Melissa

Dawno, dawno temu, gdy słowo „viral” nikomu nic nie mówiło, a internetowy świat raczkował, pojawiły się przedziwne buty z kulką. Podobno pachniały jak guma balonowa i były bardzo mięciutkie, mimo formy, która według wszelkich doświadczeń wygodę wykluczała. W Polsce dostępne w niewielu miejscach, gdyby ufać mojej pamięci, byłyby to dwa nieistniejące już warszawskie koncepty: Blind na Mokotowskiej i Lollypop w Blue City. Kto wie, o czym mowa? To słynne, viralowe chciałoby się rzec, pantofelki Melissa stworzone we współpracy z Vivienne Westwood. Obowiązkowy fason peep toe (on wraca!), obcas znacznej wysokości, a z przodu dla ozdoby rzeczona kulka, serce lub kokarda. Obudziło się nowe marzenie. Bo czegoś takiego jeszcze nie widziałyśmy. I tak się rozpoczęła popularność brazylijskiej marki w Polsce. Do tego stopnia, że Melissy zaczęły się pojawiać nawet na ślubnym kobiercu!

W Brazylii zaczęło się ciut wcześniej, bo w 1979 roku, gdy bracia Pedro i Alexandre Grendene postanowili stworzyć komfortową alternatywę dla popularnych plastikowych butów. Najpierw były sandałki – odpowiednik modelu, który moje rówieśniczki mogą kojarzyć z dzieciństwa. Te nasze były dla stóp okrutne: twarde i niewygodne. W latach osiemdziesiątych nie mogłyśmy mieć pojęcia, że w Ameryce Południowej czekał ratunek. A panowie Grendene sięgnęli po metodę wtryskową, dzięki czemu formowane tworzywo było gładkie, bez żadnych przykrych dla stóp niespodzianek. Dziś materiał ten nazywa się Melflex®, stanowi połączenie kauczuku i PVC. Ciekawostka: nazwa marki, nadana nieco później, wzięła się z piosenki Juliena Clerca „Melissa”, bardzo popularnej w Brazylii w 1984 roku. Druga ciekawostka: minęło kilka dekad, a buty te wciąż produkowane w kraju swoich narodzin. Trzecia ciekawostka: buty te w całości nadają się do recyklingu, niesprzedane egzemplarze bez problemu mogą być przerabiane na nowe modele.

Choć współpracę w Vivienne Westwood kojarzymy już z naszego stulecia, pierwsze tego typu przedsięwzięcia Melissy datuje się na lata osiemdziesiąte. Obok brytyjskiej projektantki pojawił się także Jean Paul Gaultier. A dziś? Ręka na pulsie to mało powiedziane. Jest Marc Jacobs z koturnami w stylu lat dziewięćdziesiątych, Victor & Rolf kwiatowymi formami inspirowanymi haute couture czy Jason Wu z obowiązkowymi kokardami. W niedalekiej przeszłości w gronie partnerów znaleźli się Collina Strada, Bimba y Lola, Telfar i Y-Project. Nie ma nudy, Melissa wciąż się rozwija, a ograniczeń w tych wizjach najwyraźniej brak. Poniżej nieduży wybór tego, co w 2025 możemy w ofercie marki znaleźć.

Melissa należy do grona tych marek, które wzbudzają albo wielką miłość, albo, delikatnie mówiąc, brak zrozumienia. Wyznaję pierwszą opcję, po pierwsze jako wielbicielka niesztampowych butów, najlepiej połączonych z komfortem noszenia, a po drugie osoba, która lubi mieć rzeczy przez długi czas. Naprawdę nie wiem, czy Melissy da się popsuć. Swój egzemplarz sandałów Sauce noszę, nie przesadzając, jakąś dekadę. I w każdym sezonie budzą zainteresowanie. I wciąż pachną. Projekt jest na tyle intrygujący, by nie miały jak wyjść z mody. I to jest jeden z ważniejszych aspektów sukcesu marki: te buty są ponadczasowe w znakomitej większości propozycji.

Dziś już nie trzeba polować na Melissy. Mamy polski sklep internetowy, a w nim co nam się żywnie podoba. Łącznie z owocami najnowszych współprac.

Leave a Reply