąz, granat, szarość i krata – dodaje. I wspomniana koszula pochodziła właśnie z jesiennej kolekcji. Co ciekawe, jej popularność urosła organicznie, była przedmiotem tradycyjnego zakupu, a nie paczek PR. I, jak to z najlepszymi viralami bywa, nie został on skrupulatnie zaplanowany.
Zarówno Karolina, jak i Karla przyznają, że sukces modelu Tartan je zaskoczył. Ale też dzięki niemu dalej razem tworzą. Poniższe zdjęcia to druga część ich działań, powstała z myślą o wyrazistych i komfortowych wakacyjnych stylizacjach. Dużo tu błękitów i zieleni, spotykają się różne wzory, kontrastowe lamówki, znajome już szerokie mankiety i konstrukcje rękawów. Znalazło się też miejsce dla spodni. Tych piżamowych, obecnych w One Shirt praktycznie od początku oraz krótkich, bufiastych, śmiałych i niezwykle komfortowych jednocześnie. Karla zachęca do łączenia tych modeli na wiele sposobów, stawia na warstwowe budowanie sylwetki i mieszanie różnych deseni. – Chcę udowodnić, że nie potrzeba dużo żeby wyglądać cool i stylowo – zaznacza. Tworzenie linii dla One Shirt daje mi dużo frajdy, nie tylko z racji wolności, którą mam przy tworzeniu, ale też obserwowania, jak te rzeczy później żyją swoim życiem i dziewczyny nie wyobrażają sobie bez nich swojej szafy. Nie zmieniam koszuli co sezon, szukam tylko nowych zestawień i okazji!
Z pewnością w osiągnięciu viralowej popularności pomaga autentyczność twórczyni kolekcji. Karla faktycznie w tych koszulach żyje: pracuje, podróżuje. Nosi je po swojemu, zestawia z innymi markami, stapiają się z jej charakterystycznym i niezwykle inspirującym stylem. Gdy zajrzycie na Instagram, dostrzeżecie także jej mamę w warstwowo założonej szmaragdowej koszuli w prążki. Drobiazg, a jednak działa doskonale, bo co innego oglądać starannie komponowane kadry sesji wizerunkowej, a co innego spotykać te same ubrania na co dzień. Jedna i druga opcja są dla mody nieodzowne. Ta druga jednak zawsze mocniej działa na odbiorcę.








Fot. Dorota Szulc
Modelki: Mary Dmitruk/ Selective, Karla Gruszecka
Stylizacje: Karla Gruszecka
Fryzury i makijaż: Aga Wilk
Miejsce: Hotel Bristol
