W każdej odsłonie – sobą

Był początek lata 2005 roku, gdy ruszyłam w ostatnią turę poszukiwań butów na własny ślub. Niepowodzenie za niepowodzeniem następowały w miejscach, które teoretycznie powinny sprzyjać tego typu eskapadom, bo mieszkałam wówczas w ojczyźnie Antwerpskiej Szóstki i mody na co dzień miałam pod dostatkiem. A jednak nie składały się dwa kryteria, które sobie obrałam, by własny ślub przeżyć nie tylko pięknie, lecz również komfortowo. Sukienka była gotowa, estetycznie na drugim biegunie niż wszelakie bezy i koronkowe rzeźbienia, więc buty również powinny pozostać niesztampowe. Miało być po mojemu, żeby w dniu tak ultra ważnym stąpać mocno po ziemi, być w stu procentach sobą i móc się samej siebie złapać w razie nagłego stresu. Dni mijały, Brukselę i Antwerpię przyszło na pewien czas pożegnać, a butów wciąż nie miałam. Nadzieja też się kończyła.

Gdy przyjechałam do Warszawy, ruszyłam na wyprawę ostatniej szansy, mając w pamięci firmę, której buty nosiłam jeszcze w liceum, podobnie zresztą jak wiele koleżanek. Moda nie zmieniała się tak szybko, jak dziś, więc mając w pamięci konkretny kształt noska i obcasa, udałam się do sklepu RYŁKO na Chmielnej. Czekały na mnie, po prostu. Zamszowe, w ślicznym, wrzosowym odcieniu, z ozdobnymi wycięciami, idealnie okrągłym czubkiem i humanitarnym, apetycznie zaokrąglonym obcasem, zapinane na cienki paseczek w kostce. I doskonale komponujące się z jasnym błękitem sukienki i jej turkusowym paskiem. Przyjemnie też przełamywały jej minimalistyczny krój. Podobały mi się. I były wygodne od pierwszego momentu. Sprzedane! Chwilę później zaprowadziły mnie brukowaną staromiejską uliczką do urzędu, a potem przetańczyły pół nocy ze świeżo upieczonym małżonkiem. Nosiłam później w wielu konfiguracjach, jako że nie uznaję kupowania butów na jedną tylko okazję, choćby to był sam ślub. Mam je do dziś.

Do granatowego pudełka z jasnożółtym logo zajrzałam niedawno po dłuższej przerwie. Pojawiła się bowiem nowa kampania RYŁKO z Małgorzatą Kożuchowską w roli ambasadorki marki, z hasłem przewodnim „W każdej odsłonie – sobą”. I przypomniałam sobie, jak ważne było to dla mnie wtedy i jak ważne jest dziś. Bo nie ma nic gorszego, niż ubranie, które dyktuje warunki i krępuje naszą codzienną dynamikę. W tym buty jako jego absolutna podstawa. Jak ważne jest, by swobodnie się przemieszczać, nie rezygnując z tej frajdy, jaką daje moda i jej moc podkreślania charakteru.

Żyjemy w czasach, w których codziennie jesteśmy bombardowani definicjami tego, jak powinniśmy wyglądać, co czuć i do czego aspirować. W tym nieustannym szumie prawdziwym luksusem staje się cisza. I odnalezienie własnego głosu. Małgorzata Kożuchowska opanowała tę sztukę do perfekcji. Od lat fascynuje nie tylko swoim talentem, ale przede wszystkim niezwykłą, kojącą autentycznością. Jej styl to opowieść bez zbędnych ozdobników. To miękkość, która zaprasza, a nie dystans, który onieśmiela. Kożuchowska uchodzi za ikonę mody właśnie dlatego, że nigdy nie wygląda na przebraną. W jej garderobie, podobnie jak w jej sposobie bycia, panuje harmonia – czytamy w opisie kampanii. Dowody są spójne stylistycznie, acz różnorodne, co doskonale odzwierciedla codzienność osoby świadomej swoich modowych preferencji. Sytuacja idealna: nawet gdy nie masz czasu, by się zastanowić, sięgasz do szafy i wszystko działa.

Małgorzata Kożuchowska wybrała też swoich ulubieńców z jesiennej kolekcji, część z nich możemy podziwiać na poniższych zdjęciach. Od razu zaznaczę, że nie zmierzyłam wszystkich, lecz sporo modeli sprawdziłam i znajomy z dnia ślubu komfort wciąż jest obecny. Po raz pierwszy od dawna znalazłam też baleriny, które mam ochotę nosić. To raczej wariacja niż dosłowność, obecny też maleńki, dwucentymetrowy obcas. Kto zawsze marzył, by być trochę wyższy, docenia takie drobne gesty. Pośród nowości odnajduję subtelną obecność dawnego RYŁKO – w ozdobnych, meandrujących wykończeniach czółenek, zaokrąglonej linii obcasów czy kontrastowych przeszyciach. Ale jest też rok 2026, ze swoją niegasnącą miłością do brązowego zamszu, mokasynów, żeglarskich półbutów czy anonimowych sneakersów, jak je roboczo nazywam – czyli butów o sportowej proweniencji, jednakże bez rzucającego się w oczy emblematu marki. Wzrusza też powrót marszczonych botków i kozaków, bo ostatnio były tak popularne w czasach początków tego bloga. Jeszcze na moment wrócę do komfortu, bo RYŁKO oferuje tu coś jeszcze. W przypadku tych ostatnich mamy do wyboru trzy rozmiary cholewki: S, M lub L. Spore to udogodnienie dla posiadaczek zarówno wąziutkich, jak i szerokich łydek.

Współpraca z polską aktorką rozpoczęła się w poprzednim sezonie od hasła „W każdej odsłonie – sobą”. Jak widać, lejtmotyw pozostaje ten sam, bo czemu wraz z nową porą roku miałybyśmy porzucić tak zacne rozwiązanie? To był (…) sezon, w którym na nowo zdefiniowaliśmy pojęcie wygody. Utwierdziliśmy się w przekonaniu, ze komfort wcale nie jest luksusem, który powinniśmy rezerwować wyłącznie na specjalne okazje, ale naturalną częścią naszego codziennego życia – czytamy we wspomnieniu letniej kampanii 2026. Myślę, że to przekonanie można przysposobić i stosować z powodzeniem bezterminowo.

Zdjęcia: materiały prasowe RYŁKO

Leave a Reply