Takie rzeczy się czuje. Nawet jeśli uparcie odmawia się miejsca nostalgii w swoim życiu. Nadchodzi pora dojrzałych kolorów, mgły i szeleszczących liści. O ile nie uciekniemy daleko na południe, dopadnie nas bez pytania o zgodę. I niech dopada, wraz z herbatą, kocem i orzechowym zapachem spacerów. Niech powrócą warstwy i opatulone uszy. Na nowo powitajmy flanelową kratkę, zapięcia pod szyję i mięsistą wełnę. I przypomnijmy sobie, jak było kiedyś. Przecież od tego jest jesień.
W NAGO nawet tytuł kolekcji to potwierdza. „Autumn Nostalgia” wyprowadza nas na zewnątrz. Jest zaproszeniem do celebrowania jesieni – jej rytuałów, zapachów i kolorów. Wszystkie jej elementy nie tylko ogrzewają, ale także tworzą atmosferę, pozwalając czuć się jak bohaterka romantycznej powieści, w świecie pełnym subtelnych emocji i nastrojowych chwil – czytamy w jej opisie. Nie chciałabym teraz brutalnie parafrazować wersu z czołówki polskiego serialu, który wciąż trwa na antenie i którego oglądanie może się wiązać z odczuwaniem nostalgii (między innymi, gdy otrząśniemy się z poczucia potwornego zażenowania), ale czy przypadkiem o tej porze roku życie nie wydaje się… powieścią? Wiem, że nie jestem w tym wrażeniu osamotniona. Wiosną i latem raczej sobie żyjemy w beztroskim teledysku, natomiast jesień potrzebuje zdecydowanie dłuższych form wyrazu.
Czym sobie pomożemy w tej iluzji? Rok 2025 nie zna półśrodków. Linie sylwetek będą albo skrócone, albo bardzo długie. Kurtki maleją, zbliżając się do ciała i przybierając bardziej kwadratowe formy. Spódnice i sukienki będą odsłaniać nogi – póki w tej mgle trwa komfort termiczny, rajstopy będą zbędne. A jest coś wybitnie nonszalanckiego w gołych nogach jesienią, choć zapewne wszystkie matki i babcie chwycą się teraz za głowę. NAGO było jedną z pierwszych marek, które z powrotem uśmiechnęły się do cięcia ze skosu – znamiennego dla całych praktycznie lat dziewięćdziesiątych oraz kawałka dwutysięcznych. Wdzięcznego i zapomnianego z niewiadomych powodów. Dwa lata temu pojawiły się w ofercie srebrzysta sukienka oraz spódnica maxi, dzięki wspomnianemu krojowi idealnie dopasowujące się do sylwetki, bez względu na jej wymiary. Dziś patent powraca w soczyście pomarańczowym kwiecistym wydaniu oraz – to chyba obowiązkowe – nakrapianym zwierzęcymi cętkami. Jest też skośnie cięta mini sukienka w motyw krowich łat, niestety nieobecna na zdjęciach (niech zrehabilitują ten fakt krowy we własnej osobie) oraz już klasycznie krojone sukienki z krótkim rękawem, zapinane na całej długości na guziki – wciąż mocno osadzone w latach 90. i wręcz błagające o towarzystwo Martensów. Dyskretnie też zaznacza obecność workwear w postaci skróconych kurtek z kontrastowym kołnierzykiem.
Już przy pierwszym spojrzeniu na zdjęcia pojawia się myśl: „O, miałam kiedyś taką kurtkę, koszulę, sukienkę*”(*niepotrzebne skreślić). I właśnie o to chodzi. Nostalgia w moim przypadku jest bardzo często punktem decydującym o zakupie, jeśli nie najczęściej. Poszukuję fasonów, kolorów, rozwiązań obecnych we wcześniejszych rozdziałach tej powieści. Czasem uda się odnaleźć identyczny model. Innym razem coś, co obudzi przyjemne wspomnienia. Tak też budujemy wartość ubrań: nadając im kontekst własnego życia, zapamiętując je przez pryzmat zdarzeń – oby jak najlepszych. Gdy to zrobimy, znacznie trudniej będzie się nam z nimi rozstać. A w przypadku NAGO taka była idea od samego początku.












Fotograf: Borys Synak
Modelka: Gabriela Hinz/New Chapter Management
Stylizacje: Patrycja Jabłkowska
