Istnieją na świecie desenie, których nie da się pomylić. Nie trzeba znać się ani na modzie, ani na designie, by na widok tego czy innego kształtu w głowie zabrzmiała nazwa marki czy nazwisko autorki lub autora. Orla Kiely zdecydowanie należy do tej grupy, od kilku dobrych dekad nie dając zapomnieć o radosnych i kolorowych motywach mocno osadzonych w graficznych latach sześćdziesiątych. Czy zaważyło jej dzieciństwo, bo właśnie wtedy się urodziła? Czy może babcia, która miała ogromny wpływ na jej kreatywność? Podczas gdy świat mody tonął w czerni i minimalistycznych formach, ona rysowała wyraziste kwiaty i łodygi o barwnych liściach – do dziś jeden z jej znaków firmowych. Był rok 1995, gdy założyła własną markę. Był rok 2003, gdy autorka bloga się o niej dowiedziała. Dlaczego to ważne? Bo brytyjskie magazyny, które wówczas kupowałam, by mieć okno na świat (nie chcecie wiedzieć, jak wyglądał wtedy internet, szczególnie w aspekcie mody), były wypełnione propozycjami od Kiely. Torebki, kapelusze, sukienki, a także tapety i różne domowe tekstylia. Nawet w latach dwutysięcznych, gdy kolor mocno wrócił do łask, te historie wydawały się nadzwyczaj atrakcyjne.

I wciąż są – i atrakcyjne, i funkcjonalne, bo oto już po raz kolejny irlandzka projektantka podjęła współpracę z marką Regatta Great Outdoors. Powstała kolekcja okryć wierzchnich oraz kaloszy idealnych na obecną jesień oraz wiele kolejnych sezonów. Znaki charakterystyczne? Tu bez niespodzianek. Nadruki regularnych kwiatów i meandrujących łodyg, a dla osób sceptycznych – wersje gładkie z wzorzystymi podszewkami. Od strony Regatty mamy nieodłączną technologię: ubrania są nieprzemakalne, trwale impregnowane i wypełnione pochodzącą z recyklingu ociepliną Thermoguard lub podbite mięciutkim polarem. To jedna z nielicznych sytuacji, kiedy poliester ma sens. No i same projekty kurtek i płaszczy – tu wygoda osiąga swój szczyt. Wszystko się zgadza: kieszenie, zapięcia, kaptury. To takie propozycje, które – choć niezwykle efektowne – nie zajmują ani trochę naszych myśli. Może tylko w momencie, gdy patrzymy w lustro i podziwiamy wyobraźnię pani Kiely.










Zdjęcia: materiały prasowe Regatta
