Martyna Zastawna – ważny głos w świecie mody i zrównoważonego rozwoju

Z Martyną Zastawną spotykam się praktycznie w przeddzień jej wyjazdu do Nowego Jorku, gdzie została zaproszona na jeden z najważniejszych szczytów klimatycznych – NYC Climate Week, na wydarzenie poświęcone zrównoważonej modzie i technologii. W momencie publikacji naszej rozmowy możecie śledzić tę podróż na jej Instagramie. Na co dzień Martyna jest międzynarodową ekspertką ds. zrównoważonego rozwoju, współpracuje z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym jako ekspertka ds. klimatu, ONZ i instytucjami unijnymi, a wszystko zaczęło się dziewięć lat temu, gdy postanowiła założyć pionierski, cyrklularny biznes pod doskonale Wam znaną nazwą woshwosh. Punktem wyjścia była usługa czyszczenia i naprawy butów, by służyły dłużej niż standardowo. Wówczas pomysł niekoniecznie przez wszystkich rozumiany. Dziś jeden z najważniejszych sposobów na odpowiedzialną modę. Jeśli zastanawiacie się, skąd czerpać wiedzę na temat najnowszych rozwiązań i lepszego jutra w modzie, kanały nadawcze Martyny to jest najlepszy adres. Na co dzień dzieli się wiedzą i doświadczeniem, nie są to zawsze wygodne informacje, lecz ogromnie ważne, by żyjąc w konsumpcyjnym systemie mieć ich świadomość.

Czy jesteś spakowana do Nowego Jorku? 

Nie, w ogóle jeszcze nawet o tym nie myślę. Mam teraz serię ważnych wydarzeń społeczno-biznesowych. Wczoraj byłam u ambasadora Stanów Zjednoczonych, a dzisiaj wybieram się na Vital Voices. To organizacja założona przez Hillary Clinton między innymi. Mówię o tym skrótowo, ale to jest bardzo ważne i ciekawe wydarzenie. róciłam właśnie z urlopu i po prostu nie mam się kiedy rozpakować, więc Nowy Jork jest jeszcze daleko w moich myślach.

Jeszcze daleko, ale już bez żartów, to całkiem poważna sprawa Cię tam będzie czekać. Zostałaś zaproszona na konferencję Fusion Fashion Tech Summit i będziesz czynnie reprezentować Polskę oraz Unię Europejską. Na czym będziesz się skupiać podczas swojego wystąpienia? 

To wydarzenie jest częścią New York City Climate Week, jednego z najważniejszych szczytów klimatycznych na świecie. Z jednej strony będę uczestniczyć w panelu poświęconemu upcyclingu w modzie, w który chciałabym wnieść elementy związane z naprawą. Mam wrażenie, że w Stanach to wciąż mniej zgłębiany temat niż sam upcycling, o naprawie czy odnowie niewiele się mówi także na samym evencie. Chciałabym więc nieco przełamać ten główny nurt rozmowy. 

Drugi panel łączy w sobie rozmowę z wystawą VR na temat zrównoważonej i cyrkularnej mody. Moim zadaniem, oprócz opowiedzenia o tej wystawie, będzie także pokazanie perspektywy na zrównoważoną modę w Europie.

Ciekawa jestem, jakie nowe wątki stamtąd przywieziesz. Bo jak sobie myślę o naprawianiu, o którym wspomniałaś, to przypominam sobie, jak powstało woshwosh – prawie dziesięć lat temu. No i wówczas podejście do naprawiania było na zasadzie „tak, tak, moja babcia kiedyś nosiła rajstopy do punktu łapania oczek, ale w sumie po co się męczyć, skoro możemy kupić nowe i tanio”. Jakie widzisz zmiany w tym podejściu przez ostatnią dekadę? 

Wiesz, ja sama zaczęłam się interesować naprawą tuż przed otwarciem woshwosh, bo moją główną ideą było szerzenie świadomości na temat cyrkularności. Właściwie nawet nie znałam tego słowa, bardziej mi chodziło o zero waste, które gdzieś tam wtedy zaczynało funkcjonować. I ta naprawa może nie była zupełnie przypadkowa, bo moja babcia jest krawcową, a moja mama od kiedy pamiętam, przerabia ubrania, więc jest moją pierwszą upcyclerką. Czerpałam od nich inspirację.

Zdecydowanie można zauważyć wzrost zainteresowania, co wiąże się z rosnącą świadomością w zakresie ekologii i odpowiedzialnej mody.. Jedynym problemem jest deklaratywność vs realne działanie. Mnóstwo osób deklaruje, że naprawia, że chce naprawiać, a w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej. Co ciekawe, my współpracujemy z punktami krawieckimi przy różnych projektach, i gdy rozmawiam z krawcowymi na temat tego, jak u nich się zmieniła liczba klientów, to one dostrzegają tendencję spadkową. Konsumenci teraz naprawiają znacznie rzadziej. Mniej więcej od 2015 do 2020 r.  ta ilość spadała, teraz jest nieznaczny wzrost, ale wciąż to nie jest to ta sama ilość co na przykład dwadzieścia lat temu.

Spotykasz się z takimi uwagami, że” po co ja mam płacić za naprawę, tyle jak mogę sobie kupić nowe buty?” itd.? Czy w ogóle z tym walczysz, czy stwierdzasz, że kto będzie potrzebował i kto rozumie, ten rozumie, a zawsze będą jakieś niezadowolone głosy? 

Cały czas się z tym spotykam, nawet kilka dni temu usłyszałam, że zamiast wydawać 160 zł za naprawę, można sobie kupić dwie nowe pary butów. Tylko nie o to chodzi. ożna sobie kupić i pięć par pewnie, tylko że te pięć par za chwilę się rozpadni .Zawsze kiedy słyszę taki argument, to staram się edukować, że naprawa to kluczowy element  ekologii, co się z tym wiąże – chodzi tu o zmniejszenie ilości odpadów, emisji dwutlenku węgla i zużycia wody.   Nie każy reaguje na takie argumenty, dlatego często wspominam też o wsparciu rzemiosła, które ma istotny wymiar społeczny. Naprawiając buty, wspieramy ludzi, którzy się tym zajmują.

Nie mówię wyłącznie o woshwosh, bo my oferujemy usługi czyszczenia i podstawowej naprawy. 

No tak, bo też przecież każdy przedmiot ma swój termin przydatności, żeby nawet go naprawiać pięć razy, w pewnym momencie po prostu też się nie da i nie ma co cudów oczekiwać. A miałam wrażenie, że po takich usługach jak Wasze, ludzie spodziewali się magicznej różdżki: oddaję zużyte buty i dostaję nowe z powrotem. 

Tak, tak, dokładnie. Kiedy oferowaliśmy kilka lat temu pełen zakres usług, to bardzo często zdarzały się sytuacje, że klienci przynosili nam buty w stanie zużytym i tak fatalnym, że nic nie można było już nic z nimi zrobić, a oczekiwali, że zrobimy z nich nowe buty. Kolejnym wyzwaniem jest kwestia  postrzegania kolorów – każdy widzi je trochę inaczej. Z tego powodu celowo zrezygnowaliśmy z tego typu usług renowacji, bo teraz kiedy nasze usługi są ogólnodostępne dla klientów z całej Polski np.  poprzez usługę w Żabce, kasjer nie będzie konsultował odcieni, pytając czy ten bordowy rzeczywiście odpowiada temu na butach.

Ale tak było. Kiedy mieliśmy dwa lokale w Warszawie, to dokładnie z klientem omawialiśmy kolor z próbnikami itd.. Teraz zdażają się klienci, którzy płacą 59 zł za takie kompleksowe czyszczenie i proszą o wizualizację jak buty będą wyglądały po czyszczeniu. Byłoby super, gdybyśmy mieli takie narzędzie oparte na AI – może kiedyś się uda. 

Nie twierdzę, że nigdy nie popełniliśmy błędów. Zwłaszcza na początku zdarzało się, że robiliśmy coś nie tak. Rzadko, ale jednak. Początki bywają trudne, a czasem bywały to nierealne oczekiwania metamorfozy przed i po. 

Mam wrażenie, że jako społeczeństwo odwykiśmy od napraw i jeśli coś nie wygląda jak nowe, to jest pretensja. Widzę to szczególnie w moim pokoleniu, które mocno odeszło od zwyczaju naprawiania na rzecz łatwego zastąpienia nowym. Przez długi czas noszenie rzeczy załatanych, zacerowanych było odbierane jako modowe faux pas. Przecież na początku tego milenium pewna sieciówka reklamowała się sloganem „Kup, noś, wyrzuć”. Poważnie. Teraz jest wyczyszczony internet z tego, ale pamięć mam dobrą. Pomijając te takie już ultra fast fashion, których faktycznie czasem nie da się założyć drugi raz, jak myślisz, z czego to wynika, że tak bardzo wyparliśmy te tradycyjne opcje? 

Myślę, że to jest kwestia historycznie kulturowa. W momencie, kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych otworzył się rynek, to mogliśmy mieć, co chcieliśmy, ale trochę brakowało nam pieniędzy. Potem zaczęliśmy te pieniądze mieć, więc jak już mieliśmy pieniądze, żeby kupować te rzeczy, to chcieliśmy mieć coraz więcej, coraz nowszych rzeczy.

Tutaj też pojawiły się również kwestie psychologiczno-socjologiczne i to, że ktoś szedł do nowej pracy, to chciał mieć nowe buty, szedł na randkę, to chciał mieć nową sukienkę itd. Każda okazja była dobra, żeby mieć coś nowego. Dużą rolę odgrywali celebryci,, a obecnie bardziej influencerzy, którzy bardzo często bezrefleksyjnie reklamują produkty. Przykładem może być choćby sytuacja z influencerami obecnymi na otwarciu butiku Shein.

To wszystko wpływa na nasze decyzje zakupowe – kiedy widzimy, że nasz ulubiony influencer albo ktoś, kogo obserwujemy, wygląda świetnie i jest modnie ubrany, a do tego  możemy sobie kupić podobną bluzkę  za 30 zł, to nie zastanawiamy się nad tym,, z jakiego materiału  jest wykonana, ile przetrwa, kto ją wyprodukował, ani jak długo będzie się rozkładać. Nie myślimy o takich kwestiach, tylko kupujemy, bo to jest ładne, modne, nowe a dodatkowo ktoś atrakcyjny to nosi i promuje. To na prawdę duży problem i trudny do zmiany.

Ale to też taka ciekawostka, że z jednej strony mamy to, a z drugiej strony jest taka firma United Repair Centre  z Holandii (od autorki: Martyna i Thami Schweichler, założyciel firmy, brali udział w zeszłorocznej konferencji Vogue BFES, o której pisałam tutaj), oni współpracują m.in. z Patagonią i to się cieszy tak ogromną popularnością, że robią 300 tys. napraw rocznie, teraz mają  usługę widocznej naprawy. Ludzie chcą się chwalić tym, że mają naprawione rzeczy, więc to jest niesamowite.

To jest super, taki trochę szpan. Czasem się z tego śmieję, że w takich książkach typu „Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś”, znajdujesz porady typu: nie kupuj sobie nowej torebki, pożycz Hermesa od swojej babci. Oczywiście to brzmi dość abstrakcyjnie czytaj w Polsce, gdzie jednak mamy inną historię i rzadko kiedy babcie sobie kupowały Hermesy. Z drugiej strony sama bardzo lubię znoszone rzeczy, ze swoją historią. Ślady po naprawianiu z pewnością się do takiej historii włączają.

Tak, absolutnie, tylko bardzo ciekawe jest, jaki odsetek osób wybiera tę opcję przy naprawach. I jak to jest wykonane. A inna kwestia, czy my na to jesteśmy gotowi, bo Holandia to jest zupełnie inna świadomość. Ja nie twierdzę, że my jesteśmy sto lat za Holandią, ale jednak ta świadomość jest tam trochę wyższa, a poza tym też inaczej jest w Warszawie, a inaczej w mniejszych miejscowościach, więc to wszystko jest mocno zdywersyfikowane. Myślę, że jak będziemy rozmawiały za siedem lat, to te dość nowe dziś rzeczy staną się standardem. Wpłynie na to rosnąca świadomość, ale też zmiany legislacyjne no i niestety zmiany klimatyczne.

Instagram zaroi się od naprawionych rzeczy, tak jak wcześniej rzeczy z drugiej ręki. Nawet jeśli to trend, jestem jak najbardziej za. Takie trendy na dobre praktyki niech zostają z nami jak najdłużej. A propos dobrych praktyk, to od niedawna współpracujecie z dużą polską marką Kazar. Opowiesz trochę o tym? 

Tak. Nasza inicjatywa nazywa się Kazar Care x woshwosh i jest to tzw. abonament na czyszczenie. Polega na tym, że kupując buty w Kazarze można dokupić za 69 zł pakiet kompleksowego czyszczenia nielimitowaną ilość razy przez rok. Jak ktoś zechce, to nawetpięćdziesiąt razy będzie mógł oddawać buty do czyszczenia. Oczywiście to się raczej nie zdarzy, natomiast chodzi nam o to, żeby dotrzeć z komunikatem, że regularne dbanie o buty może znacznie wydłużyć ich życie. A kiedy ktoś ma ładne i czyste buty, to mniej chętnie decyduje się na zakup nowych. 

Z jakimi największymi absurdami czy nawet bzdurami się spotykasz jeśli chodzi modę zrównoważoną? Jakie są największe pułapki jakby ktoś chciał zacząć się edukować?

Jest taka ciekawa statystyka odnosząca się do drugiego obiegu ubrań. Według badań osoby, które kupują w second handach, kupują finalnie więcej w sieciówkach. To znaczy, jeżeli powiedzmy wydają 50 zł w second handzie, to zostaje im 150 zł, które chcą jakoś spożytkować, więc je spożytkują na zakupy w sieciówce. Więc z jednej strony fajnie, bo wspierają drugi obieg, a z drugiej jednak taki zakupoholizm, bo kupowanie nowych rzeczy, nawet tych z drugiej ręki, jest dla niektórych uzależniające.

Poza tym ten drugi obieg też nie jest najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście, z dwojga złego lepiej kupować w drugim, ale warto pamiętać, że wciąż cały proces z nim związany jest bardzo emisyjny. W Europie czy w Stanach mamy najlepszy sort tych ubrań, cała reszta trafia do Afryki, Ameryki Południowej, do Azji. 

No tak, i potem sieć obiega zdjęcie rozległej pustyni pokrytej ubraniami po horyzont… Chętnie je udostępniamy i dalej kupujemy…

Tak, dokładnie. Weźmy na przykład kolejny nonsens – chwalenie się poliestrem z recyklingu. Nie twierdzę, żeby to było najgorsze możliwe rozwiązanie, bo lepiej przetwarzać rzeczy, które już są, zamiast wyrzucać je na śmietnik, gdzie będą się rozkładać tysiące lat. Fajnie, że recykling się odbywa, ale warto zastanowić się, ile razy będzie można dany materiał ponownie przetworzyć i jaki jest otateczny wpływ na środowisko. Bo znowu: recykling to jest cały proces, związany z wodą, z dwutlenkiem węgla, z energią itd. Dlatego bardzo bym chciała, żeby były udostępniane konkretne transparentne informacje. Idziemy do sieciówki, kupujemy legginsy z poliestru z recykingu i od razu wiemy, ile środków na to poszło, ile litrów wody i jaką mamy różnicę w porównaniu do standardowej produkcjiu. 

Chciałabym, żeby istniały transparentne informacje, które jasno pokazują, że kupując  np. spodnie z recyklingu z H&M, to wiemy, ile to kosztowało w kontekście emisji dwutlenku węgla,  ile litrów wody zostało zużyte i jak to się ma do takiego zwykłego procesu produkcji.

Też sobie myślę, że nie powinno wpływać na decyzję zakupową to, że jest to poliester z recyklingu tylko bardziej czy rzeczywiście czegoś potrzebujemy. Tak jak było z bawełną organiczną. Oczywiście dobrze, że się o to dba i jest jej coraz więcej, ale zużycie wody do jej produkcji wciąż jest ogromne. Jest też bawełna z odzysku – i znów, skąd mamy wiedzieć, na ile ona faktycznie jest taka zbawienna dla planety? Ja sama coraz ostrożniej podchodzę do tych wszystkich metek z zielonym listkiem, bo zwykle jest to coś za coś. Natomiast wiem, że często taka metka stanowi swego rodzaju rozgrzeszenie, że ok, kupiłam, ale przynajmniej coś co nie szkodzi planecie. A to nie takie proste. 

Tak. W ogóle wiedza o materiałach to jest nieodłączny element zrównoważonej mody. Żeby zajmowac się tym, czym się zajmuję, musiałam się tego wszystkiego nauczyć. Staram się być na bieżąco z innowacjami, choćby z tym, że pojawia się coraz więcej zamienników skóry. I mówię o faktycznych zamiennikach, a nie plastikowej wersji produkowanej z pochodnych paliw. Jest teraz głośno o unijnych regulacjach odnośnie greenwashingu. To bardzo ważna zmiana, bo do niedawna firmy mogły sobie mówić co chciały i jak chciały, tworzyć własne certyfikaty i oznaczenia – no i ludzie w to wierzyli. Teraz kilka dużych firm zostało ukarane za wprowadzanie klientów w błąd zielonymi elementami.

Wystarczy zwrócić uwagę na nazwę: „ekoskóra”. Ani to eko, ani skóra…

Bo potocznie wciąż tak się mówi. Zrobiłam nawet post na ten temat, bo ludzie często mnie pytają, co może być sensownym zamiennikiem skór zwierzęcych. Skóra ekologiczna to jest po prostu pochodna benzyny, więc oprócz tego, że zatruwa planetę w procesie produkcji, to generuje mikrocząsteczki plastiku, które się nie rozkładają. Ostatnio czytałam, że 5% naszego mózgu to jest plastik. Skąd się to bierze? Właśnie z tej „ekologicznej” skóry i z tych wszystkich plastikowych rzeczy, które mamy na sobie. Więc to jest fundamentalne, ale kto o tym wie? Kto sobie zdaje z tego sprawę? Opublikowałam post o toksyczności ubrań ultra fast fashion, a w niektórych z nich wykryto normy przekroczone nawet o 480 razy, w tym w produktach dla dzieci. Patrzę potem na komentarze „co mnie to obchodzi, na mnie to źle nie działa” i myślę: jeśli takie dane do ludzi nie przemawiają, to co ma przemówić?

Albo marudzimy: ale ten wrzesień upalny i dlaczego nie ma śniegu w listopadzie… 

Dokładnie.  Zastanawiam się nad tym, jak ta edukacja społeczna powinna wyglądać w tym kontekście. Jak najlepiej komunikować te informacje, aby rzeczywiście do ludzi dotarły? To ogromne wyzwanie. Myślę o pewnym systemie konsumpcyjnym, tak to roboczo nazwałam, w którym obecnie żyjemy, a który moda niejako wymusza. Konsumpcja staje się automatycznym odruchem w świecie mody.

Tak, to prawda, obserwuję to samo, w ciągu tych prawie dwudziestu lat, przez które działam w branży, że moda równa się zakupy, must have na każdy sezon, musisz to mieć. Z jednej strony otwierasz magazyn czy stronę poświęconą modzie i masz komunikaty o wspólnej walce dla klimatu, a na kolejnej stronie – moje ulubione powiedzenie – „30 kurtek na zimę, które musisz mieć”. I zastanawiam się, co trzeba by zrobić, żeby się wyrwać z tego systemu. Nie jestem poza nim, sama też mam swoje zachwyty, pokusy, widzę nagle śliczną koszulkę w takim kolorze, bez którego żyć nie mogę. I niby jestem bardzo świadoma, ale kupuję. Więc wymyśliłam sobie taki stały obieg, że jak już coś kupuję, to trzy inne rzeczy puszczam w ruch, jak sprzedaję, to pieniądze przeznaczam np. na schronisko, żeby było jak najmniej bezsensu konsumpcji. Ale wciąż jednak czuję, że jestem trybem w błędnym kole. 

Konsumpcjonizm. To jest niesamowicie trudne, bo wymaga bardzo szerokiej zmiany na wielu poziomach. Wchodzi tu i zmiana gospodarcza, to jest zmiana gospodarki liniowej na gospodarkę w obiegu zamkniętym, i zmiana na poziomie biznesowym, zmiana też na poziomie instytucjonalnym i na poziomie państw i tego, żeby wdrożyły też ułatwienia związane z tym, aby być bardziej ekologicznym i no to jest ogromna rola edukacji. 

Nawet wczoraj miałam taką ciekawą rozmowę z psycholożką, że kiedyś pokoleniowo rzeczy się zmieniały, powiedzmy, co pięćdziesiąt lat, potem co dwadzieścia, potem co dziesięć, a teraz nowe pokolenie jest tak naprawdę co kilka lat, choćby ze względu na fakt dostępu do telefonów komórkowych, do internetu, do zaawansowanych technologii itd. No i z tymi informacjami inaczej trafia się do osób, które mają trzydzieści lat, a inaczej tych, które mają dwadzieścia czy piętnaście. 

Więc uważam, że dodatkowo ta edukacja powinna być odpowiednio stargetowana i  jest to jedna kwestia, a druga kwestia: inaczej targetuje się do osób z Warszawy, inaczej do osób z mniejeszych miejscnowości, inaczej jest w Chorwacji, inaczej w Rumunii, jeszcze inaczej w Indonezji. I każdy też spotyka się z zupełnie innym problemem, bo my tak naprawdę jesteśmy bardzo uprzywilejowani tutaj w Polsce. Kiedy mamogromną przyjemność rozmawiać z osobami z Afryki, z Azji, które działają właśnie na rzecz klimatu, to też uważam to za ogromny przywilej dla mnie w kontekście poszerzania mojej wiedzy. Ich doświadczenia są związane z zupełnie innymi problemami, które często są znacznie bardziej pilne i dotkliwe.

Kolejna kwestia to jest kwestia dochodów, która jest bardzo istotna. Otrzymałam na przykład pod jednym ze swoich filmów edukacyjnych komentarz, że ktoś zarabia najniższą krajową i po prostu czasami chce mieć coś fajnego i modnego, a nie stać go na ekologiczne rzeczy. Dlatego kupuje w Shein i nie chce czuć się z tego powodu winny. 

Tak, cena wciąż jest najważniejszym kryterium. Trudno się dziwić. Przyszły ciężkie czasy, szukamy oszczędności, w systemie konsumpcji, do którego przywykliśmy, najprędzej rezygnujemy z jakości w modzie na rzecz jakiegoś chwilowego trendu i przyjemności. Chyba nic nie generuje takiego ruchu u mnie, jak linki z kodami zniżkowymi czy informacje o przecenach. Wcale mnie to nie dziwi, sama korzystam.

Na nasze promocje usług czyszczenia też jest od razu więcej zamówień. Wszystko jest strasznie drogie, więc tak jak mówisz, oszczędzamy na czym się da. Z drugiej strony warto mieć świadomość, że marki ultra fast fashion właśnie to wykorzystują.Naszą oszczędność, a wręcz nasze ubóstwo. Jest tyle ważniejszych rzeczy do kupienia, a tu  podrzucają sukienkę za dziesięć dolarów… Myślę o ogromnej roli influencerów w tym kontekście. Kiedy byłam nastolatką, to kupowałammagazyny i patrzyłam, w czym się teraz chodzi, co jest modne i fajne, ale to się nie zmieniało z tygodnia na tydzień. A teraz non stop widzisz coś nowego, co budzi poczucie pragnienia. Biorę udział w nowym projekcie, który ma na celu  stworzenie kodeksu dla influencerów przez międzynarodową fundację. To wszystko jest dość nowe, dlatego tak bardzo potrzebuje usystematyzowania. 

To by się bardzo przydało. Widzę próby z różnych stron, ale też wciąż wlatują jakieś kary za łamanie zasad konsumenckich itd. Niby sama jestem świadoma, ale mocno odczuwam wpływ osób z sieci. Np. jak zobaczę Bellę Hadid w czymś, w sumie w czymkolwiek, to od razu chciałabym to mieć. I widzę mechanizm, ale i tak w to idę. 

Sama widzisz, że ty, tak bardzo świadoma i edukująca w temacie, też miewasz takie pokusy,  to co dopiero osoba, która tak bardzo się nie interesuje, nawet nie wie, że ją to wciągnęło i że ona po prostu w tym siedzi. 

Mam nadzieję, że kiedyś uda się wprowadzić taką edukację konsumencką od dzieciństwa, może jakieś warsztaty w szkołach? Już nie wspominam o tych wszystkich plastikowych gazetkach leżących na wysokości oczu dziecka we wspomnianej wcześniej Żabce. Ale to inny temat, może na inny raz. Póki co korzystajmy z usługi odnawiania butów może częściej niż tych gazetek. Edukujmy się, działajmy, nie dawajmy nabierać. Dziękuję ogromnie za rozmowę i widzimy się niebawem po Twoim powrocie z Nowego Jorku!

Leave a Reply