COS w Nowym Jorku

COS – od dziś oficjalnie na trzecim miejscu najchętniej wyszukiwanych marek w kwartalnym zestawieniu Lyst Index, po raz czwarty na nowojorskim wybiegu podczas Tygodnia Mody, osiemnasty rok na rynku. Choć bywało, że marce przepowiadano nieciekawą przyszłość (choćby na Business of Fashion, w artykule „COS: From ‘High Street Céline’ to Stagnation” z 2020 roku), prognozy te możemy na razie spokojnie pożegnać. Co się zmieniło? Z pewnością COS ponownie zaczął reagować na ducha czasów, mocniej uderzył w trendy (acz przefiltrowane przez własną estetykę), a przy okazji wraz z modą zatoczył koło i oszczędność formy, którą zadebiutował w 2007 roku i którą kultywował aż do znudzenia co poniektórych (patrz: linkowany wyżej artykuł), znów stała się pożądana. Sylwetkami z nowojorskiego pokazu manifestuje niczym niezachwianą pewność siebie, każda kolejna przekazuje subtelną, acz niepodważalną informację: „Wiemy, że robimy to dobrze”.

Forma zawsze była tu kluczowa. Jesienne propozycje tej zasadzie nie umykają, skrojone geometrycznie, symetrycznie i z komfortową przestrzenią. Kolor? Niech pozwoli jej mówić, zwłaszcza że czerń, brąz, szarość czy granat genialnie uwydatniają myśl konstrukcyjną. Desenie? Tylko i wyłącznie krata. W różnych rozmiarach i konfiguracjach. Reszta rozmaitości ukryła się w fakturach: lekko połyskującej skórze, gotowanej wełnie, satynowych zagnieceniach oraz w sposobie ich zestawienia, często na zasadzie kontrastu. Jakie jeszcze informacje przemyca nowojorska kolekcja COS? Odchudzamy, ale nie siebie, tylko akcesoria, szanowni Państwo. Cienieją paski i szaliki, maleją torebki i zwężają się buty. Szczególnie te wąskie szaliki na swój sposób rozczulają, bo przywodzą na myśl czasy, gdy tego typu dodatek występował na naszych szyjach równie często, co biżuteria, nawet latem. Wprawdzie cała reszta jest tu ultra minimalistyczna, a miniony anturaż dla takowych szalików nazywał się boho, lecz tym bardziej – cóż za odświeżająca propozycja.

Zdjęcia: materiały prasowe COS

A poniżej kilka ciekawych interpretacji kolekcji w wykonaniu zaproszonych przez markę osób. Taka strategia świetnie się w przypadku COSa sprawdza z kilku powodów. Po pierwsze: możemy sobie od razu podejrzeć ciekawe zestawienia poszczególnych modeli. Po drugie: zazwyczaj one są już w sprzedaży albo będą lada moment, więc – patrz punkt pierwszy. Po trzecie: sprytnie buduje się swoiste uniwersum, w którym marka ubierze nas od stóp do głów. No i po czwarte: nie trzeba mieć zaproszenia na pokaz, by zorientować się, co na nim będzie, więc przynajmniej po części ciekawość zostaje zaspokojona (w nawiasie chciałabym dodać, że Tamu McPherson wygrywa wszystko).

Zdjęcia: materiały prasowe COS

Leave a Reply